Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
1.0

Świadomość rośnie

Z Markiem Nieckarzem - kierownikiem Stacji Kontroli Pojazdów we Wrocławiu- rozmawiamy o bezpieczeństwie i domorosłych mechanikach.

2007-04-26
Diagnosta Marek Nieckarz - kierownik Stacji Kontroli Pojazdów we Wrocławiu

Czy myśli Pan o własnym bezrobociu? Są przecież kraje, gdzie pojazdy nie podlegają okresowym przeglądom, a obywatel, na mocy kodeksu cywilnego, odpowiada za bezpieczny stan wszelkich używanych przez siebie przedmiotów.

Nieckarz: Nie boję się zielonej trawki. Liczba krajów "bez kontroli pojazdów" gwałtownie maleje. Dziś samochód to nie furmanka. Jest bardzo, czasem za bardzo, skomplikowany. Właściciel nie ma ani wiedzy, ani narzędzi diagnostycznych, by ocenić bieżący stan auta. Tomografu i rentgena też nie mamy w domu. Czas znachorów i mechaników z młotkiem nieodwołalnie odchodzi w przeszłość.

Faktycznie, rozglądam się po pana "gabinecie" i nie widzę młotka, a ilość ekranów komputerowych przyprawia o zawrót głowy. Realna potrzeba, czy trochę szpanu?

Nieckarz: Konieczność! Auta się zmieniły. Nabite są elektroniką bez opamiętania. Jesteśmy nie tylko stacją kontroli pojazdów, a więc "podbijamy dowody rejestracyjne", ale prawdziwą stacją diagnostyczną, jak w medycynie, badającą i wykrywającą w samochodach różne tajemnicze choroby. Unikalny sprzęt pozwala badać rzeczy, których nie da się ogarnąć samym rozumem.

Ale zwykłe Żuki i Nyski też przyjeżdżają do Pana czy jadą na wieś, bo tam łatwiej zdać?

Nieckarz: A właśnie że przyjeżdżają! I to w zdumiewająco dobrym stanie. Używają ich zawodowi kierowcy, a części w hurtowniach do modeli-staruszków są tak tanie, że nie łatają drutem, tylko zakładają nowe hamulce i nowe zawieszenia. Nie oni są najgorsi.

To kto jest najgorszy? A w podtekście - najgłupszy?

Nieckarz: Wynalazcy-amatorzy. A w dodatku oszczędni. W oparciu o głęboką niewiedzę potrafią stworzyć powszechne zagrożenie. I to nie tylko dla siebie. Leżąca na stole ledwo pospawana z dwóch złomowych kawałków końcówka drążka kierowniczego (patrz zdjęcie obok) to przecież część ważna jak hamulce. Jej twórca był dumny, że "na razie działa". Nie rozumiał zagrożenia. Zbladł dopiero, gdy mu powiedziałem, że jego przeróbka była o 10 zł droższa, niż nowa końcówka w hurtowni. To, że przepłacił załamało go zupełnie. Ale raz to ja zbladłem i chciałem uciekać. Auto, niemłode, było na gaz. A w zbiorniku, pełnym, a jest tam poważne ciśnienie - dziura (!) zatkana jakimś metalowym koreczkiem. "Co to?" - pytam drżącym głosem. "Ato mój wynalazek - wywierciłem sobie dziurkę w zbiorniku (czynnym!), ale taką niedużą, i jak jadę na ryby to mogę tam podłączyć kuchenkę gazową i nie potrzebuję drugiej butli. Nigdy dotąd mi nie wybuchło!"

Polska krajem wynalazców-wariatów?

Nieckarz: To pojedyncze, ale przerażające przypadki. Średnio jest nieźle, a nawet całkiem dobrze. Pojawiła się nowa, i to liczna i bardzo pozytywna grupa klientów. Nie czekają na "termin pieczątki". Przyjeżdżają profilaktycznie. Naprawdę! Mówią: "Mam dzieci. Wożę dzieci. I nie chcę zginąć w głupim wypadku. Proszę przed urlopem przejrzeć całe moje auto." Tacy cieszą najbardziej.

Ale jak wyłapać tych najgłupszych?

Nieckarz: Za pomocą psychologii, a nie elektroniki. Jak widzę takie poprzerabiane auto, wpadam w podziw. Twórca jest dumny i chwali resztę wynalazków. Bezrozumny tubing druzgocąco obniża parametry samochodu. Z uwagą patrzę na instalacje gazowe. Oryginalne są bezpieczne. Ale okazuje się, że do zbiornika z gazem można przyspawać (!) różne rzeczy, np. tylne siedzenia, "bo się kiwały". Korzystam z informacji dodatkowych, nie muszę pytać; np. kombi z kratką, hakiem oraz reklamą budowlaną na drzwiach i resztkami cementu w bagażniku to gwarancja demolki w tylnym zawieszeniu.

A import tzw. złomu z Zachodu? Przecież to tysiące starych samochodów.

Nieckarz: Nie są aż takie złe. Może nie mam obiektywnych danych, bo nasza stacja ma opinię "groźnej", tzn. do nas połamańce nie przyjeżdżają, bo są odrzucane. Jest też nowe niedobre zjawisko. Dawniej auto z pieczątką z Niemiec to był pewniak. Dziś Polacy po kupnie tam auta dostają nieuczciwą "pieczątkę na drogę". Ostrzegam. Złodzieje wiedzą, że u nas lewe auto będzie wykryte, więc o takich samochodach mam za mało wiedzy. Ale właśnie do nas jadą normalni kupujący używane auta. Każą wykryć wszystkie usterki i nieoryginalne części. Przyjeżdżają też ludzie "powypadkowi". Chcą wiedzieć, jak naprawiono im samochód. A bywa różnie.

A bywa, że są trudności z diagnozą?

Nieckarz: Bywa. I najczęściej dotyczy to dziwnych hałasów. Ostateczne diagnozy są naprawdę zaskakujące, na przykład suche liście w wentylatorze lub zapomniany śrubokręt pod fotelem. Oby to były najgorsze choroby.

To co, maleje ilość aut ewidentnie złych?

Nieckarz: Auta są coraz nowsze, a dostępność części zamiennych ogranicza łataninę, więc ilość złych aut maleje. Rośnie też świadomość, że pieczątka w dowodzie to nie wymysł urzędników, ale wymóg naszego bezpieczeństwa.

Rozmawiał Julian Obrocki

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Z Markiem Nieckarzem - kierownikiem Stacji Kontroli Pojazdów we Wrocławiu- rozmawiamy o bezpieczeństwie i domorosłych mechanikach.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:54
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij