Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Ford Kontratakuje

2007-03-30
Rajd Szwecji i Norwegii No i mamy sensację. Pierwszy kwartał za nami, a Loeb nie lideruje w MŚ, Citroen zaś nie nadąża za Fordem.

Dzięki Bogu sport jest nieprzewidywalny. Po Monte Carlo wygranym gładko i banalnie przez Loeba i Citroëna, kibice nie umawiali się na resztę sezonu. A tu sensacja - w dwóch kolejnych rundach MŚ Citroën dostaje manto od Forda.

Przewidywalne wyniki to śmierć sportu. Tak onegdaj "ukatrupił" F1 jej geniusz Schumacher, a Loeb wygrywając wszystko "dręczy" rajdy. Początek roku potwierdza dominację Loeba. Pewne nadzieje pokładano w mrozach, bo wtedy Finowie z północy mogliby dopaść Loeba południowca. Tym bardziej że w tym roku mamy światową nowość: do Rajdu Szwecji, historycznego i odwiecznego jak zima, dołożono debiutanta - Rajd Norwegii.

W Szwecji Loeb zaczyna "z nieśmiałością", wręcz nieporadnie. Pierwszym liderem jest dobrze znany w Polsce Gardemeister, niby Fin, ale w nie najszybszym przecież ostatnio Mitsubishi. Za nim też "Skandynawia" - Gronholm (Ford) i Petter Solberg (Subaru). Potem, zaskakując kibiców i fachowców, przyspiesza P. Solberg, lideruje, co ostatnio zdarza mu się nieczęsto. W grupie N nasz jedyny reprezentant, Michał Sołowow, przyzwoicie trzyma się czołówki. Wreszcie Loeb wyprowadza kontrę. Hirvonen w drugim Fordzie nieco z tyłu - z powodu słabującego wspomagania. Wszyscy czekają na atak "króla śniegu" Gronholma. Faktycznie przyspiesza i zostaje liderem. Na superzimowej trasie (gładziutki lód, w dodatku przysypany śniegiem), mimo jazdy na okolcowanych oponach - nie wszystkim idzie gładko. Zwłaszcza południowcom do lodu (chyba że w szklaneczce) nienawykłym. Hiszpan Sordo w zaspie "zostawia" 3 minuty. Kilka zasp odwiedza Pons i w końcu daje za wygraną. Długo z hałdy śniegu wygrzebuje się Galli - wreszcie, jak bohatera, na rękach (z samochodem) wynoszą go na drogę kibice.

Po pierwszym dniu z zaśnieżonych leśnych ostępów pierwszy wynurza się Gronholm przed Loebem i P. Solbergiem. Dalej Henning Solberg, Hirvonen i Gardemeister. Sołowow 13. w N-ce.

Drugiego dnia, przy cudnej mroźnej pogodzie, wszyscy dyskutują o szansach, jakie dają tajemnicze czarodziejskie... okulary przeciwsłoneczne próbowane przez kierowców z czołówki. Pomagają, ale niestety tylko tym, którzy dużo potrafią. Tymczasem dwaj wielcy na czele - Gronholm, obciążony odpowiedzialnością jedynego, który nie może tu przegrać i Loeb, jedyny spoza Skandynawii, który może tu wygrać. Loeb przez chwilę szaleńczo przyspiesza, nawet zmniejsza dystans, ale potem Gronholm, prawdziwy król śniegu, odjeżdża mu jak po lodzie. Próbuje za wielkimi nadążyć P. Solberg. Z opłakanym skutkiem - głęboki rów, śnieg po dach, 13 minut odkopywania. Ale do czerwoności podgrzewa to walkę o 3. miejsce - Hirvonen, H. Solberg i Gardemeister jadą zderzak w zderzak i to przez cały dzień. (Powolutku najszybszy jest Hirvonen, a odstaje Gardemeister - urwana półoś.) Znacznie przyspiesza Sołowow. Ostatniego dnia Gronholm nie dopuszcza już Loeba do głosu i przekonująco wygrywa "Szwecję" - przed Loebem, Hirvonenem i H. Solbergiem.

Tak ułożono tegoroczny kalendarz MŚ, że prosto z mety w Szwecji należało się meldować na starcie w Norwegii. Nowa nieznana trasa wyrównywała szanse Gronholma i Loeba, a trochę faworyzowała "aborygenów" - braci Solbergów. A tymczasem od startu z zupełnie szaleńczą szybkością rusza młody Fin i giermek Gronholma w teamie Forda - Hirvonen. Wpierw wielcy trochę go lekceważą ("to się nie uda - tak jechać po lodzie się nie da"), ale młody nie odpuszcza i gdy znika z oczu, peletonowi "wraca rozum". Oczywiście pod wezwaniem gwiazd - Gronholma, Loeba i P. Solberga. Do końca pierwszego dnia bez efektu.

Drugiego dnia skonfundowany trzecim miejscem Loeb próbuje coś z tym zrobić. Skutki są żałosne - 8 minut wykopywania się z zaspy, a gdy potem niezbyt rozumnie chce to "zaraz nadrobić", kolejna zaspa gości go na kolejne 9 minut. Dla mistrza to już po zawodach. Z przodu ciągle Hirvonen, poza zasięgiem rywali, i grupka gwiazd - Gronholm i bracia Solbergowie (Petter przed Henningiem). Z oblodzonych ścieżek wypadają zbyt agresywni - Wilson, Pons, Stohl, Atkinson, Gardemeister. Tłumy widzów bacznie czekają na "team orders" - czy Ford każe Hirvonenowi przepuścić Gronholma, a... rodzice Solbergów poproszą Henninga o lepsze miejsce dla bardziej gwiazdorskiego brata Pettera. Ford pozwala młodemu wygrać (zasłużył!), a Henning jest szybszy od Pettera i już. Na metę na czele stawki wjeżdżają 3 Fordy(!) - był taki przypadek, ale dawno, w ubiegłym stuleciu, w 1979 r., 356 rajdów temu! Hirvonen przed Gronholmem, H. Solbergiem, P. Solbergiem, Latvalą (Ford). W dniu 51. urodzin szefa Forda Malcolma Wilsona!

Cztery Fordy w pierwszej piątce! W czołówce nie ma żadnego Citroëna. Loeb traci indywidualne liderowanie w MŚ na rzecz Gronholma i spada aż na 3. miejsce (za Hirvonena), a Citroën traci liderowanie zespołowe. Na rzecz Forda oczywiście. Kibice rezerwują bilety na resztę sezonu. Ford kontratakuje. Więc będzie się działo.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Marcin Rybak

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Dzięki Bogu sport jest nieprzewidywalny. Po Monte Carlo wygranym gładko i banalnie przez Loeba i Citroëna, kibice nie umawiali się na resztę sezonu. A tu sensacja - w dwóch kolejnych rundach MŚ Citroën dostaje manto od Forda.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij