Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Spiesz się powoli

W Dakarze kolejny raz wygrała Afryka. Wszystkich, którzy pogardzają prawami fizyki, lekce sobie ważą prawa przyrody i spieszyli się za bardzo - spotkała surowa kara.

2007-03-14
Rajd Dakar 2007 Rajd Dakar 2007 - na zdjęciu Jacek Czachor

Dakar to rajd przedziwny, jedyny i niepowtarzalny. W zwykłych rajdach, by wygrać, od startu do mety trzeba jechać na maksa, a strata paru sekund to łzy i tragedia. Ci, którzy próbują przenieść te zasady na Dakar regularnie i systematycznie tam przegrywają. Tu w ciągu dwóch tygodni trzeba przejechać po kosmicznych wertepach i to jednym zaplombowanym autem więcej (w km) odcinków specjalnych niż Sebastien Loeb czy Marcus Gronholm przejeżdżają przez cały rok. Dakar to partia szachów, w której trzeba "ogarniać temat" na parę ruchów naprzód. Owszem, by wygrać trzeba pędzić na złamanie karku. Ale powoli! Jak się chce zbyt szybko zyskać, to bardzo dużo się traci. Najczęściej wszystko. Starzy Dakarowcy uczą: Jedź maksymalnie wolno. To będzie szybko! Do gorącokrwistych raptusów takie gadanie starych zgredów absolutnie nie trafia. I ci pierwsi nie trafiają na metę. Jedynie "profesjonalnie" tworzą listę winnych takiego stanu rzeczy. Oczywiście, skromnie siebie i własnej głupoty na tej liście nie umieszczając. Afryka i Sahara to siły przyrody większe od tsunami. I zasługują na odrobinę szacunku i pokory.

Dakar to obecnie widowisko sportowo- telewizyjne porównywalne tylko z olimpiadą. Miliony ludzi siedzi przed telewizorami i śledzi każdy krok "wariatów" na pustyni. A przy okazji kolorowe napisy na kolorowych samochodach, więc reklamodawcom w to graj. (Powoli nawet polskie agencje wychodzą z epoki baloników na druciku i doceniają Dakar.) Tym razem widowisko zapowiadało się wybornie, i to we wszystkich kategoriach - samochodów, ciężarówek i motocykli.

W najbardziej prestiżowej klasyfikacji samochodów niepokonanemu od niepamiętnych czasów zespołowi Mitsubishi rzuciły rękawicę, i to z wielkim zadęciem medialnym, fabryki niemieckie - Volkswagen i BMW, angażując w to najbardziej gwiazdorskie nazwiska (choćby Sainz, Vatanen, de Villiers dla VW, czy Jutta Kleinschmidt dla BMW) i zupełnie niewyobrażalne pieniądze. Kibice zawsze trzymają stronę słabszego, a więc małych teamów prywatnych, które nie będąc przecież "fabrykami" same budują różne "wynalazki" - często z tańszym napędem tylko na 2, a nie 4 koła - i już nieraz napędzili fabrykom niezłego stracha (w tym roku choćby słynny Schlesser samoróbą czy Amerykanin Gordon "wyrobem hummeropodobnym"). Wśród ciężarówek odwieczne pytanie - niepokonany od lat szalony Rosjanin Czagin, mało nowocześnie wyglądającym Kamazem czy połączone siły wszystkich fabryk świata, które chcą go dogonić.

W tym roku rekordowo wyglądała polska drużyna (a raczej dwie, bo nie był to monolit) - zakolegowany z TVP zespół Orlenu (Hołowczyc-Fortin w Nissanie i dwaj doświadczeni motocykliści Jacek Czachor i Marek Dąbrowski) oraz zaprzyjaźniony z TVN zespół Diverse Extreme Meblomarket Team (Gryszczuk-Kazberuk i R. i E. Góreccy, ojciec z synem, w zbudowanych przez Gryszczuka na bazie części z Land Roverów Tomcatach i Baran-Marton wMercedesie Unimogu); był też, zupełnie samotny, motocyklista-amator Jarek Cisak.


Rajd rozpoczyna się bukietem sensacji - na pierwszej próbie w czołowej piątce 5 Volkswagenów. Mitsubishi nie nadążają. (Dopiero pod koniec rajdu okazało się, jaka była prawda, ale było za późno.) Dramat przeżywa Górecki. Ledwo ruszył, w jego zupełnie nieprzetestowanym, zbudowanym "godzinę przed startem" aucie (zgłoszenia Tomcatów w bardzo tajemniczych okolicznościach zostały odrzucone, team, wspomagany przez Jurka Owsiaka się rozwiązał, a tuż przed startem, gdy afera "nabrzmiała", zostały "uwzględnione") rozpada się tylny most. Do serwisu daleko, "czołganie się" trwa godzinami, ale mechanicy dokonują cudu i Góreccy nie odpadają z klasyfikacji. Już pierwsza część rajdu, przed dotarciem do jądra Sahary, przynosi festiwal niespodzianek. VW jadą z obłędem w reflektorach, wygrywają wszystko. Pogrom. Dumne, niepokonane Mitsubishi ciągle z tyłu. Równie dumny Czagin, poganiany zbliżającą się sforą zachodnich ciężarówek, w głupich okolicznościach, nie szanując praw fizyki ciężko rozbija Kamaza i odpada z walki. Dakar to nie tylko rajd - to czarna Afryka, w której poważna infekcja dopada coraz lepiej jadącego Roberta Góreckiego (utrata przytomności, helikopter, szpital).

W drugiej połowie rajdu młodzi zapowiadają zmasowany atak. Starzy (doświadczeniem) uśmiechają się pobłażliwie. Podniecone liderowaniem Volkswageny pędzą jeszcze szybciej i w przemęczonych Tuaregach zaczyna się seria makabrycznych awarii. Auta padają jak muchy, a przyczajone za wydmą stado doświadczonych Mitsubishi tylko na to czeka i wyprzedza je pogardliwie. Nieźle jadą samotnicy Schlesser i Gordon. Akuratnie jedzie debiutujący na Dakarze, choć obyty z Afryką, Gryszczuk. Szybko i błyskotliwie (a w Dakarze to nie jest pochwała!) jedzie Hołowczyc. "Ostrzej tam, gdzie inni wolniej" kończy się tak, jak na zdjęciu. Wielogodzinny postój, remonty, spóźnienie i ambitna walka (z sukcesem!) o dopuszczenie do dalszej części rajdu. Ale bez wniosków. A Afryka pokazując żółtą kartkę żąda bezwzględnego posłuszeństwa. Próba pościgu kończy się czerwoną kartką, a więc zupełną demolką samochodu. Za szybko jedzie też Baran. Za szybko na możliwości Unimoga. I też odpada. Nie wytrzymuje Jarek Cisak (chociaż dotarł bardzo daleko - czapki z głów), ale rutyniarze Czachor i Dąbrowski jadą świetnie (Czachor od lat jest zawsze na mecie - niewielu ludzi na świecie ma taki życiorys).

Wreszcie meta. Na oczach całego świata jako pierwsze do Dakaru wjeżdżają dwa Mitsubishi - Peterhansela (geniusz, wygrywa od lat, obojętnie - samochodem lub motocyklem) i Alphanda (to ten słynny narciarz). Po drodze dawały się ogrywać Volkswagenom sromotnie. Okazało się, że to tylko taktyka, strategia i zimna krew. Kolejny sukces. Sportowy, marketingowy, a przede wszystkim handlowy. Trzeci Schlesser swoją samoróbą. W dobrym zdrowiu doprowadzają Tomcata do Dakaru (jedyny polski samochód) Gryszczuk z Kazberukiem. Nie za szybko, ale w sam raz. To duża sztuka. W "10" kończy rajd Czachor - wielki wynik. Dąbrowski, po roku w szpitalach i ciężkich kontuzjach, na 24. miejscu. Kolejny Dakar za nami. Tylko połowa uczestników pokonała Saharę. Reszta chciała za szybko. A tego Afryka nie lubi. Na pustyni trzeba spieszyć się powoli.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Getty Images, Rafał Jemielita, Orlen, autor


Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 229 990 PLN
Dostępne nadwozia: suv-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W Dakarze kolejny raz wygrała Afryka. Wszystkich, którzy pogardzają prawami fizyki, lekce sobie ważą prawa przyrody i spieszyli się za bardzo - spotkała surowa kara.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij