Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Drapią się choć nie swędzi

Góry i skalne ściany od zawsze fascynowały ludzi. Ale niewiele gór jest tak łatwych, że można na nie po prostu wejść bez specjalnych umiejętności, kondycji i sprzętu. Więc jak je zdobyć? To proste! Ciężarówką! Nazywa się to Truck Trial.

2008-06-20
Truck Trial Podbrzusze auta musi być odporne na okaleczenia ostrymi skałami.

auto motor i sport 7/2004

Że nie każda ciężarówka sobie z tym poradzi? Nie szkodzi! To trzeba ją tak poprzerabiać, czasem całkiem przekonstruować, żeby się nadawała. A potem poszukać takich samych "wariatów" w innych krajach, wreszcie znaleźć równie nienormalną górę i wespół w zespół na nią wjechać. I to nie z jednej, najłatwiejszej strony, bo to byłoby zbyt proste, ale jak w himalaizmie, wytyczając konkretne drogi wspinaczkowe - każdą granią, każdym żlebem, każdym filarem. (A dodatkowo organizator stawia obowiązkowe bramki). I w odróżnieniu od innych sportów motorowych - bez pomiaru czasu. Bo zajęcie jest zbyt poważne i niebezpieczne (ale przyjemne!), by robić je na czas. Kierowca, oprócz ogromnych umiejętności jeździeckich, musi mieć trochę wiedzy z fizyki (jak przy wielkich przechyłach nie przewrócić ciężarówki do góry kołami) i z geologii (jak nie zjechać w przepaść z lawiną). No i wiele zależy od sprzętu.

Auto pod maską powinno mieć niespotykanie spokojny, łagodny silnik, więc najlepiej diesel, wielki, misiowaty, poczciwy, ale nie cherlak, bo wtaszczyć na szczyt 10 czy 15 ton to ciężkie zadanie. Moc musi być duża, ale jeszcze ważniejszy jest jak największy moment obrotowy. Najlepsi z dumą podają nie maksymalną, ale minimalną szybkość swojego pojazdu. Bo w wielu miejscach, by nie podciąć lawiny i nie runąć w dół, trzeba poruszać się wolniej od żółwia. I mądrze.

Auto musi więc mieć bardzo powolną skrzyni ę biegów, powolne przełożenie główne i oczywiście blokady w mostach (wszystkich, a czasem jest ich aż cztery!) i różne blokady międzyosiowe. Jest to niezbędne, bo rzadko wszystkie koła mają kontakt z podłożem, najczęściej parę kół wisi gdzieś w powietrzu nad jakimś żlebem, a często na zdobytym wierzchołku nie mieści się cały samochód i część jest na nim "nieobecna".

Zawieszenie, by przejeżdżać przez kamienie wielkości pralki automatycznej musi być mocne i mieć ogromny skok. Często w jakimś koślawym żlebie wielka ciężarówka powykręcana jest jak paraliż. Do tej zabawy nie używa się obładowanych komputerami pokładowymi najnowszych ciężarówek; wręcz przeciwnie - im auto starsze, prostsze, bardziej dziwaczne, historyczne, tym lepiej. Dominuje więc zbieranina demobilu z wszelkich armii świata, w tym z legendarnej i niepokonanej armii radzieckiej, która opuszczając NRD nie wszystko ze sobą zabrała. Buduje się z tego różne potwory wyglądające jak mastodonty z parku jurajskiego, mocarne jak tyranozaury, dziwaczne jak dinozaury, nurkujące jak kopalne mezozaury i powolne jak wielkie żółwie z Galapagos. Ale choć wyglądają jak gady z epoki karbonu, nie stronią od wykorzystania karbonu i podobnych materiałów do budowy lekkich i wytrzymałych podzespołów. Na twardych skałach opony drą się okrutnie, a nie są tanie, ale trialowcy wykryli na terenie b. NRD magazyny pełne wojskowych gum z epoki ogumienia łupanego pięknie sygnowanych "zdiełano w CCCP" i na nich jeździ czołówka. Światowa federacja samochodowa FIA zalegalizowała ten sport.

Są regularne mistrzostwa różnych krajów i regionów świata. Istnieją dokładne regulaminy opisujące zakres dozwolonych przeróbek, minimalną wagę "uczestnika" (2,5 tony), podział na klasy (wg ilości i rozstawu osi oraz rozstawu kół), wymogi bezpieczeństwa (specjalne fotele, pasy, orurowanie auta potężną klatką bezpieczeństwa) oraz opis samych zawodów - np. zasady punktacji za "zjechanie na łatwiznę" z wytyczonej bramkami trasy.

Na Zachodzie tłumy walą na truck trial jak na koszykówkę. Widowisko jest superatrakcyjne, bo co prawda po skałach, ale można podejść blisko do gramolących się po wertepach pojazdów.

I jest ciekawsze od bardzo podobnego trialu motocyklowego (analogiczne trasy i zasady, tyle że często między drzewami, a ciężarowcy wolą gołe skały), bo to, że motor drapie się po skałach to jakoś ludziskom nie dziwne, a w tym samym miejscu wielka jak wieloryb ciężarówka wygląda groźniej.

W Polsce truck trial dopiero rusza. Na razie w Wałbrzychu (w mieście!) odbyła się wielka impreza dla obcokrajowców organizowana... przez niemieckie ADAC. Ponura, boleśnie przypominająca o bezrobociu, wielka hałda skalistych odpadów pokopalnianych okazała się cudownym miejscem dla takich zawodów. Władze Wałbrzycha trochę sprawę pokpiły, bo były jedynie dostawcą wertepów. Może za rok. A warto propagować ten sport w Polsce (w Wałbrzychu pojawił się tylko jeden Polak - Sebastian Hornik - samoróbą na bazie radzieckiego URAL-a).

Truck trial to wyśmienita zabawa i jeszcze lepsze widowisko. Może masz albo wiesz coś o takiej nieużywanej ciężarówce? Może łazisz po górach? Jesteś taternikiem? To pokrewne. A może spróbujesz? Też trzeba się drapać. Choć nie swędzi.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Leszek Kuśmirek

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Góry i skalne ściany od zawsze fascynowały ludzi. Ale niewiele gór jest tak łatwych, że można na nie po prostu wejść bez specjalnych umiejętności, kondycji i sprzętu. Więc jak je zdobyć? To proste! Ciężarówką! Nazywa się to Truck Trial.
    auto motor i sport, 2008-06-20 12:52:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij