REKLAMA

BMW X5 – powiew świeżości

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 446 000 PLN
Dostępne nadwozia: suv-5
SPRAWDŹ OFERTY

X5 dostanie nowe zderzaki, inspirowane tymi z modelu X5 M, zmienione felgi aluminiowe, reflektory przednie z ringami LED i lampy tylne wykonane w technologii LED.

W kabinie znajdzie się system iDrive z 6,5-calowym ekranem, a na listę wyposażenia dodatkowego trafią m.in. aktywnie wentylowane przednie fotele, podgrzewana kierownica, przeszklony dach, czy czterostrefowa klimatyzacja. X5 może być też wyposażone w skrętne światła, czujniki parkowania, kamerę cofania i aktywny tempomat.

Pod maską 3-litrowy benzynowiec ustąpił miejsca swojemu młodszemu bratu z turbosprężarką, który produkuje 302 konie mechaniczne mocy i 400 niutonometrów momentu obrotowego. Tak uzbrojony SUV przyspiesza do 100 km/h w 6,8 sekundy, a jego prędkość maksymalną określono na 235 km/h. Średnie spalanie producent określa na 10,1 l/100 km, a emisję CO2 na 236 g/km.

Drugi z benzynowców, jakie siedzą pod maską aktualnej wersji modelu, to jest 4,8-litrowy silnik V8 zastąpiony zostanie podwójnie uturbioną jednostką o pojemności 4,4 litra, 402 koniach mechanicznych mocy i 600 niutonometrach momentu obrotowego. Ten silnik pozwala na przyspieszenie do setki w 5,5 sekundy i rozpędza auto do 250 km/h. Średnie spalanie według danych producenta wyniesie 12,5 l/100 km, a emisja CO2 292 g/km.

Pod maską odświeżonego X5 zobaczyć można również dwie jednostki wysokoprężne. W wersji xDrive30d będzie to 3-litrowy diesel z jedną turbosprężarką, produkujący 241 koni mechanicznych mocy i 540 niutonometrów momentu obrotowego. Jego prędkość maksymalna to 222 km/h, przyspiesza do setki w 7,6 sekundy, a pali przeciętnie 7,4 l/100 km, emitując przy tym 195 gramów CO2 na każdy przejechany kilometr.

Ostatnią wersją silnikową jest xDrive40d, która również będzie wyposażona w 3-litrowego diesla, ale o dwóch turbinach. 302 konie i moment obrotowy na poziomie 600 niutonometrów rozpędzą X5 w tej wersji do maksymalnie 236 km/h, pierwszą setkę "załatwią" w 6,6 sekundy i zadowolą się średnio 7,5 l/100 km, emitując przy tym 198 gramów CO2 na każdy przebyty kilometr.

Wszystkie jednostki będą standardowo sprzężone z 8-biegową skrzynią automatyczną, którą mogliśmy dotąd oglądać w modelach 760 Li oraz 5 GT.

Premiera X5 zaplanowana jest na kwietniowe New York Auto Show. Niedługo potem auto pojawi się w salonach w USA, a na sprzedaż w Europie poczeka do czerwca.

Póki co zapraszamy do zwiedzenia obszernej galerii zdjęć i obejrzenia materiałów wideo.

 

 

REKLAMA

REKLAMA

Kierujemy się więc drogą regionalną do Lambesc - kilkutysięcznej mieściny nieopodal Aix-en- Provence - i tam rozbijamy obozowisko w typowym, prowansalskim, parterowym domku z basenem. Tu przez 2 tygodnie będzie nasza baza wypadowa. W miejskim centrum turystyki pobraliśmy kilogramy broszur, folderów, przewodników i planujemy następne ruchy. Wizyta w takim centrum ociera się o mistyczne przeżycie - uprzejma pani przepytuje Cię, królu podróżników, o hobby i zainteresowania, a potem daje w prezencie kilkanaście pięknie wydanych książeczek. Pasjonujesz się sztuką winiarską - hyc, i masz już atlas wszystkich winnic w okolicy; może malarstwo - proszę, oto wykaz muzeów i okolicznych tropów, które zostawili van Gogh czy też Cézanne; a może coś dla ciała - już leży lista wszystkich targów w Prowansji, gdzie spróbujesz najlepszych kozich serów z Banon lub lokalnej tapenade. I tak ze wszystkim: hippika, golf, wspinaczka, tenis, nurkowanie, żeglowanie, błogie nicnierobienie - Prowansja jest przygotowana na każdy kaprys i na wszystko ma folderową odpowiedź.

Decydujemy się zacząć od wizyty w Aix, a potem - nad morze do Cassis. Turystyczne szaleństwo już minęło, nieprzebrane miliony z lipca i sierpnia wróciły z urlopu do domów, upał już nie zabija ptaków w locie, S-Max nie skąpi nam wygód, siedzi się w nim wręcz po królewsku - żyć nie umierać. Po drodze do Aix mijamy, przecięte szosą na pół, urocze St-Cannat i zupełnie zjawiskowe, położone na wzniesieniu i górujące nad otoczeniem, Eguilles. One wszystkie, podobnie jak cała Prowansja, pamiętają Juliusza Cezara i początki naszej ery. Samo Aix wspaniałe: przestronne i pełne oddechu na deptakach obsadzonych przemyślnie platanami, ale też pełne wąskich, małych, zacienionych uliczek, przypominających bardziej architekturę Orientu. Jakie, skądinąd, trzeba mieć zaufanie do Historii (i następnych pokoleń planistów), by sadząc drzewo być pewnym, że za 200, ba, czasem 300 lat, ono nadal będzie rosło w tym samym miejscu!

Nasz Ford gustuje w długich podróżach i żadnych przykrych niespodzianek nam nie zgotował dotąd. Ruszamy więc nad morze, do Cassis, podziwiać słynne Les Calanques. To jakby prowansalskie fiordy - wrzynające się w białe, piaskowe skały wybrzeża, długie jęzory lazurowej, morskiej wody. Do niektórych jest dostęp jedynie od strony morza, ale port w Cassis pełen jest stateczków do wynajęcia - godzina ok. 15 euro. Postanawiamy, trzymając się nabrzeża, wpaść do Marsylii i spróbować słynnej w świecie - jeżeli nie najsłynniejszej - rybnej zupy bouillabaisse. To właśnie o niej napisano, że jest powodem, dla którego Bóg stworzył rybę - nie ma wielu potraw, które mogą się poszczycić taką opinią. Przepisów na nią (oczywiście, jedynych i oryginalnych) jest pewnie tyle, co restauracji ją serwujących, ale my wybieramy legendę prowansalskiej kuchni, restaurację Le Miramar leżącą w samym porcie. To było mądre posunięcie. Z braku poetyckich zdolności powiedzmy tylko, że była pyszna. Prawie tak samo, jak towarzysząca jej butelka schłodzonego, białego, wytrawnego Châteauneuf-du-Pape, legendy lokalnych winnic. To właśnie ona zainspirowała nas do planu na następny dzień: Avignon, pałac papieży, słynny most i, oczywiście, papieskie winnice. Wznosimy toast "Prowansjo, trwaj!" i zamawiamy jeszcze jedną butelkę.

Tekst: Marek Girulski
Zdjęcia: Jacek Heliasz

zobacz galerię

Zobacz także:

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA