REKLAMA

Nadworny tuner Mercedesa produkuje własne auto

Carlsson, C25
Carlsson C25

Carlsson C25 - bo taka będzie nazwa tego pojazdu - to auto klasy Super GT, które według zapewnień konstruktorów ma łączyć w sobie najnowsze technologie stosowane w budowie samochodów oraz nowy design i niezwykłą ekskluzywność. Produkcja auta będzie limitowana do 25 egzemplarzy i podobno wszystkie przewidziane na ten rok zostały już sprzedane.

Źródłem napędu C25 będzie silnik V12 Bi-Turbo o mocy 753 koni mechanicznych i olbrzymim momencie obrotowym, wynoszącym 1320 niutonometrów. Parametry te pozwolą na rozwinięcie prędkości 352 km/h, a do osiągnięcia pierwszej setki na prędkościomierzu, potrzeba będzie zaledwie 3,7 sekundy.

Jak nietrudno się domyślić, Carlsson zbudował ten pojazd w oparciu o technologię Mercedes-Benz. Dzięki temu auto będzie można serwisować w każdej Autoryzowanej Stacji Obsługi Mercedesa.

Póki co o tym oryginalnym pojeździe wiemy jeszcze, że każdy egzemplarz zbudowany zostanie ściśle według wytycznych klientów, co dodatkowo ma podkreślić jego ekskluzywność.

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć, w której znajdują się szkice prezentujące ten niezwykły pojazd.

REKLAMA

REKLAMA

Renault jest przedmiotem narodowego kultu. Przedsiębiorca Jani Grbac założył nawet fanklub Avantime'a. Ten model Renault odniósł chyba największą rynkową porażkę spośród wszystkich aut francuskiego koncernu. Grbac jeździ rzadkim egzemplarzem - napędzanym trzylitrowym silnikiem benzynowym, całym w perłowych brązach, z beżową skórzaną tapicerką. Większość nie jest aż tak ekstrawagancka. Kiedyś wszyscy jeździli R4, potem Clio produkowanym w Novo Mesto. Teraz ich serca podbija nowe Twingo.

Trasa niebieskiego malucha Renault w wersji GT prowadzi z Lublany do Bledu, gdzie wśród idyllicznych krajobrazów nad jeziorem rezydował niegdyś Tito. Spacerując wokół jego dawnej willi, w której dziś znajduje się hotel, odkrywamy znane nam skądinąd socjalistyczne relikty, jak identyczne latarnie w koszarowym stylu, pozbawione choćby odrobiny wdzięku, czy bloki z betonowych prefabrykatów. Nawet kolumny willi Bled na starożytne wyglądają jedynie z daleka. Również one zostały odlane z betonu. Nie umywają się nawet do zamku górującego nad jeziorem (pierwsza wzmianka o nim pochodzi z roku 1004) ani do położonego na wyspie kościoła St. Maria.

Nad brzegiem morza właściciel łodzi, Franc Bijol, potężną dłonią poklepuje dach samochodu: "Renault jest tak samo częścią Słowenii, jak moje łodzie są częścią tego jeziora" - twierdzi. Chce nam udowodnić, że jego drewniane łajby udźwigną więcej niż nieco ponad tuzin turystów. "Chcecie, to przewiozę wam Twingo na wyspę" - proponuje uprzejmie, podczas gdy my przyglądamy mu się sceptycznie. "Przewoziłem już Fiata 500 i Skodę Fabię" - zapewnia. "Bez obaw, te łodzie wytrzymują nawet ciężar amerykańskich turystów". To żart, ale obwód bicepsów Franca nie pozostawia wątpliwości, że mógłby bez trudu załadować Twingo na pokład.

SŁOWENIA
Jak dojechać, co zobaczyć

PODRÓŻ: Samolotem liniami Adria Airways, z przesiadką w Wiedniu. Bezpośrednich lotów jest niewiele. Samochodem można jechać przez austriackie Villach, przez przełęcz Wurzen, do słoweńskiego kurortu narciarskiego Kranjska Gora, natomiast do Lublany i Bledu najlepiej przez Klagenfurt, tunel Loibl albo bardziej na wschód, przez przejście graniczne w Mariborze.

NOCLEGI: W ciągu ostatnich lat oferta hotelowa w Słowenii znacznie się wzbogaciła. Ponure betonowe bunkry z czasów socjalistycznych powoli wymierają. Wiele informacji można znaleźć na stronie internetowej Słoweńskiej Organizacji Turystycznej (http://www.slovenia. info). Strona jest dostępna także w języku polskim.

WARTO ZOBACZYĆ: W czasie podróży po Słowenii trzeba koniecznie zobaczyć kilka miejsc. Obowiązkowym punktem programu jest Bled, w którym znajduje się zamek, kościół St. Maria na wyspie i willa dawnego jugosłowiańskiego dyktatora Tito. Stamtąd warto wybrać się na wycieczkę nad jezioro polodowcowe Bohinj. W drodze do Piranu, nadmorskiego miasteczka, które atmosferą przypomina nieco Wenecję, miłośnicy koni powinni zajrzeć do Lipicy - miejsca, skąd pochodzą konie rasy lipicaner. Można je podziwiać na przykład w Wiedniu, w słynnej Hiszpańskiej Dworskiej Szkole Jazdy.

REKLAMA

Jednak tym razem auto pozostaje na stałym lądzie, a Franc przewozi swój zwykły ładunek. Z wprawą młóci wiosłami turkusową wodę. Łódź żwawo rusza do przodu. Nie jest ciężka, bo na pokładzie ma jedynie grupę wychudzonych Azjatów.

1,2-litrowa, 100-konna jednostka z turbodoładowaniem również z łatwością rozpędza Twingo. Pokonujemy krętą drogę na przełęczy nieopodal narciarskiego kurortu Kranjska Gora, przez górę Vršič w kierunku doliny rzeki Soča. Teraz, późną wiosną, wokół potężnej mamuciej skoczni kręci się niewielu turystów, wzmożony ruch panuje natomiast wśród kajakarzy na turkusowych wodach rzeki Soča. Śmiałkowie zmagają się z pułapkami rwącego nurtu, podczas gdy na biegnącej równolegle do rzeki drodze B 206 Twingo wzbija ogromne tumany kurzu.

Nawet zupełnie nowy samochód nie może się w takim stanie pokazać na deptaku w Piranie. Najpierw więc jedziemy pod prysznic. W kolejce przed wjazdem do myjni na stacji benzynowej w Portorożu przed naszym Twingo stoi jeszcze srebrny Jaguar XJ i czerwony Yugo 45. Od upadku socjalizmu poziom życia Słoweńców wzrósł gwałtownie. Ci, którzy zaszli najwyżej, jeżdżą Jaguarami, zwykli obywatele - głównie Renault. Ale na słoweńskich drogach wciąż jeszcze widać wiele aut w rodzaju R4 czy Yugo, choć część z nich powoli rdzewieje sobie na podwórkach.

Czerwone Yugo z nieznacznymi śladami rdzy wjeżdża do myjni. Zaczyna się wstępne mycie, jednak młody pracownik, widząc łuszczący się czerwony lakier, podchodzi do auta z większą ostrożnością niż do Jaguara czy Twingo. Na koniec nawet opony otrzymują ochronną warstwę pasty. Odświeżone za całe cztery euro auto może udać się na przejażdżkę po promenadzie.

Tymczasem zapada noc. Czyściutkie Twingo powoli pokonuje wąską uliczkę w kierunku przystani, niespodziewanie natykając się po drodze na rodzeństwo: z naprzeciwka nadjeżdża z głośnym trąbieniem inne Twingo GT - w typowym dla tego modelu srebrzystoniebieskim kolorze.

Na końcu ulicy, na Piazzo Giuseppe Tartini, bawią się dzieci. Tu wszystko - od hotelu po zastawę stołową - nosi imię kompozytora, który właśnie w Piranie w 1692 roku przyszedł na świat. Warczą silniki skuterów, a z pobliskiej promenady napływa woń świeżo grillowanej ryby. Można się poczuć jak we Włoszech. I tylko w wąskich uliczkach zamiast Fiatów 500 parkują stare "Renówki" R4 i R5. Bella Słowenia.

Tekst: Jens Katermann
Zdjęcia: Beate Jeske

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA