Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Podróż do Arktyki: Wrota Arktyki

Podkręcam klimatyzację o pół stopnia, potem wybieram płytę w smartfonie podłączonym bluetoothem do odtwarzacza. Popijając ciepłą kawę z termicznego kubka, myślę jak piekielnie zimno musi być teraz na zewnątrz.  

Mariusz Barwiński 2014-11-17

Koła samolotu mocno uderzyły o pas startowy lotniska w Helsinkach. Minutę wcześniej i 5 metrów wyżej z kompletnej bieli wyłoniły się detale zabudowań. Lądowanie w takiej mgle i zadymce zapowiada walkę z żywiołem już od samego początku.

Nic z tego. Pierwszy odcinek trasy do Rovaniemi przejeżdżamy po suchej i gładkiej jak stół nawierzchni. Jedyne, co budzi respekt to posadzone gęsto wzdłuż drogi wielkie znaki ostrzegające przed fotoradarami. Nie kończący się las po obu stronach drogi z rzadka poprzecinany jest lśniącymi plamami zamarzniętych jezior. Monotonny, czarno-biały krajobraz, niezmienny przez setki kilometrów, nudzi się szybko. Jednak temperatura na wyświetlaczu i śnieżny pył tańczący pod kołami Tiguana przypominają nam, że już za 300 kilometrów miniemy Koło Podbiegunowe.

Zwierzęta na drodze
Z drzemki wyrywa mnie nagłe hamowanie. Tył auta niebezpiecznie zarzuca na pobocze, a za nami gwałtownie zatrzymuje się reszta kolumny Volkswagenów.

– Renifer! Zobaczcie! Prawdziwy! Podekscytowany głos kierowcy zdradza powód manewru. Łapiemy za aparaty i porzucamy samochód na środku drogi. Zdziwione zwierzę, na które pierwszy raz ktoś zwrócił uwagę, przyspiesza znikając między drzewami.

– Pech! Żadnej sensownej foty – zniechęcony wracam do samochodu. To był pierwszy kontakt z dziką fauną Północy. Kolejny renifer pokazał się dwa kilometry dalej, potem były jeszcze stadko liczące pięć sztuk i dwa duże stada po kilkadziesiąt. Następnego dnia widok tych zwierząt był równie podniecający, co widok krów na pastwisku. Renifer tylko jeszcze raz zrobił wrażenie – na talerzu, polany sosem z borówek.

Nordkapp w zimie to metrowe zaspy i wyjący, przenikliwy wiatr. W takim miejscu ciepłe wnętrze auta kusi najbardziej

Mijamy koło polarne
Obowiązkowym punktem programu podróży po Finlandii jest wizyta w wiosce Świętego Mikołaja – czyli w lapońskim Disneylandzie. Staruszek przyjmuje dziennie setki gości, którzy chętnie pozbywają się kilkudziesięciu euro za pamiątkowe zdjęcie. Finowie zresztą zarabiają nawet na sprzedaży lodu. W sezonie budują z niego hotele i restauracje, przyciągające tłumy turystów – nocleg w pokoju z lodu i drink z lodem w szklance z lodu mogą roztopić zawartość portfela. Z nadejściem wiosny cały ten lodowy interes zasila tylko nurt pobliskiej rzeki.

Powyżej 66. równoleżnika, za Kołem Polarnym, krajobraz staje się bardziej surowy, a droga wymagająca. Asfalt pokrywa gruba warstwa lodu, zalegający na nim sypki śnieg sprawia, że każdy mijany pojazd podnosi z ziemi śnieżną kurtynę. Na moment widoczność spada do 5–6 metrów. – Włączcie przeciwmgielne i trzymajcie dystans przynajmniej 50 metrów – pada komenda przez krótkofalówkę. Jedziemy przecież w konwoju siedmiu Volkswagenów i droga hamowania na lodzie wydłuża się kilkakrotnie. – Uwaga, po lewej renifery! – Ale brzydkie, więc nie stajemy! (śmiech) – szpila musiała być.

Im dalej na północ, tym mniej zabudowań i często przez dziesiątki kilometrów nie spotykamy śladów cywilizacji. Po południu, które wygląda jak wieczór dojeżdżamy do Saariselki. W okolicy znajduje się zimowy tor testowy, gdzie poćwiczymy jazdę na śniegu i lodzie, bez ryzyka wylądowania w zaspie.

Ostatni odcinek drogi E69 na Nordkapp biegnie po skalnej półce przyklejonej do krawędzi fiordu. Zaczyna się długim tunelem, zbudowanym pod powierzchnią morza na głębokości 212 m. W ten oto sposób za jednym zamachem biję dwa rekordy.

Nie dość, że dojechałem najdalej na północ, to jeszcze najniżej. Droga o tej porze roku jest bez przerwy odśnieżana przez wielkie pługi, pozostawiające za sobą błyszczący lód. Zimą to niebezpieczna trasa; niska, całkowicie zasypana barierka sygnalizuje, gdzie droga kończy się kilkusetmetrowym urwiskiem. Napęd na cztery koła daje poczucie stabilności i przy mocniejszym poślizgu kół nie sposób go nie docenić.

Noc przez cały dzień
Surowy, arktyczny krajobraz nawet z nagrzanej kabiny Touarega wygląda groźnie. Pogoda zmienia się praktycznie za każdym zakrętem. Padający od rana lepki śnieg zmienia się w ciężkie lodowe kulki, wściekle atakujące kabinę samochodu. Na szczycie klifu przeobrażają się w drobny pył, niesiony przez wiatr jak piasek na Saharze. Krawędź Europy osiągamy zaraz po świcie, tuż przed zmierzchem. Widno jest przez trzy godziny a słońce nie wschodzi wcale.

Z wysokiego fiordu spoglądam na czarne, niespokojne wody Morza Barentsa. Zastanawiam się, jakiej krzepy i odwagi trzeba było, aby ponad 100 lat temu ruszyć na podbój Arktyki. Bez GPS-ów, telefonów, odzieży technicznej i liofilizowanej żywności. Zamykam za sobą uchylone na chwilę Wrota Arktyki i wracam szybko do ciepłego wnętrza Multivana, w końcu jestem z południa...

Kiedy i jak jechać
Można przez okrągły rok. Zarówno lato, jak i zima polarna są dla nas egzotycznym zjawiskiem. Aby dostać się do Helsinek, można skorzystać z samolotu (codziennie kursy LOT-u z Warszawy; ceny – 350–800 zł) lub promu (z Gdyni; ceny – 100 euro samochód i 80–150 euro pasażer). Należy pamiętać, że odległości w Finlandii są spore, a litr paliwa kosztuje 1,6 euro.

Jedzenie
Kuchnia skandynawska to unowocześniona kuchnia Wikingów. Królują tu ryby. Śledzie, łososie, dorsze, pstrągi, makrele podaje się suszone, wędzone, solone i marynowane. Nawet na śniadanie. Sfermentowany pstrąg – rakfisk – odstrasza zapachem, ale smak ma niespotykany. Na stołach często gości mięso łosi i reniferów, podawane z sosami z leśnych owoców.

Sauna
Fińska sauna jest bardziej znana niż Św. Mikołaj ze swoją świtą. Może być sucha, wilgotna lub nawet dymna. Przegrzany organizm (zalecane 100 stopni) należy schłodzić pod prysznicem lub w przeręblu. Wizyta w saunie jest obowiązkowa, ale osoby chorujące na serce powinny ją wcześniej skonsultować z lekarzem.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij