Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Ben Collins im zazdrości - tak pracują kierowcy testowi Ferrari, Lambroghini i Maserati

Praca marzeń. Testowi kierowcy Ferrari, Lamborghini albo Maserati! To muszą być prawdziwi macho, sławni i oganiający się od wielbicielek. Wyruszyliśmy do Włoch, by przekonać się czy tak jest naprawdę.

Tekst: Marcus Peters, Zdjęcia: H.-D. Seufert 2016-09-05
foto. H.-D. Seufert

Kim chce zostać przeciętny włoski chłopiec? Strażakiem, policjantem, może kosmonautą? Nie, on chce być kierowcą testowym Ferrari, Lamborghini albo Maserati. I niektórzy naprawdę nimi zostają, jak Dario Benuzzi, Mario Fasanetto i Andrea Bertolini. Tylko czy rzeczywiście są to szpanujący macho, jak chce utarty schemat?

Jeśli ktoś przypadkiem spotka któregoś z tej trójki, stwierdzi, że ani trochę nie pasuje on do potocznych wyobrażeń. No, może główny kierowca testowy Ferrari, Dario Benuzzi, cieszy się sławą bohatera. Z wyglądu to nie pierwszej młodości, szpakowaty pan. O tym, że potrafi ostro zabrać się do rzeczy, przekonują internetowe filmiki, na których Dario tak rozgrzewa opony swego służbowego auta, że fabryczny parking ginie w oparach dymu. I uwaga, rzecz niezwykła: pod filmikiem nie ma ani jednego złośliwego komentarza. Po prostu najsławniejszy włoski specjalista od palenia gum to postać z piedestału, której wolno wszystko.

„Dla chłopaka z prowincji pracować dla Ferrari to największy zaszczyt” Dario Benuzzi

Podczas spotkań w Ferrari Dario natychmiast otaczają wielbiciele, co wyraźnie go żenuje – skrępowanie opuszcza go dopiero za kierownicą, z samochodu wysiada z oporami, woli, żeby raczej ktoś dosiadł się do niego, chętniej wyczynia akrobacje kierownicą niż słowne. Jego angielski wystarcza jedynie na small-talk. Kto chce sobie pogawędzić z nim, musi mówić po włosku – na inne języki Dario reaguje szerokim usprawiedliwiającym uśmiechem.

Dario Benuzzi
Najpierw były silniki. Karierę w Ferrari szef kierowców testowych zaczynał jako mechanik

 

Właśnie dlatego, że z Dario Benuzzim niełatwo nawiązać kontakt, podczas prezentacji nowych modeli Ferrari pozostawał zawsze postacią mityczną, która porywała dziennikarzy do świata zawrotnych przyspieszeń, ale nigdy do swojego własnego. Dlatego mało o nim wiemy rzeczy prawdziwych, a dużo słyszeliśmy plotek. Jedna z nich mówi, że Dario posiada model Enzo Ferrari, czemu on sam zaprzecza. „Jeżdżę Alfą Romeo 147. Jak z mojej pensji miałbym zarobić na Enzo?”

Zapytany o najbardziej ekscytujące przeżycie w swojej karierze, Benuzzi wymienia elektrohydrauliczną przekładnię manualną o nazwie F1. W 1989 r. zaczęto ją stosować w Formule 1. Dario należał do zespołu konstrukcyjnego i testował ją w samochodzie Formuły 1. Gdy po tych słowach na twarzy rozmówcy maluje się bezgraniczny po- dziw, dorzuca: „W porównaniu z modelem F40 jazda autem Formuły 1 jest łatwa. Wspaniała poręczność, wszystko działa leciutko. Ciężko robi się dopiero, gdy przyjdzie walczyć o dziesiętne sekundy”.

Ile okrążeń zaliczył już na torze Fiorano? „Madonna mia!” – pada krótka odpowiedź. Dopiero gdy Dario powie OK, nowy model Ferrari wchodzi do produkcji.

Jednak Dario nigdy nie pragnął sławy kierowcy wyścigowego. Tłumaczy to w sposób dość zaskakujący: „Praca nad rozwojem auta od prototypu do perfekcyjnego modelu seryjnego jest o wiele większym wyzwaniem. Samochód dopuszczony do jazdy po ulicach musi potrafić wszystko – musi być wygodny, ale i szybki, cichy, ale i głośny tam gdzie trzeba. I musi być tak skonstruowany, żeby każdy był w stanie go poprowadzić. Wyścigówka musi być tylko szybka”. Czy to dla niego praca marzeń? „Tak. A nawet coś więcej. Dla chłopaka z Emilia Romagna praca dla Ferrari jest szczytem szczęścia. A tym bardziej w roli głównego kierowcy testowego!...”. Co po tylu latach w zawodzie uważa za największą mą- drość? „Ważniejsze od umiejętności szybkiej jazdy jest wiedzieć, kiedy skończyć pracę nad doskonale- niem auta. Inaczej na rynku nigdy nie pojawiałyby się gotowe samochody ” – twierdzi Dario.

Andrea Bertolini także testuje dla Ferrari.  Bada auta na symulatorze jazdy w F1, dobiera  ustawienia wyścigowego F430 do walki w klasie  GT2 i brał udział w opracowywaniu „swojego  dziecka”, czyli specjalnej edycji Ferrari FXX na bazie modelu Enzo. Bertolini jest głęboko wdzięczny  Benuzziemu za to, że uczynił go kierowcą testowym. Zauważył go podczas jazdy w F355 Challenge i spytał: „Słuchaj, nie pracujesz dla Ferrari,  prawda?”. Bertolini potwierdził, że nie. „A ile masz  lat?” „Siedemnaście” – odpowiedział Andrea. Na  to Benuzzi: „To w przyszłym roku będziesz jeździł  w moim zespole”.  

Dla Bertoliniego ta historia jest wariantem  opowieści, jak z pucybuta stać się milionerem.  Tyle że nie o pieniądze chodzi. „Moja rodzina nie  była aż tak zamożna, żebym mógł rozpocząć karierę kierowcy wyścigowego; pieniędzy wystarczyło  tylko na udział we włoskich mistrzostwach kartingowych. Ale one nauczyły mnie dawać zawsze  z siebie wszystko”. Także Maserati chciało skorzystać z talentów Bertoliniego.

 
Andrea Bertolini
Właśnie rozpoczyna jazdę testową Maserati Gran Turismo. Na szybie przyrząd pomiarowy

 

Dzisiaj pod względem różnorodności zajęć prześcignął nawet Benuzziego  – w Maserati MC12 startuje w mistrzostwach FIA  GT, testuje drogowego GT z trójzębem w herbie,  nadal pozostaje do usług Ferrari i pracuje nad do- strojeniem wyścigowej wersji Fiata 500 Abartha. Do zadań Bertoliniego należy oczywiście  mknąć z maksymalną prędkością. „Ale żeby ocenić komfort,  jadę  powoli”.  Mimo  to,  pierwsza  rzecz,   którą robi po zajęciu miejsca za kierownicą to wyłączenie  ESP.  „Chcę  w  jak  najprostszy  sposób  do- prowadzić samochód do granicy jego możliwości”  –  mówi  i  maluje  swoim  Gran  Turismo  efektowne   pasy na asfalcie.

„Wprowadzanie samochodu w poślizg to po prostu czysta przyjemność”. Czy się nie  boi  podczas  takich  manewrów  otrzeć  drogim  autem o bandę? „Nie, jeszcze nigdy nie zniszczyłem  drogowego samochodu podczas testów”.

 
Mario Fasanetto
Krótka przerwa gdzieś na ulubionej trasie w Appennino Emiliano, koło fabryki Lamborghini

Mario  Fasanetto  nie  bardzo  pasuje  do  wyobrażeń o kierowcy testowym Lamborghini, a nie- mal codziennie zasiada za kierownicą aut dla ma- cho  z  krwi  i  kości.  Co  na  to  sąsiedzi?  „Dla  nich   po  prostu  jestem  pracownikiem  w  Lamborghini.   Tylko  moi  najlepsi  przyjaciele  wiedzą,  że  jestem   kierowcą  testowym”.  No  bo  jak  inni  mogliby  na   to wpaść, skoro ten ojciec dwójki dzieci prywatnie  pokazuje się zawsze w BMW 320d Touring?

Gdy odprowadzony do fabrycznego garażu prototypowy Lamborghini jeszcze stygnie po pracowitym dniu, Mario wraca do normalnego życia. Jedyna oznaka, że tkwi w nim demon prędkości to upodobanie do jazdy motocyklem. Tyle że nie jakimś KTM 520 EXC, lecz łagodnym enduro – Kawasaki KLR 650. Znów nic nie pasuje do schematu. Pozostają tylko gokarty. W tej dyscyplinie testowy kierowca Lambo osobiście zbadał, gdzie leży kres możliwości czterokołowego pojazdu.

Sąsiedzi nawet nie wiedzą, że Mario spędza całe dnie za kierownicą Lamborghini, także na zwykłych drogach

 

Ale Mario Fasanetto nigdy nie startował w wyścigach, chociaż, owszem, współtworzył już takiego wyścigowego potwora jak Diablo GTR. Podobnie jak Benuzzi i Bertolini, swoją karierę Fasanetto rozpoczął jako mechanik. I miał mentora – Valentino Balboniego, człowieka tak ważnego w Lamborghini, jak Dario Benuzzi w Ferrari. To był pierwszy bieg wrzucony w sprincie do kariery kierowcy testowego. I wspaniałe czasy modeli Countach i Jalpa, które rozsławiły markę Lamborghini. We wspomnieniach Mario niezatarty ślad pozostawiła jazda modelem Miur a: „Gdy poczułem drżenie silnika V12, dostałem gęsiej skórki. Dwanaście cylindrów zasilanych paliwem przez cztery gaźniki Webera, co za odjazdowe brzmienie!”.

A gdzie testuje najchętniej? „W Niemczech na północnej pętli Nürburgringu. Po jednym szybkim okrążeniu wiesz już wszystko o samochodzie” – wyjaśnia. Na innych torach Fasanetto pokonuje rocznie około 100 000 km. „I każdy z nich to prawdziwa rozkosz. Nawet po tylu latach”. Żeby to sprawdzić, jedziemy jego ulubioną trasą wokół fabryki w Modenie. Droga wije się w górę ku Appennino Emiliano, surowa okolica. Czy mieszkańcy również? „Nie” – mówi Mario. „Większość z nich jest dumna, gdy widzi nas w Lamborghini. W końcu jesteśmy nie tylko włoską, ale i regionalną marką”. A gdy zbliża się policja? „Wtedy nic, tylko wiać...”. Coś z macho jednak tkwi w testowym kierowcy.

Artykuł ukazał się w numerze 07/2009 miesięcznika "auto motor i sport" pod tytułem "Królowie speedu".

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij