Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

No limits

Z Michałem Sołowowem - wyśmienitym wyczynowym kierowcą rajdowym oraz równie "wyczynowym" biznesmenem - rozmawia Julian Obrocki.

2007-02-21
Michał Słowow - kierowca rajdowy Kibice chętnie czekają na szalonego "niebieskiego Cersanita"

W naszym rajdowym światku nigdy nie zdarzyło się, by ktoś wdrapał się na szczyt tak szybko. Rocznik 62., jak Hołowczyc, a pomysł na rajdy po czterdziestce, gdy Hołek już przestał. I lawina świetnych wyników, tak w kraju, jak za granicą. Więc Michał Sołowow to geniusz czy czarodziej? A może cud?

Sołowow: Nie ma cudu. Nie jestem geniuszem. Wiem, że jestem najstarszym wyczynowym kierowcą w Polsce. Ale jestem przekonany, że fizycznie... najsprawniejszym. Widzę na trasie nowy narybek - 20-letnie chucherka, które nigdy nie kopały piłki. Tego pokolenia nie boję się zupełnie. Rajdy to ciężki sport wyczynowy. Ja przez 16 lat grałem wyczynowo w koszykówkę. Trenując codziennie. Nie byłem zbyt wysoki, ale wytrenowany, silny, wytrzymały. Dziś trenuję niewiele mniej. Nie sądzę, że ktoś z czołówki jest fizycznie lepiej przygotowany. Mistrz świata Loeb czy zwycięzca Dakaru Alphand nie wzięli się za rajdy jako 18-latkowie. Dziś wygrywają, ale wpierw byli mistrzami w innych sportach. W koszykówce nauczyłem się prawdziwej gry w drużynie. A rajdy to nie kierowca w kolorowym samochodzie, ale sport bardzo zespołowy, chyba bardziej niż koszykówka. Wszyscy pracują na wynik. I każdy przez jedno nieodpowiedzialne zaniedbanie (np. mechanicy) może być "ojcem" porażki. Ja w tym zespole tylko strzelam bramki. Gra cały zespół. Mam ogromną wiedzę o fizjologii człowieka. O wysiłku, o zmęczeniu. Pomagało mi to w koszykówce. W rajdach też. Nie jest to wiedza popularna. Jestem też inżynierem mechanikiem. Znam budowę samochodu do najmniejszej śrubki. To też nie jest wiedza powszechna. Na politechnik ę dostałem się jako laureat olimpiady fizycznej. A rajdy to fizyka. Moja rajdowa kariera jest szybsza niż konkurentów. Ale nie ma w tym cudu. Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Dobrze jest rozumieć otaczający świat.

W biznesie jest podobnie?

Sołowow: Absolutnie podobnie. "Wyczynowe" inwestowanie na giełdzie to też bardzo wyczerpujący sport.

Rajdy i biznes - dwa sporty ekstremalne. Czy to nie nadmierne ryzyko?

Sołowow: To, co robię to świadoma kalkulacja, a nie bezmyślne ryzyko. Żadnych przypadkowych decyzji.

Szybciej jeździsz czy szybciej żyjesz?

Sołowow: (Uśmiech i chwila zadumy.) Szybciej żyję.

Masz czasem czas na nicnierobienie? Na jakieś "głupoty"? Albo karmienie gołębi?

Sołowow: Nie mam. Nie lubię nicnierobienia. Każda sekunda jest ważna.

Jak wyglądała ta decyzja dojrzałego faceta, znanego z pierwszych stron gazet, że "zostanę rajdowcem"?

Sołowow: Pomógł przypadek. To rzadkość w moim życiu. Znajomy wiedział, że "kręcą" mnie samochody, w młodości maluchem mamy zrobiłem nawet podstawową licencję, i zaproponował sprzedaż prawie rajdowego Lancera. Odmówiłem. Potem powiedziałem, że kupię w pakiecie z możliwością pościgania się z polską czołówką rajdową. Załatwił to. Na torze w Kielcach (a jestem kielczaninem) bardzo szybko przestałem z nimi przegrywać. Więc młodzieńcze wspomnienia odżyły i zacząłem jeszcze raz.

Ale to chyba bardzo trudne - nauka rajdowego fachu z nastolatkami. Jak kurs tańca. Nie bałeś się ośmieszenia?

Sołowow: Nie. Zupełnie nie. Jestem absolutnie wolny od takich kompleksów. A robiłem to serio, więc szybko byłem lepszy. A że na początku zdarzały się porażki? W koszykówce porażek nie brakowało. Umiem "profesjonalnie" przegrywać. To bardzo cenna i nieczęsta umiejętność.

A w biznesie? Pierwsza trójka najbogatszych Polaków..

Sołowow: Tam prawie nie mam porażek. A sprawiedliwymi sędziami, kupującymi moje akcje, są inwestorzy giełdowi. W obu dziedzinach - sport i biznes - za najważniejsze uważam absolutne zrozumienie reguł gry.

To wiedza tajemna? Młodzi kierowcy mogą liczyć na pomoc?

Sołowow: Absolutnie jej nie ukrywam. Paru młodym kierowcom zaproponowałem udział w moim zespole. Nie pytali o wiedzę, ale o samochód i pensje. Ręce opadają. Wielki biznes to kilkanaście godzin na dobę.

Wielki sport z wszystkimi rundami mistrzostw Polski i Europy to też kilkanaście godzin na dobę. Wehikuł czasu?

Sołowow: Nie. Precyzyjne planowanie i równie precyzyjny dobór ludzi. W obu dziedzinach. Wszystkie strategiczne decyzje podejmuję sam. Ale wykonawcy są samodzielni i nie przychodzą z głupimi pytaniami. Umiem odwirować sprawy ważne od niby ważnych. Prowadzę express, który nie zatrzymuje się na małych stacyjkach.

Skąd apetyt na tak intensywne życie?

Sołowow: Adrenalina i chęć rywalizacji. W obu dziedzinach. Wiele zawdzięczam... Leszkowi Kuzajowi. Zakończyłem sezon na drugim miejscu. Gdyby Leszka nie było, pewnie bym nie jeździł.

Jako jedyny w wysokim wyczynie jeździsz równocześnie bardzo różnymi samochodami. Loeb, Schumacher czy Kubica tak nie robią. Wyczyn to wąska specjalizacja...

Sołowow: Chciałem mieć szeroką wiedzę i praktykę. Ale sportowo to błąd. Ale jestem młodym sportowcem... (śmiech) Teraz doszedł Fiat Punto Super 2000. I on będzie dominujący. Na dłużej.

Michał Sołowow jest coraz szybszy. Nie ma zatem limitu wieku w rajdach?

Sołowow: Limitem nie jest wiek, ale brak wiedzy i kwalifikacji. W każdej dziedzinie.

Zdjęcia: Jacek Janusz

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    przemyślcie ten wywiad głęboko...
    ~Jarek, 2008-11-02 21:48:01
  • avatar
    zgłoś
    Z Michałem Sołowowem - wyśmienitym wyczynowym kierowcą rajdowym oraz równie „wyczynowym" biznesmenem - rozmawia Julian Obrocki.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij