Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Wielki nieobecny

Tego najstarsi kibice nie pamiętają. Nieobecny na Rajdzie Australii lider klasyfikacji MŚ Sebastien Loeb zdobył tam kolejny tytuł. O ironio, rękami największego konkurenta - Marcusa Gronholma.

2006-11-29
Rajdy Młody Fin - Mikko Hirvonen - odniósł swoje pierwsze w życiu zwycięstwo. To drugi mocny punkt w ekipie Forda.

A wszystko zaczęło się w przydomowym ogródku. Po Rajdzie Cypru wygranym, a jakże, przez najlepszego obecnie kierowcę rajdowego na świecie Sebastiena Loeba (Citroën) tenże, po powrocie do domu tak szalał z radości na rowerze, że połamał w drobny mak rękę. A jak Schumacher (onegdaj) był jedynym kandydatem do kolejnego rajdowego tytułu. Kalkulatory poszły w ruch. Wyszło, że jeśli Marcus Gronholm (Ford), jedyny kierowca na świecie, który potrafi skutecznie "postawić się" Loebowi, wygra wszystkie rajdy do końca roku (a Loeb nie wydobrzeje), to zostanie mistrzem. Pierwszym testem miał być Rajd Turcji.

Bezsilny Citroën do auta Loeba wsadza wielką gwiazdę - samego Colina McRae. Nie pomogło. Wyrwany z domu, nierozjeżdżony Colin nie potrafi przeszkodzić Finowi. Gdy podchodzę do Szkota na przerwie, w milczeniu macha ręką. Powroty na szczyt to sztuka niełatwa. Gronholm wygrał jak chciał. W Citroënie panika, bo drugi w tym rajdzie jest giermek Gronholma, świetny młody Hirvonen, i Ford nagle, a niespodziewanie, ale zdecydowanie, obejmuje liderowanie w klasyfikacji zespołowej. Nieszczęśliwie zakończył się też turecki start jedynego polskiego rodzynka w tym rajdzie i jedynego naszego juniora liczącego się w MŚ - Michała Kościuszki. Jego przygotowywane w Czechach Suzuki nie było pozytywnie nastawione do tej imprezy. Mechanicy nie bardzo ogarniali temat i Michał wrócił bez punktów. Po trzech nieudanych rajdach wreszcie punktuje Skoda. Co prawda rozbija Fabię Kopecki, ale pozostała trójka - Duval, Aigner i Rovanpera osiąga metę w dobrym zdrowiu.

W Turcji Gronholm wykonał plan, więc w drodze do Australii (następna runda) tematem były wyłącznie wieści od ortopedów próbujących "poskładać do kupy" połamanego Loeba. Usłyszane "na razie żadnych szans" oznaczało, że jeśli Gronholm znowu wygra (a powinien) Citroën nie kombinuje już z McRae. W składzie "swoi" - Pons i Sordo.

Wszystko rozpoczyna się jak należy. Dwa prologi - oba gładko wygrane przez Gronholma (ale Hirvonen drugi!) - wskazują, że plan Forda sięgnięcia w tym roku nawet po obie korony jest realny. Na starcie z powodów osobistych nie staje Leszek Kuzaj. Następnego dnia rajd rusza w prawdziwy australijski busz. I już po dwóch minutach sensacja nad sensacjami. Jedyny kandydat do wygrania tego rajdu "troszkę krzywo" wjeżdża w zakręt - rów, krzaki, salto, jazda na dachu. Oczywiście Gronholm nie takie przygody miał w życiu, a Ford WRC to auto absolutnie niezniszczalne, ale wołanie na aborygenów, stawianie posiniaczonego auta na koła, szukanie wyjazdu na drogę trwa 10 minut, więc konkurenci znikają za horyzontem. Mocno obity Ford ledwo jedzie, a do serwisu daleko. Gronholma "wyprzedzają wszyscy". Ale jedzie. Na szczęście (zespołowo) dla Forda na czele nie któryś z Citroënów (Sordo właśnie został w buszu ze zdemolowaną skrzynią biegów), ale oba Subaru (miejscowy Atkinson przed Solbergiem). Jednak też tylko na chwilę, bo podniecony liderowaniem Atkinson wjeżdża w jakąś kupę chrustu, od rozpalonej rury wydechowej zapala się busz (załoga ledwo uszła z życiem) i liderem jest Hirvonen. Fordem!

Gronholm dojeżdża do serwisu. "Ortopedzi" Forda są szybsi od ortopedów Loeba, a i blizny na samochodzie można łatwiej zaklajstrować i Fin rusza w opętańczy pościg za peletonem. Wpierw idzie to różnie (kłopoty z przyklejoną byle jak plastrem szybą), ale potem Gronholm jedzie jak burza. Ciut wolniej drugi Ford - Hirvonen nie może rozbić auta i daje się wyprzedzić ostro jadącemu Subaru Solberga. Ale potem lideruje ponownie. Jednak wszyscy przeliczają czasy Gronholma na pozostałe do mety kilometry. Bo na mecie Gronholm na pewno zdobędzie mistrzostwo świata. Ale dla siebie czy dla - Loeba? Liczby są okrutne. Nie zdąży! Dojeżdża jako piąty. W dodatku nie dogonił jednego z Citroënów (Pons). Dotknięcie kołami mety oznacza wybuch radości siedzącego przed komputerem na drugiej półkuli Loeba. Łzy bezsilności ociera Fordowi młody Hirvonen. Wygrywa rajd, pierwszy raz w życiu, a więc umacnia Forda w ciągle nierozstrzygniętej klasyfikacji zespołowej. Ale indywidualnie królem Loeb.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: autor i producenci

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Tego najstarsi kibice nie pamiętają. Nieobecny na Rajdzie Australii lider klasyfikacji MŚ Sebastien Loeb zdobył tam kolejny tytuł. O ironio, rękami największego konkurenta - Marcusa Gronholma.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:55
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij