Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Zielony ląd

Sportowe coupé z Irlandii Północnej? Czemu nie. To tutaj powstał DeLorean DMC 12. Przemierzamy nim trasę z Belfastu do Londonderry.

2008-02-14
Irlandia Stromy zjazd w kierunku słonecznego Cushendun.

Wszędzie, gdzie się zatrzymujemy, wokół naszego coupé zbiera się ciekawski tłumek, podczas gdy niezmordowany Rob Lamrock snuje opowieść o irlandzkim wynalazku. Rob całym sercem i duszą jest zaangażowany w klub DeLoreana, prowadzi światowy rejestr i co cztery lata organizuje najważniejszy zlot tej marki. Gdzie? Oczywiście w Belfaście, na jego nieco podupadłych zachodnich przedmieściach - w Dunmurry. Właśnie tam John Zachary DeLorean zbudował jedyne do tej pory seryjne auto z nadwoziem ze stali nierdzewnej, przeznaczone w pierwszym rzędzie na rynek północnoamerykański. Auto zaprojektował nie kto inny jak Giorgetto Giugiaro, korzystający z inżynierskich rozwiązań Lotusa.

Wsiadamy z Robem do auta przez charakterystyczne, podnoszone do góry drzwi zwane "skrzydłami mewy" i udajemy się do dawnej fabryki, która niegdyś dawała pracę i chleb załodze liczącej 2700 osób. Wielka Brytania zainwestowała w stworzenie nowych miejsc pracy 135 milionów funtów. Wyprodukowano jednak tylko 8600 samochodów. Od tamtej pory DeLoreana spowija mieszanina legend i półprawd, ale także bezkrytycznego zachwytu nad marką i jej, zmarłym w 2005 roku, szefem.

Teren poważnie zadłużonej fabryki po niechlubnym końcu żywota firmy został podzielony na działki; w dawnym budynku głównym dzisiaj produkuje się felgi z lekkich stopów. W sąsiedniej fabryce robotnicy gromadzą się przy płocie i spoglądają na drugą stronę. Jeden z nich wyciąga z kieszeni starą legitymację służbową: Michael Downey kiedyś pracował w zakładach DeLorean przy taśmie - i tak jak wszyscy pozostali, w 1982 roku stracił pracę.

Na wschodnim krańcu dawnego terenu fabrycznego kryje się w chaszczach dojazd do dawnego toru, gdzie przeprowadzano próby prędkości. John DeLorean wysyłał rajdowców-amatorów na irlandzkie drogi, ale także zaangażował zespół zaprawionych w boju kierowców, którzy sprawdzali możliwości samochodu na liczącym pół mili torze mającym nawet zakręt nachylony do płaszczyzny drogi.

Tuż za torem testowym rozciąga się niewielki park, w którym stoi samotny budynek - dawny dom gościnny DeLorean Motor Company (DMC). Właściwie miał tu mieszkać sam szef, o dość romantycznym usposobieniu - ale wolał codziennie przylatywać prywatnym samolotem z Londynu. Jako powód podawano grożące nieustannie niebezpieczeństwo porwania przez IRA. Dziś budynek spełnia rolę pensjonatu typu bed-andbreakfast. Liczba gości rośnie bowiem nieustannie, i to nie tylko ze względu na motoryzacyjne atrakcje.

Belfast to dziś gwałtownie rozwijające się miasto; Irlandia Północna pod względem jakości życia w niczym nie ustępuje korzystającemu z licznych dotacji unijnych Południu. Stolica brytyjskiej części wyspy tętni życiem, jak okiem sięgnąć powstają nowe obiekty, a stare są remontowane. Potężne billboardy przypominają o tym, że to właśnie w Belfaście w 1912 roku zbudowano Titanica i jego siostrzaną jednostkę pod nazwą Olympic. Stocznia i dźwigi znajdują się dziś pod opieką konserwatora zabytków.

Nieco dalej na wschód od centrum miasta, w drodze do budynku parlamentu, rozciąga się Hollywood - i właśnie tam znajduje się jedno z najbardziej interesujących muzeów na świecie - Ulster Folk and Transport Museum. Podobnie jak w placówce im. Henry'ego Forda w amerykańskim Dearborn, muzeum komunikacji koegzystuje tu pokojowo z muzeum etnograficznym. Głównym obiektem hołdów jest oczywiście DMC, czego wyrazem jest wystawiony dawny samochód testowy oraz kompletne podwozie zbudowane ze stali i tworzywa sztucznego, pokryte panelami ze stali szlachetnej.

Na uliczkach i wokół domów pobliskiego skansenu tłoczy się dzieciarnia, widać jednak, że jej zainteresowanie srebrnym sportowym autem jest większe niż drewnianym pojazdem w remizie. Szefowa muzeum Louise Willis radzi nam wybrać się któregoś dnia w stronę wybrzeża, a potem dalej do Londonderry - wszystkiego razem 250 km.

Ale jakież są to kilometry! Cudowna, pełna zakrętów i miejscami ekstremalnie wąska droga, na której czasem trzeba się cofnąć, aby uniknąć czołowego zderzenia z pojazdem nadjeżdżającym z przeciwka. 132 konie 2,9-litrowego silnika V6 mają tu co robić, nie brakuje bowiem pagórków do pokonania. Skala prędkościomierza kończy się na 85 milach na godzinę (czyli 140 km/h) - zgodnie z amerykańskimi przepisami. W rzeczywistości auto osiąga prawie 220 km/h.

Droga prowadzi przez cały czas brzegiem morza, w niektórych miejscach widać Szkocję, oddaloną o zaledwie 20 km. Carrickfergus, Larne, Ballygalley, Glenarm - to kolejne miejscowości wtopione w malowniczy krajobraz. Śmieszne małe porciki i mroczne, wyglądające na bardzo stare kamienne domy zdobią niemal każdą wioskę. Koło Carnlough od głównej trasy odchodzi droga prowadząca do położonego nieopodal wodospadu.

Tutaj znajduje się bodaj najpiękniejszy kawałek trasy, wysunięty najdalej na północny wschód Irlandii - wąski 20-kilometrowy odcinek do Ballycastle. Docieramy na wybrzeże Causeway, z malowniczym portem Ballintoy i niewielką wyspą Carrick-a-Rope, na którą można się dostać jedynie pieszo, po kołyszącym się wiszącym mostku.

Meta tego odcinka znajduje się nieopodal Giant's Causeway - pomnika przyrody najwyższej klasy: dziesiątki tysięcy bazaltowych słupów wpadają w dziko spienione morze. Powyżej, na stromym brzegu, stoi Causeway Hotel, sprawiający wrażenie nieco przykurzonego. Tu przesiadamy się do innego samochodu, Rob musi wracać do domu, a swoim DMC 12 przyjeżdża jego klubowy kolega Brian Hamilton.

Po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów w głąb lądu, docieramy do niewielkiej miejscowości o nazwie Bushmills, gdzie znajduje się słynna na cały świat destylarnia whisky. Wąska jezdnia wije się wśród pagórków, a czas zdaje się stać w miejscu. Wracając na wybrzeże mijamy ruiny Dunluce Castle, które 400 lat temu było sceną makabrycznego zdarzenia: runęła wtedy do morza tylna część pałacu, a wraz z nią kuchnia z inwentarzem oraz kucharzami. Niedaleko stąd znajdują się dwa spośród najsłynniejszych pól golfowych - Castlerock Club i Royal Portrush.

Jedziemy przez Portrush i Coleraine. Cel naszej podróży jest już blisko: to Londonderry, z jego starannie zachowanymi murami obronnymi, przez miejscowych w skrócie nazywane Derry. Tuż za nim przebiega nieoznakowana dzisiaj granica. Tylko drogowskazy z kilometrami zamiast mil i waluta - już nie funty, lecz euro - świadczą o tym, że współczesna Irlandia ciągle jeszcze nie jest jednością.

Ale, jak się wydaje, nikomu to nie przeszkadza. Wyspa gwałtownie się rozwija, a mimo to udaje się jej zachować wyjątkowy urok, przyciągający co roku setki tysięcy turystów. Prawdopodobnie jednak, niezależnie od wszelkich nowych inwestycji przemysłowych, zabraknie tu tego, o czym marzył John De- Lorean - własnej, niezależnej produkcji samochodów.

Świadkami tamtych czasów są wyprodukowane w tutejszych zakładach auta; tylko 50 z nich odnalazło drogę powrotną do Irlandii (w Polsce jest ich pięć). No i oczywiście do filmu Stevena Spielberga "Powrót do przyszłości", w którym DMC 12 wciela się w rolę wehikułu czasu. Gdy pod koniec lat 80. ten film wszedł na ekrany kin, DeLorean dawno już należał do przeszłości.

IRLANDIA PÓŁNOCNA

RADY DLA PODRÓŻUJĄCYCH PO BRYTYJSKIEJ CZĘŚCI WYSPY

PODRÓŻ: Najprościej samolotem tanich linii lotniczych - do Belfastu można dolecieć z Warszawy, korzystając np. z usług linii WizzAir (cena biletu - do ok. 400 zł); przelot z Warszawy do Dublina, liniami RyanAir, kosztuje około 420 zł; z Dublina do Belfastu dojedziemy samochodem już w dwie godziny. Aby wjechać do Irlandii Północnej, wystarczy dowód osobisty, między Republiką i Irlandią Północną już od dawna nie ma kontroli granicznej. Samochód należy zamówić w wypożyczalni z wyprzedzeniem. Najlepszy czas na podróż do Irlandii to okres od maja do października.

POBYT: W Irlandii Pół- nocnej znajdziemy bardzo wiele hoteli i pensjonatów w każdej grupie cenowej. Kto chce bliżej poznać kraj i ludzi, powinien sobie poszukać małego, rodzinnego hoteliku. Dwie rekomendacje dla smakoszy: prowadzony przez Mary Hughes "Warren Guesthouse" (z lewej) w Belfaście- Dunmurry, który do 1982 roku był domem gościnnym DeLorean Company oraz widowiskowo położony koło Giant's Causeway "The Causeway Hotel".

WARTO ZOBACZYĆ: Irlandia jest generalnie godnym polecenia celem podróży - ale potrzeba na to sporo czasu. Pada często, ale nie codziennie, latem bywa bardzo gorąco. Na północy warto odwiedzić oczywiście Belfast z jego muzeami, pubami i koncertami. Na pewno warto pojechać trasą wzdłuż wybrzeża w kierunku Londonderry - a także zrobić wypad w głąb wyspy. Do krótkich wycieczek zapraszają także liczne jeziora, nad którymi często rozciągają się ruiny zamków. Amatorzy golfa poczują się w Irlandii Północnej niczym w raju - słynne "zielone pola" to Castlerock Club i Royal Portrush.

Tekst: Eberhard Kittler
Zdjęcia: Reinhard Schmid, Tourism Ireland

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Nudny ten artykul...Sam juz nie wiem, czy to pismo motoryzacyjne, czy folder biura podrozy?Samochod super i dzieki Zemeckisowi owiany juz legenda... Powinien tu byc fajniejszy opis auta, a nie bla-bla o Irlandii.Artykul do bani!
    ~Seti, 2008-02-15 10:32:49
  • avatar
    zgłoś
    Sportowe coupé z Irlandii Północnej? Czemu nie. To tutaj powstał DeLorean DMC 12. Przemierzamy nim trasę z Belfastu do Londonderry.
    auto motor i sport, 2008-02-14 15:15:37
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij