Czy większy samochód ma większy sens? Cz. 1

Poleć ten artykuł:

Dwa różne auta, dwa różne silniki, dwa różne poziomy wyposażenia, te same pieniądze. Wybrać większy zamiast mniejszego? A czemu nie? Sprawdzamy to na przykładzie trzech par. Na pierwszy ogień - Citroeny C4 i C5.

Citroen C4 C5 Zobacz całą galerię

 

Niedawno bawiliśmy się w przesiadkę z większego auta do mniejszego, starając się pokazać, dlaczego taki manewr może w dzisiejszych czasach mieć sens (link). Mniejsze auto i mniejszy silnik to niższa cena i niższe koszty eksploatacji, a - jak to było w wypadku naszych trzech par - wcale nie tak dużo mniejsze wnętrze i wcale nie gorsze wyposażenie. Wybór do końca przesiąknięty racjonalizmem. Ale żeby nie było tak, że tylko małe jest dla nas piękne, tym razem dla odmiany zamieniamy mniejsze na większe, a na ewentualne zarzuty, że sami nie wiemy czego chcemy, odpowiadamy, że całkiem być może. Zresztą, taki wybór też może być racjonalny. Zwłaszcza jeśli obok siebie parkują mniejszy z mocniejszym silnikiem i lepszym wyposażeniem oraz większy, za to słabszy i mniej naładowany dodatkami - obydwa za zbliżone pieniądze.

Na pierwszy ogień idzie para Citroënów - kompaktowy C4 i pełnowymiarowy C5. Ten pierwszy, z dwulitrowym, 150-konnym turbodieslem i ceną 84 tys. zł nie jest autem tanim, występuje tylko w najwyższej wersji wyposażenia Exclusive, a w standardzie ma m.in. dwustrefową klimatyzację, radioodtwarzacz CD/MP3 ze sterowaniem z kierownicy, fotele z funkcją masażu, zestaw Bluetooth plus gniazdo USB, czujniki parkowania oraz obręcze kół z lekkich stopów. Dokładając do tego na przykład pakiet z reflektorami ksenonowymi i czujnikami ciśnienia w oponach za 4 tys. złotych, wjeżdżamy na poziom cenowy większego C5, za którego, ze 110-konnym 1.6 HDI i w wersji Attraction, wołają 90 tys. zł. Przy czym atrakcja C5 Attraction polega na tym, że spośród wszystkich wyżej wymienionych dodatków na pokładzie zostają automatyczna klimatyzacja (jednostrefowa) i radioodtwarzacz CD/MP3.

Zgodnie z jednym z popularnych sposobów oceny samochodu, mianowicie takim, że jakość auta mierzy się liczbą zainstalowanych w nim ekstrasów, taki C5 nie jest wiele wart. Jednak w postaci klimatyzacji i porządnego sprzętu grającego ma dwa kluczowe elementy, uprzyjemniające codzienne korzystanie z samochodu, a jego prawdziwa przewaga nad C4 leży gdzie indziej. Każdy kilometr pokonany C5 dostarcza bowiem argumentów na korzyść większego z Citroënów. Nie mają tu żadnego znaczenia właściwości jezdne, które obydwa auta traktują z dystansem, starając się sprawić, aby kierowca broń boże nie poczuł się jak kierowca, a raczej jak ktoś, kto jest własnym szoferem. Kiepskie wyczucie układu kierowniczego i monumentalna podsterowność zarówno w C4, jak i C5 nie grają większej roli, pierwsze skrzypce gra natomiast poziom komfortu. Różnica jest dokładnie taka jak w osiągach - o ile na egzaminie z WF-u 150-konny turbodiesel C4 nie daje szans 112-konnemu silnikowi C5, reagując na gaz szybciej, mając wyraźnie lepszą kulturę pracy i zapewniając o klasę lepszą dynamikę jazdy, o tyle pod względem komfortu resorowania układ jezdny większego Citroëna okazuje się w każdej sytuacji lepszy - lepiej tłumi nierówności, nie przenosi drgań na nadwozie i pracuje znacznie ciszej. Tam, gdzie C4 gubi komfort, ponieważ mimo miękkiego zestrojenia zawieszenia w zbyt dużym stopniu daje odczuć wszystko to, na co trafiają jego koła, C5 jest po prostu konsekwentny - jego zawieszenie zestrojono bowiem z myślą o komforcie i on się tego planu konsekwentnie trzyma. Wnętrze okazuje się nieźle wyciszone, nawet szum z natury głośnych zimówek tylko w niewielkim stopniu dociera do kabiny.

Dość oczywiste są zalety C5 związane z większym nadwoziem. Każdy z pasażerów ma wokół siebie więcej miejsca, a ci z przodu korzystają z szerszych i wygodniejszych foteli (chociaż te z C4 też są bardzo komfortowe). I jeśli to dla kogoś ma znaczenie - a w wypadku akurat tej marki powinno mieć - to C5 ma "więcej Citroëna w Citroënie". Od tyłu dach podtrzymuje wyjątkowo oryginalna, wklęsła szyba, nawiązująca do klasyków marki. W porównaniu z tradycyjną kabiną C4, której jedynym nietypowym elementem są udziwnione i tak fantastycznie nieczytelne zegary, że aż miło popatrzeć, w większym C5 przed zegarami podobnego rodzaju tkwi kierownica z nieruchomą centralną częścią, służącą jako klawiatura przełączników - rzecz tak od rzeczy, że... aż miło popatrzeć. Tradycyjnie komfortowy charakter Citroëna, C5 podkreśla iście citroënowym dziwactwem - i tym lepiej dla niego.

Tekst Roman Popkiewicz,
zdjęcia Mariusz Barwiński
amis 4/2011

Tagi: większy czy mniejszy | Citroen | C4 | C5 | test porównawczy | porównanie

Oceń artykuł:

5,00

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

auto motor i sport przedstawia