Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

Winterfresh

Nowy IS o świeżym dynamicznym wyglądzie ma sprawić, że zamożniejsi Europejczycy oszaleją na punkcie Lexusa - marki wciąż egzotycznej na Starym Kontynencie. Czy warto stracić dla niego serce i głowę, sprawdziliśmy na przykładzie wersji IS 250.

Maciej Ziemek 2008-07-02
Test Lexusa IS 250 Mimo wrodzonych predyspozycji (m.in. tylny napęd), o żadnych zimowych szaleństwach nie ma mowy - elektronika (VSC) czuwa i nie można jej uśpić.

Dobre pierwsze wrażenie to więcej niż połowa sukcesu. Wprawdzie superdokładnie spasowane elementy nadwozia, niewielkie i równe jak liniał szczeliny między nimi oraz wysoka jakość materiałów użytych do wykończenia wnętrza nie są nowością wśród najdroższych samochodów klasy średniej, ale mimo to najmniejszy model Lexusa wygląda znacznie okazalej i dostojniej niż Audi A4, BMW serii 3 czy Mercedes klasy C.

Przednie fotele, wielkie jak w lotniczej klasie biznes, zapraszają do zajęcia miejsca. Dość długie siedzisko i obszerne oparcie sugerują, że osoby każdego wzrostu i każdej postury będą mogły rozsiąść się w nich wygodnie. I tak by faktycznie było, gdyby fotele Lexusa postawić w domu przy kominku. Ograniczona przestronność wnętrza IS-a sprawia, że już osoby o wzroście powyżej 185 cm ocierają głową o sufit. Z miejscem na nogi też nie jest rewelacyjnie. Niewielki zasięg osiowej regulacji kolumny kierownicy i oparcie fotela, którego nie można ustawić w pozycji bliskiej pionowej sprawiają, że cały fotel trzeba przesunąć ku kierownicy, aby jej dosięgnąć i pewnie ją trzymać. O niemal wyprostowanych nogach można wówczas zapomnieć.

Mylą się ci, którzy sądzą, że na przesunięciu foteli do przodu zyskają pasażerowie tylnej kanapy. Zyskają, ale to tylko kropla w morzu potrzeb. Dopóki foteli nie przesunie się w przód przy jednoczesnym ich podwyższeniu, dopóty z tyłu i tak brakuje miejsca na stopy. Wizerunku IS-a jako samochodu co najwyżej 2+2-osobowego dopełnia bagażnik o pojemności zaledwie 378 l. Nie tylko mniejszy i mniej ustawny niż w Audi A4 czy BMW serii 3 (bagażniki obydwu tych aut liczą po 460 l), ale skromniejszy nawet niż w o klasę mniejszym Fordzie Focusie; żeby nie było wątpliwości - w Focusie w wersji hatchback jest to 385 l, w sedanie - 526 l.

Jeśli pominąć drobiazgi, urokowi Lexusa IS trudno się oprzeć. Materiały z wysokiej półki, precyzja wykonania i elektroniczny przepych mogą wprawić w osłupienie. Dzięki dotykowemu, 7-calowemu ekranowi (wyposażenie seryjne testowanej wersji Prestige) i przyciskom, które zapewniają bezpośredni dostęp do najważniejszych funkcji, obsługa Lexusa IS jest łatwiejsza i bardziej intuicyjna niż niejednego telefonu komórkowego. Mogłaby być ona jeszcze prostsza, ale jak w każdym telefonie, także w IS-ie jest kilka funkcji, które służą dokładnie do... niczego. Na przykład, dodatkowe, pomarańczowe podświetlenie prędkościomierza i obrotomierza, gdy wskazówki na nich przekroczą wartości wcześniej zaprogramowane.

Aby maksymalnie umilić niezamierzenie długie przebywanie w Lexusie IS, np. podczas długich postojów w korkach, na konsoli środkowej zamontowano oprócz dużego ekranu odtwarzacz DVD na 6 płyt. Renomowana firma Mark Levinson zadbała, żeby dźwięk wydobywający się z 14 głośników (po 3 w każdych drzwiach, centralny na desce rozdzielczej i subwoofer) był przynajmniej tak dobry jak brzmienie domowego sprzętu audio wysokiej klasy.

Sam Lexus też stanął na wysokości zadania i wyposażył IS-a w silnik V6 o mocy 208 KM, który pracuje niemal bez wibracji, a słychać go wyłącznie na życzenie. Każde mocniejsze wciśnięcie pedału przyspieszenia uwalnia dźwięki, których nie słychać, gdy prawą nogą pracuje się leniwie. Jednostce napędowej IS-a towarzyszy dobra, 6- stopniowa przekładnia automatyczna. Na tyle szybka i mądra, że lepiej nie mieszać ręcznie w jej softwarze, chociaż dźwigienki umieszczone za kierownicą świetnie się do tego nadają.

Mimo że stosując lekkie stopy - z których wykonano m.in. pokrywę silnika, jednostkę napędową i elementy zawieszenia - odchudzano IS-a jak tylko się da, samochód waży blisko 1,6 t. Z taką nadwagą najmniejszy Lexus nie może być ani sprinterem, ani też nie jest nadmiernie wstrzemięźliwy. Od 0 do 100 km/h przyspiesza w 8,2 s, a maksymalną prędkość podróżowania wyznacza granica 225 km/h. O ile na trasie IS 250 potrafi zużyć tylko nieznacznie więcej paliwa niż deklaruje producent (7,4 l/100 km zamiast 7,0 l/100 km), o tyle w warunkach codziennej eksploatacji potrzebuje średnio blisko 12 l/100 km, a dane fabryczne obiecują tylko 9,1 l/100 km.

Nadwaga to jedno, a zamiłowanie do sportu - drugie. Nowy IS nie pozostawia cienia wątpliwości, że w Europie Lexus wziął na celownik BMW i mierzy prosto w "trójkę". Pod względem precyzji prowadzenia i stabilności nadwozia, na zakrętach IS dorównuje mistrzyni z Monachium. Auto pewnie pokonuje zakręty i szybko wykonuje polecenia wydawane kierownicą. Czasami nawet za szybko, tzn. zbyt agresywnie, szczególnie przy jej środkowym położeniu. Ponadto, elektryczne wspomaganie układu kierowniczego w IS-ie nie daje tak dobrego poczucia kontaktu kół z nawierzchnią, jak hydraulika w BMW. Radość z jazdy IS-em jest wysoka, ale nie najwyższa.

W kategorii "komfort jazdy" Lexus IS nie wypada już tak dobrze. Wprawdzie w jego wnętrzu roi się od elektrycznych udogodnień poprawiających komfort obsługi i podróżowania, ale sposób tłumienia nierówności zasługuje na miano jedynie zadowalającego. Jazda IS-em jest komfortowa tak długo, jak długo równa jest nawierzchnia drogi. Gdy tylko pojawiają się nierówności, sztywne nadwozie Lexusa IS znosi je dzielnie, zawieszenie - cicho; ale pasażerowie wyraźnie odczuwają lekkie wstrząsy.

Już seryjne wyposażenie IS-a jednoznacznie wskazuje, że Lexus chce przejść do historii jako producent samochodów bezpiecznych i najlepiej wyposażonych. Obok ośmiu poduszek powietrznych (dwie z nich chronią kolana kierowcy i pasażera) i kompletu układów wspomagających jazd ę (ABS, TRC, EBD, BA i VSC), najmniejszy model Lexusa jest wyposażony m.in. w system dostępu do auta i uruchamiania silnika bez kluczyka, automatyczną klimatyzację dwustrefową, tempomat, elektrycznie regulowane szyby we wszystkich drzwiach czy elektrycznie sterowane, podgrzewane i składane lusterka. Model podstawowy - IS 250 Classic z mechaniczną skrzynią biegów - kosztuje 142 900 zł. Testowany egzemplarz był wart ponad 200 000 zł. Trochę dziwi, że Lexus, który standardowo wyposaża IS-a w wersji Prestige w skórzaną tapicerkę, sprzęt audio Mark Levinson, okno dachowe czy biksenonowe reflektory każe dopłacać za lakier metalizowany.

Tekst: Maciej Ziemek
Zdjęcia: Tomasz Jaźwiński



Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 244 900 PLN
Dostępne nadwozia: sedan-4
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Pomaranczowe "ringi" maja sluzyc szybszej reakcji kierowcy co do predkosci i obrotow silnika. Oko ludzkie szybciej reaguje na kolor niz na szczegoly(predkosc na cyferblacie). Prog pomaranczowego i czerwonego ringu mozna zdefiniowac np 90km/h. O wiele latwiej jest wiec wtedy szybkim okiem stwierdzic czy jedziemy nie za szybko niz tracic 1-2 sek. na zerkanie na predkosc. Moim zdaniem nie jest to niezbedny dodatek. Pozdro.
    ~Lex, 2008-02-21 09:31:46
  • avatar
    zgłoś
    Nowy IS o świeżym dynamicznym wyglądzie ma sprawić, że zamożniejsi Europejczycy oszaleją na punkcie Lexusa - marki wciąż egzotycznej na Starym Kontynencie. Czy warto stracić dla niego serce i głowę, sprawdziliśmy na przykładzie wersji IS 250.
    auto motor i sport, 2007-12-10 16:13:30
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij