Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Świat bez Sahary

Stephane Peterhansel, pogromca Sahary, absolutnie najlepszy kierowca w historii Rajdu Dakar opowiada Julianowi Obrockiemu o swoim pustynnym życiu.

2007-04-25
Rajd Dakar Bohater i autor rozpoczynali swoje przygody z Dakarem równocześnie - w grudniu 1987 r.

Stephane, jesteś najlepszy. To nic "strasznego", bo w każdym sporcie ktoś jest najlepszy. Ale nigdy najlepszy ciężarowiec nie był najlepszym tyczkarzem, a piłkarz siatkarzem. Ty jesteś seryjnym zwycięzcą Dakaru zarówno na motocyklu, jak i w samochodzie. I byłeś championem na deskorolce! Jak to możliwe?

Peterhansel: Jakieś związki by się znalazły - to wszystko ma kółka! Motor wziął się z deskorolki - jedno i drugie wymaga absolutnie idealnego balansu ciałem.

Dakar to wielki maraton, nie spinterskie Monte Carlo. Na Saharze żeby wygrać, trzeba wiedzieć kiedy zwolnić, a nie kiedy przyspieszyć

A na nartach jeździsz?

Peterhansel: Fachowcy mówią, że z nart też bym wyżył. Przecież narty to jak deskorolka.

A samochód?

Peterhansel: Też jest podobny! W końcu Dakar to nie zakręty, ale jazda po muldach. Ciągłe dotykanie gazu i hamulca, żeby balansować ciężar na przednią i tylną oś, żeby nie połamać zawieszenia. Dakar przemierzany czy to motorem, czy samochodem to jazda na ugiętych nogach. Jak na nartach.

Jak nikt inny możesz porównać Dakar pokonywany na motorze i w samochodzie...

Peterhansel: Motor to szalony taniec. Yamaha była zawsze grubo cięższa ode mnie, więc utrzymanie jej w rękach i na stojąco przez 8-10 godzin to potworny wysiłek fizyczny. Teraz, po "40", wolę samochód. Praca wyłącznie na siedząco.

A nawigacja?

Peterhansel: To wielka różnica. Na motorze jesteś sam i w czasie jazdy musisz panować nad papierami. To strasznie dekoncentruje. Nie da się jechać po piachu 150 km/h i kombinować na mapie. A "mam pecha" i najczęściej jeździłem jako pierwszy i "zakładałem ślad". Bywało, że przez papiery musiałem zwalniać do 20 km/h! W samochodzie mam od papierów człowieka. To poprawia moją koncentrację. A więc bezpieczeństwo. Nawet bardziej niż rury nad głową.

Skoczek narciarski potrzebuje koncentracji na 6 sekund. Ty na 6 godzin. Jak to robisz?

Peterhansel: Lata pracy i doświadczenia. Nie ma pewnego sposobu. Ale mam to opanowane.

Studenci przed sesją stosują różne tabletki "na koncentrację"...

Peterhansel: W życiu nie wziąłem tego do ust. Żadnej chemii. Jedyny kłopot z koncentracją to nagłe awarie auta.

Umiesz naprawiać swoją dakarówkę? Twoje hobby to jazda daleko przed peletonem, więc czekanie na pomoc "słabo się kalkuluje".

Peterhansel: Umiem, i mój aktualny pilot jest w tym świetny. W tym roku na środku Sahary sami dwa razy wymienialiśmy sprzęgło. W parę minut. [W wyczynowym Mitsubishi sprzęgło nie jest schowane między silnikiem i skrzynią, ale jest "osobno". Więc jest łatwiej i szybciej. J.O.]

Więc Mistrz wozi części zapasowe osobiście?

Peterhansel: Tak, wożę. Np. wahacze czy sprzęgło. To waży, ale obliczyłem, że się opłaca. Dziś Dakar jest tak wyżyłowany, że liczy się każda sekunda.

A pamiętasz stary Dakar bez satelitów, elektroniki, ledwo żywi, brudni organizatorzy tylko w ciężarówkach, bez samolotów? Dziś - bez strachu o śmierć z pragnienia, z watahą helikopterów nad tobą, kamerami TV na każdej wydmie - trochę przypomina jarmarczny show...

Peterhansel: Takie są czasy. Elektronika zabiła przygodę. Ale przyniosła bezpieczeństwo. Organizator "przez satelitę" widzi wszystkich. Reaguje sto razy szybciej. Ale w tym rokubardzo ograniczono pomoc satelitów dla zawodników. Więc stary Dakar nie całkiem umarł.

Ten niby łatwiejszy Dakar przyciąga nowych ludzi. W tym największe gwiazdy zwykłych rajdów - choćby Sainza czy McRae. I nie mogą z tobą wygrać. Są za wolni?

Peterhansel: Nie! Za szybcy! W zwykłych rajdach jedzie się absolutnie na maksa. Ale przez 15 minut. Oni zaczynają bardzo szybko. Jak biegacz na 100 metrów. A jeden odcinek na Saharze to 7 godzin! Biegowo trzy maratony! Trzeba myśleć, rozkładać siły, dbać o sprzęt.

Ostatni Dakar przejdzie do historii wszech czasów. Przegrałeś wszystkie odcinki, a wygrałeś rajd...

Peterhansel: Ano właśnie. Tam gdzie było trzeba - minimalnie przegrywałem. Codziennie z innym "harcownikiem". Potem oni stali przy połamanym sprzęcie, a ja jechałem dalej. W Dakarze poszczególne bitwy nie mają znaczenia. Liczy się tylko ten, kto wygra całą wojnę. W tym roku cały świat wieszał na mnie psy, "że chyba przegram, a Mitsubishi jest za wolne". Nie przegrałem. A Mitsubishi wjechało do Dakaru jako pierwsze. Siódmy raz z rzędu. Ale łatwo nie było. Konkurenci są tuż tuż. Bez mocnych konkurentów byłoby nudno.

Ale jakaś straszna plotka mówi, że Dakar ci się znudził. Że chciałbyś podciągnąć tylko do 10 zwycięstw, "oddalić się od Schumachera" i przejść na wcześniejszą emeryturę...

Peterhansel: To prawda. Całe życie się ścigam. Albo mnie ścigają. Codziennie. Cały rok. Wygrywanie jest fascynujące. Ale przychodzą refleksje. Wspomnienia trudnych momentów. Choćby parę zakrętów w Polsce. To się chyba nazywało... Karpacz i Jelenia Góra. Dawne czasy. Oczywiście, jechałem motocyklem. Chętnie odwiedziłbym takie miejsca, a nie ma kiedy. Przychodzą też poważne refleksje, ile razy było "na granicy", było "o włos". Ilu kolegów zginęło. To był jeden z powodów, że przesiadłem się z szalonego motocykla do "zadaszonego" samochodu. Z potężną klatką, z pasami bezpieczeństwa.

Więc Dakar to ciągle fan czy tylko praca i obowiązek?

Peterhansel: Oczywiście, że jeszcze fan. Ale też jedyna moja praca. Muldy i wertepy, testowanie samochodu - cały rok na okrągło. Poza Saharą jest jeszcze parę ciekawych miejsc na świecie. Podobno, bo nie byłem tam.

Wyobrażasz sobie świat bez Sahary?

Peterhansel: Nawet nie wiem, ale chcę spróbować.

Zdjęcia: Maciej Struk, Mitsubishi

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Stephane Peterhansel, pogromca Sahary, absolutnie najlepszy kierowca w historii Rajdu Dakar opowiada Julianowi Obrockiemu o swoim pustynnym życiu.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij