Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.7

Dolar nade wszystko

Wbrew wszelkim próbom oszczędności, Formuła 1 pozostaje najdroższym sportem świata. Trwonienie bajońskich sum też może być podniecające. Zdaniem szefa Formuły 1, Berniego Ecclestone'a, jakość ma swoją cenę.

2008-01-31
Finanse Formuły 1 Formuła 1 z bliska: BMW wysyła swój Pitlane Park m.in. do Las Vegas, do Szanghaju i do Warszawy.

Wieści nadchodzące z rynków walutowych są mało optymistyczne. Dolar wciąż spada i spada. Dla Formuły 1 to niedobrze. Wszystkie przychody oblicza się w dolarach. Pensję Berniego Ecclestone'a. Pieniądze od sponsorów. Licencje. Ale zespoły płacą w euro, funtach albo jenach. Małą pociechą może być fakt, że tanieją kierowcy. Prócz BMW, wszystkie stajnie opłacają bowiem swoich kierowców w dolarach.

Najlepiej zarabia Kimi Raikkonen. Jego pensja i nagroda za tytuł mistrza świata zapewniają mu roczny przychód w wysokości 25 milionów dolarów. Fernando Alonso dostanie od McLarena 22 miliony, ale otrzyma tę kwotę w pełnej wysokości pod warunkiem że nie będzie się źle wyrażać o swoim byłym zespole. Od Renault podobno zażądał podwyżki w wysokości 30%.

U Jensona Buttona między stanem konta punktowego i bankowego zieje prawdziwa przepaść. Sześć punktów mistrzostw świata kosztowało Hondę 16 milionów dolarów. Rubens Barrichello za jazdę bez punktów zainkasował 9 milionów. Felipe Massa przekroczy granicę dziesięciu milionów wyłącznie dzięki prywatnym sponsorom. Dwucyfrowymi dochodami może się pochwalić w ostatnim czasie również Nick Heidfeld. Premie punktowe stanowią 30% jego wynagrodzenia. Lewis Hamilton, mimo podwyżki, jest dalej tani jak barszcz. Wicemistrz świata zarobi w 2008 roku 2,5 mln dolarów stałej pensji, a jego wynagrodzenie do 2011 roku corocznie będzie rosło o kolejne 2,5 mln. W 2012 roku podstawowa pensja Hamiltona wyniesie 15 milionów dolarów. Jeśli nowej brytyjskiej supergwieździe uda się do tej pory zdobyć tytuł mistrza świata, co rok dołożą mu po trzy miliony. Mówi się, że ojciec Anthony zamierza wprowadzić swojego syna jako artykuł markowy na giełdę. U Red Bulla najwięcej, bo aż 9 milionów dolarów, zarabia nie kierowca, lecz słynny konstruktor Adrian Newey. Dla Sebastiana Vettela Formuła 1 dopiero się rozpoczyna. Zarabianie pieniędzy również. Do miliona dolarów rocznej pensji będzie mógł dołożyć premie za punkty.

Mistrzami świata w wydawaniu pieniędzy są zespoły z Japonii. Otwierająca listę Honda w swój fabryczny team pompuje 420 milionów dolarów rocznie. Do tego należy doliczyć kolejne 50 milionów dla powiązanego z Hondą zespołu Super Aguri. Nowy szef teamu Hondy - Ross Brawn - nie może się nadziwić: "Honda ma większe możliwości niż Ferrari. Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy używać czterech tuneli aerodynamicznych". A sponsorów ani widu, ani słychu. Żeby nie wyjeżdżać na światowe tournée gołym bolidem, dział marketingu wymyślił przebiegły, odwracający uwagę manewr. Sponsorzy mogą dawać pieniądze "na rzecz" środowiska naturalnego, ale ich reklamy nie pojawiają się na bolidach. Wynik? Honda jest podobno około 30 mln dolarów pod kreską. Cała akcja okazała się jednym wielkim niewypałem.

Do granicy 400 mln dolarów zbliża się także Toyota. Po piętach depczą jej Ferrari, McLaren, BMW i Renault, operujący kwotami między 300 a 400 milionami. Ferrari sprzedaje najdroższą powierzchni ę reklamową. Rezygnacja z Vodafone była dla Marlboro warta podwyższenia sumy sponsoringu do ponad 100 milionów dolarów rocznie. Renault znalazł następcę dla Mild Seven - jest nim holenderski bank ING. Za umieszczenie barw żółtej, pomarańczowej i niebieskiej na bolidach z Enstone ING wyasygnował 78 milionów dolarów. Dalszych 30 milionów trafiło do firmy Allsport - za sprzeda ż miejsc na reklamy wokół torów.

Najlepszym, bo mocno rozproszonym pakietem sponsorskim dysponuje McLaren. Dla Vodafone czerwone kleksy na srebrnym poszyciu są ponoć warte 95 milionów dolarów. Również Mobil 1, Johnnie Walker, Santander i Aigo wydają na McLarena kwoty liczone w dziesiątkach milionów dolarów. Mercedes pokrywa 50% wynagrodzenia kierowców i za darmo dostarcza silniki. Badania i rozwój pochłaniają około 140 milionów dolarów.

Budżety prywatnych teamów Red Bull i Williams niewiele się różnią od kwot, którymi dysponują zespoły fabryczne. Wydatki Red Bulla szacuje się na ćwierć miliarda dolarów, nie licząc drobniejszych sum na cele marketingowe. 100 milionów budżetu Toro Rosso, młodego zespołu należącego do Red Bulla, to przy tym małe piwo. A 60 milionów Spykera wystarcza akurat na to, aby prze- żyć. Nowy właściciel Vijay Mallya chce zwiększenia budżetu na cele techniczne o 25%. Force India - jak szacuje jego przyjaciel, Ralf Schumacher - może stać się drugim zespołem Red Bulla.

Dla Toro Rosso najważniejszym czynnikiem kosztowym są materiały. Ich wartość stanowi około 40% całego budżetu. Do tego należy jeszcze doliczyć koszt silników. Zespoły takie jak Red Bull, Toro Rosso, Force India czy Williams, płacące za silniki, muszą wkalkulować wydatek rzędu 12-22 mln dolarów na ten cel.

Struktura cen kształtuje się tak jak w prawdziwym świecie. Podwozie - to jakieś 260-320 tys. dolarów. W 2007 roku Ferrari wytworzyło sześć podwozi F1. Toro Rosso cztery. Przednie spoilery w wersji Monza to koszt około 25 tys. dolarów. Na bardziej kosztowny spoiler w wersji Monte Carlo trzeba wysupłać 45 tys. dolarów. Tylne spoilery są tańsze w produkcji. Można je mieć już za 25 tys. dolarów. Kompletne zawieszenie może kosztować 260 tys. dolarów. Nawet fotele kosztują 17 tys. dolarów za sztukę. Zespół Toro Rosso całkowicie zrezygnował z badań: "Musielibyśmy podwoić nasz budżet - wylicza szef zespołu Franz Tost, dodając natychmiast: 100 milionów dolarów na badania i rozwój to doprawdy głodowa stawka".

W przyszłym roku wypłaty z kasy Berniego Ecclestone'a nieco usprawnią finansowanie zespołów. Do 2006 roku obejmowały one 47% przychodów z transmisji telewizyjnych i stałą kwotę w wysokości 34 milionów dolarów z puli startowej, co po zsumowaniu dawało 23% całości. Obecnie między zespoły dzielić się będzie 50% przychodów ze wszystkich źródeł. Tego, ile konkretnie dostanie każdy zespół - dowiemy się dopiero po sporządzeniu bilansu rocznego przez właścicieli praw - grupy CVC. Założenia opiewają na 850 milionów dolarów. Do podzia- łu będzie zatem 425 mln. Ferrari zainkasuje więc być może, zamiast dotychczasowych 55, ponad 100 mln dolarów. Dla ostatniego zespołu na liście bonus wzrośnie z 17 do 32 milionów.

Główny negocjator - Bernie Ecclestone - w ostatnim czasie zarobił masę pieniędzy, przede wszystkim od organizatorów. Najsłynniejsze imprezy, takie jak Grand Prix Niemiec, osiągnęły pułap ponad 16 mln dolarów i co roku kwota ta rośnie. Nowość - impreza w Bahrajnie - to jeszcze prawdziwa okazja: 22 mln dolarów. 25 mln od rządu Chin nieomylnie wskazuje kierunek przyszłego rozwoju - GP będzie możliwe do sfinansowania jedynie w przypadku, gdy do portfela sięgnie rząd albo miliarderzy w rodzaju singapurskiego króla nieruchomości Ong Beng Senga. Walencja i Singapur na mapie Formuły 1 mają wartość po 30 mln dolarów. Gorzej wygląda sprawa transmisji telewizyjnych. RTL wymusiło na Ecclestone'ie obniżkę z 80 na 65 mln dolarów. TV Globo przez pięć lat zapłaci 50 mln, a francuska stacja TF1 28 mln dolarów.

Wszyscy mówią o oszczędzaniu, ale nikt nie oszczędza. W czasie ostatnich testów w Jerez w obozie zespołów parkowało 78 ciężarówek. Każdy team za czterodniowy test zaksięgował koszty w wysokości 700 000 dolarów. McLaren na początku 2007 roku szarpnął się na nowy motorhome. Szklany pałac na kółkach kosztował 16 milionów dolarów. BMW wędruje po świecie z przewoźnym miasteczkiem pod nazwą Pitlane Park, wartym 25 milionów dolarów. Na powierzchni 100 x 40 metrów można zobaczyć Formułę 1 z bliska.

BUDŻETY DTM, RAJDOWYCH MISTRZOSTW ŚWIATA I RAJDU DAKAR

Na stronie 23. prospektu emisyjnego HWA AG same konkrety. W rubryce "Dochody" czytamy, że w roku 2006 mistrzostwa DTM przyniosły przychód w wysokości 38 847 000 euro. To 67% obrotów zakładów w Affalterbach, zatrudniających 220 osób. Założona przez Hansa Wernera Aufrechta spółka HWA GmbH wiosną 2007 roku trafiła na giełdę i dlatego musiała ujawnić swoje dane. Także te, o których w stajniach kierowców sportowych zwykle rozmawia się tylko szeptem.

Te prawie 39 milionów niemal w całości pochodzi z przelewów od Mercedesa. Na stronie 21. prospektu czarno na białym napisano, że firma HWA podpisała kontrakt z działem sportów motoryzacyjnych DaimlerChrysler AG, dotyczący "kompleksowej realizacji w sferze badań i rozwoju oraz produkcji pojazdów wyścigowych, silników oraz komponentów pojazdów, a także realizacji wszelkich innych zadań w związku z prowadzeniem zespołu wyścigowego, włącznie z opieką nad kierowcami i wsparciem dla dalszych zespołów".

Znawcy kręgów związanych z DTM wiedzą, że do tych kosztów należy doliczyć jeszcze wydatki na cele marketingowe, o szacunkowej wysokości 10 milionów euro. Mercedes - a przypuszczalnie także Audi - na każdy sezon DTM wydają więc rocznie około 50 mln euro. Dzięki wysokiej oglądalności i relacjom w prasie wydatek ten jest opłacalny.

Trudno natomiast wyrokować, czy podobny stosunek kosztów do korzyści dotyczy również rajdowych mistrzostw świata. Nowy szef Citroëna, Gilles Michel, krytykuje w każdym razie niedostateczną obecność mistrzostw w mediach. Mówi się, że niedługo może mu przejść ochota na wydawanie co roku 60 milionów euro na fabryczny team rajdowy. I nie zmienią tego nawet cztery mistrzowskie tytuły, zdobyte pod rząd przez Sebastiena Loeba.

O takich sukcesach Volkswagen może tylko pomarzyć. 110-osobowy zespół zaangażowany w udział w Rajdzie Dakar oraz rajdowe wersje Touaregów pochłaniają rocznie około 30 mln euro. Mitsubishi, etatowy zwycięzca Dakaru, na stałe zatrudnia tylko 50 osób. Zespół Mitsubishi musi się zadowolić budżetem w wysokości 20 mln euro. Jeszcze oszczędniej gospodaruje team BMW pod okiem Svena Quandta. Były szef Mitsubishi ds. sportu, którego X3CC spokojnie może stawać z innymi w szranki, zatrudnia tylko 21 pracowników i dysponuje rocznym budżetem w wysokości około 4 mln.

Tekst: Michael Schmidt
Zdjęcia: Daniel Reinhard, Wolfgang Wilhelm

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Wbrew wszelkim próbom oszczędności, Formuła 1 pozostaje najdroższym sportem świata. Trwonienie bajońskich sum też może być podniecające. Zdaniem szefa Formuły 1, Berniego Ecclestone'a, jakość ma swoją cenę.
    auto motor i sport, 2008-01-31 14:35:43
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij