Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Bentley 4.5 Litre w 24-godzinnym wyścigu

Długo czekał Bentley 4.5 Litre na swój kolejny wyścig. Po 76 latach staje do długich, 24-godzinnych zmagań na torze, potężny i ciężki jak okręt, z ledwie 120-konnym silnikiem. Jak nim sterować?!  

Roman Skąpski, Bernd Ostmann 2015-04-05
Bentley 4.5 Litre w 24-godzinnym wyścigu Pierwsze okrążenia samochody pokonują z zamkniętym dachem, takie były reguły w latach 20.

24-godzinny wyścig samochodowy? Owszem, propozycja nęcąca. Ale nie aż tak, żeby trochę nie zamieszać, dla większego fanu rzecz jasna. Na przykład 24 godziny, ale nie w Le Mans tylko w portugalskim Portimao i nie hybrydami, tylko samochodami nieco starszymi.

Nawet mocno starszymi, bo sprzed drugiej wojny światowej. 90 lat po pierwszym zwycięstwie Bentleya w Le Mans portugalski Benjafield’s Racing Club zamierza uczcić to wydarzenie, oczywiście wyścigiem trwającym 24 godziny bez przerwy. Proponują mi start jednym z historycznych Bentleyów.

Pierwsza przymiarka do modelu 4.5 Litre, produkowanego w latach 1927-1931, nie wypada dobrze. Jego obecny właściciel to człowiek bardzo słusznej postury, nie to co ja. Gdy próbuję sięgnąć do pedałów, zsuwam się tak nisko, że nie widzę drogi przed autem. Na szczęście życzliwi mechanicy obiecali mi poduszkę, żeby było wyżej.

Gdy na tydzień przed wyścigiem po raz drugi z całym moim sportowym ekwipunkiem zjawiam się w stajni wyścigowej, zastaję mojego Bentleya rozłożonego na czynniki pierwsze. Za to czeka na mnie specjalny fotel! Jest tak sprytnie pomyślany, że wystarczy nałożyć go po prostu na ten oryginalny i już nos mam powyżej kierownicy, a świat widzę jak długi i szeroki. Co do pedałów – przykręcono do nich klocki dystansujące, rewelacja! Z tych wynalazków będą korzystać też moi trzej zmiennicy, sam właściciel Bentleya również używał klocków na pedałach, ale fotel wystarczał mu seryjny.

Tu każdy ma pełne ręce roboty – i mechanicy, i kierowca, jeśli chce, żeby Bentley skręcał gdzie trzeba

Wybrać właściwe tempo
Na odprawie przed wyścigiem w Portimao słyszymy dość dziwaczne zalecenia. William Medcalf, organizator imprezy, prosi: „jedźcie zawsze na czwartym biegu i oszczędzajcie hamulce. Jedno okrążenie w mniej więcej 3,30 minuty to odpowiednie tempo, żeby ukończyć imprezę”. Popatrzyliśmy tylko na siebie zdziwieni.

Zaczynamy trening. Bez problemu wykręcamy okrążenie w 3,09 minuty i już każdy z nas wie, że na czwórce nie da się jechać. Nitka toru raz wznosi się, raz opada, spore odcinki nasz Bentley musi przejeżdżać na trzecim biegu. Poza tym, takie toczenie się nie podoba się nikomu z naszego teamu.

Na miejsca, gotowi! Na sygnał sędziego kierowcy biegną sprintem do aut czekających przy krawędzi toru Nasza ekipa długo utrzymywała się na 4. miejscu, aż zastrajkowała skrzynia biegów
   

Start zainscenizowano zgodnie z tradycją Le Mans – samochody stoją przy krawędzi toru, a kierowcy naprzeciwko nich, czekając na sygnał. Gdy rozlega się strzał, dopadają aut i zręcznie wsuwają się za kierownice, odpalają silniki i jazda. W każdym razie, tak dzieje się w większości przypadków. Czterocylindrowy motor naszego Bentleya niestety trochę się ociąga, nim postanowi wziąć się do roboty. „Kurczę, a przed wyścigiem właśnie mi się śniło, że nie chce odpalić na starcie” – przyznaje się Christian Schenk, właściciel naszego auta, gdy po pierwszym okrążeniu zjeżdża do boksu. Po co? W latach 20. kabriolety startowały do wyścigu z zamkniętym dachem, a chowano go dopiero po przejechaniu pierwszych okrążeń. Samochody bez „nakrycia głowy” po pierwszym okrążeniu zjeżdżały do boksów i czekały kilka minut, nim ponownie ruszyły na tor.

Nasz Bentley jedzie jak po sznurku. W końcu ma za sobą lata wprawy. Zbudowano go w 1929 roku, w latach 1937 i 1939 wziął udział aż w 23 wyścigach, większość z nich rozegrano w Goodwood. Teraz zalicza jedno okrążenie po drugim. Najszybsze (2,51 min) jeden z kolegów wykręcił w nocy: „szybciej niż zalecają, ale przynajmniej nikt mnie nie widział”, oświadczył później. Nie dodał tylko, że i kierowcy w nocy mało widzą. Wprawdzie pewne fragmenty toru oświetlono, ale nie na tyle, żeby naprawdę było jasno. Na przykład na lewym wznoszącym się zakręcie światło pada tylko na część nawierzchni. Miejsce, w którym na szczycie należy zacząć skręcać pozostaje ukryte w ciemnościach.

Z gracją okrętu
Co półtorej godziny zmienia się kierowca, przy okazji tankujemy naszego Bentleya – ręczną pompą z wielkiej beczki. Mamy się przy tym za spryciarzy, bo zanim auto zjedzie do boksu, wypełniamy paliwem kanistry, co znacznie skraca czas wypełniania baku. Organizator wyścigu pokazał nam później zmyślne urządzenie z 1929 r. – wielki lej z końcówką wkładaną do baku, do którego za jednym zamachem wlewano benzynę z kilku mniejszych zbiorników.

O błyskawicznym postępie w przedwojennej motoryzacji przekonujemy się, obserwując poczynania BMW 328. My zasiadamy za kierownicą wysokiego kolosa, czegoś równie sterownego jak okręt, tyle że z ogromnymi kołami. Nasz Bentley waży 1800 kilogramów, jego czterocylindrowy silnik ma podobno 120 KM. A BMW, młodsze tylko o 10 lat, śmiga obok jak bolid Formuły 1, waży o tonę mniej, a jego dwulitrowy sześciocylindrowiec ma 150 koni.

Na wprost nasz okręt posuwa się bez zarzutu. Tylko że prosta startowa kiedyś się kończy, i to dość spektakularnie – najpierw potrójny zakręt w prawo, a na końcu nawrót. Solidne kopnięcie w hamulec powoduje spore zdziwienie kierowcy – Bentley broni się przed nagłymi zmianami prędkości i wyjeżdżając bokiem zamierza opuścić tor. Kierowca, który w tym momencie ściska kierownicę ma dosłownie pełne ręce roboty, jeżeli chce utrzymać samochód na obranym kursie.

A propos kierownicy. Jest potężna – i całe szczęście. Najlepiej siedzieć jak najbliżej niej. Bentleya trzeba zmuszać, żeby wjechał w zakręt, w kręcenie wolantem są zaangażowane nie tylko dłonie ramiona i barki, ale cały korpus kierowcy. Jak już się uda skręcić koła, to dobrze, żeby pod właściwym kątem, bo układ kierowniczy zaczyna się usztywniać i o korekcie toru jazdy kierownicą nie ma mowy. Można to zrobić tylko pedałem gazu.

Ale my jeszcze przed wyścigiem umówiliśmy się: żadnych driftów, poślizgów, czy przejazdów po tarce w zakrętach. I tego się trzymamy – czasami. Jeden z kolegów wpadł w czasie wyścigu na niezły patent: „panowie, ten wąski lewy zakręt za wzniesieniem przejeżdżajcie za tarką. Okazuje się, że tam jest asfalt i można na maksa wykorzystać moment obrotowy silnika”.

Beemka straciła 19 okrążeń i teraz nadrabia straty. Linię mety przekracza równocześnie z Bentleyem. Niestety, nie z naszym. My do końcowej linii nie docieramy w ogóle, już o świcie biegi 3. i 4. odmawiają współpracy. Poluzowała się blokada wstecznego, blokując rowek prowadzenia dźwigni, jednak jakoś udało się jechać dalej. Ale problem pojawia się znowu, z gorszym skutkiem – złamały się widełki-przesuwki zmiany biegu. Kawał mosiądzu po prostu rozleciał się na dwie części. Po dwóch godzinach majstrowania sprawa jest jasna – żeby to naprawić, trzeba rozmontować pół auta. Kapitan zespołu decyduje: „pokazaliśmy kawał solidnej jazdy nie po to, by teraz przekuśtykać przez metę, to nie ma sensu”.

Kawał solidnej roboty
Jednak triki na nic się zdają. BMW 328 rozwala wszystkich, po prostu jedzie w innej lidze. Ale do czasu. Około północy zatrzymuje się nagle, a zza kierownicy dobiegają wściekłe wyrzuty: „mamy ze sobą wszystko, nawet zapasowy silnik i skrzynię biegów, a stajemy z powodu takiego g…!”. Długa dźwignia zmiany biegów jest przymocowana do tunelu osłaniającego wał Kardana za pomocą aluminiowego wspornika w kształcie dzwonu. Wyleciały śruby mocujące, Gdy inni świętują, my maskujemy łzy wściekłości i zawodu.

Tymczasem szef całej imprezy, William Medcalf, spłukuje plamy oleju z niegdyś śnieżnobiałego kombinezonu, służy mu do tego piana z szampana, który gęsto leje się na mecie. Katarina Kyvalova z jedynego żeńskiego zespołu, już wprasza się na kolejną imprezę, ale Anglik szybko studzi jej zapał – „to była jednorazowa akcja”. Dodaje jednak: „jeśli ktoś chciałby zorganizować coś podobnego, to chętnie zjawię się z moim zespołem”. Nie on jeden

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij