Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.5

Ford z Loebem

Niezbadane są wyniki sportowe. W Rajdzie Irlandii wygrał Citroën, dając zespołowe mistrzostwo świata Fordowi. A w Walii wygrał Ford, dając indywidualną koronę Citroënowi.

2007-12-06
Rajd Walii i Irlandii Jeśli Gronholm naprawdę odejdzie, Hirvonen przejmie obowiązki "gwiazdy Forda".

Genialny był sezon rajdowych mistrzostw świata. Wyrównany, zawzięty, zażarty. Bez żadnych "Schumacherów", którzy wygrywając seryjnie i banalnie, kładliby dramaturgię widowiska. Co prawda liczba głównych aktorów w tym roku zmalała, a wzrosła ilość statystów, ale spektakl na tym nie ucierpiał. Na wielkiej scenie pozostały w głównych rolach tylko dwa zespoły - Ford i Citroën. Trzeci wielki aktor pierwszoplanowy - Subaru - cały rok miał pod górę, ciągle coś nie wychodziło, a nawet, o zgrozo, zaczęli przegrywać ze Stobartem, rezerwowym, młodzieżowym zespołem Forda. Wypadła praktycznie z gry Skoda, sporadycznie zgłaszana prywatnie, a debiut Suzuki (bardzo głośno zapowiadany) wypadł umiarkowanie. Ale kibice nie narzekali, bo przywódcy obu największych "partii" - Gronholm (Ford) i Loeb (Citroën) zaprezentowali "debatę" wyborną. Cały rok łeb w łeb, na najwyższych diapazonach rajdowej sztuki, chociaż w końcówce i wyniki, i sondaże kibiców zaczęły wykazywać przewagę Forda. O wszystkim miał rozstrzygnąć wielki finał: dwie rundy na Wyspach Brytyjskich - Irlandia, a potem Walia. Sytuacja wyjściowa wyglądała jasno - o długość samochodu prowadził Ford i jego lider Gronholm, więc tylko spokojnie powinni pilnować zdobyczy, a Citroën i Loeb muszą atakować. Na pierwszą rundę umówiono się w Irlandii. Sprawiedliwie, bo to zupełnie nowy rajd, debiutant (asfaltowy!), na zupełnie nowej trasie.

Prolog wygrywa jednak Gronholm. O zderzak przed Loebem. To jeszcze nic nie znaczy. Na następnym "prawdziwym" odcinku atakuje Loeb i wychodzi na prowadzenie. Gronholm trzeci, bo za Loebem pociągnął jego giermek Sordo. I gdy spokojnie tak sobie jadą, na kolejnym odcinku absolutna sensacja. Gronholm, lider mistrzostw, niezadowolony z trzeciego miejsca głupio wali w murek. Solidnie. Ceratowe nadwozie nie chroni zawieszenia. Demolka w podwoziu. Oba lewe koła okazują się bardzo nie na swoim miejscu. Więc po rajdzie. (Taki murek, że nawet było podejrzenie wstrząsu mózgu.) Z przodu dwa Citroëny. Dla Forda sytuacja nerwowa. Ale szybkie obliczenia wskazują, że jeśli giermek Gronholma Hirvonen przyjedzie za Citroënami, to Fordowi wystarczy i zespołowo będzie mistrzem. Na młodego Hirvonena patrzy świat i spada cała odpowiedzialność - przegrać z Citroënami, nie atakować, ale nie dać się dogonić peletonowi i tym sposobem zdobyć tytuł zespołowy. Walka, ale z ołówkiem w ręku. A nawet tysiącem ołówków, bo kibice lubią takie zagadki. Wśród kibiców też tysiące... Polaków (Irlandia!), bo w stawce Leszek Kuzaj walczący o punkty w klasyfikacji PC WRC. Idzie mu nieźle, nawet świetnie, chociaż na szóstym odcinku uroczo dachuje, ale niegroźnie i następnego dnia zamierza wrócić do rywalizacji. Po pierwszym dniu sytuacja stabilna: z przodu dwa Citroëny (Loeb i Sordo), potem dwa Fordy - Latvala i Hirvonen. Piąty Solberg w Subaru.

Drugi dzień to ostra jazda Loeba - jemu potrzebne jest zwycięstwo. Ale Ford wysyła do ataku... Latvalę, młodego Fina z drugiego zespołu (Stobart). Gdyby wbił się między Citroëny, byłoby nieźle. (Ale Latvala "nie z tego zespołu" nie punktuje dla Forda, ale spycha Sordo w dół.) Hirvonen ma kategoryczny zakaz ataku, a tylko ma dowieźć "to, co jest". Kuzaj nieźle, wreszcie wygląda, że osiągnie met ę, gdy w połowie dnia Subaru odmawia mu posłuszeństwa. Po drugim dniu kolejność - dwa Citroëny, potem Latvala i Hirvonen.

Ostatni dzień nie przewraca klasyfikacji. Citroën podwójnie wygrywa, ale, o ironio, daje to zespołowy tytuł Fordowi - Latvala jest trzeci, a Hirvonen czwarty. Sztuczka z Latvalą (przed Hirvonenem) udaje się znakomicie, bo dzięki temu nie tylko Ford jest mistrzem świata, ale drugi zespół Forda, dla którego punktuje Latvala, wchodzi sensacyjnie przed zespół Subaru!

I teraz po chwili oddechu zostaje finał finałów - Rajd Walii. Szutrowy, a więc raczej korzystny dla Forda i jeżdżących w tym zespole Finów. Tyle że w Irlandii Gronholm ma aż 6 pkt. straty do Loeba. A to oznacza, że Francuz nie musi wygrać, ale może postępować, jak Hirvonen w Irlandii - dać Finom wygrać; a jak peleton nie da mu rady, to on będzie indywidualnym mistrzem świata. Ciekawa sytuacja rajdowo-szachowa, ale wskazująca, że jeśli Loeb się "nie zepsuje" - zdobędzie koronę. Liczna też w Anglii polska publika liczyła na naszą kadrę - aż 3 załogi: Kuzaj-Parry w Subaru i dwa Punto S2000 - Michał Sołowow z Maciejem Baranem i Michał Kościuszko z Maciejem Szczepaniakiem. Gronholm na starcie ma niewesołą minę. Ale niedawny tytuł w F1 dla jego rodaka Raikkonena wskazuje, że cuda się zdarzają. Byłby wielki dublet dla małej Finlandii.

Od startu z wielką furią atakuje... Hirvonen. W Irlandii miał zakaz, teraz "ma wolne", może robić co chce, byle nie zaszkodzić Gronholmowi. I wyprawia cuda, prowadzi wyraźnie, choć ryzykancko, bo absolutnie rekordowa angielska mgła ogranicza widoczność do paru metrów i jazda leśnymi dróżkami z szybkością 100-150 km/h, po omacku, w takt dyktanda pilota to duże wyzwanie i sztuka niełatwa. Nie wszyscy we mgle, zwłaszcza po skokach, trafiają w wąziutką, leśną drogę, więc rowy zaludniają się obficie. Dotyczy to nawet Solberga, ale i nasz Kuzaj wykręca bąka "jak we mgle", potem przebija koło i zjeżdża w głąb klasyfikacji. Sołowow i Kościuszko nieźle, ale nagle w Fiacie Sołowowa dokonuje żywota silnik. Kuzajowi rozpadają się kolejne opony. Po pierwszym dniu kolejność - dwa Fordy, a potem Loeb, a więc Francuz mistrzem. Do ataku rusza kolejnym Fordem Latvala, który wczoraj jechał z przygodami (spadł na 15. miejsce) i rusza w pościg. I to jaki - na sześciu kolejnych próbach osiąga najlepsze czasy (rzadkość), ale liderom w czołówce to nie przeszkadza. Latvala walczy jednak o rzecz o wiele ważniejszą - Gronholm ("nie w humorze") zapowiedział kategoryczny koniec kariery i Latvala (też Fin) chciałby się przesiąść. Po drugim dniu stabilnie - dwa Fordy z przodu (pierwszy Hirvonen, ale "w razie czego" można to zmienić). Tuż za nimi czujny, spokojny, zimny i nieagresywny Loeb - teraz on z ołówkiem w ręku jadący po swoje złoto. Kościuszko i Kuzaj całkiem nieźle, ale kolejne kapcie nie pozwalają im na awans, a w końcówce pożar silnika eliminuje Leszka z rajdu.

Ostatni dzień to cztery odcinki - wszystkie wygrywa szalony Latvala; z przodu Hirvonen i zrezygnowany Gronholm - rządzi trzech Finów, ale co z tego, skoro wiozą złoto dla Francuza. Tuż przed metą (!) liderujący Hirvonen wypada z drogi, ale szczęśliwie wraca i nie oddaje zwycięstwa. Trochę gorzkiego, bo drugi na mecie Gronholm (150. start w karierze, oficjalnie ostatni) nie zostaje mistrzem świata.

Sport to zjawisko niezbadane. W Irlandii, po ciężkiej walce, Citroën wywalczył złoto Fordowi. W Walii, z równym wysiłkiem, Ford zrewanżował się Loebowi. Bon ton. Savoir-vivre. Najważniejsze, że Loeb z Fordem podzielili się złotem.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Marcin Rybak

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 36 450 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-3
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Brawo dla autora !! chcialo sie czytac ! ciekawie zestawione wiadomosci do tego lekki styl i interesujace podejscie !
    ~Szymon, 2008-02-13 16:08:32
  • avatar
    zgłoś
    Niezbadane są wyniki sportowe. W Rajdzie Irlandii wygrał Citroën, dając zespołowe mistrzostwo świata Fordowi. A w Walii wygrał Ford, dając indywidualną koronę Citroënowi.
    auto motor i sport, 2007-12-19 12:58:29
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij