Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Samochody, które wyprzedziły swoją epokę

Moda na tworzenie nowych segmentów aut trwa w najlepsze, ale czy to dzisiejszy "wynalazek"? Auta w naszym zestawieniu pokazują, że takie pomysły to żadna nowość. 

2015-04-19
Renault Vel Satis

W świecie motoryzacji, tak jak w świecie mody panują różne trendy. Dzisiaj to grochy, jutro krata, a za rok znowu moro i dzwony. Na gruncie czterech kółek obserwujemy nie tylko powtarzaną do obrzydzenia fascynację SUV-ami, którymi zachłysnął się świat, ale też wzrost zainteresowania hot-hatchami oraz szybkimi, emocjonującymi „kombiakami”. Nie można też przeoczyć ogólnoświatowej tendencji to kreowania coraz to nowszych segmentów aut, których nigdy wcześniej nie było, a które wypełniają luki w gamie modelowej producenta pomiędzy tradycyjnym sedanem, niewygodnym coupe a praktycznym SUV-em, chcąc zawrzeć wszystkie ich cechy w jednym nadwoziu.

Takimi właśnie samochodami są bohaterowie naszego zestawienia. Nie wpisują się w żadne ramy, są niekonwencjonale, a na drodze trudno było znaleźć coś podobnego do nich. Było? Tak, niestety żaden z nich nie jest już dziś produkowany, ani nie doczekał się bezpośredniego następcy. To auta, które nie tylko swoją stylistyką, ale całą filozofią wyprzedziły dzisiejszą samochodową modę o dekadę. Zostały wypuszczone na rynek w momencie, w którym ludzie nie byli jeszcze gotowi na samochody tego typu.  

 

Renault Avantime


W kategorii „najśmielsze auto produkcyjne” nie ma sobie równych. Dziś skończyłoby pewnie w szufladzie jako szalona wizja projektanta, albo jako zmaterializowany concept car trafiłby do magazynu na wieki. Jednak w roku 2001, odważną decyzją szefów marki, wszedł do produkcji.

Założenie nie różniło się wiele od tego, które przyświecało konstruktorom BMW X6: połączenie dwóch odległych od siebie segmentów aut, vana i coupe. Niczym Citroenowska linia DS, Avantime wraz z innymi modelami tworzyć miał luksusową gamę Renault, skierowaną dla ludzi poszukujących przyjemności z jazdy i komfortu. Bogate wyposażenie, panoramiczny i otwierany dach, przeszklona kabina, brak słupka B i ogromne drzwi z innowacyjnym systemem dwóch zawiasów raczej spełniały te kryteria z nawiązką. Duże i dość mocne silniki może nie gnały do pierwszej „setki” jak opętane, ale nie do tego też były przeznaczone.

Czy to cena ponad 130 tys. złotych odstraszyła klientów, czy to jednak wina awangardowej stylistyki? Pozostaje nam jedynie zastanawiać się, czy gdyby dziś trafił do produkcji spotkałby go ten sam los, czy może sprzedawałby się jak ciepłe bułeczki.

 

Peugeot 1007


Założenie było wręcz genialne: zbudować miejskie auto z dużymi, elektrycznie przesuwanymi drzwiami rodem z vana, by ułatwić wysiadanie na coraz bardziej zatłoczonych i ciaśniejszych parkingach. Tak powstał ciekawie stylizowany microvanik, mieszczuch z charakterystycznym dla vanów kształtem nadwozia. I w sumie nie wiadomo co poszło nie tak, bo przecież ani nie był brzydszy od swojej konkurencji, ani wolniejszy, gorzej wyposażony, a dzięki dużym drzwiom ułatwiającym dostęp do wnętrza na pewno nie był mniej praktyczny niż jego 3-drzwiowi konkurenci.

Kluczem do jego oryginalności, a być może i porażki, są wspomniane już drzwi, które nie tylko samoczynnie zamykały się po przekroczeniu 5km/h ale także wyposażone były w system antyzaciskowy, zapobiegający przytrzaśnięciu czegoś, co stanie im na drodze. Dla niektórych problemem był jednak czas, jaki elektryczne drzwi potrzebowały na otwarcie się i zamknięcie, ale to chyba tylko argument malkontentów. Dla nas, Peugeot 1007 to propozycja dla ludzi, którzy chcą się wyróżnić z tłumu i lubią gadżety, bo również tym są jego widowiskowo otwierane drzwi. Szkoda, że nie doceniono tego, kiedy auto figurowało w ofercie Peugeota. 

 

Chrysler 300 M

 
Powiecie może, że to zwykły sedan, swoim przeznaczeniem nie różniący się wiele od ówczesnych europejskich czy japońskich sedanów. Przypomnijcie sobie jednak czasy kiedy większość samochodów na naszych drogach była równie pociągająca co pudełko zapałek. Przypomnijcie sobie przełom wieków, kiedy waszym oczom sporadycznie pokazywała się smukła linia Chryslera 300M, tak różna od tego, co było dookoła.

Dziś, kiedy po ulicach jeżdżą Nissany Juke czy Citroeny Cactusy, trudno byłoby Chryslerowi wyróżnić się w tłumie, ale wtedy jego niespotykanie nisko poprowadzona linia przodu zwracała na siebie uwagę. Linia ta, następnie niemal poziomo przechodzi w mocno pochyloną przednią szybę, po czym mocno opada by zakończyć się mocnym, intrygującym tyłem. Gdyby patrzeć na Chryslera 300M tylko od przodu, można by spodziewać się czegoś w stylu Hondy Accord Coupe.

Czy można nazwać go więc cichym protoplastą aut typu czterodrzwiowych coupe, którego największym przedstawicielem jest, pokazany w roku zakończenia produkcji Chryslera, Mercedes-Benz CLS? Zostawiamy to waszej osobistej decyzji.

 

Renault Vel Satis


Na początku nowego wieku w gamie francuskiego producenta zastąpił model Safrane. Odważni wówczas styliści Renault postanowili zerwać jednak z tradycyjnym nadwoziem sedana i połączyć je z bryłą charakterystyczną dla hatchbacka. Karoserię, której nie można odmówić swego rodzaju elegancji, dopełnia nadzwyczaj komfortowo zestrojone zawieszenie oraz bardzo bogato wyposażone i ciekawe wnętrze. Pasy zamontowane w skórzanych i elektrycznie regulowanych fotelach, karta Hands Free, elektryczny hamulec ręczny, automatyczna skrzynia biegów i masa czujników to tylko niektóre z udogodnień.

Przeprowadzony w 2005 roku facelifting pozwolił Renault na sprzedanie ponad 60 tys. egzemplarzy Vel Satisa. W porównaniu do niecałych 9 tys. sprzedanych modeli Avantime to w sumie niezły wynik, ale na tle konkurentów to wynik godny pożałowania. W roku 2009 model zniknął z salonów Renault ciesząc się znikomym zainteresowaniem. Trudno jednak winić Vel Satisa za jego wygląd, to raczej kwestia konserwatywnego segmentu E, gdzie takie eksperymenty nie są mile widziane. Patrząc na następcę, czyli model Latitude, i niewiele większe nim zainteresowanie można dojść do wniosku, że problem leży także w braku prestiżu tego francuskiego producenta, który kojarzy się raczej z miejskimi autkami i rodzinnymi vanami.

Zastanawiające jest, że w kwestii produkowania ciekawych, innych niż wszystkie samochodów pałeczkę wyraźnie przejął Citroen. Czy Renault tak się zniechęciło porażką dwóch modeli, że już zawsze będzie nas zanudzać „Meganką”, awaryjną Laguną i pozbawionym charakteru Koleosem?

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij