Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Alpy szwajcarskie: 20 przełęczy w 20 godzin

Chcesz poczuć radość z prowadzenia samochodu? Nie szukaj jej na autostradach, lecz na krętych drogach. Alpy to raj dla tych, którzy lubią popracować kierownicą. W 20 godzin przejechaliśmy Fordem Fiestą ST 20 przełęczy i ostrzegamy – w głowie mocno się kręci.  

2014-05-26
Alpy szwajcarskie w Fordzie Fiesta ST I w prawo, i w lewo, i w prawo... Tak wije się droga na przełęczy Malojaw kierunku Włoch.

Jak to się czasy zmieniają – kiedyś przełęcze tylko utrudniały pokonywanie dalekich szlaków. Trzeba się było na nie mozolnie wspinać, by przerzucić przez góry towary i ludzi. Dziś sprawę załatwia się podróżując wygodnie samochodem po autostradzie, najczęściej korzystając z tuneli. A przełęcze, gdzieś tam wysoko, przestały być strategicznym punktem na komunikacyjnej mapie Europy, a stały wyzwaniem i miejscem rozrywki dla podróżnych szukających przygód. Czyli dla takich jak my.

Przyznajemy – ograniczenie prędkości do 80 km/h na większości lokalnych dróg w Szwajcarii nie zwiastuje wielkiej radochy z jazdy. Ale tu nie o prędkość chodzi, bo alpejska przygoda polega na czymś innym. Na wiszących nad przepaściami serpentynach noga na pedale gazu długo miejsca nie zagrzewa. Tu liczą się stabilność auta i przyczepność. Ford Fiesta ST zapewnia jedno i drugie oraz dorzuca moc 182 KM, produkowanych przez czterocylindrowy silnik Ecoboost. Dzięki niemu po pokonaniu zakrętu znowu można szybko nabrać tempa, oczywiście do granic określonych przez szwajcarskie przepisy.

Za Chur droga zaczyna się łagodnie wznosić, ale na pierwszą przełęcz nie czekamy długo. Powyżej granicy lasu nie tak znowu kręty szlak zmierza prosto na przełęcz Flüela. Fani mocnych wrażeń będą kręcić nosem, ale przy 20 wzniesieniach, jakie mamy na celowniku napięcie dopiero rośnie. Znudzone przydrożne krowy gapią się na Fiestę, druty pod napięciem zagradzają im wejście na asfalt. Przed tablicą z nazwą przełęczy turyści karnie czekają aż zwolni się miejsce do fotografii z serii „tu byłem”. Chyba nie ma innych przydrożnych tablic, które tak chętnie by fotografowano. W schronisku obok posilamy się przed dalszą drogą regionalnymi specjałami.

Każda przełęcz jest inna – raz zachwycasz się widokiem, innym razem rozkoszujesz każdym zakrętem.

Chociaż od setek lat mieszkańcy szwajcarskiego Engadin podróżowali do włoskiego Veltlin, znajdująca się po drodze przełęcz Bernina pozostawała w cieniu swoich sąsiadek Maloja i Ofen. My też okazujemy jej brak zainteresowania i skręcamy do położonej dalej na zachód Albuli. Podjazd odradzamy kierowcom mającym problem z wyczuciem odległości i gabarytów auta – na pierwszych metrach jest tak wąsko, że zabroniono wjazdu pojazdom szerszym niż 2,30 m.

Droga mnóstwem zakrętów wgryza się w skały, wspinając stromo wciąż wyżej i wyżej. Później przecina płaskowyż i prowadzi przez most nad jeziorem o tej samej nazwie. W zimie, jak na większości przełęczy, obowiązuje zakaz wjazdu. Ale nie zjazdu – sześciokilometrowy fragment drogi między miejscowościami Preda i Bergün staje się częścią trasy narciarskiej. 400 m można pokonać mniej więcej w 20 minut.

Obelix tu był
Szlakiem używanym już w czasach Cesarstwa Rzymskiego przemieszczamy się na południe do Julier. Szeroka pokręcona droga pozwala sportowej Fieście na krótką rozgrzewkę, tym bardziej że ruch jest mały. Raz-dwa wspinamy się na przełęcz nad jeziorem Marmora. Po południowej stronie Alp można odnieść wrażenie, że jest się w miejscu, w którym Obelix w antycznych czasach rozbił obóz przejściowy dla menhirów. Ale nic z tych rzeczy: skalne bloki przywleczono tu dopiero pod koniec lat 30. XX wieku, żeby zagradzały drogę czołgom. Około pięciu metrów powyżej przełęczy widać wydrążone w skałach nisze, w których niegdyś ukryto działa i szykowano się do ostrzału z broni maszynowej, by bronić neutralności Szwajcarii.

Zjazd z przełęczy Julier nie jest zbyt spektakularny, ale nuda nam nie grozi, bo oto przed nami przełęcz Maloja. Dzikimi zakosami droga najpierw spada w dolinę, w Castasegnie przekraczamy włoską granicę.

Ser z trawy
To bardzo krótka wizyta, bo już kilka kilometrów dalej w Chiavennie zno wu skręcamy na północ do Szwajcarii, w kierunku przełęczy Splügen. Na jej południowej stronie zakręty są tak ciasne, że trzeba wiele intuicji by zgadnąć, czy ktoś jedzie z przeciwka, czy nie. Nawet nasza mała Fiesta zajmuje całą szerokość drogi. Aż trudno sobie wyobrazić, że na początku XIX wieku była to mocno uczęszczana droga handlowa.

Krótko przed szczytem przełęczy, przed drewnianym domkiem, pewien gospodarz dogląda pasących się krów. Trzy letnie miesiące spędza tu wysoko, wypasając bydło. Pilnuje 48 krów i 45 cieląt, i tak od 29 lat. „Siedzenie w górach wydłuża życie, nigdy na nic nie chorowałem” – mówi z uśmiechem. Zwierzakom też na zdrowie wychodzi wysokogórska zielenina – „rośnie tu specjalna trawa, dzięki której ser ma specyficzny smak”.

Następnego ranka krajobraz jak z kiczowatego obrazka – słońce, na niebie ani jednej chmurki. Czas na jedną z najbardziej znanych alpejskich przełęczy, San Bernardino. Odkąd ruch puszczono tunelem, droga na szczyt bywa pusta. Asfaltowa nitka przeciska się między wielkimi blokami nagich skał z niemieckojęzycznej części Szwajcarii, do tej w której mówi się po włosku.

Po Świętym Bernardzie kolejny kawałek drogi wydaje nam się nudny jak flaki z olejem, bo na podjeździe na przełęcz Lukmanier na wysokości 1920 m jest bardzo mało zakrętów. Mocniejsze wrażenia pojawiają się dopiero na Oberalp, gdzie droga jest tak wąska, że mieści się tylko jeden samochód. Gdy ktoś jedzie z przeciwka, trzeba kombinować, szukać jakiejś niszy w skale lub parocentymetrowej krawędzi nad przepaścią, żeby zrobić miejsce na mijankę. Nie każdemu się to udaje. Tuż przed szczytem do porozumienia nie udało się dojść autobusowi i Mercedesowi M. Trochę trwało, zanim inne auta zdołały się przecisnąć koło uczestników wypadku.

Fiordy w Alpach
Mimo że Susten jest już dziesiątą przełęczą na naszej trasie, zapiera dech w piersiach. Fiesta lawiruje w zakrętach na prawym zboczu szerokiej doliny, przed naszymi oczami widok jak z turystycznego prospektu, urozmaicony bielą spływającego obok lodowca. Oszołomieni tymi widokami kierujemy się na przełęcz Grimsel, która robi wszystko, by wyprzeć nam z pamięci dopiero co oglądane widoki i zastąpić je nowymi, równie pięknymi. Spoglądając z góry w dolinę oblaną ciemnogranatową wodą jeziora polodowcowego człowiek ma wrażenie, że jest w norweskich fiordach

Na wyścigi
Majestatyczne przełęcze Jaun, Gurnigel, Brüning i Glaubenbielen królujące wśród łąk i lasów muszą się mocno starać, by urzec nas teraz swoim pięknem. Dopiero Klausen przyprawia o mocniejsze bicie serca. Wspinając się nad niczym nie zabezpieczonym urwiskiem nasz Ford przemieszcza się po historycznej trasie, na której kiedyś rozgrywano górskie wyścigi. Do dzisiaj co jakiś czas spotykają się tutaj właściciele klasycznych aut wyścigowych, by stoczyć walkę o pierwszeństwo na przełęczy. To, że prędkość starych autek jest mniej spektakularna niż współczesnych – wcale nie przeszkadza widowisku.

Nasz przejazd wśród alpejskich szczytów powoli się kończy. Ricken i Wasserfluh można przejechać, wręcz nie zauważając, że to przełęcze, na Schwägalp turyści są najmocniej zainteresowani obserwowaniem kolejki linowej na szczyt Säntis. Podróż kończy się na Sankt Luzisteig, leżącej na wysokości zaledwie 713 m, pośrodku starej twierdzy. Czas na powrót do domu. A może jeszcze nie? Do Flüel jest przecież tylko godzinka stąd.

Co i gdzie
Ford Fiesta ST
Mały i zwrotny. Podczas jazdy górskimi serpentynami Fiesta ST może pokazać swoje możliwości. Twarde zawieszenie i precyzyjny układ kierowniczy pozwalają na szybką jazdę w zakrętach, mocny silnik 1.6 turbo w połączeniu z precyzyjnym mechanizmem sześciobiegowej skrzyni umożliwia świetne przyspieszenia. Cena Fiesty ST – od 65 900 zł.

Przełęcze
Ponieważ górskimi drogami chętnie przemieszczają się turyści, w czasie wakacji i weekendów na przełęczach Susten czy Grimsel trzeba się liczyć z dużym ruchem. Podczas wyprzedzania wolno poruszających się kamperów i aut z przyczepami kempingowymi albo rowerzystów trzeba być wyjątkowo uważnym, bo spoza nich często nie widać drogi. Radzimy absolutnie przestrzegać ograniczenia prędkości do 80 km/h na szwajcarskich drogach, bo mandaty są bardzo wysokie, a panowie policjanci nieskorzy do dyskusji.

Hotele
Na przejazd opisaną przez nas trasą należy przeznaczyć co najmniej trzy dni. Spośród romantycznych miejsc, w których warto się zatrzymać polecamy Romantik Hotel Stern w Chur – ma 300 lat, znajduje się w centrum miasta, ma restaurację serwującą regionalne potrawy. Wybudowany w 1722 r. hotel Bodenhaus w Splügen był kiedyś zajazdem dla woźniców. W nowoczesnym stylu utrzymano hotel Rischli w Störnbergu jego atrakcją jest spa.

Roman Skąpski, René Olma

amis

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 75 650 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-3
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Kręte, jak nitki makaronu, równe asfalty, pyszne, regionalne jedzenie i niesamowite widoki. A do tego jeszcze sportowy Ford Fiesta ST. Szwajcaria - motoryzacyjny raj?Zobacz artykuł
    auto motor i sport, 2014-05-26 13:19:34
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij