REKLAMA

Malownicze trasy – na ukraińskiej riwierze

Niewiele jest już miejsc na świecie, gdzie w eleganckim lokalu można zamówić chlebowy kwas zamiast coca-coli. Spróbuj raz inaczej - nie Rzym, ale Krym. I nie palcem po mapie czy internetem, ale samochodem.

Ukraina, Krym, Podróże,  Skoda, Fabia
Przepiękna Riwiera Krymska – zachwyciła nie tylko Mickiewicza. Skaliste góry przeglądają się w błękicie Morza Czarnego
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 56 450 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5, kombi-5
SPRAWDŹ OFERTY

 

W okowach owczego pędu i powszechnej łatwizny (a wyrwać się niełatwo) powielamy ciągle te same kierunki urlopowych peregrynacji. Ale normalizacja wielu dotąd "niepewnych" miejsc na świecie otwiera nowe, ciekawe, nietypowe, a niedrogie możliwości. Chociażby Krym, z jego pięknymi kurortami godnymi Lazurowego Wybrzeża. Nie jest więc potrzebne terenowe auto. Ja wybrałem Skodę Fabię.

Są jeszcze miejsca na świecie, gdzie nie było pieniędzy na zabetonowanie wszystkiego. Krym - w papierach półwysep (bo można dojechać pociągiem i samochodem), ale właściwie wielka zielona wyspa pośrodku błękitnego Morza Czarnego. Na północy bezkresy Ukrainy i Rosji, na południu - amerykańskie bazy wojskowe na wybrzeżu bliziutko leżącej, a należącej do NATO Turcji. Krym to miejsce atrakcyjne pod każdym względem i ciągle dla nas ważne - to tu, a nie w Londynie czy Nowym Jorku, w malutkiej Jałcie (przepiękne miejsce) Roosevelt, Churchill i Stalin zdecydowali o polskich granicach i losach współczesnego świata.

Już od pierwszych chwil Krym zaskakuje i nie chce mieścić się w stereotypach. Wolność, konkurencja i kapitalizm wymiotły brud, niechlujstwo i dziadostwo. Nie jest to jeszcze ideał, ale przed sklepem (prywatnym!) czy na deptaku nikt nie rzuci papierka. Ruszam w objazd po Krymie samochodem (z duszą na ramieniu) i już na pierwszym skrzyżowaniu, na całkiem niegłównej ulicy zaskoczenie - pod sygnalizatorami ekraniki z sekundnikami pokazującymi czas do zmiany świateł. Urządzenie powszechne. Gdyby tak u nas... Jadąc powolutku, łapczywie jak w każdym kraju, pożeram lokalne napisy i reklamy. Dziwna mieszanka - przecież i Stalin i carat deportowali stąd na Sybir i Ukraińców i Tatarów, osiedlając Rosjan. Dziś rewitalizacja urzędowego języka ukraińskiego nie jest prosta - ulica mówi po rosyjsku, Tatarzy (ci, co przeżyli wracają i zażarcie walczą o kawałki terenu) po ichniemu, a reklamy bawią się lingwistycznymi figlami mieszając słowa rosyjskie, ukraińskie i przede wszystkim... angielskie! Pisane cyrylicą! Dotyczy to różnych treści - od czysto komercyjnych (samochody, elektronika), poprzez tematy kulinarne (a można tu zjeść i oryginalnie i niedrogo), aż po plakaty polityczne. Dla turysty ważna jest jednak nie polityka, lecz możliwość odwiedzenia w jednym miejscu wielu krajów - od starożytnej Grecji i Rzymu, przez Bizancjum, Scytów, Gotów, Hunów, Sarmatów, Chanat Chazarski i Krymski, Mongolię, aż po carat (przepiękne pałace) i dzisiejszą upadającą bazę morską niezwyciężonej armii w Sewastopolu czy dacze pierwszych sekretarzy.

Krym - informacje praktyczne
Dojazd - najprościej samolotem: dużo europejskich linii lotniczych ląduje w stolicy Krymu Symferopolu. (Ewentualnie z przesiadką w Kijowie.) Samochodem 1200 km z Przemyśla (jeśli zboczymy na nocleg do Kijowa, to trochę więcej). Możliwy dojazd pociągiem. Życie (noclegi, posiłki, zakupy) trochę tańsze niż w Polsce. Jedyna waluta w obiegu to ukraińska hrywna. Kurs stabilny - 1 złoty to ok. 2,5 hrywny. Kantorów mnóstwo. Zaopatrzenie doskonałe - kupić można wszystko. Telefony komórkowe działają dobrze. Internet też. Stolica i główne lotnisko - Symferopol. Główny port morski (w tym wojenny) to historyczny Sewastopol. Jedyny poważny przemysł to turystyka i produkcja znanych w świecie krymskich win z miejscowej winorośli. Prawie cała turystyka i wszelkie atrakcje (łącznie ze świetnie zachowanymi carskimi pałacami) koncentrują się na południowym wybrzeżu od Sudaku na wschodzie - poprzez Ałusztę, Jałtę, Foros, aż po Bałakławę i Sewastopol.

REKLAMA

REKLAMA

 

Dziś Krym to ciągle bezkresne dzikie pustkowia, które tak zachwyciły onegdaj Mickiewicza, ale również - a nie ma już stref zakazanych i wszędzie samochodem dojechałem - prawie jak w Monte Carlo, piękny pas południowego wybrzeża, bogaty w kurorty, hotele, promenady i kasyna. A przed takim kasynem zarówno Bentley czy Porsche, jak i sprzedawany z saturatora kwas chlebowy i alkohol "z konewki", taki "do wypicia na miejscu". Hotele różniste - od tych światowych po postradzieckie, gdzie jak dawniej, przed wymeldowaniem przychodzi "pani etażna" sprawdzić czy ktoś wziął prysznic przed wyjazdem czy do torby. Dla wracających samolotem zdarza się dzień walki z alkoholem (zabieranie alkoholu z walizek).

 

Dla zmotoryzowanych kraj przyjazny. Drogi (kompletne zaskoczenie!) dużo lepsze niż w Polsce. Nawet materiałów drogowcy kradną mniej niż u nas - pomimo siarczystych upałów, koleiny są zakazane. I nie ma! Krawężniki malowane na kontrastowe kolory - naprawdę to widać. Oznakowanie europejskie, całkiem niezłe. Kultura kierowców bez zastrzeżeń. Jedyny feler to obfitość drogówki (auta z obcą rejestracją mają gorzej) i absolutnie powszechny prastary zwyczaj kontrolowania czy w dokumentach auta nie ma "przypadkowych" 10 dolarów. (Lepiej, żeby były.) Stąd korzystny pomysł to przylot samolotem (polskie biura podróży są tu mocno obecne) i wzięcie samochodu z wypożyczalni (nie ma ich za wiele), właśnie z miejscową rejestracją. Za nieduże auto wielkości Fabii, Clio czy Fiesty trzeba zapłacić około 30 euro dziennie. Miejscowi mają samochody rozmaite. Koktajl motoryzacji z całego świata. Ci, co się nie załapali, nadal licznie pozostali w epoce Żiguli, Łady, Oki i Zaporożca. Mają swoje specjalne dystrybutory na stacjach. Ci, co się załapali, mają swój inny świat - BMW, Lexus, Merc, dla wybranych Bentley (w małej Jałcie łatwiejszy do spotkania niż w światowej Warszawie). Ciężarówki podobnie. Klasa średnia ma wyroby Daewoopodobne. Dużo z FSO. Ale szlagierem są trolejbusy. Nie miejskie. Dalekobieżne! Stalin, jak wszyscy sekretarze KC (polscy też) uwielbiał Krym. A nie lubił spalin. Więc 60 lat temu, nie czekając na żadne "grinpice", wprowadził na Krymie trolejbusy. Czeskie! Marki Skoda! Z wielomilionowymi przebiegami jeżdżą do dziś. Bilet na dystansie powyżej 50 km to ok. 3 złotych. Nie odmówiłem sobie. Komfort "umiarkowany". Ale na zjazdach adrenalina bajeczna. I tanio nieprzytomnie, chociaż paliwa i tak są tańsze niż u nas - benzyna na poziomie 3,2 zł, a diesel około 2,9 zł za litr. Testowa Skoda Fabia bez najmniejszego grymasu radziła sobie na górskich serpentynach i bez protestów pozwalała karmić się tutejszym paliwem. Z położonych na południu kurortów wystarczy ruszyć śladami Mickiewicza nieco na północ, w stronę ciągle prawie bezludnych stepów (ale drogę można znaleźć), by "wypłynąć na suchego przestwór oceanu, gdzie wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi", aż po opuszczoną najtajniejszą antyatomową bazę łodzi podwodnych w Bałakławie (duża atrakcja) i zupełnie groteskowy dziś, otwarty port wojenny w Sewastopolu, gdzie wielka rosyjska flota atomowa musiała się posunąć, bo wpływają ogromne amerykańskie statki wycieczkowe i ratując port płacą za cumowanie.

Ładny ten Krym. Drogi dobre, więc Skoda Fabia to pojazd na taką eskapadę absolutnie wystarczający. Klimat tu łagodny. Fabryk nie ma, to i powietrze cudowne. Ludzie przyjaźni. Produkowana w Sewastopolu antynatowska ideologia nie znajduje już nabywców. Za zdemilitaryzowanie tego regionu Amerykanie zapłacili żywą gotówką ładnych parę groszy. Więc miejscowi mają kasę na drogi i rozwój, a dla Ameryki i tak jest taniej niż pilnowanie tego regionu. Rozwój wygląda czasem pokracznie, bo wiele rozpoczętych przez Rosjan inwestycji turystycznych niszczeje, czekając na setki spraw sądowych. Ale to co jest - warte jest zobaczenia. Bo jest "bardzo inne". Krym może być ciekawszy niż Rzym.

Tekst Julian Obrocki,
zdjęcia Julian Obrocki (6), Corbis (1), archiwum (2)
amis 8/2010

zobacz galerię

Zobacz także:

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA