Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Formuła 1: O koronę

Formuła 1 to taki sport, w którym 22 auta przez półtorej godziny jeżdżą w kółko, a na końcu i tak wygrywa Mercedes – chyba właśnie jakoś podobnie powiedział Gary Lineker. W każdym razie tak to wygląda w sezonie 2014.

2014-09-09
Hybrydy, wysoki moment obrotowy i specjalny hydrauliczno- elektryczny układ hamulcowy. W tym sezonie z opon aut F1 idzie dużo dymu...

Mercedes dominuje totalnie – z jedenastu wyścigów jego kierowcy wygrali dziewięć, ale do nudy jest daleko. Sezon ratuje przede wszystkim to, że Nico Rosberg i Lewis Hamilton mogą ze sobą rywalizować w zasadzie tylko z jednym ograniczeniem – byle nie powypychać się nawzajem z toru.

HISTERIE LEWISA HAMILTONA

Tarcia oczywiście są, a powoduje je i rozkręca głównie Hamilton swoim histerycznym zachowaniem. Rosberg podpadł raz – w kwalifikacjach do GP Monako w sposób mocno dyskusyjny wywołał żółtą flagę, która uniemożliwiła Hamiltonowi dokończenie ostatniego okrążenia w kwalifikacjach. Sędziowie jednak uniewinnili Niemca i na tym sprawa powinna była się zakończyć, ale Hamilton do końca weekendu nie przestał histeryzować, z odmówieniem podania ręki swojemu wieloletniemu przyjacielowi włącznie.

Lewisowi Hamiltonowi najwyraźniej wydaje się, że ma charyzmę taką, jak miał Senna, a przecież reaguje jak dzieciak. Dąsy („Nie jesteśmy już kumplami”), wygadywanie bzdur („Ja jestem bardziej zmotywowany, bo dorastałem w bloku, a Nico w Monako, z domami, jachtami i wszystkim”), wreszcie skandaliczne rzucenie podejrzenia, że usterki techniczne w jego aucie to nie przypadek („To już wykracza poza zwykłego pecha”) są na porządku dziennym. Czy Lewis wierzy, że Mercedes zatrudnił go za grube miliony tylko po to, żeby mu psuć auto? Dzięki Bogu Rosberg nie bawi się w przedszkole i w publiczne wylewanie żalów, nie wdał się nawet po GP Węgier, w którym Hamilton – zresztą bardzo słusznie – odmówił przepuszczenia go, pomimo wyraźnego polecenia ze strony zespołu.

LEWIS CZY NICO - OTO JEST PYTANIE

Za to na torze Lewis jest znakomity. Wygrał pięć GP przy czterech Rosberga i nie prowadzi w klasyfikacji tylko dlatego, że miał ciut większego pecha. Jedyny przeciętny występ zaliczył w GP Niemiec, gdzie przebijając się z 16. miejsca na starcie niepotrzebnie obijał się o inne auta – a wyścig ukończył na 3. miejscu. Jeszcze lepiej pojechał w ostatnim wyścigu na Węgrzech, gdzie startował dalej niż z ostatniego miejsca, bo z alei serwisowej, a znów zajął 3. miejsce i to przed startującym z pole position Rosbergiem. Wydaje się, tak przynajmniej twierdzi paru byłych kierowców F1 (przypadkiem Anglików), że jeśli idzie o „naturalną prędkość”, to Hamilton ma nad Rosbergiem minimalną przewagę. Może tak, może nie, a może – tak, ale nie codziennie. Ważne, że obaj są bardzo wyrównani, zdeterminowani i gotowi na wiele, by wygrać. I ważne, że jedyną ingerencją Mercedesa jest to, by auta dowozili do mety w jednym kawałku. Rywalizacja kierowców Mercedesa do końca sezonu będzie pierwszoplanowym pojedynkiem.

RED BULL, MCLAREN I WILLIAMS

Dużo dzieje się za plecami Hamiltona i Rosberga. Red Bull cierpi z powodu niedostatku mocy silnika Renault, ale ma znakomite auto – kto wie czy nie najlepsze w stawce. Jedną z rewelacji sezonu okazał się Daniel Ricciardo. Kierowca, który był typowany raczej do noszenia teczki za Sebastianem Vettelem jest de facto liderem zespołu. Jako jedyny zawodnik dwa razy przerywał zwycięską passę kierowców Mercedesa (w Kanadzie i na Węgrzech), zajmuje 3. miejsce w klasyfikacji i regularnie „objeżdża” czterokrotnego mistrza świata Vettela.

Nad końcówką sezonu cieniem wisi tylko idiotyczny przepis przyznający w ostatnim GP podwójne punkty

Daleko w polu jest Ferrari, a byłoby jeszcze dalej, gdyby nie Fernando Alonso. Z połączenia ognia z lodem, jak nazywano parę Alonso-Raikkonen, wyszło tyle, że na razie ogień roztapia lód, bo Raikkonen zalicza bardzo słaby sezon. Nawet świetny występ na Węgrzech – przebicie się z 16. na 6. miejsce – przyćmiło znakomite 2. miejsce Alonso, który do ostatnich okrążeń walczył o zwycięstwo. Raikkonen na pewno nie stracił talentu ani szybkości, jakie pokazywał w ostatnich dwóch latach, ale wychodzi na to, że pełnię swoich możliwości potrafi pokazać tylko w określonych warunkach. Albo mówiąc inaczej – Alonso jest mistrzem zawsze, natomiast Raikkonen tylko wtedy, kiedy wszystko gra. Jeśli Ferrari stworzy mu te warunki, to będziemy mieli wyrównany pojedynek ognia z lodem. Alonso na szczęście przystopował marudzenie na własny zespół, które w ubiegłym sezonie stawało się niesmaczne.

Wszyscy widzą, że Ferrari jest w kłopotach nawet bardziej niż przed rokiem, więc trzeba być raczej liderem – i Alonso w tym roku takim liderem zdecydowanie jest. Sezon do zapomnienia zalicza też McLaren, który po świetnym wyniku w rozpoczynającym sezon GP Australii utknął w środku peletonu. Z kolei Williams przed sezonem 2014 zmienił dostawcę silników z Renault na Mercedesa i z 9. miejsca w ubiegłym roku wskoczył do czołówki. Teraz zajmuje 4. miejsce za Mercedesem, Red Bullem i Ferrari, ale przy formie jaką prezentuje – oraz znakomitych występach Valtteriego Bottasa – ma szansę zepchnąć Scuderię z 3. miejsca.

NOWE SILNIKI - TAK CZY NIE?

Wiążą się z ogromnymi kosztami, z aut Fo1 zrobiły hybrydy, są głośno krytykowane przez wielu kierowców. I nie ryczą już tak jak V8 z ostatnich lat. Czy nowe silniki są dobre dla Formuły 1 czy nie? Mercedes i inni powiedzą, że tak, bo to szczyty technologii, a nowe jednostki zużywają o jedną trzecią mniej paliwa niż zużywały stare, dając takie same osiągi. Cóż, zużycie paliwa ma dla kibiców takie samo znaczenie jak Grand Prix na Marsie – oni przychodzą na tor albo włączają telewizory, żeby oglądać kierowców, nie silniki. Nowe V6 turbo sprawdzają się tylko pod jednym względem – bez nich w F1 prawdopodobnie nie byłoby już Mercedesa i Renault, i na pewno nie pojawiłaby się w przyszłym roku Honda. Więc tak, robią dobrą robotę, ale zużycie nie ma tu znaczenia.

JAK SKOŃCZY SIĘ SEZON?

Mercedes zgarnie mistrzostwo konstruktorów po raz pierwszy w historii (w połowie lat 50., kiedy dominował, nie było jeszcze klasyfikacji konstruktorów) oraz związane z tym finansowe cukierki. Teoretycznie może je jeszcze wygrać Red Bull, ale to tak jakby w piłce nożnej liczyć na wygraną w meczu, w którym po pierwszej połowie przegrywa się 0:5 i gra przeciwko lepszej drużynie. Wszyscy zdają sobie z tego sprawę i nie przestaną oczywiście walczyć, ale tacy jak Ferrari czy McLaren – zwłaszcza McLaren, który od 2015 r. rozpoczyna prestiżową współpracę z Hondą – gros wysiłków skierują na konstrukcję przyszłorocznych aut.

Po czterotygodniowych wakacjach Formuła 1 wraca w Belgii 24 sierpnia. W ubiegłym roku po takiej samej przerwie wszystkie wyścigi już do końca sezonu wygrał Sebastian Vettel. Ani Hamiltonowi, ani Rosbergowi podobna rzecz się teraz raczej nie uda – i tym lepiej. A na końcu sezonu mamy przecież wyścig punktowany podwójnie (GP Abu Zabi) – chodzi o to, by utrudnić komukolwiek zdobycie tytułu przed zakończeniem sezonu, by „szoł” trwało aż do ostatniego GP. Pisaliśmy już, jak idiotyczny i niesportowy jest to przepis – i ze swojej strony mamy nadzieję, że mistrzostwo świata rozstrzygnie się w tym roku jeszcze przed ostatnim Grand Prix. Że będzie po prostu sprawiedliwie.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Formuła 1 to taki sport, w którym 22 auta przez półtorej godziny jeżdżą w kółko, a na końcu i tak wygrywa Mercedes – chyba właśnie jakoś podobnie powiedział Gary Lineker. W każdym razie tak to wygląda w sezonie 2014.Zobacz artykuł
    auto motor i sport, 2014-09-09 12:53:00
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij