Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Ferrari, Pagani, Lamborghini - bolidy z plakatu

Cztery samochody. Każdy z nich mógłby zdobić ścianę nad biurkiem. Oto Ferrari FF,  Pagani Huayra, Lamborghni Aventador i Morgan Threewheeler.

Roman Popkiewicz 2014-11-04
Pagani Huayra Pagani Huayra

Pagani Huayra, czyli bóg wiatru i aktywna aerodynamika

To niesamowite, ale zaledwie jeden model – Zonda – wystarczył, by samochody Horacio Paganiego osiągnęły status kultowych. Ci, którzy mieli okazję posmakować mówią, że są Bugatti, Ferrari i Lamborghini – i jest Pagani. Teraz czas Zondy minął i nastaje era Huayry. Prace nad tym modelem trwały od 2003 r., a nazwa pochodzi od imienia południowoamerykańskiego boga wiatru. Jak mówią twórcy auta, chodziło o to, aby pod względem aerodynamiki Huayra stał się „częścią powietrza”. Elementy stylizacji wyraźnie nawiązują do Zondy, Huayra jest jednak całkiem nową konstrukcją.

Kabina może być wykończona spartańsko albo sułtańsko. Idziemy o zakład, że nie będzie dwóch takich samych...
Silnik 6.0 V12 biturbo pochodzi od AMG i jest umieszczony centralnie Klapy z tyłu nadwozia to element tak zwanej aktywnej aerodynamiki

 

Auto jest nieco dłuższe od poprzednika, ma niecałe 1,2 m wysokości i waży zaledwie około 1350 kg. Fotel kierowcy został przesunięty o 4 cm do tyłu, co daje więcej miejsca w kabinie. Horacio Pagani mówi, że „samochód ma kształt skrzydła i dlatego musi mieć wysoki nos. Dzięki temu górna część skrzydła jest krótsza, co zmniejsza siłę nośną”. Z kolei aktywne zawieszenie oraz ruchome elementy aerodynamiczne pozwalają na bieżąco modyfikować aerodynamiczne właściwości samochodu, zależnie od potrzeby zwiększając siłę docisku albo zmniejszając współczynnik oporu powietrza. Konstrukcja wykorzystuje aluminium, tytan i włókno węglowe.

Do napędu służy centralnie umieszczony silnik V12 konstrukcji AMG, o pojemności 6,0 l i wyposażony w dwie turbosprężarki, który rozwija moc ponad 700 KM i maksymalny moment obrotowy – uwaga! – 1100 Nm. Start z miejsca powinien więc przypominać start myśliwca. A mierzone w cyklu NEDC zużycie paliwa wynosi zaledwie 13 l/100 km. Wszyscy szejkowie, którzy są klientami Paganiego, powinni więc odetchnąć z ulgą...

Lamborghini Aventador, czyli byk z piekła rodem

Podstawowe dane są takie, że jego silnik rozwija moc 700 KM, sprint do setki zajmuje 2,9 s, a prędkość maksymalna wynosi 350 km/h – ale najnowsze dzieło Lamborghini to znacznie więcej niż tylko suche cyferki. Oto jeden z tych samochodów, do których wsiadasz z obawą, czy nie zrobi ci krzywdy.

Zgodnie z tradycją, najnowsze Lamborghini nosi imię po hiszpańskim byku Większość kierowców innych aut będzie oglądać Aventadora z takiej właśnie perspektywy
Silnik V12 jest ukryty pod oryginalnymi żaluzjami Kabina, czyli internacjonalny high-tech wykończony po włosku

 

Aventador jest najnowszym flagowym modelem Lamborghini, a to zobowiązuje do wyjątkowości pod każdym względem. Typowe dla Lamborghini nadwozie jest więc ekstremalnie rozpłaszczone, przy długości 4,8 m mając zaledwie 1,14 m wzrostu. Przednia szyba jest położona niemal poziomo, a całość wygląda jak rzeźba, w której każda prosta linia została zastąpiona dłuższym lub krótszym, ale zawsze zygzakiem.

Sercem najnowszego byka ze stajni Lamborghini jest wspaniała, wolnossąca, wysokoobrotowa jednostka 6.5 V12, która maksymalną moc rozwija przy 8250 obr/min. Siła napędowa wędruje do czterech kół, co jest realizowane za pośrednictwem specjalnie zaprojektowanego sprzęgła Haldex czwartej generacji. Przy czym układ przeniesienia napędu zawsze „preferuje” koła tylne. Taki napęd pozwala bardziej skutecznie przenieść potężną moc silnika na asfalt na niższych biegach i to głównie dzięki niemu (oraz oponom o rozmiarze 255/35 R19 z przodu i 335/30 R20 z tyłu) możliwe jest uzyskanie przyspieszenia do setki w czasie krótszym niż trzy sekundy.

Czy Aventador okaże się godnym następcą Murcielago? Patrząc na niego raczej jesteśmy o to spokojni.

 

Ferrari FF, czyli rewolucja na cztery łapy

Kolejne niemożliwe w świecie samochodów stało się faktem – Ferrari skonstruowało auto z napędem na cztery koła. FF to duże sportowe GT, a dzięki osiągom, układowi napędowemu i wyjątkowo przestronnej kabinie jest też najbardziej wszechstronnym samochodem, jaki kiedykolwiek wyjechał z zakładów w Maranello.

Niemal pięciometrowe nadwozie Ferrari FF ma fantastyczne proporcje – z niezwykle długim przodem i kabiną cofniętą aż nad tylne koła. Jest ono dla Ferrari absolutnie nietypowe, jest to bowiem... hatchback! Czteromiejscowa kabina okazuje się przestronna, a bagażnik – przepraszamy za podawanie tej danej w odniesieniu do Ferrari, ale Ferrari samo się tym chwali – ma całe 450 l pojemności. Hatchback w wydaniu Ferrari u niektórych wzbudza mieszane odczucia, ale stawiamy dolary przeciwko orzechom, że wystarczy wyobrazić go sobie przelatującego tuż obok z silnikiem pracującym przy 8000 obr/min, by pozbyć się jakichkolwiek uprzedzeń.

Między przednią osią, a deską rozdzielczą pracuje silnik 6.3 V12 z bezpośrednim wtryskiem benzyny, rozwijający moc 660 KM i maksymalny moment obrotowy 683 Nm. Współpracuje on z siedmiobiegową, dwusprzęgłową przekładnią, szybką jak impuls elektryczny, a układ przeniesienia napędu na cztery koła, zwany przez Ferrari 4RM, dba o to, aby w każdej sytuacji FF zachowało znakomite właściwości trakcyjne. Owocem współpracy tych układów są osiągi wyrażające się liczbami 3,7 s i 335 km/h. Cóż, całkiem nieźle jak na hatchbacka...

 

Z tyłu są pełnoprawne dwa miejsca, tylko kto by chciał siedzieć z tyłu? Nadwozie FF jest stylizowane przez Pininfarinę – to jedyne w swoim rodzaju Ferrari hatchback
Umieszczony z przodu silnik V12 rozwija moc 660 KM przy 8000 obr/min Centralny obrotomierz najlepiej świadczy o priorytetach

 

Morgan Threewheeler, czyli myśliwiec na trzech kołach

Zaledwie kilkadziesiąt metrów parkietu hali Palexpo w Genewie dzieliło Ferrari FF od innej sportowej premiery roku – trójkołowego Morgana.

Całą filozofię downsizingu chłopcy z Morgana najwyraźniej zrozumieli w typowo brytyjski sposób. Firma, która w pierwszej połowie XX wieku wyprodukowała około 30 000 małych pojazdów trójkołowych, teraz postanowiła bowiem wrócić do korzeni. Jednak najnowszy Threewheeler ma technologię prosto z XXI wieku – do napędu służy silnik V Twin Harleya-Davidsona (pojemność 1,9 l, moc 115 KM) ożeniony ze skrzynią biegów Mazdy (5 biegów plus wsteczny), a napędzane jest – nie może być inaczej – tylne koło. Wrażenia z jazdy muszą być jedyne w swoim rodzaju, bo na pełnym gazie ten silnik prawdopodobnie nie pracuje, tylko detonuje.

Trójkołowiec waży zaledwie 500 kilogramów, dzięki czemu przyspieszenie do setki zajmuje zaledwie 4,5 s, natomiast prędkość maksymalna wynosi 185 km/h. Nadwozie wygląda piórkowo, ale ma niezbędne wzmocnienia po bokach oraz pałąki bezpieczeństwa zarówno dla kierowcy, jak i pasażera.

Wydech wygląda jak działko pokładowe. A może nim jest?
Lotniczy kokpit trójkołowca potęguje wrażenie fruwania po drodze To coś wygląda jak... no właśnie – jak Morgan Threewheeler

W kokpicie jest akurat tyle miejsca, że dwie osoby muszą się do siebie przytulić, co może mieć swoje zalety praktyczne. W odwłoku nadwozia zmieści się natomiast mały bagaż. „Jeździłbym takim codziennie do roboty, deszcz czy nie deszcz” – rzucił jeden z kolegów zafascynowany Morganem. Tymczasem, wyraźnie ubawiony naszymi minami, ktoś z Morgana pyta: „Kiedy ostatni raz uznałeś podróż samochodem za przygodę?” Rzeczywiście, patrząc na to coś, trudno sobie przypomnieć.

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij