Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Szymon Kołecki – tylko złoto

Moc uczuć. Olimpijski medalista z Sydney i Pekinu - ciężarowiec Szymon Kołecki - okazuje się kochliwym facetem. Kocha samochody.

2009-06-05
Szymon Kołecki Ciężary i lektury, zwłaszcza książki historyczne, zabierają Szymonowi podobną ilość czasu. To duża sztuka żyć tak intensywnie.

Szymon Kołecki lubi samochody?
Prawdziwy, normalny facet kocha sport i samochody. No i jeszcze coś - ja serio lubię samochody.

Wszystkie samochody?
No nie. Muszą być mocne albo ładne, najlepiej jedno i drugie naraz. I prawie zawsze czarne.

To nie zaczynałeś od malucha?
Od razu Astra GSi, na twardym zawieszeniu. Pałer 150 KM. Pełny wypas. Czarna. Bardzo nienowa, bo nie było kasy. Już piątego dnia przywaliłem głupio i mocno ją zdefasonowałem. Kupa wstydu. Ale lekcja pokory i rozumu skuteczna.

A w domu auta były?
Jestem ze wsi, więc w domu był maluch, potem duży Fiat. Nie były to auta porywające. Ojciec ciągle przy nich dłubał. Od tego czasu nie kupuję aut na "F" - Fiatów, Fordów i... francuskich.

Ale Ferrari jest na "F"...
Nie wsiadłbym do Ferrari! To taki nażelowany gadżet dla nażelowanych gogusiów. Mam tylko kłopot, bo Ford Mustang Shelby GT jest na "F". A to fajna bryka.

Pomagałeś ojcu dłubać przy maluchu?
Nie jestem garażowym dłubaczem. Ojciec potrafił sam złożyć traktor, bo nie można było kupić. Potem dorabiał za granicą i przywoził mi wypasione fury - takie nieduże, na baterie. Ale miałem kolekcję!

A lubisz wypasione, stuningowane auta na ulicy?
Zdecydowanie nie. Przerysowany jarmarczny tuning mnie nie kręci. Oryginał jest bardziej szlachetny. Ale parę podkręconych koni pod maską? Czemu nie.

Kochasz swoje poszczególne auta?
Bardzo się przywiązuję. Zajeździłem kiedyś stare Audi 100, więc je sprzedałem. Facet je ponaprawiał, a mi się zrobiło smutno i odkupiłem je z powrotem.

Chyba od dziecka żyjesz za kierownicą...
Ojciec nie pozwalał na nielegalki. Ale u nas, w małym Wierzbnie, podnoszenie ciężarów jest najważniejsze. Zostałem ciężarowcem na początku podstawówki! A starsze chłopaki na trening przyjeżdżały maluchem. Kluczyki były w szatni. No to odpaliłem i pojechałem. Bez ofiar. Autem trenera kiedyś też.

To ojczyzną Twoich ciężarów jest Wierzbno?
Tak. Polskie ciężary to od lat legenda, złote medale. Ale żaden z tych medalistów nie pochodził z dużego miasta. Polskie ciężary to małe wioski, małe salki i stodoły. I wiejski upór. Tam nie było kortów. W tenisa grają miastowi. A symbol polskiej wsi to sobotnia zabawa. Tam lepiej być ciężarowcem niż tenisistą czy mistrzem PlayStation. Na wsi prawdziwy facet to silny facet. Nie obraża mnie jak ktoś w ciężarowcu widzi osiłka. Mnie nikt nie zaczepia, więc to bezpieczny sport. Blokersi mnie szanują. W podstawówce jeden kolega mnie nie szanował. Już wtedy miałem wyniki, a on o tym nie wiedział. Po lekcjach zażądał "solówki" bez świadków. Nie uderzyłem go, ale podniosłem i za szmaty powiesiłem na jakimś haku.

To jak patrzysz na rajdy, Formułę 1 czy Kubicę?
To nie sporty siłowe... Kibicuję, ale bez szaleństwa. Bardziej rajdom, niż jeżdżącej w kółko Formule. Znam Kuzaja, dobrze znam Piotrka Maciejewskiego i z nim trochę jeżdżę wyczynowo. Nie boję się, może byłbym dobrym pilotem. Mieszkam w Ciechanowie, więc oglądam Rajd Warszawski. Ale przede wszystkim świetnie znam króla polskich rajdów Francuza Bryana Bouffiera i jego pilota Xaviera Panseri. Gramy razem w piłkę.

Dobry jesteś w piłkę kopaną?
Niezły, jednak mało gram, bo przez ciężary mam kłopoty z kolanami. Ale mecze charytatywne gram ostro.

To po zakończeniu ciężarów będą rajdy?
Chyba nie. Bo świetny już nie będę. A nie cierpię robić coś byle jak. Ale małe rajdy amatorskie mnie kręcą i chyba wreszcie zrobię licencję. Może jakiś Rajd Barbórki... Jeżdżę sprawnie i lubię jeździć. Sprawia mi to radość. A to ważne. Czekam na zimę i trenuję, czasem na lodzie. Chciałbym umieć więcej. Psychikę mam dojrzałą, na stresy odporną. Jak coś mnie spotka na drodze, to nie panikuję, ale walczę do końca. Z paru ciężkich sytuacji się wybroniłem.

Sam też czasem sprowokujesz coś głupiego na drodze?
No zdarzyło się. Przez muzykę! Kocham muzykę. W aucie też. To daje i koncentrację, i dekoncentrację. Można się zasłuchać i czegoś nie dostrzec.

Co znaczy w aucie też?
Bo ja podnoszę ciężary w rytm muzyki! Serio! Ostre ciężary to ostra muzyka. To waży, więc muszę mieć duże auto, bo na zgrupowania zabieram kupę sprzętu muzycznego.

Jaka to muzyka?
Dynamiczna, rytmiczna, więc głównie rock.

To zestaw audio w aucie masz ekstra?
A właśnie że nie. Mnie kręci muzyka, a nie wkuwanie na pamięć danych technicznych sprzętu.

W ciężarach superważna jest koncentracja. W rajdach też. Miałbyś łatwiej...
To podobna koncentracja. U mnie to połowa wyniku, ale jest paru ciężarowców podnoszących tylko mięśniami, a nie głową. W ciężarach, tak jak za kierownicą, wyniku się nie poprawia. Spieprzysz podejście lub zakręt i walniesz w drzewo, to przepadło. Spaprane to spaprane, rozbite to rozbite. Piłkarz spieprzy, a za chwilę może strzelić 10 goli.

TWARDZIEL I MISTRZ

Szymon Kołecki - wybitny ciężarowiec w kategorii 94 kg, wicemistrz olimpijski z 2000 i 2008 roku, wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy. Urodził się 12 października 1981 r., na Dolnym Śląsku. Jego karierę sportową przerwała ciężka kontuzja kręgosłupa. Po operacji powrócił z sukcesem do ciężarów. W 2008 r. wygrał rocznicowy "Wielki test z historii" organizowany przez TVP, pokonując wielu artystów, polityków i dziennikarzy.

Podpierasz się psychologami?
Nigdy. Sam tym steruję. Mam dość siły psychicznej. Potrafię miesiącami, np. przed olimpiadą, budować w sobie sportową złość i potrafię, jak w samochodzie, skupić się tuż przed startem. U mnie ostatnia minuta to świętość.

Słyniesz ze sportowej złości. Parę razy cały świat to zobaczył...
Ale nigdy nie złoszczę się na przeciwników, tylko na siebie. Jak coś spieprzę, to przez sekundę jestem nieobliczalny. Najczęściej to gesty bokserskie. Jest z tym kłopot, bo potem jest coś do remontu. A bez rękawicy bokserskiej dochodzi pokaleczona ręka. Ale na drodze się nie złoszczę, umiem jechać bez emocji. Jestem mężem i ojcem. To odpowiedzialność.

Życie bez mandatów?
A to inna sprawa. Kolekcjonuję punkty i już trzy razy straciłem prawo jazdy i musiałem, bez taryfy ulgowej, od nowa zdawać egzamin. Ale były to punkty nie za zachowanie na drodze czy konkretne zagrożenia, ale za fotoradary. Te zarobkowe, które stoją nie tam gdzie jest niebezpiecznie, ale w szczerym polu, gdzie dają kasę.

A jak oceniasz ruch drogowy w Polsce?
Głupio zorganizowany, do tego złe oznakowanie. Nie wszystkiemu są winni kierowcy. Jakoś nasi za granicą nie powodują dużo wypadków.

A polskie drogi?
Są straszne. Bo nikt za to nie odpowiada. Moją Astrę GSi sprzedałem przez dziury na drogach. Miała twarde zawieszenie i cierpiała na dziurach strasznie, a mój kręgosłup ciężarowca razem z nią. Potem długo miałem stare Audi 100, miękkie jak kanapa. Teraz mam Audi A8. Oczywiście nienowe, ale komfort ekstra. Rajdówka to to nie jest. Ale gdybym był bogaty, to zbudowałbym sobie wielki garaż, a w nim stałoby np. 8 aut - ze dwa Audi, S6 i S8, Mustang, Dodge Challenger, jakaś duża amerykańska ciężarówka, amerykański van do zabierania znajomych na grilla, Lancer Evo do treningu i Audi Q7 dla żony.

To chciałbyś być trochę celebrytą?
Nie. Spotykamy się przecież na odludziu, gdzie trenuję sam. Ale popularność to radość, zwłaszcza że moja popularność oparta jest na szacunku. To miłe. To nie tania żałosna popularność polityków. Pasjonuję się polityką, ale nie chodzę na wybory. Nie ma u nas postaci na miarę historycznych mężów stanu.

Sensacją było Twoje zwycięstwo w wielkim turnieju wiedzy historycznej. Profesorska wiedza, a nie jesteś historykiem...
Historia jest fascynująca. Ale nie daty, lecz wielkie postacie historyczne. Ich problemy, dylematy. Trochę nakręcił mnie w tę stronę mój stały trener, Gruzin, który jak chce mnie zdopingować, opowiada, a umie, o wielkich wodzach, wielkich zwycięstwach. Czytam o tych ludziach, podziwiam ich. Potem patrzę na naszych politycznych karzełków i nie idę na wybory.

Kto musiałby kandydować, żebyś poszedł?
Chociażby Piłsudski, Kusociński, Hubal. Na pewno Zawisza Czarny - to był polityk, sportowiec i fighter turniejowy. Głosowałbym na Wojtyłę. Wolę postacie historyczne od współczesnych. Korzystam z postaci historycznych. Dużo się od nich uczę, a uczyć się warto. To taniej niż robić błędy.

Podziwiasz zwycięzców. A jesteś królem srebrnych medali...
Bo drugie miejsce to porażka. Smakuje tylko złoto.

Rozmawiał: Julian Obrocki,
Zdjęcia: Mariusz Barwiński

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Moc uczuć. Olimpijski medalista z Sydney i Pekinu - ciężarowiec Szymon Kołecki - okazuje się kochliwym facetem. Kocha samochody.
    auto motor i sport, 2009-06-05 10:36:30
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij