Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Dobre, bo markowe

Sukcesy w MŚ Roberta Kubicy czy Leszka Kuzaja narobiły młodzieży apetytu. Już nie chcą kopać piłki. Chcą się ścigać. Najprostsza droga do wysokiego wyczynu to Puchary Markowe. W Polsce działa to nieźle.

2007-01-11
Puchary Markowe Na zagranicznych torach w Leonie Supercopa błyskotliwą jazdę pokazał Damian Sawicki

Robert Kubica trafił do F1 nie z F3, ale prosto z pucharu markowego. Był to World Series by Renault, w którym zdobył mistrzostwo świata. Jak geniusz rajdów Sebastien Loeb, który wygrał kiedyś Citroën Saxo Cup. Jest to więc droga "jedynie słuszna". Idea takich rozgrywek - krajowych lub światowych - jest prosta. Sport samochodowy ogromnie zależy od sprzętu - bogaci mają łatwiej. By tę niesprawiedliwość zniwelować, w pucharach markowych wszyscy jeżdżą na jednakowych, od jednego producenta, zaplombowanych autach. Liczy się człowiek. Można wyłowić najprawdziwszy brylant. Kubica i Loeb to przykłady idealne. W Polsce "pucharowość" też rozkręciła się ostatnio nieźle, i to w obu dyscyplinach - wyścigach i rajdach, a ich zwycięzcy honorowani tytułami mistrzów Polski całkiem realnie mogą o poważnej karierze myśleć.

W wyścigach "dla dużych chłopców" najbardziej znany i uznany jest VW Castrol Cup, ale wielkie zainteresowanie budzi rozpoczynający dopiero działalność Puchar Seat Leon Supercopa. Na mniejszych chłopców (chociaż okazało się to nieprawdą, bo mocno mieszają w nim dziewczyny!) czeka rewelacyjnie atrakcyjny Puchar Kia Picanto. W rajdach, po wycofaniu się Fiata i Daewoo Lanosa, mamy tylko jeden, ale wyśmienity - Puchar Peugeota.

W Pucharze Volkswagena, prawdziwym, wyczynowym cyklu "dla dorosłych" (ale wystarczy licencja wyścigowa, nikt w metrykę nie zagląda) naprawdę jest na co popatrzeć. Gdy dwa lata temu puchar ruszał, nie brakowało prześmiewców. Zawodnikom bowiem zaproponowano... Golfy diesle! Ale śmiechy ucichły (do dzisiaj), gdy okazało się, jakie Golfy i jakie diesle! Pod skromną nazwą Golf V TDI kryją się bowiem na-prawdę wyczynowe, mocno podrasowane i przerobione (w Polsce, "u Gładyszów") profesjonalne wyścigówki (185 KM, sportowe zawieszenie, wyścigowe hamulce) o wyśmienitych osiągach. I jak dr Jekyll i Mr Hyde, łagodne z urody Golfy na torze zmieniają się w wulkan. Fundamentaliści, którzy z odrazą patrzyli na ropniaki na torach, zamilkli. Regularnie jeździ ponad 20 Golfów tworząc świetne widowisko. Pomaga w tym ciekawy regulamin, bowiem każda runda składa się z dwóch biegów - krótkiego sprintu i finału, w którym na starcie pierwsza szóstka zamienia się miejscami, co jest wielką (choć nie do końca sprawiedliwą, lepiej żeby była to pierwsza trójka) atrakcją. Ale jeszcze większą atrakcją okazał się obowiązek (!) wymiany dwóch kół podczas finałowego wyścigu. Wreszcie mechanicy, cisi bohaterowie wielu teamów, mogą stanąć w świetle kamer. A są to zwykłe koła (po pięć śrub) i zespół może mieć tylko jeden klucz pneumatyczny. Nie potrzeba natomiast lewarować auta, bo Golfy mają automatyczne podnośniki (nawet Kubica takich nie ma), więc wygląda to bardzo poważnie. Zawodnicy początkowo zlekceważyli rangę zmiany kół, ale szybko okazało się, że mechanicy mogą "wygrać wyścig". A widowisko jest wyborne. I pikantne, bo cała nasza wyścigowa elita startująca w tym pucharze zebra- ła w tym roku baty od gościnnie występujących u nas dwóch młodych Litwinów (Kupcikas i Gelzinis, ten drugi zupełny gołowąs). W przyszłym sezonie VW Castrol Cup będzie nadal rozgrywany. Auta mają mieć jeszcze bardziej podrasowane silniki (200 KM!). Auto nie jest najtańsze (108 tys. zł netto), ale jest tego warte i chętnych nie brakuje.

Jeśli ta cena jest dla kogoś za niska, to na polskim rynku pucharowym pojawił się zupełnie nowy gracz. Seat zaproponował polskim kierowcom model Leon Supercopa. To już nie żarty. Auto kosztuje prawie 65 tys. euro (netto!), ale nie ma nic wspólnego ze zwykłym Leonem. To absolutnie prototypowa, profesjonalna wyścigówka, która "gościnnie" korzysta z nazwy Leon (dobry chwyt marketingowy) i paru kawałków nadwozia tego modelu. Reszta to "kosmos" bliżej Porsche i Ferrari, niż samochodów z ulicy. (Moc ponad 300 KM, "lekka buda", skrzynia DSG z dwoma sprzęgłami, 270 km/h, wnętrze jak w odrzutowcu). Auta pojawiły się w Polsce w trakcie sezonu, ale wystarczyło to, by nieźle namieszać. (Robert Kisiel zdobył MP w klasie H-3500, bo oficjalne rozgrywki "Pucharu Seata" mają być dopiero w 2007 roku. Aż 11 kierowców na zmianę startowało tymi autami u nas i są zachwyceni). W rozgrywkach międzynarodowych - oficjalnym Pucharze Leon Supercopa - wystartował najszybszy obok Kubicy młody polski kierowca Damian Sawicki (w niemieckim, może nie najlepszym zespole) i zrobił parę tak zdumiewających wyników, że pojawili się przy nim łowcy głów z DTM-u! Leon to auto nie dla nowicjuszy. Jest tak nabite komputerami, że trzeba dużej wiedzy, by w ogóle ruszyć z miejsca. Ale jest to przedsionek bardzo profesjonalnych wyścigów.

Nie wszyscy są piękni, młodzi i bogaci, więc dla tych, których nie przygniata nadmiar gotówki i sponsorów są puchary nieco tańsze. W rajdach jest to Puchar Peugeota. A właściwie nie tylko Puchar, ale jedyny w Polsce cały 3-stopniowy cykl szkoleniowy (tzw. Rajd Młodych - tysiące uczestników), potem Puchar Peugeota i dla zwycięzcy propozycja startów w profesjonalnym, fabrycznym aucie Super1600. Puchar rozgrywany jest już od 1999 r. - początkowo na "106", obecnie na "206" w pełni przygotowanych do rajdów. Chętnych nie brakuje, chociaż puchar jest zagrożony, bo "206" się starzeje i nie ma pewności czy będzie kontynuowany w 2007 r. Obecny rok był wyśmienity i pozwolił na wyłowienie błyskotliwego talentu - Łukasz Habaj wygrał wszystkie rundy, w których startował. I już rozgląda się za ofertami z dużo wyższej półki. Tu Puchar Peugeota spełnił swą rolę idealnie. I oby żył wiecznie.

Na najmłodszych wiekiem i stażem ciągle czeka wyścigowy Puchar Kii Picanto. Te niewielkie, jednolitrowe samochodziki pozwalają na zupełnie poważną naukę. A w dodatku mieszają w nim dziewczyny. Już jeździ ok. 30 autek, ale pod drzwiami Kii Motors w Warszawie kłębi się tłum (nawet młode małżeństwo!) i w nowym sezonie może ich być nawet 50. Więc przed każdym finałem będą eliminacje, bo pojemność naszych obu torów jest mniejsza! A oba nasze miejsca kultu wyścigowego wymagają modernizacji: Poznań - dobry tor, ale słabe zaplecze, a Kielce odwrotnie. Ale polskie wyścigi żyją, żeby było jasne - siłami importerów i pasją kibiców. Pojawiają się sponsorzy. A polscy kierowcy są milion razy tańsi od Schumachera. Kubica jest zaraźliwy. I wzmaga apetyt na życie. Więc nie siedź w domu. W rajdówce czy wyścigówce - każdy dzień jest niedzielą. I nie czekaj. Bo Puchary Markowe czekają.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: autor i Jacek Janusz

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Sukcesy w MŚ Roberta Kubicy czy Leszka Kuzaja narobiły młodzieży apetytu. Już nie chcą kopać piłki. Chcą się ścigać. Najprostsza droga do wysokiego wyczynu to Puchary Markowe. W Polsce działa to nieźle.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij