Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
1.0

Auto komis - rodzynki z importu

Nigdy ich w Polsce oficjalnie nie było, dlatego na ulicy budzą duże zainteresowanie. Nieznane u nas modele mogą być dobrym pomysłem na oryginalne auto, zwłaszcza że z serwisowaniem nie ma kłopotu, a na zamówione części nie trzeba długo czekać.

Adam Majcherek, Szymon Piaskowski 2016-06-13

W morzu Golfów, Passatów, Corollii Octavii na naszych drogach można wręcz utonąć. Jest w nim jednak miejsce dla marek, które po polskich wodach nigdy oficjalnie nie pływały. Lincoln, Acura, Scion, Pontiac czy TVR to marki znane, ale raczej z folderów. Podobnie rzecz się ma z niektórymi modelami u nas oficjalnie niesprzedawanymi, chociaż należącymi do popularnych marek. I tak np. Pilot to mała Honda, a FJ Cruiser – poważna terenówka Toyoty. Czy warto się na nie decydować?

Koszt transportu auta np. z Wielkiej Brytanii to ok. 1500-2000 zł. Kupując samochód w USA, do ceny trzeba doliczyć nie tylko cło, akcyzę i podatek (nie od wartości auta, lecz powiększony o dwie pierwsze opłaty), ale też transport (od 1000 do 1800 dolarów). Opowieści o niedziałających radiach w autach z USA (tam odbierają na innej częstotliwości, w Polsce trzeba dostosować je do europejskiej), czy o niedostępnych częściach można włożyć między bajki. Fakt jest jednak taki, że z USA najbardziej opłaca się sprowadzać auta drogie, kosztujące ponad 100 tys. zł. O serwis nie trzeba się martwić, bo warsztaty skupiające się tylko na „amerykanach ”są w każdym większym mieście. Bez problemu można też wybrać się do ASO – np. z Acurą do serwisu Hondy (ceny za robociznę są podobne jak w wypadku europejskich aut), czy z modelem FJ Cruiser do Toyoty. Mechanicy wiedzą, jak takie auta serwisować i naprawiać, bo często niektóre ich mechanizmy nie różnią się od mechanizmów aut z rynku europejskiego. Czekać na zamówione części trzeba od 3 do 10 dni. Zaletą „amerykanów” jest też ich mniejsza popularność wśród złodziei.

Do niedawna przepisy zabraniały jeździć w Polsce samochodem przystosowanym do ruchu lewostronnego. Zwolennikami jazdy autem z kierownicą po „złej” stronie nie jesteśmy, ale za Skyline’a lub Imprezę 22Bw roli pojazdu weekendowego, a nie do codzienne jazdy oddalibyśmy kawałek nerki. Więc może skusić się na taki import?

Acura ZDX - crossover z bogatym wyposażeniem

Jeśli masz „kilka złotych” i koniecznie chcesz jeździć autem, w którym siedzi się wysoko,ale nie modelem popularnym (również wśród złodziei) jak np. BMW X6 – wystarczy zainteresować się samochodami zza Oceanu. Może się wśród nich znaleźć np. pierwszy model Acury (marki należącej do Hondy), zaprojektowany od A do Z w Kalifornii. ZDX to crossover, który ściętą linią dachu przywodzi na myśl konkurentów z Europy (ten zabieg stylistyczny przeprowadzono kosztem przestrzeni nad głowami pasażerów podróżujących na kanapie z tyłu). Acura ZDX była oferowana tylko z silnikiem 3.7 V6 o mocy 304 KM (dobra informacja jest taka,że „lubi” on życie z gazem), 6-biegowym automatem i napędem 4x4. Auto jest chwalone głównie za pewne właściwości jezdne i dobry komfort. Wyposażenie jest bogate – na pokładzie są m.in. systemy ostrzegające o pojazdach z przodu, panoramiczny dach, bluetooth, wejście USB oraz kamera cofania. ZDX jest w Europie rodzynkiem, ceny za
3-4-letnie egzemplarze wynoszą około 150 tys. zł.

Cadillac Escalade - komfort absolutny

Król jest tylko jeden. W gronie amerykańskich SUV-ów rządzi Cadillac Escalade – ponad 5-metrowe monstrum o szerokości 2 metrów i z prawie 3-metrowym rozstawem osi. Pod jego maską bulgocze klasyczny, amerykański silnik V8 o konkretnej pojemności 6,2 litra. Bo chyba nie spodziewaliście się jednostki po downsizingu? Escalade wyróżnia się znakomitym komfortem i absolutnie unikalnym wyglądem – prezentuje się na drodze tak, jakby wpadł do maszyny powiększającej. Oczywiście w kabinie jest mnóstwo miejsca, a wyposażenie okazuje się bogate (zawiera m.in. system DVD i audio Bose, podgrzewane i regulowane elektrycznie w 10 płaszczyznach przednie fotele, 3-strefową klimatyzację). Dzięki adaptacyjnemu zawieszeniu Escalade dosłownie pochłania wszelkie nierówności, co sprawia, że podróż nim jest arcykomfortowa. V-ósemka bardzo sprawnie napędza tego kolosa (moc 403 KM oznacza przyspieszenie do setki w ok. 7,5 s). Za 7-letnie auto trzeba zapłacić około 120 tys. zł.

Daihatsu Terios - potrafi zadziwić

Pod wieloma względami Terios przypomina np. Suzuki Jimny, jednak od swojego japońskiego konkurenta odróżnia się zdecydowanie wyższym komfortem i dodatkową parą drzwi. Od 2006 r. Terios drugiej generacji miał pod maską 1,5-litrowy silnik VVT, który osiągał 105 KM. W przeciwieństwie do Suzuki Daihatsu potrafi być komfortowy (niski poziom hałasu) i wystarczająco żwawy na drodze (silnik kręci się do 6500 obr/min, auto osiąga setkę w 12,4 s, a maksymalnie rozpędza się do 160 km/h). Opcjonalnie Teriosa można było kupić ze stałym napędem na cztery koła, który pozwala kierowcy nieco poszaleć w lekkim off-roadzie. Zadziwiająco dużo zabawy daje też Terios podczas jazdy po krętych drogach i przy niskiej prędkości, choć kiedy się nim bardziej rozpędzić, we znaki dają się nieprzyjemne skłony nadwozia. W mieście natomiast kierowcy Teriosa mogą przeszkadzać za krótkie przełożenia dwóch pierwszych biegów. Na rynku używanych można natknąć się na 4-letnie egzemplarze z dobrym wyposażeniem (klimatyzacja, 4x4, czujniki parkowania) w cenie ok. 35 tys. zł.

Scion xB - jego pudełkowatość

Ten nietypowo wyglądający pojazd kultywuje najlepsze tradycje japońskich aut – niespecjalnie urodziwych, ale bardzo praktycznych. W przyszłym roku na rynek wjedzie prawdopodobnie bardziej konwencjonalnie wyglądający następca modelu xB stworzony na bazie Toyoty Auris. Druga generacja Sciona xB pojawiła się w 2007 r. i była oferowana tylko z jednym silnikiem benzynowym (2,4-litrowa jednostka z Toyoty Camry o mocy 158 KM), z 5-biegowym „manualem” albo z 4-stopniowym „automatem”. Sciona w salonie można było wyposażyć w poprawiające wygląd i wyróżniające go spośród innych egzemplarzy akcesoria (nakładki na progi, spojlery, kolorowe wstawki), dlatego trudno trafić na dwie identyczne sztuki. W Polsce na 6-7-letniego Sciona xB trzeba wyłożyć około 30 tys. zł. Ten model polecamy szczególnie kierowcom poszukującym przestronnego auta, z którego wszystko dobrze widać.

Dodge Ram - Mr. American

Amerykański pick-up kojarzy się z niczym nieograniczoną wolnością. Jeśli chcesz poczuć się trochę jak amerykański kowboj na europejskiej ziemi (a przy okazji masz konkretne potrzeby związane z przewożeniem czegoś na pace), polecamy zakup najbardziej komfortowego pick-upa „made in USA”. Od 2009 roku Dodge Ram ma zmodyfikowane zawieszenie (w tylnym są sprężyny śrubowe), które sprawia, że jeździ się nim wyraźnie wygodniej niż autami konkurencyjnymi. Ram mógł mieć napęd na tylne lub na cztery koła (polecamy ten drugi wariant) i oferowano go (w wersji od 2009 r.) z trzema silnikami do wyboru – 3.7 V6 (215 KM), 4.7 V8 (310 KM) i 5.7 V8 Hemi (390 KM). Najlepszy jest ten ostatni, bo nie pali więcej niż słabszy V8 (ale zużywa 15-20 l/100 km), a jest wyraźnie szybszy. Na polskim rynku 3-4-letnie Ramy z silnikiem Hemi (a często również z instalacją 

Ford EcoSport - mały wielki nieobecny

To naprawdę dziwne, że Ford nie oferuje EcoSporta (który bazuje na płycie podłogowej Fiesty) w Polsce. Np. w Niemczech zastąpił on sprzedawanego kiedyś również u nas Fusiona. Ten miejski crossover jest oferowany z trzema silnikami do wyboru: dwoma benzynowymi (1.5 o mocy 110 KM i 1.0 Ecoboost o mocy 125 KM) oraz z dieslem (1.5 o mocy 90 KM). Na polskich portalach ogłoszeniowych EcoSportów jest jak na lekarstwo, ale na europejskich (np. autoscout24.pl) – już całkiem sporo. I tak np. za roczny egzemplarz ze żwawym Ecoboostem pod maską trzeba zapłacić około 14 tys. euro. EcoSport nie jeździ tak pewnie jak inne Fordy i na drodze do Fiesty sporo mu brakuje – przede wszystkim lepszego wyczucia układu kierowniczego. Średnie wrażenie robią też czarne plastiki użyte do wykończenia kabiny, przez co czasami ma się wrażenie, że to taka tańsza wersja Fiesty. Od tego roku można zamawiać EcoSporta bez niepraktycznego zapasowego koła na drzwiach bagażnika (utrudniało jego otwieranie).

Mitsubishi Eclipse - back to the 90's

Pamiętacie model Eclipse, jedno z lepszych japońskich coupé lat 90.? Ostatnia, czwarta generacja (koniec produkcji w 2011 r.) nie była już sprzedawana w Europie, lecz głównie w USA. Auto mogło mieć pod maską jeden z dwóch silników: 2,4-litrowego R4 o mocy 162 KM albo 3,8-litrowego V6 (263 KM). Obydwa współpracowały z mechaniczną skrzynią biegów. Eclipse’a oferowano jako kabriolet, choć właściciele tej wersji narzekali na zbyt dużą średnicę zawracania i mniej bezpośredni układ kierowniczy. Wszystkie egzemplarze, które wyjechały z salonów Mitsubishi miały bogate wyposażenie – m.in. system bezkluczykowego dostępu do auta, tempomat i 6-głośnikowy system audio. Na polskim rynku królują egzemplarze importowane z USA, dlatego przed zakupem trzeba je dokładnie prześwietlić pod kątem wypadkowej historii. Ceny wahają się od 25 tys. zł (za wersje z 2006 r.) do 45 tys. zł (za egzemplarze z ostatniego roku produkcji z V6 pod maską).

Toyota FJ Cruiser - oryginał z charakterem

To na pewno auto nie dla każdego – bo nie każdy przecież chce, żeby podczas tankowania przypadkowi ludzie wypytywali o szczegóły na temat marki i modelu. Takie właśnie reakcje wywołuje w Polsce (i nie tylko) FJ Cruiser. Niemal wszystkich zaskakuje fakt, że jest to model Toyoty. Według JD Power większość posiadaczy tego modelu jest z niego bardzo zadowolona, jest on też bardzo mało awaryjny – to pierwsza zaleta. Druga jest taka, że FJ Cruiser nie tylko wygląda jakby był w stanie przejechać przez większość kraterów na Ziemi, on faktycznie jest twardą terenówką z konkretnymi umiejętnościami jazdy w terenie – oczywiście z napędem 4x4 (choć były też wersje z 4x2) i oczywiście z różnymi programami do jazdy off-roadowej (w tym z blokadą dyfrów). Oferowano tylko jeden silnik (4.0 V6), który od 2010 r. osiągał moc 260 KM. Takie parametry sprawiły, że FJ Cruiser potrafił przyspieszeniem zawstydzić niejedno auto (do setki rozpędzał się w nieco ponad 7 sekund). Na rynku samochody te kosztują około 15-20 tys. euro, w Polsce oferty można policzyć na palcach jednej ręki.

Holden HSV Maloo - z miłości, nie z rozsądku

Jest wielki jak limuzyna, ale tylko dwumiejscowy, ma ogromną pakę jak rasowy pick-up, ale z prześwitem jak w zwykłej osobówce w teren nie wjedzie. Do tego ma napęd na tylną oś, silnik z Corvetty i mechaniczną skrzynię biegów, a to wystarczy, by wpisać go na listę aut, którymi trzeba się w życiu przejechać. Jeśli zawsze marzyłeś o amerykańskim muscle carze, ale nie znajdowałeś sensownych argumentów, by go kupić, ten ma jeden: ogromna paka będzie idealna, gdy przyjdzie Ci spakować namiot, kite’a i deskę na Hel, a gdyby dokupić akcesoryjną zabudowę, taką jakie zwykle przykrywają sprzedawane u nas pick-upy, Holden stanie się superszybką bagażówką. Superszybką, bo 412-konny V8 sprint do 100 km/h załatwia w 5,5 sekundy. Nie będzie szczególnie oszczędna, bo zużywa średnio ok. 16 litrów benzyny na 100 km, ale LS2 pod maską bardzo dobrze dogaduje się z instalacją LPG. Na 6-7-letni egzemplarz trzeba wydać ok. 130-150 tys. zł. Najwięcej jeździ ich po Australii, ale kilka sztuk znajdziesz też w Wielkiej Brytanii. Oczywiście z kierownicą po prawej stronie.

Nissan Skyline GT-R - być jak Paul Walker

Bohater „Szybkich i wściekłych” w pierwszej części jeździł Skyline’em GTR ostatniej generacji (R34), ale starsze modele – R33 (na zdjęciu) czy R32 – też już są uważane za kultowe. Na rynku pojawiają się egzemplarze z kierownicą po lewej stronie, zbudowane przy wykorzystaniu elementów wnętrza modelu Silvia, ale oryginalnie GT-R-y sprzedawane były tylko w krajach o ruchu lewostronnym. Podwójnie doładowany, 6-cylindrowy silnik o pojemności 2,6 l miał moc 276 KM, ale tunerzy bez problemów podwajają ten wynik, a niektórzy wyciskają z tej jednostki ponad 1000 KM. Bez problemu kupisz takie auto w Wielkiej Brytanii, nie brakuje też firm, które podejmą się sprowadzenia auta w dowolnej specyfikacji wprost z Japonii. W takim przypadku trzeba pamiętać o tym, że polskie przepisy wymagają, by auto sprowadzone do kraju było wcześniej zarejestrowane w EU, więc trzeba je będzie zarejestrować na moment np. w Wielkiej Brytanii. Ceny sensownych egzemplarzy generacji R32 startują z poziomu ok. 30 tys. zł, a R34 – ok. 50 tys. zł.

Nissan Figaro - retro w modzie

To auto z tzw. innej beczki – miejski maluch, który powstał na podobieństwo sportowych Datsunów z lat 60. XX wieku, ale ze współczesną techniką. Produkowano go wyłącznie w 1991 r., początkowo miało powstać zaledwie 8 tys. sztuk, ale było na nie tylu chętnych, że w sumie zbudowano 20 tys. egzemplarzy (w tym prawdopodobnie kilkanaście sztuk z kierownicą po lewej stronie, dziś prawie nie do zdobycia). 3,7-metrowe, 4-miejscowe nadwozie zaprojektowane w stylu retro skrywa skórzaną tapicerkę, klimatyzację i elektrycznie składany, materiałowy dach. Pod maską pracuje turbodoładowany silnik o pojemności jednego litra i mocy 75 KM, połączony z 3-biegową przekładnią automatyczną. Tego stylowego malucha zbudowano na podzespołach popularnej Micry, a jego największą wadą jest dostępność wyłącznie wersji z kierownicą po prawej stronie. Najtańsze egzemplarze na rynku brytyjskim kosztują ok. 12 tys. zł, ale na zadbaną sztukę trzeba szykować dwukrotność tej kwoty.

TVR Tuscan - drugiego takiego ze świecą szukać

115 tys. zł – mniej więcej tyle potrzeba, by stać się właścicielem jednego z najoryginalniejszych stylistycznie sportowych coupé. Patrząc na to nadwozie nikt nie zgadnie, że Tuscan ma 15 lat. I tym bardziej nikomu nie przyszłoby do głowy, że to samochód, który nie został wyposażony w układy ABS, kontroli trakcji i nie ma ani jednej poduszki powietrznej. Inżynierowie TVR nie stwierdzili, by te elementy w istotny sposób zwiększały bezpieczeństwo podróżujących. A sześciocylindrowiec o pojemności 4 litrów i mocy, w zależności od wersji, od 360 do 440 KM pozwala na wiele, więc w rękach niedoświadczonego kierowcy może być niebezpieczny. Być może był to jeden z powodów, które zadecydowały o tym, że TVR przestało produkować auta. Ale idzie nowe, pojawili się inwestorzy i w 2017 roku brytyjska marka ma zaprezentować nowe modele. Tak czy inaczej do nieoferowanych już modeli TVR wciąż produkowane są części zamienne, a Tuscana można kupić nawet z kierownicą po lewej stronie. Nic tylko brać.

Subaru Impreza WRX STI - prawdziwe tylko z "kierą" po prawej

Choć w ogłoszeniach da się znaleźć Imprezy WRX STI pierwszej generacji z kierownicą po „naszej” stronie, auta w takiej konfiguracji nie opuszczały fabryki – powstały firmy zajmujące się przekładaniem kierownicy już w Europie. Jako że rajdowe „STI-ki” od połowy lat 90. ubiegłego stulecia znakomicie radziły sobie w sportach motorowych błyskawicznie znaleźli się chętni na ich drogowe odmiany. Ze wzmocnionym silnikiem, wytrzymalszą skrzynią biegów i twardszym zawieszeniem WRX STI stanowiło znakomitą namiastkę rajdówki. W Wielkiej Brytanii wciąż można trafić na egzemplarze z limitowanych serii, stąd rozpiętość cen jest całkiem spora, a te startują od ok. 15 tys. zł. Do tego chętni muszą nastawić się na dość długie poszukiwania – aut w ogłoszeniach jest sporo, ale często ich stan pozostawia wiele do życzenia. W końcu stworzono je z myślą o sportowej jeździe, a bywa, że ta kończy się kontuzjami, nie zawsze leczonymi zgodnie ze sztuką.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Nie polecam zakupu samochodów z komisu. Ja sparzyłem się dość mocno już dwa razy. Teraz wynajmuje na firmę samochód w Panek i mam gwarancje solidnego i nowego auta.
    ~mateusz_wolny, 2016-11-21 20:48:21
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij