Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Chabry z poligonu

Jeśli codziennie zasypiasz mając pod powiekami bolid Kubicy lub pustynne rajdówki Dakaru - nie siedź jak kołek. Jest szansa na karierę. I nie jest za późno.

2007-08-30
Rajd Berlin-Wrocław Przeszkody na tym rajdzie są "demokratyczne" - dają się we znaki małemu quadowi...

Dogonienie Kubicy i wejście w światek F1 może być trudne. Pokonanie Sahary też nie jest najłatwiejsze. Ale jest wielka impreza, w której Twój udział może być realny. To największy w Europie rajd terenowy Berlin-Wrocław, przechrzczony ostatnio na Drezno-Wrocław.

Organizator dopuszcza udział amatorów bez licencji wyczynowej i można też jechać wszystkim, co się rusza (motory, quady, samochody zwykłe i ciężarówki). We wszystkich klasach nie tylko sprzęt "sklepowy", ale wszelkie najbardziej cudaczne samoróby - przedziwne, ale widowiskowe "wynalazki". Trasa kosmiczna, więc adrenalina też kosmiczna. Trwa tydzień. Jak leczony lub nie leczony katar. Tylko tu nikt nawet nie próbuje nikogo leczyć. A nowe ogniska epidemii ogarniają coraz nowe kraje. Sam dwa lata temu przejechałem ten rajd jako zawodnik. Ciężarówką!

W tym roku postanowiłem nadążyć za rajdem samochodem terenowym. Początkowo miał to być nowy Land Rover Discovery, ale mógłby tego nie przeżyć, a na pewno stałby się bardzo nienowy i ostatecznie znalazłem się za kierownicą wiekowego, ale niezniszczalnego Defendera, należącego do "Moliego" - Pawła Molińskiego, tegorocznego pogromcy Sahary (cię- żarówką serwisował w Afryce Alberta Gryszczuka). Uzbrojone po zęby auto (siekiery, łopaty, wyciągarka i... odpowiednie naklejki pozwalające na wjazd wszędzie i jazdę po trasie) wyglądało groźnie. Z fotografikiem Jackiem Januszem chciałem dotrzeć wszędzie, a więc tam, gdzie kamery i aparaty fotograficzne nie wyposażone w helikopter nie docierają.

Start w Dreźnie. Bajkowa sceneria starego miasta. Starterem - królowa Sahary Jutta Kleinschmidt. Auta jeszcze czyste. Twardo pod kołami. Miłe złego początki. Po chwili prolog. Za-ledwie kilka kilometrów sztucznie wykopanych rowów i wertepów. Mniej wprawni utykają w wądołach już na pierwszym kilometrze. W rywalizacji kilkuset załóg rewelacyjnie spisują się Polacy. Wygrywa Szwagrzyk, a tuż za nim Gryszczuk i Kozioł. W quadach Kretkiewicz przed Bujańskim, a w ciężarówkach Ostaszewski trzeci. Rajd przejeżdża na polską stronę.

Uroczysty "polski" start w Zgorzelcu rozpoczyna długie "afrykańskie" etapy. Pogoda też afrykańska - żar z nieba, a na początek wyścig na znanym z rund H-6 torze terenowym w Olszynie. Tu upał oznacza niewyobrażalny kurz. Trzeba jeździć w kół- ko - między przeszkodami i konkurentami, a widoczność nie przekracza metra (jak masz długi pojazd, to końca maski nie widać). Gorzej, że trzeba również... oddychać - dotyczy to i ludzi, i silników. I trzeba również patrzeć - po omacku nie oznacza z zamkniętymi oczami. Motocykliści nie mają kabiny. Większość aut jeździ bez drzwi. A nawet jak ktoś ma pełne nadwozie, to pożytek z niego jest niewielki - nikt jeszcze nie zbudował szczelnej terenówki. W tych saharyjskich warunkach koncert przebiegłej jazdy dają obyci z afrykańskimi burzami piaskowymi Gryszczuk z Molińskim. Wygrywają wyraźnie i równie wyraźnie liderują w rajdzie. W ciężarówkach na prowadzenie wychodzi Ostaszewski w swoim monstrualnym Uralu.

W tym rajdzie zasadą jest wzajemna pomoc. Ale nie w każdych warunkach. Tu każdy walczy o własne życie, a nie o wynik. Aby zaś zdobyć miejsce na podium, kierowca musi wykazać się najwyższym kunsztem jazdy

Wiele pojazdów ma kłopoty. Wysuszone na beton podłoże łamie podwozia, a wszechobecny kurz unieruchamia wszelkie mechanizmy. Uciekają z trasy widzowie - zamknięte oczy nie ułatwiają kibicowania, no i jak zjeść kanapkę bez otwierania ust. Dziwne dźwięki dobywają się z mojego aparatu fotograficznego. Piasek wyraźnie mu nie służy.

Wieczorem obóz na "dakarowych" zasadach - żadnej cywilizacji, środek poligonu, pod namiotem lub pod gołym niebem. Relaks dla szczęśliwców, którzy nic nie urwali. Reszta do rana naprawia zdefasonowane pojazdy. Wielohektarowy obszar rozświetlają nie ogniska, ale spawarki.

Następnego dnia ruszam Land Roverem jak najwcześniej. Jadąc po trasie chcę znaleźć jak najatrakcyjniejsze miejsca - jeszcze nie rozryta daje szansę jak najrzadszego używania łopaty. Gorzej jest z rzekami (w tym rajdzie nie korzysta się z mostów, zresztą na zdewastowanych poligonach takie budowle nie występują) - jadąc samotnie z przodu nie można korzystać w rzece z najlepszych wskazówek, jakimi są... utopione pojazdy poprzedników. Jeśli rzeka wygląda podejrzanie, a dno może być muliste, lepiej wejść do wody i zbadać twardość podłoża, niż potem godzinami wyciągać auto z opresji. Zbyt głęboka rzeka może porwać lekkie auto - trzeba być przygotowanym na błyskawiczne otwarcie drzwi i za balastowanie wodą. Mój wiekowy Land Rover pokonał w swoim życiu setki takich rzek, wie o co chodzi i ani razu nie domaga się zewnętrznej pomocy. (Ale ja też jestem dla niego miły i do każdej rzeki wchodzę, by dobrze wybrać miejsce przejazdu.)

Doganiają mnie zawodnicy. Tzn. jeden zawodnik. Lider Albert Gryszczuk pędzi po wertepach poligonu jak wiatr i długo trzeba czekać na następny samochód. Znowu wygrywa etap. Kilkadziesiąt (!) osobówek wyprzedza swoim strasznym Uralem Ostaszewski. Następnego dnia to samo. Polacy rządzą tym rajdem.

Ale zbliża się dzień prawdy. To Maraton Hannibala (nazwa na cześć słynnego kartagińskiego off-roadowca, który pomimo braku dróg, jeszcze przed naszą erą pokonał Alpy), a więc najdłuższy w Europie - odcinek terenowy o długości prawie 500 km. Tu Gryszczuk miażdży konkurentów. Wygrywa z ogromną przewagą. Wygląda na to, że kolejne jego zwycięstwo jest oczywiste. (Albert wygrał tu 2 lata temu, a był to jego debiut na tej trasie.) Ale załamuje się pogoda. Leje jak z cebra. Przybierają rzeki. Poligony zamieniają się w bagna. Lider ma nietęgą min ę. Startuje swoim "dakarowym", własnej konstrukcji autem, świetnym na pustyni, ale bez entuzjazmu wykonującym zadania podwodne. Nawet mój Land Rover nie mając obowiązku jechać po trasie największe bagno objeżdża bokiem.

Następnego dnia przez pierwsze parę godzin Albert z "Molim" ciągle na prowadzeniu. Ale zbyt lekko od dołu osłonięty ich Tomcat źle znosi błotne kuracje. Zmieszane z kamieniami i gałęziami błoto kilka razy zrywa paski klinowe. Szwankuje elektryka. Pada elektroniczna, ale naziemna nawigacja. Alberta dogania peleton. W tym rajdzie zasadą jest wzajemna pomoc. Ale nie w takich warunkach. Tu każdy walczy o własne życie, a nie o wynik. Dopiero po godzinie szarpaniny zatrzymują się Traskiewicz i Ostaszewski, którzy pomagają wydostać się z pułapki okaleczonemu Tomcatowi. Wyrywanie z bagna wyrywa też z samochodu... hamulce, więc reszta odcinka obfituje w "ekscytujące momenty". Albert przestaje być liderem. Ale świetnie jedzie - malutkim (i leciutkim) Suzuki - właśnie Traskiewicz. Z szansą na podium!

Do końca rajdu jeden dzień. Dwukrotna pętla wokół poligonu w Drawsku. Albert po ciężkim całonocnym remoncie "wszystkiego" zapowiada desperacki atak. Jedzie szaleńczo. Tak ciśnie gaz, że nie wytrzymuje tego sterująca nim linka. Wiązanie tego drutem i sznurkiem zabiera trochę czasu. Wynik i tak jest rewelacyjny - drugie miejsce na tym etapie i awans z otchłani na 4. miejsce. Tuż za podium. Szkoda. Za krótki ten rajd. Ale wybuch radości, bo Kretkiewicz wygrywa klasyfikację quadów, a Ostaszewski przy bardzo mocnej światowej konkurencji zwycięża w ciężarówkach!

Wielkie manewry Drezno-Wrocław za nami. Wreszcie na polskich poligonach widać było sprawną polską armię off -roadową. Zwłaszcza polski marszałek polny off - roadu Albert Gryszczuk, jak i oficerowie - Ostaszewski, Kretkiewicz, Traskiewicz czy Górecki - pokazali wielki kunszt poligonowego rzemiosła. Zaciągnij się do tej armii. Można bez licencji. Chabry z poligonów dla polskich off - roadowców!

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Jacek Janusz i autor

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Jeśli codziennie zasypiasz mając pod powiekami bolid Kubicy lub pustynne rajdówki Dakaru - nie siedź jak kołek. Jest szansa na karierę. I nie jest za późno.
    auto motor i sport, 2007-12-13 12:05:11
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij