Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.3

Jakimi autami jeżdżą Polacy?

Polski rynek samochodowy jest szóstym co do wielkości w Europie. W ciągu dziesięciu lat od wejścia do Unii niemal podwoiliśmy nasze motoryzacyjne zasoby. Jakimi kryteriami kierujemy się kupując auta i czy tylko z powodów finansowych wciąż chętnie wybieramy używane?  

Anita Baraniecka-Kozakiewicz 2015-01-23
New Warsaw w Sky Tower

Statystyki od wielu lat nieubłaganie wskazują, że Polacy wolą kupować samochody używane. Od maja 2004 r. do końca 2013 r. sprowadziliśmy do kraju ok. 8 mln używanych aut (wg Instytutu Samar), połowa z nich trafiła do nas z Niemiec. Gustujemy w samochodach 4-8-letnich i starszych, o przebiegu ponad 100 tys. kilometrów, o pojemności poniżej 2 litrów. Wpływ na ten ostatni wybór mają przepisy o akcyzie: na auto do 2 l pojemności akcyza wynosi 3,1% wartości samochodu, przy przekroczeniu tej liczby wzrasta do 18,6%.

Największym wzięciem nieodmiennie cieszą się od lat samochody niemieckich producentów: Audi, BMW i Volkswagena, choć w tym roku na pierwszym miejscu znalazł się Ford (dane firmy Motoraporter). Przyczyny są dość oczywiste: po pierwsze, niemieckie samochody są symbolem solidności i niezawodności, po drugie, Niemcy są naszym najbliższym sąsiadem i dość łatwo sprowadzić stamtąd auto, nawet uszkodzone, na lawecie. Łatwo również o części zamienne i nie są one aż tak drogie.

Polski rynek samochodowy w liczbach

8 mln - Tyle aut z drugiej ręki sprowadziliśmy do Polski w latach 2004- 2013. Połowa z nich pochodziła z Niemiec.
4 tys. euro - W Polsce wydajemy średnio na samochód 4 tysiące euro, w UE kwota ta wynosi 9 tysięcy euro.
35 - Tylko tyle aut elektrycznych zarejestrowano w Polsce w pierwszym półroczu 2014 roku.
7 - Tyle fabrycznie nowych aut przypada w Polsce na tysiąc mieszkańców. Średnia dla Unii Europejskiej wynosi 30.
90% - Aż tylu młodych Polaków sygnalizuje brak środków na zaspokojenie swoich motoryzacyjnych pragnień. A jeździć kochamy bardziej niż inni Europejczycy!
90% - Aż tylu z nas deklaruje, że jazda samochodem sprawia nam przyjemność. To jeden z najwyższych wyników w Europie.
86% - Taki procent ludzi przed trzydziestką kupuje samochody używane. W Europie jest podobnie.
78% - Taki procent młodych Polaków korzysta ze stron internetowych
producenta, zanim kupi samochód.
50% - Ponad połowa samochodów ściągniętych z zagranicy ma 4-8 lat.
42% - Spośród wszystkich osób kupujących w Polsce nowe samochody 42% przekroczyło 50 rok życia.
25% - Taki procent aut używanych sprowadzonych do Polski w pierwszej połowie 2014 r. to hatchbacki, 22% kombi, a 18% – sedany.

 

Dlaczego mielibyśmy się martwić tym, że wolimy używane auta od nowych? Bo jest oczywisty związek pomiędzy ilością wypadków drogowych, w tym śmiertelnych, a wiekiem i stanem technicznym samochodów. Im więcej „złomu” jeździ po naszych drogach, tym gorzej.

Kwestia, dlaczego Polacy wolą samochody używane od nowych, spędza też sen z oczu producentom. Jak przekonać Polaka do zakupu nowego auta? Podczas gdy w Unii Europejskiej średnio na 1000 mieszkańców przypada 30 nowych aut, u nas jest to tylko 7. Według raportu banku BNP Paribas Fortis „Obserwator Auto 2011”, tylko 14% spośród osób do 30 roku życia kupiło w Polsce nowy samochód, podczas gdy średnia europejska w tej grupie to 37%.

Mamy większe zamiłowanie do samochodów niż inni Europejczycy. Młodym Polakom auta kojarzą się z szybkością, zabawą i wysokim poziomem życia

Analitycy branży wskazują jako przyczynę brak odpowiednich rozwiązań podatkowych (choć w kwietniu tego roku weszła w życie korzystna zmiana przepisów o podatku VAT od nowych aut kupowanych na firmę) i dopłat do nowych samochodów.

Prawdopodobnie główną przyczyną są jednak zbyt niskie dochody Polaków. Jak wynika ze wspomnianego raportu, większość młodych skarży się na swoje zasoby finansowe. Osoba pozbawiona stałego etatu nie dostanie kredytu, a z kolei niskie płace nie pozwalają na uzbieranie kwoty wystarczającej na zakup nowego auta. W powszechnej opinii, wyjeżdżając z salonu, tracimy 10-15 tys. złotych na wartości samochodu. Może Polak nie chce być przysłowiowym frajerem? Mając określoną kwotę, wybierze raczej kilkuletni samochód uznanej marki niż nowy gorszej marki z uboższym wyposażeniem i gorszymi parametrami technicznymi.

Na co nas stać?
Polak średnio wydaje na samochód zaledwie 4000 euro, przy średniej europejskiej 9000 euro, a kwota deklarowana to 6000 euro. Tymczasem młody Portugalczyk chętnie wydałby na auto nawet 20 000 euro. Skąd ta różnica? Wiadomo, że w Polsce zarabiamy dużo mniej niż na zachodzie Europy, ale akurat w Portugalii PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosił w 2010 roku 23 tys. dolarów, w Polsce – 19 tys. dolarów, więc różnica nie jest aż tak duża. Skądinąd wiadomo, że Polaków i mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego łączy wielka miłość do pięknych aut i szybkiej jazdy.

Dlaczego więc Polacy są tacy oszczędni, nawet w deklaracjach? Zapewne wynika to z faktu, że zgodnie z południowoeuropejską tradycją młodzi w Portugalii, Włoszech czy Hiszpanii dłużej mieszkają z rodzicami, a więc nie ponoszą wydatków na czynsz i jedzenie. Dlatego mogą większą część swoich dochodów przeznaczyć na zakup i eksploatację samochodu.

Młody Polak, planując kupno nowego samochodu, najczęściej zagląda na strony internetowe, fora i blogi. Tylko 4% badanych zasięgało rady bezpośrednio w salonie. Przeciwnie Francuzi i Włosi: oni znacznie rzadziej szukają informacji na stronach internetowych, za to częściej odwiedzają salony i targi samochodowe. Widać też wyraźne różnice w podejściu do samodzielności w kwestii zakupu auta.

63% Polaków zasięga porady członków rodziny, odwrotnie niż pozostali młodzi Europejczycy, którzy w większości samodzielnie podejmują decyzje w tym zakresie. Być może Polak jest bardziej podejrzliwy i niepewny, może nie chce zostać „naciągnięty” i oszukany? Nie ma zaufania do sprzedawców i woli zweryfikować opinie o samochodzie w internecie. Liczba osób kupujących nowe samochody wzrasta wraz z wiekiem, i taka tendencja utrzymuje się w całej Europie. W Polsce 42% osób kupujących nowe auta ma więcej niż 50 lat. Zjawisko to łatwo wytłumaczyć: osoby z ugruntowanym dorobkiem zawodowym i stabilną sytuacją materialną mogą sobie pozwolić na większy wydatek, jakim jest kupno nowego samochodu.

Wiadomo: Skoda
Jaki zatem nowy samochód wreszcie kupi Polak, kiedy już pozagląda na wszystkie fora i blogi, podpyta sąsiadów oraz bliższą i dalszą rodzinę? Polak kupi Skodę. Od początku 2014 roku zarejestrowanych zostało 20 958 aut tej marki, o prawie 37% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Najczęściej kupowanym modelem była Skoda Octavia, przed Skodą Fabią, Fordem Focusem i Toyotą Auris oraz Skodą Rapid (Instytut Samar). W salonach Skody w bieżącym roku wyraźnie drgnęło, ale pamiętać trzeba, że średnio 60% samochodów kupowanych jest przez firmy. Jednak handlowcy potwierdzają, że sprzedaż jest wyraźnie większa niż w poprzednich, kryzysowych latach. Kiedy przeanalizujemy statystyki dotyczące zakupu poszczególnych marek w różnych krajach europejskich, wyraźnie rysuje się pewna prawidłowość.

Widać sentyment mieszkańców danego kraju do marek narodowych bądź regionalnych. Francuz wybiera Renault albo Peugeota, Włoch – jeden z modeli Fiata, w Rosji zwycięża Łada, w Szwecji – Volvo (na podstawie Best Cars 2014, Motor Presse Stuttgart).

W Europie Wschodniej, na przykład w Czechach, na Węgrzech i w Polsce widoczne jest zamiłowanie do Skody, może dlatego, że w powszechnym odbiorze łączy niemiecką solidność ze słowiańską „swojskością”. Poza zamiłowaniem do Skody, z obywatelami byłego obozu socjalistycznego łączy nas wielka estyma dla samochodów i traktowanie auta niemal jak członka rodziny. To zjawisko charakterystyczne dla krajów „na dorobku”.

W rankingach sprzedawanych w Polsce nowych aut stosunkowo wysoko stoją też modele japońskie i koreańskie, zwłaszcza Toyota (podobno klienci tej marki należą do najwierniejszych). W ostatnich latach wzrósł wyraźnie prestiż marek koreańskich, chociaż jeszcze do niedawna Hyundai i Kia były symbolem aut „obciachowych”.

SUV? Niekoniecznie
Jeśli chodzi o typ nadwozia, na pierwszym miejscu lokują się albo SUV-y (w ubiegłym roku), albo hatchbacki (w tym roku). Od lat popularne są również nadwozia typu kombi. Najchętniej kupujemy auta małe i kompaktowe, bo są praktyczne, ekonomiczne, sprawdzają się i w mieście, i na trasie. Z raportu PZPM wynika, że wśród najczęściej kupowanych samochodów są te o masie niższej niż 1400 kg, z silnikami o pojemności mniejszej niż 1,4 l.

Tegoroczne dane wskazują na pewien spadek popularności aut z nadwoziem typu SUV. Być może zaczęliśmy dostrzegać wady tych aut. Duże gabaryty wprawdzie zapewniają pasażerom komfort jazdy, a kierowca ma lepszą widoczność i może czuć się „panem” szosy, ale za to trudniej takim autem zaparkować, więcej trzeba wydać na benzynę i ewentualne naprawy, zaś pożytek z napędu na cztery koła na autostradzie lub w mieście jest niewielki. A w naprawdę trudnych warunkach terenowych się nie sprawdzają, bo na przykład „siada” im elektronika.

Według niektórych SUV-y to tylko drogie zabawki dla dużych chłopców z miasta, którzy udają twardzieli. Prawdziwy twardziel kupi Land Rovera. Dla wieloosobowej rodziny bardziej praktyczne może okazać się auto typu kombi albo pakowny hatchback.

Niewykluczone, że to właśnie koszty eksploatacji są jedną z przyczyn spadku popularności SUV-ów. Obecnie bowiem ekonomika jazdy jest jednym z najważniejszych kryteriów wyboru samochodu dla przysłowiowego Kowalskiego. To, na co kupujący zwracają uwagę przede wszystkim to cena samochodu i elementy wyposażenia, stanowiące o bezpieczeństwie jazdy. ABS, poduszki powietrzne, klimatyzacja – te rzeczy zazwyczaj są już w standardzie.

Dodatkowe wyposażenie, o które dzisiaj dopytują się klienci, to nawigacja, zestaw głośnomówiący, możliwość połączenia z telefonem. Ważne, aby obsługa dodatkowych urządzeń w samochodzie była jak najbardziej ergonomiczna, aby nie rozpraszała uwagi podczas prowadzenia auta.

Nie ma jednoznaczności w wyborze skrzyni biegów: mechaniczna czy automatyczna, to zależy od indywidualnych upodobań. Ale automat nie jest czymś szczególnie u nas pożądanym. Diesle nieodmiennie mają powodzenie u właścicieli firm, prywatni nabywcy raczej kupują silniki benzynowe.

Czarny czy biały?
Kolor samochodu jako główny czynnik wyboru stereotypowo przypisywany jest blondynkom. To po części prawda. Kobiety zdecydowanie większą wagę przywiązują do wyglądu samochodu, designu i koloru lakieru. Mężczyźni raczej zwracają uwagę na dobór odpowiedniego wyposażenia i parametrów w danej cenie.

Od lat najwięcej sprzedaje się zawsze samochodów czarnych, srebrnych i szarych, ale ostatnio widać większe zainteresowanie białym lakierem – czy dlatego, że więcej samochodów kupują kobiety, a one zdecydowanie preferują jasne barwy? Czy dociera do nas moda ze Stanów? Trudno powiedzieć. Plus jest taki, że białe auto jest lepiej widoczne na drodze, a więc teoretycznie jest bardziej bezpieczne.

Co przemawia za wyborem takiego a nie innego koloru auta? Psychologowie twierdzą, że kolor samochodu odzwierciedla osobowość właściciela.

Taki procent z nas kupuje czarne auta – to najpopularniejszy kolor. Potem są srebrny (33%) i szary (20%).
 

Czarnymi samochodami jeżdżą osoby dominujące, ze skłonnościami do brawury. Ten kolor jest utożsamiany z klasą i elegancją. Srebrne kupują osoby gospodarne i oszczędne, bo to najbardziej praktyczny lakier. W szarym samochodzie będziesz zlewał się z tłumem, ale niektórym właśnie to odpowiada. Czerwony lakier wybierają ponoć osoby optymistycznie nastawione do życia, spontaniczne i żywiołowe. Biały to kolor osób niezależnych i pewnych siebie. Ile prawdy jest w tych teoriach, każdy kierowca może sprawdzić na przykładzie własnego samochodu.

Kochamy samochody
W świetle wspomnianego wcześniej badania Banku BNP Paribas, Polacy są w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o zamiłowanie do samochodów. Czerpiemy radość z prowadzenia auta oraz przywiązujemy wagę do jego wyglądu. To właśnie w Polsce i na Półwyspie Iberyjskim jest najwięcej młodzieży, dla której estetyka auta jest bardzo ważna.

Aż 90% Polaków deklaruje, że jazda samochodem sprawia im przyjemność, częściej też niż inni młodzi Europejczycy wiążą samochód z szybkością, zabawą i wysokim poziomem życia. Jednak skromne zasoby finansowe powodują, że nie mogą korzystać z samochodu tak często, jak by chcieli. Polacy wprawdzie biorą pod uwagę korzystanie z kredytu przy zakupie auta, jednak bardzo wnikliwie analizują oferty: porównują oprocentowanie, sprawdzają oferty dodatkowe związane z kredytem. W świetle badań Polak jawi się raczej jako osoba ostrożna i zachowawcza, ale mimo to dość optymistyczna.

Ponad 90% z nas nie wyobraża sobie życia bez własnego samochodu. Tradycja, która każe traktować markę i cenę samochodu jako wyznacznik społecznego prestiżu, wydaje się w Europie mocno zakorzeniona. Tak jest na całym kontynencie i Polacy właściwie nie odbiegają w tej kwestii od innych Europejczyków. A to, że nerwowo reagujemy na każdą rysę na karoserii, wynika przede wszystkim z faktu, że samochód jest dla nas sporym wydatkiem a bywa, że drugą – po domu lub mieszkaniu – poważną życiową inwestycją.

Znaczące różnice w podejściu do samochodów możemy zauważyć dopiero wyjeżdżając poza nasz kontynent, na przykład zaglądając na rynek amerykański.

Dla obywatela USA samochód ma przede wszystkim wartość użytkową, co wynika z historii i tradycji tego kraju. Bez samochodu, możliwie największego, o dużej pojemności i mocy, z dużym bakiem na paliwo, trudno byłoby przemierzać stanowe przestrzenie. Dla Amerykanina ważne jest, żeby do auta weszło co najmniej 7-8 osób i żeby bagażnik był możliwie obszerny. Wygląd, marka, kolor – to wszystko ma znaczenie drugorzędne.

Samochód znakiem stylu życia
W wielu krajach rozwijających się samo posiadanie samochodu jest symbolem pozycji społecznej. W odrobinę zamożniejszych marki ograniczają się do kilku podstawowych, odzwierciedlających aspiracje i społeczną sytuację posiadacza. W najbogatszych znaczek na masce sygnalizuje już nie tyle klasę społeczną, co styl życia właściciela. Czasem związki marki i stylu życia użytkowników są na tyle czytelne, że oddolnie utrwalają się w powszechnej świadomości. Czasem, głównie za sprawą kina i TV, wchodzą do obiegu kultury i stąd, wtórnie, kształtują wizerunek auta i oddziałują na preferencje konsumenckie. Np. brytyjski Aston Martin bardzo wiele zawdzięcza pewnemu filmowemu agentowi. W obu wypadkach marki lub konkretne modele stają się swoistymi ikonami zbiorowej wyobraźni. Nie inaczej jest w przypadku BMW, które – przez grupę młodych miłośników sportowej konfekcji i mocnych wrażeń – miało w Polsce bardzo poważny problem wizerunkowy. Podobną ikoną był Mercedes w Rosji lat 90., gdzie stanowił ważniejszy atrybut poważnego biznesmena niż aktówka.
To, że Polacy tak często decydują się na auta niemieckie jest dosyć znamienne. Jesteśmy uczeni postrzegać samych siebie jako romantyków, a tymczasem w codziennych wyborach okazujemy się bardzo pragmatyczni. Na pewno też bardziej niż na przykład Skandynawowie lubimy „popisywać się bogactwem”, ale trudno realnie ocenić wpływ tej postawy na decyzje zakupowe. Wciąż jesteśmy dość biednym społeczeństwem i to jest podstawowy wyznacznik naszych decyzji konsumenckich.

Ekologia: tak czy nie?
Podczas gdy Polacy marzą o możliwości kupna nowego samochodu, spece od motoryzacji zastanawiają się, jaka jest w ogóle przyszłość branży. Według badaczy, od 10 lat systematycznie spada na świecie liczba przejeżdżanych samochodami kilometrów. Jednocześnie firmy motoryzacyjne nadal zapewniają ok. 10% światowego zatrudnienia. Ich przyszłość zatem nie jest obojętna milionom ludzi pracujących w koncernach samochodowych. Nadzieję na zbyt producenci pokładają w krajach rozwijających się, zwłaszcza w tzw. krajach BRIC: Brazylii, Rosji, Indiach i Chinach.

Przykładowo w Brazylii, gdzie mieszka 201 mln ludzi, zarejestrowanych jest zaledwie 43 mln samochodów, w Chinach na 1 mld 341 mln 414 tys. mieszkańców przypadają 53 mln aut. Dla porównania, w Niemczech na niecałe 81 mln mieszkańców przypada prawie 44 mln samochodów, we Francji, odpowiednio, 64 mln – 38 mln.

Ale prócz nasycenia rynku, tak jak to ma miejsce np. w Europie Zachodniej i w innych krajach wysoko rozwiniętych, dla rynku motoryzacyjnego szykują się jeszcze inne zagrożenia. Nie wiadomo, jak w najbliższym czasie na sprzedaż samochodów wpłynie wzrastająca świadomość ekologiczna użytkowników aut. Oczywiście częściową na to odpowiedzią są samochody ekologiczne, z napędem elektrycznym i hybrydowym. Jednak jak do tej pory, popularność tych aut jest w Europie bardzo umiarkowana.

W Polsce w pierwszym półroczu 2014 zarejestrowano... 35 aut elektrycznych. Według raportu BNP Paribas „Obserwator Auto 2012”, badającego stosunek Europejczyków do aut elektrycznych, konsumentów odstrasza przede wszystkim wysoka cena (ok. 60 000 euro), a także zbyt mały zasięg pojazdów i długi czas ładowania akumulatora. Prawie połowa badanych twierdzi, że czas ładowania akumulatora nie powinien przekraczać 2 godzin. Tymczasem, według ekspertów, w warunkach domowych potrzeba będzie aż ponad 10 godzin, żeby naładować akumulator samochodu elektrycznego.

Tłoczno wszędzie, ciasno wszędzie
Innym problemem jest wzrastające zatłoczenie w dużych miastach. Ruch, tłok i korki uliczne, brak miejsc parkingowych i rosnące koszty eksploatacji aut – to wszystko sprawia, że mieszkańcy wielkich miast i metropolii coraz częściej korzystają z alternatywnych środków komunikacji, takich jak tramwaje, busy miejskie czy metro. Ta tendencja jest widoczna również w Polsce: w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie. W dużym mieście taniej, szybciej i wygodniej można dojechać do pracy tramwajem czy metrem niż własnym autem. Oczywiście, to nie musi oznaczać w przyszłości rezygnacji z zakupu własnych czterech kółek, a raczej zmianę sposobu użytkowania samochodów przez właścicieli.

Poza tym, w związku z rozwojem cyfrowych technologii inne przedmioty niż samochód zyskują status kultowych. Dla młodych ludzi ważniejsza staje się marka smartfona niż samochodu. Bardziej kultowy jest Apple niż Mercedes. Inne przedmioty zaczynają być symbolami statusu. Poza tym istotną rolę w nieodległej przyszłości, zwłaszcza wśród obywateli młodej generacji, będą odgrywały nowe style myślenia i powiązane z nimi style życia.

Po pierwsze: ekologia jako reakcja na wzrastające zagrożenia cywilizacyjne i społeczne. Po drugie: odchodzenie od konsumpcji na rzecz wspólnotowości. Credo młodej generacji brzmi: dzielić się, zamiast posiadać. Te wszystkie zmiany mogą znacząco wpłynąć na decyzje konsumenckie.

Polakom daleko jeszcze do tego etapu. Nasze potrzeby pewnie długo jeszcze nie zostaną zaspokojone, podczas gdy jednocześnie docierają do nas całkiem przeciwne trendy z Zachodu. Ciekawe, czy będziemy przechodzić przez wszystkie kolejne szczeble, jak kraje wysoko rozwinięte, czy może „przeskoczymy” od razu do następnej klasy?

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij