Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Samochody Jamesa Bonda 007

James Bond jeździł Astonami, Lotusami, ale i wieloma innymi. Oto pojazdy, dzięki którym 007 zawsze o krok wyprzedzał wrogów.

Keith Adams 2014-10-13

Wszystkie kobiety go pragną, a wszyscy faceci pragną nim być. I nietrudno zgadnąć dlaczego. Bohater w smokingu podrywa dziewczyny, ma najlepsze gadżety, a przede wszystkim – samochody. Ta prosta formuła sprawdza się do dziś. Mimo sześciu odtwórców głównej roli i słabszych chwil na początku lat 90., filmy z Jamesem Bondem odnoszą sukces za sukcesem.

Aston Martin DB5 – pierwsze z kultowych aut słynnego agenta

„Chyba żartujesz, katapulta?” – na widok swojego pierwszego Astona Bond był zaskoczony. „Nigdy nie żartuję na temat swojej pracy” – odparł Q i w tym momencie Bond, Q i Aston Martin DB5 przeszli do historii kina. „Doktor No” i „Pozdrowienia z Rosji” miały znakomite przyjęcie, jednak dopiero nakręcony z rozmachem „Goldfinger”, pełny gadżetów made by Q i z Astonem DB5 do zadań specjalnych, wyniósł Bonda na najwyższy poziom.

 

DB5 był wówczas najnowszym brytyjskim samochodem sportowym, a w filmie grał jedną z głównych ról. Filmowcy otrzymali prototyp, który w sześć tygodni zamienili w nośnik spec-gadżetów. Aston był dopełnieniem charakteru agenta 007 granego przez Seana Connery’ego i prezentował się doskonale zarówno zaparkowany przy polu golfowym, jak i mknący górską serpentyną w wyścigu z nowiutkim Fordem Mustangiem. Dla przeciętnego widza te auta były jak z innej planety. I słusznie – czy Bond zrobiłby takie samo wrażenie zajeżdżając pod fabrykę Goldfingera Fordem Zodiakiem, odpowiednikiem dzisiejszego Mondeo? (choć w Casino Royale jeździł, jeszcze prototypem, właśnie Mondeo).

Toyota 2000 GT – jedyny (dosłownie) roadster w swoim rodzaju

Chociaż „Goldfinger” miał wszystkie atrybuty wielkiej bondowskiej przygody, dopiero „Żyje się tylko dwa razy” wbijało w fotel rozmachem plenerów. A Toyota 2000 GT była w 1967 roku chyba najlepszym samochodem, mogącym ukazać światu prawdziwą Japonię. W filmie kraj był kuźnią najnowocześniejszej techniki – z telewizorami w samochodach i prywatną podziemną kolejką szefa wywiadu.

Toyota 2000 GT zagrała w filmie tuż po rynkowym debiucie, co stało się bondowską tradycją, do dziś dając doskonałą możliwość promocji. W sprzedaży 2000 GT była dostępna tylko jako coupé, ale patrząc na niesamowite linie roadstera można tylko stwierdzić, że Toyota przegapiła wielką okazję. Co ciekawe, Bond wyjątkowo nie poprowadził tego samochodu.

Wersja z otwartym nadwoziem powstała przez przypadek, bo Sean Connery nie bardzo mieścił się w coupé. Pierwszym rozwiązaniem było nadwozie typu targa, ale z takiego głowa Bonda wystawała w raczej mało elegancki sposób. Filmowy występ 2000 GT uratowała drastyczna amputacja całego dachu. Powstały dwa egzemplarze, a obecność Toyoty nie ograniczała się do roadstera – firma dostarczyła również flotę obłożonych chromowanymi dodatkami limuzyn Crown, z których jedna została uniesiona przez helikopter wyposażony w wielki elektromagnes i zrzucona w wody Zatoki Tokijskiej.

Po zakończeniu produkcji modelu 2000 GT w sportowej ofercie Toyoty pojawiła się luka, podobnie jak w obrazie Bonda po Connerym. Jedno i drugie powróciło w wielkim stylu w kolejnych latach.

Aston Martin DBS – w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości

Pod wieloma względami kontrowersyjny, „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” mógł zniweczyć sukces serii filmów o wyczynach agenta 007. Rozczarowanego Connery’ego zastąpił George Lazenby, ale jego James Bond zebrał niejednoznaczne recenzje.

 

Film wszedł na ekrany tuż przed Bożym Narodzeniem 1969 r. Wszystkie te elementy, które tak sugestywnie określały bondowską rzeczywistość, były jednak na miejscu – z nowiutkim służbowym Astonem Martinem włącznie. Bond szedł z duchem czasu. Inaczej jednak niż w „Goldfingerze” i „Operacji Piorun”, w których na pokładzie Astona było więcej broni niż na zjeździe sycylijskiej mafii, samochód grający „W tajnej służbie...” nie został wyposażony w żadne supergadżety. Aston (wykorzystano dwa egzemplarze) zagrał raczej efektowną rolę epizodyczną. Pierwszy raz pojawił się wykonując widowiskowe poślizgi na plaży w czołówce filmu, po czym zawiózł Bonda do ślubu w końcówce.

Podobnie jak w późniejszych „Śmierć nadejdzie jutro” i „Casino Royale”, Ford wykorzystał film z Bondem do zareklamowania swoich wyrobów. Przyszła małżonka agenta 007, Teresa (grana przez Dianę Rigg) przechytrzyła bandę zbirów (czemu czarne charaktery zawsze jeżdżą Mercedesami?) uciekając po śniegu Mercurym Cougarem. Po czym na lodowym torze stawiła czoło flocie podejrzanie nowych Fordów Escortów. Jak w życiu.

Podobnie jak z filmem, czas łagodnie obszedł się też z Astonem DBS. Co wyglądało na dziwaczne i niezgrabne pod koniec lat 60., dziś prezentuje się jak najbardziej godnie. W chwili premiery „W tajnej służbie...” Aston miał jednak kłopoty i na blisko 20 lat znikł z garażu Bonda. Nadchodziły cięższe czasy i 007 potrzebował czegoś bardziej odpowiedniego.

Lotus Esprit S1 – samochód i łódź podwodna w jednym

Każdy pewnie ma swoje zdanie na temat Bonda granego przez Rogera Moore’a. Purystom włos się jeżył gdy słuchali jego powiedzonek i docinków oraz gdy patrzyli jak traktuje wszystko z przymrużeniem oka, ale nikt nie zaprzeczy, że Bond Moore’a ma wielką wartość rozrywkową. A przecież jego dwóm pierwszym występom w tej roli – „Żyj i pozwól umrzeć” i „Człowiek ze złotym pistoletem” – brakowało polotu Connery’ego. Nawet samochody Bonda z tych filmów uosabiały ówczesną przeciętność świata 007 – piętrowy autobus AEC Regent i żałosny AMC Hornet, którym Bond poruszał się po Tajlandii, gdzie ten model nigdy nie był oferowany.

Na szczęście w 1977 r. pojawił się „Szpieg, który mnie kochał” i dodał Bondowi skrzydeł. Na plan zajechał Lotus Esprit. Lekki, z 16-zaworowym silnikiem umieszczonym centralnie, Esprit był szybki, zwinny i oszczędny, co w klimacie światowego kryzysu było nie bez znaczenia. Lotus miał jednak do wykonania pracę pod wodą. Do odpowiedniej transformacji wykorzystano sześć prototypów, w tym pełnowartościowy samochód (na zdjęciu) i zdalnie sterowany, metrowej długości podwodny model. Dziesięciosekundowa sekwencja, kiedy koła chowają się i zostają zastąpione przez stery, przeszła do historii kina.

Biały Esprit wyglądał oszałamiająco, ale w „Szpiegu...” jest scena, w której Lotus nie może uciec wyładowanemu po dach Fordowi Taunusowi Ghia – na górskiej drodze! Miłośnicy Lotusa pewnie dostają dreszczy za każdym razem, kiedy to oglądają. Na szczęście 007 zrehabilitował się fantastyczną ucieczką przed atakującym helikopterem, na końcu której wylądował na wodzie. Reszta, jak mawiają, to już historia. Dziś w garażu Bonda Esprit jest drugi po Astonie DB5.

Citroen 2CV – brawurowa rola w „Tylko dla twoich oczu”

Po podróży w kosmos w „Moonrakerze”, Bond został sprowadzony na ziemię w „Tylko dla twoich oczu” z 1981 r. Jedną z ciekawostek naszej cywilizacji pozostanie to, że tym razem ekipa Lotusów Espritów została zepchnięta na drugi plan przez najbardziej nieprawdopodobny pojazd.

Ucieczka Citroënem 2CV przed parą Peugeotów 504 jest bez dwóch zdań najlepsza w całym filmie, pomimo wyjątkowo głupkowatego podkładu dźwiękowego w stylu dyskotekowego funk (ukłony dla twórcy muzyki – Billa Contiego). Bond jest zmuszony uciekać bananowym 2CV, należącym do jego najnowszej dziewczyny, kiedy służbowy Esprit Turbo wylatuje w powietrze. 29 KM zamiast 210 to niezła degradacja...

Początkowo prowadzi dziewczyna i idzie jej nieźle, ale kiedy lądują na dachu, Bond bierze sprawy w swoje ręce. 2CV gra brawurowo – po serii piruetów, dachowań, lotów w powietrzu i innej samochodowej akrobatyki „504” zostają pokonane. Aby kaskaderka była bardziej przekonująca, filmowy 2CV miał pod maską czterocylindrowego boksera z Citroëna GS. Mimo to reżyser i tak zastosował najstarszy trik świata i montował niektóre sekwencje w przyspieszonym tempie – żeby pokonywanie nawrotów było bardziej widowiskowe.

Egzemplarzy grających w filmie było sześć i pewnie już dawno zostały przerobione na puszki. Wszystkie poza jednym, jak twierdzą eksperci od 2CV. Ten na naszych zdjęciach był gościem specjalnym na paryskiej premierze filmu.

Aston Martin DBS – czyli Bond i Aston znowu razem

Po 18-letniej rozłące Bond (teraz Timothy Dalton) zszedł się z Astonem we „W obliczu śmierci” (1987 r.). Później jednak brytyjski patriotyzm został wystawiony na ciężką próbę, bo w „Goldeneye”, „Jutro nie umiera nigdy” i „Świat to za mało” filmowy symbol brytyjskiego wywiadu korzystał z BMW. Przygotowanych według najlepszych przepisów Q, potrafiących strzelać i jeździć bez kierowcy, ale jednak germańskich BMW. W siedzibie MI6 odetchnięto z ulgą dopiero kiedy w 20. filmie z serii – „Śmierć nadejdzie jutro” – Pierce Brosnan jako 007 zasiadł za kierownicą Astona Vanquisha. A kiedy „nowy Q” John Cleese zagadnięty przez Bonda co do niewidzialności Vanquisha warknął „Nigdy nie żartuję na temat swojej pracy”, historia zatoczyła koło.

W ten sposób docieramy do dzisiejszej czterokołowej broni Jamesa Bonda, czyli najnowszego Astona DBS, który zadebiutował w „Casino Royale”. Kinowy agent wszech czasów, teraz grany przez Daniela Craiga, najpierw wygrywa w pokera DB5, po czym dostaje służbowego DBS. W filmie wystąpiły trzy egzemplarze nowego Astona, z których jeden dachował podczas manewru wymijania leżącej na asfalcie ukochanej Bonda, co na pewno jest jedną z najbardziej idiotycznych scen w historii 007. Potrzebna była do tego pneumatyczna katapulta, bo żaden Aston sam z siebie nie „poszedłby na dach” nawet przy najostrzejszym możliwym teście łosia.

DBS wystąpił również w „Quantum of Solace”. I ten występ kończy się dla Astona zniszczeniem, tym razem po widowiskowym, 10-minutowym pościgu wokół Jeziora Garda na samym początku filmu. Jeśli chodzi o zademonstrowanie światu swojego modelu, trudno zrobić to w lepszy sposób. Można sobie wyobrazić, że Aston jest zachwycony efektem.

Klasyczny powrót do korzeni, twórcy Bonda zafundowali światu w najnowszej odsłonie "Skyfall". Tam, agent 007, który ucieka z M przed cyberterrostystą Silvą, ze służbowego Jaguara XJ, przesiada się do klasycznego, rzekomo prywatnego Astona Martina DB5. Pod koniec filmu piękny Aston Martin, wart 2 miliony złotych, zostaje zniszczony. Serio? Oczywiście, że nie. To byłoby motoryzacyjne, niewybaczalne morderstwo. Na szczęście, w filmie została zniszczona jedynie bardzo dokładna kopia w skali 1:3, wykonana przez bawarską firmę. Swoją drogą, kopia nie była wcale tania - kosztowała "jedyne" 100 tys. dolarów.

10 niezwykłych samochodowych momentów 007

1. Filmy z Bondem są pełne rodzynków dla miłośników Mercedesa – od sedana W 114 w „Człowieku ze złotym pistoletem” oraz 600 w filmie „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” do 250 SE w „Ośmiorniczce”. Najlepsza jest jednak flota sedanów potocznie zwanych „pontonami” w „Goldfingerze”.
2. Dobre przykłady „nadmiernie szalejących kaskaderów w samochodzie za rozsądną cenę” są w filmach „Żyje się tylko dwa razy” z Toyotą Crown, „Szpieg, który mnie kochał” z Fordem Taunusem 2.3 Ghia oraz „Tylko dla twoich oczu” z Peugeotem 504.
3. Skromne brytyjskie auta wciśnięte do fi lmu przez swoich producentów to Vauxhall PA Velox („Dr No”), Morris Minor i kabriolety Triumph Herald („Operacja Piorun”) oraz Leyland Sherpa częściowo skonsumowany przez Szczęki w „Szpiegu, który mnie kochał”.
4 We wczesnych latach 80. auta Renault wystąpiły w dwóch filmach: model 5 Turbo 2 w „Nigdy nie mów nigdy” oraz przepołowiony 11 TXE w „Zabójczym
widoku”.
5. Pościg z Fordem Mustangiem Mach I w „Diamenty są wieczne” (występowało 8 Fordów) był kręcony w trzech miejscach – na ulicach Las Vegas, u wejścia do alei Universal Studios i w studiach Pinewood.
6. Bond i Mini są uważani za ikony lat 60., ale 007 jeździł Mini w filmie dopiero w 1973 r. (Moke Taxi w „Żyj i pozwól umrzeć”). Dla kontrastu, przeciwnicy Bonda wręcz seryjnie używali Mini Moke’ów w „Żyje się tylko dwa razy” i w „Szpiegu, który mnie kochał”.
7. Audi 200 quattro z „W obliczu śmierci” było specjalnie stuningowane przez Abt Sportsline i prawdopodobnie jest dziś trudniej dostępne niż Aston Martin DBS.
8. W powieści „Goldfinger” na służbowy pojazd 007 wybrał Astona Martina DB Mk III zamiast Jaguara 3.4, jednak w fi lmie wystąpił Jaguar E-Type.
9. W „Ośmiorniczce” występuje elektryczna riksza zbudowana w Pinewood Studios i zdolna do jazdy z prędkością ponad 70 mil na godzinę.
10. Roger Moore określał siebie jako „kaskaderskiego tchórza”, jednak dla filmu „ Żyj i pozwól umrzeć” przeszedł trzymiesięczne szkolenie i w niektórych scenach to naprawdę Roger prowadzi Regenta AEC.

10 rzeczy, których możesz nie wiedzieć o autach Bonda

1. W książkach Iana Fleminga motoryzacyjną miłością 007 był jego Bentley: „Jeden z ostatnich 4,5-litrowych Bentleyów z mechanicznym doładowaniem, kupiony w 1933 roku jako prawie nowy, przechowywany w bezpiecznym miejscu w czasie wojny”. Ten fakt ma jednak swoje odbicie jedynie w „Pozdrowieniach z Rosji”.
2. Sunbeam Alpine SII z „Doktora No”, użyty w scenach kręconych na Jamajce w styczniu 1962 r., został wynajęty od tubylców za 10 szylingów dziennie. Tyle kosztowała odrobina prestiżu, której nie był w stanie zapewnić oryginalny sedan Hillman Minx z powieści z 1958 r.
3. Triumph Stag Bonda w „Diamenty są wieczne” był jednym z dziesięciu egzemplarzy z testowej floty Triumpha. W kolejnym roku ten sam Stag zagrał w „Draculi”.
4. W „Człowieku ze złotym pistoletem” szosy Tajlandii wydają się zdominowane przez AMC z kierownicami po lewej stronie (czerwony Hornet X i złoty Matador Coupé) oraz policyjne sedany Matador – pomimo że w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny.
5. Fordy Escorty, użyte w filmie „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”, zostały wykorzystane w kapitalnej reklamie telewizyjnej z 1969 r., w której narratorem był sam Patrick Allen.
6. Obydwa autobusy AEC Regent z 1947 r., kupione dla „Żyj i pozwól umrzeć”, miały podcięte dachy przy głównych słupkach, po to aby można było sfilmować klasyczne urywanie dachu pod zbyt niskim mostem. Użyto tylko
jednego autobusu.
7. Aston Martin DB5 w „Goldfingerze” miał być wyposażony w tylne światła, które podnosiły się, by ukazać wyrzutnię gwoździ. Jednak ten zmyślny dodatek do arsenału Bonda został zarzucony z obawy, że małe dzieci mogą wziąć zły przykład – rozrzucając na drogach publicznych gwoździe przed bogu ducha winnymi kierowcami.
8. Mustang oraz Lincoln Continental z „Goldfingera” zostały dostarczone przez wyjątkowo miłych menedżerów Forda. Kiedy jednak później nowiutki Mustang został dosłownie sprasowany, można było zobaczyć jak duzi mężczyźni potrafią płakać.
9. Akiko Wakabayashi, grająca Aki – pełnego wdzięku kierowcę Bonda w „Żyje się tylko dwa razy” – nie potrafi ła prowadzić samochód. Toyotę 2000 GT musiało więc ciągnąć pół tuzina kaskaderów.
10. Bond w „Żyj i pozwól umrzeć” nie ma samochodu, co idzie w parze z nieobecnością Q i brakiem odprawy w biurze M. Twórcy fi lmu chcieli uniknąć porównań Rogera Moore’a z Seanem Connerym.

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 121 671 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij