Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Indywiduum

Rdza to nie zbrodnia! Nawet nie przypuszczacie ile się trzeba było napracować, żeby ten Garbus wyglądał tak pięknie. Rat style jest w modzie.

Adam Majcherek 2008-10-08
Volkswagen Garbus Wyróżnić się - to naturalne. Nawet jeśli czasem prowadzi do szokujących efektów.

Świat marketingu - wykorzystując ludzką próżność i skłonność do podkreślania własnego ja - od lat starannie pielęgnuje w konsumentach przeświadczenie, że każdy człowiek jest indywidualnością, ma swoje potrzeby i nie powinien tego ukrywać. Pani z Biura Obsługi Klienta operatora sieci komórkowej dzwoni więc z ofertą "specjalnie dla Pana", w skrzynce mailowej czeka długi list od opiekuna z banku z "indywidualną propozycją kredytową", a student na ulicy wręcza ulotki z zaproszeniem "tylko dla Ciebie". Ten zmasowany atak przyniósł pożądany efekt i faktycznie poszukuje się rzeczy specjalnych, unikalnych, podkreślających indywidualność ich posiadacza.

Tendencja ta nie omija świata motoryzacji. Ba, czy ktokolwiek dzisiaj wchodzi do salonu i kupuje auto prosto z placu dealera? Firmy z lubością prezentują co jakiś czas serie limitowane, a nawet produkują auta dokładnie według zamówienia klienta (np. Volkswagen Individual). Jeśli jednak i ta opcja nie satysfakcjonuje indywidualisty, może on skorzystać z dobrodziejstw przygotowanych przez tunerów. Możliwości modyfikacji jest wiele, jednak zawsze istnieje ryzyko, że sąsiad z tej samej ulicy również skorzysta z podobnego rozwiązania. Co wtedy? Niepowtarzalności trzeba szukać gdzie indziej lub stworzyć ją samemu.

Są tacy, którzy piękna i wyjątkowości swoich aut poszukują poprzez ich niszczenie. Kontrolowane niszczenie. Nie zależy im na nieskazitelnym lakierze, blasku chromów i zapachu skóry we wnętrzu. Ich celem jest doprowadzenie samochodu do stanu kompletnej ruiny. Im brzydziej, tym ładniej. Przynajmniej pozornie. Moda ta dotarła do nas ze Stanów i ma tam długą tradycję. Niektórzy mówią, że sięga nawet początków XX wieku, ale częściej wskazuje się na okres powojenny. Amerykańscy bohaterowie, po powrocie z frontu głodni wrażeń, wyprowadzili z garaży zapomniane Fordy, Chevrolety czy Studebackery i zaczęli się nimi ścigać. Żeby być coraz szybszymi, montowali w nich większe silniki, mocniejsze skrzynie i wytrzymalsze elementy zawieszenia. Nikt nie dbał o to jak wyglądały, miały jeździć i to jak najszybciej. Kompletnie lekceważono nadwozia, a często wręcz świadomie kaleczono elementy poszycia, żeby maksymalnie odchudzić konstrukcję. Demontowano nadkola, obcinano dachy, wyrzucano pokrywy wielkich silników. Auta były po prostu brzydkie jak szczury, dlatego też nazwano je rat roadami (rat - ang. szczur). Tradycja ta po wielu perturbacjach niedawno przeżyła odrodzenie. Młodzi ciałem i duchem kupują leciwe auta i natychmiast biorą się za ulepszanie tego, co pod blachą, kwestię wyglądu auta odsuwając na drugi albo i trzeci plan. Mówiąc tuningowym żargonem, czas i pieniądze poświęcają na performance, zupełnie lekceważąc styling. Niech wyglądem zajmą się czas i natura. Kwaśne deszcze, palące słońce, porywiste wiatry i twarda woda robią swoje. Na samochodach pojawiają się wgniecenia, lakier płowieje, gdzieniegdzie pokazuje się rdza. Nie szkodzi. Jedna z myśli przewodnich tego stylu głosi, że "rust is not a crime" - rdza to nie zbrodnia. Jeśli się pojawia - niech zostanie, jest przecież tworem samej natury. Niektórzy wręcz pomagają korozji w dziele zniszczenia, usuwając ochronną warstwę lakieru i polewając gołą blachę zabójczym roztworem wody z solą lub amoniakiem. Im obrzydliwiej, tym lepiej. I myli się ten, kto uważa, że takim samochodom trzeba poświęcić mniej czasu. Podczas gdy "normalni" pucują swoje cacuszka ściereczkami z mikrofibry, wielbiciele szczurów używają w tym celu drucianych szczotek. "Normalni" pieczołowicie wsmarowują kolejne warstwy wosku, a zaszczurzeni wylewają wiadra wody z solą. Nie ma lekko. Żeby zniszczyć samochód, trzeba się ostro namęczyć. Niektórym jednak wychodzi tak dobrze, że dla świętego spokoju umieszczają na swoich "dezelach" nalepki z ostrzeżeniem "to wcale nie jest porzucony samochód" - na wypadek, gdyby ich cudeńkami chciały się zająć służby porządkowe.

Mile widziane są dodatki pochodzące z czasów młodości ujeżdżanego pojazdu. Dlatego też ostatnimi czasy z pchlich targów znikają, do niedawna nikomu niepotrzebne, stare walizki, narty, lampy, narzędzia czy elementy garderoby, które doskonale korespondują ze szczurzymi projektami. Sprawiają one, że auto wygląda jakby ktoś 30 lat temu nagle gdzieś je porzucił, nie zabierając nawet bagaży i zostawiając na pastwę losu. Pogniecione, zakurzone - idealne.

Nie jest jednak prawdą, że wystarczy kupić rozlatującego się malucha albo rozklekotanego dużego Fiata i już można być jazzy. Zardzewiały Wartburg niszczejący pod stodołą też się nie nada. Szczury są brzydkie, ale bardzo wytrzymałe. Te w przyrodzie i te na ulicy. Odpychająca szczurza powierzchowność kryje w sobie bardzo porządne wnętrze. Auta muszą być w bardzo dobrym, żeby nie powiedzieć doskonałym, stanie technicznym. I najlepiej, żeby były nieprzyzwoicie szybkie. Ich właściciele do ideału doprowadzają mechaniczną stronę projektu. Montują nowe, zwykle mocno obniżone zawieszenia, nie stronią też od pneumatyki, pozwalającej na regulację prześwitu i wywoływanie jeszcze większego zaskoczenia u "drogowej publiki". Zajmują się też silnikami. Nie chodzi jednak o wymianę oleju i świec, ale coraz częściej o wymianę całych jednostek napędowych - na większe, mocniejsze i przede wszystkim kultowe. Bardzo dobrze widziany jest np. montaż starych, najlepiej chłodzonych powietrzem silników VW czy Porsche.

Garbus z piecykiem z Porsche 914? Czemu nie! Koni mechanicznych nigdy za mało. I najlepiej, żeby w przeciwieństwie do nadwozia, mechanika prezentowała się doskonale. Stąd chromowane elementy silnika czy polerowane głowice. Jak szokować to na maksa! Jeśli modyfikacje sprawiają, że auto jest mocniejsze i szybsze, trzeba też sprawić, by było bezpieczniejsze - do projektu trafiają wydajniejsze układy hamulcowe, poprawione układy kierownicze, utwardzone zawieszenia. Brzydko nie znaczy bez rozumu.

Rat style z każdym dniem zyskuje sobie nowych zwolenników. W zachodniej Europie organizowane są zloty, na które przybywają tysiące fanów tego stylu, jeżdżących niewyobrażalnie obskurnymi pojazdami. Kiedy więc następnym razem spotkacie na swojej drodze niepozornie wyglądającego Garbusa, czy proszącego się o lakierowanie Opla, lepiej go nie lekceważcie, bo może się okazać, że to wilk w szczurzej skórze, który może Wam pogonić kota...

Skrajne przypadki

Jeśli szczur jest brzydki, to jak nazwać rosta?
Auto zaszczurzyć można na kilka sposobów. Można je pozostawić działaniu czasu i tolerować plamy rdzy. Są jednak tacy, dla których to właśnie ona jest główną atrakcją całego projektu. Różnymi sposobami doprowadzają całe nadwozie, a często również wnętrze, do stanu skrajnej dewastacji, wymuszając powstanie rdzy na wszelkich metalowych elementach. Przykładem fascynacji rdzą jest prezentowany Ford Mustang. Jego właściciel znalazł go porzuconego na jakimś podwórku w Acapulco. Przez kilkanaście lat silny wiatr dosłownie wypiaskował lakier, a to co zostało pokryła powierzchowna, utleniona powłoka. Atmosfera totalnego zniszczenia zapanowała również we wnętrzu. Zniknęły wszelkie elementy tapicerskie, kierowca siedzi na stelażu fotela z bombowca B29 (tak, to ten od Hiroszimy), a kierownica pokryta została zardzewiałym drutem. Pod maską oczywiście amerykańskie V8 w doskonałym stanie. Prawda, że wygląda przerażająco pięknie?

Tekst: Adam Majcherek
Zdjęcia: Paweł Łapot

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 36 390 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-3
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Rdza to nie zbrodnia! Nawet nie przypuszczacie ile się trzeba było napracować, żeby ten Garbus wyglądał tak pięknie. Rat style jest w modzie.
    auto motor i sport, 2008-10-08 10:24:21
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij