Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Jak kradniesz, tak wpadniesz

W listopadzie 2006 pisaliśmy: "Wygląda na to, że polska policja zaczęła sumiennie egzekwować siódme przykazanie. Nad Wisłą ginie coraz mniej aut, a kierowcy wreszcie mogą spać spokojniej. W przeciwieństwie do złodziei i paserów"

2008-04-28
Kradzież samochodów Kradzież samochodów

Jeszcze kilka lat temu żaden samochód bez dwóch alarmów, "laski" na kierownicy, multilocka przy skrzyni biegów i immobilizera nie był bezpieczny. Fala kradzieży aut zalewała nie tylko ciemne, głuche uliczki, ale nawet ruchliwe skrzyżowania w centrach miast i niby-strzeżone parkingi. Wśród niemieckich kierowców krążył nawet dowcip zachęcający do odwiedzenia kraju nad Wisłą: Jedź na wakacje do Polski. Twój samochód już tam jest...

Coś się jednak zmieniło w całym 2005 roku amatorzy cudzej własności ukradli nad Wisłą nieco ponad 50 tys. pojazdów, czyli najmniej od 10 lat. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku padnie kolejny chlubny rekord, bo tylko do końca sierpnia liczba kradzieży aut zmniejszyła się o ponad 30% w stosunku to tego samego okresu roku ubiegłego. Jeżeli do grudnia tendencja spadkowa się utrzyma, to moż- liwe, że w całym 2006 roku z polskich gara ży i parkingów zginie jedynie około 35 tys. samochodów - mniej więcej tyle co w czterokrotnie mniejszych Czechach i cztery razy mniej niż w porównywalnej z nami wielkością Hiszpanii.

"Od kilku lat obserwujemy stopniowy spadek kradzieży aut i jednocześnie wzrasta wykrywalność tego typu przestępstw" - przyznaje komisarz Marcin Szyndler z Komendy Głównej Policji. Czemu zawdzięczamy tak dobre wiadomości? "Główne przyczyny spadku kradzieży są dwie. Po pierwsze, polscy policjanci nauczyli się walczyć sprawnie i sprytnie z tego typu przestępstwami, a po drugie, ogromny napływ aut używanych z Zachodu ograniczył popyt na części pochodzące z kradzieży" - tłumaczy Szyndler.

Od czasu wstąpienia Polski do Unii przyjechało do nas zza Odry ponad 2 mln samochodów. Wiele z nich nie znalazło nowych właścicieli, więc zostały rozebrane i sprzedane w częściach, przez co zapotrzebowanie na podzespoły z aut kradzionych znacznie się skurczyło. "Z naszych statystyk wynika, że auta kradzione są głównie na części, a skoro tych części potrzeba coraz mniej, to nie opłaca się kraść" - potwierdza komisarz.

Tylko znikoma część samochodów pochodzących z kradzieży, po przebiciu numerów oraz wyrobieniu lewych dokumentów, trafia z powrotem na rynek. Według policji w ten sposób jest przerabianych zaledwie kilka na każde sto skradzionych aut, a w dodatku są to głównie luksusowe limuzyny, których wartość liczy się w setkach tysięcy złotych. Nie jeżdżą one jednak po polskich drogach, lecz wywożone są na Wschód - do Rosji, na Ukrainę lub Białoruś. Niestety, w takim wypadku praktycznie nie ma szans na odzyskanie auta, bo jego odnalezienie gdzieś w Moskwie czy Mińsku graniczy z cudem. Z policyjnych statystyk wynika, że tylko 15% skradzionych samochodów odnajduje się w stanie nienaruszonym lub prawie nienaruszonym i trafia do prawowitych właścicieli. Reszta nie odnajduje się wcale albo w najlepszym wypadku "na raty" - w lasach, na giełdach albo w stodołach, pod postacią pojedynczych, zdemontowanych części.

Policyjne statystyki zaczęły też ukazywać pewną zaskakującą prawidłowość - fale kradzieży konkretnych modeli aut. "Zaobserwowaliśmy, że w jednym tygodniu giną np. Peugeoty 307 kombi, a w kolejnym Hondy Accord" - opowiada komisarz Szyndler. Tego fenomenu nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, ale policja nauczyła się go doskonale wykorzystywać. "Obserwujemy miejsca, w których wyjątkowo często dochodzi do kradzieży, a potem używamy tzw. wabików" - tłumaczy Szyndler. Policja podstawia "modny" wśród złodziei model w często uczęszczanym przez nich punkcie miasta, faszeruje go najnowocześniejszym sprzętem (m.in. mikrokamerami i nadajnikami satelitarnymi) i czeka, aż dobierze się do niego jakiś amator cudzej własności. Dzięki tej metodzie na gorącym uczynku wpadają nie tylko pojedynczy złodzieje, ale także całe zorganizowane grupy przestępcze. "Szacujemy, że dziś w każdym dużym mieście działają 3-4 takie gangi" - dodaje komisarz.

Złapanie złodzieja za rękę jest dla policji tym ważniejsze, że w takim wypadku od razu można mu postawić zarzut kradzieży z włamaniem, co skutkuje karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Je- żeli nikt nie był naocznym świadkiem kradzieży, sprawy nieco się komplikują. Zdarza się, że policja łapie złodzieja w cudzym samochodzie, a on bezczelnie kłamie, że auto stało otwarte na ulicy i chciał tylko odstawić je na najbliższą komendę. "Jeżeli nie udowodnimy kradzieży, to możemy jedynie postawić mu zarzut paserstwa, za który grozi mniejsza kara - od 3 miesięcy do 5 lat więzienia" - tłumaczy Szyndler.

Jednak największy problem policja ma z innym rodzajem złodziejskiej przestępczości - wyłudzeniami ubezpieczeń. Szacunkowe dane mówią, że 30, a nawet 40 procent kradzieży aut jest sfingowanych przez właścicieli tylko po to, aby uzyskać odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej. Taka metoda stała się ponoć popularna wśród handlarzy, którzy mają problem ze sprzedaniem swojego towaru, więc starają się inaczej, niekoniecznie uczciwie, odzyskać pieniądze zainwestowane w auto.

Jeżeli z biegiem czasu uda się wyeliminować przynajmniej część tego typu przestępstw, to możliwe, że za kilka lat liczba kradzieży aut w Polsce spadnie poniżej 20 tys. sztuk rocznie. Ale już dziś właściciele czterech kółek śpią znacznie spokojniej niż jeszcze kilka lat temu. "Coraz częściej kierowcy zakładają tylko alarm i wykupują ubezpieczenie AC. To wystarczy" - twierdzi komisarz Szyndler. Mimo wszystko warto pamiętać, że licho nie śpi, a losu lepiej nie kusić.

Tekst: Mateusz Trzmiel
Zdjęcia: archiwum

P.S.
Dzisiaj mimo dalszego spadku kradzieży aut w Polsce nie do końca potrafimy się tym faktem cieszyć. Dlaczego? Czytaj więcej - Bentley Continental GT Speed - kradzież oraz Gorzkie żale Bentleya!

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W listopadzie 2006 pisaliśmy: "Wygląda na to, że polska policja zaczęła sumiennie egzekwować siódme przykazanie. Nad Wisłą ginie coraz mniej aut, a kierowcy wreszcie mogą spać spokojniej. W przeciwieństwie do złodziei i paserów"
    auto motor i sport, 2008-04-28 10:42:46
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij