REKLAMA

Nissan 370Z Black Edition – tylko dla Europy

Nissan, 370Z, Black Edition
Nissan 370Z Black Edition
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 210 500 PLN
Dostępne nadwozia: coupe-3
SPRAWDŹ OFERTY

Kultowa Zetka narodziłą się 40 lat temu. Kiedy Datsun 240Z pojawił się w USA od razu wpadł w oko kierowcom ze sportowym zacięciem. Sprzedaż szybko osiągnęła poziom 50 tysięcy rocznie, a Zetka stała się kultowa. Po 40 latach i ponad milionie sprzedanych aut, Nissan zaprezentował okolicznościową serię limitowaną.

370Z Black Editio dostępny będzie wyłącznie w dwóch kolorach: czarnym i kwarcowym. Oba wykonane są w technologii Scratch Shield, którą Nissan reklamuje jako "samonaprawiającą".

W kabinie aut z limitowanej serii znajdą się pokryte czerwoną skórą fotele, czerwona nitka ozdobi też kierownicę i konsolę centralną.

Z zewnątrza auto poza kolorem nadwozia wyróżniać będą 19-calowe felgi z kutego aluminium sygnowane przez RAYS, czerwone zaciski hamulców oraz logo 40 rocznicy na tylnej klapie.

Dostawy aut rozpoczną się w kwietniu, ale zamówienia można składać już teraz.

REKLAMA

REKLAMA

Dalej z Cisnej trasa biegnie z widokiem na Połoninę Wetlińską i Carycyńską do Ustrzyk Górnych, gdzie trudno dopatrzyć się śladów dawnych zabudowań, które padły pod ogniem podłożonym przez UPA w 1946 r. To serce Bieszczadzkiego Parku, stąd najlepiej ruszać w wysokie partie gór i wracać wieczorem do kilku uroczych knajpek na odpoczynek (i nie tylko). Ale my ruszamy na południe, w kierunku Wołosatego i przełęczy Beskid, wciąż zamkniętego dla ruchu samochodowego przejścia granicznego na ukraińskie Zakarpacie. Po wojnie tą przełęczą cała ludność Wołosatego uciekła z Polski i teraz patrzymy na ów szlak stojąc w cieniu bukowego lasku.

Wracamy do Ustrzyk Górnych i na bieszczadzką obwodnicę, ale za Pszelinami i przed Stuposianami odbijamy w kierunku urokliwie poprzecinanego strumieniami tzw. Worka Bieszczadzkiego. Kiedyś mieszkali tu głównie Bojkowie, po ich wysiedleniu pusto tu i cicho, gdzieniegdzie tylko stoją dymarki wypalające węgiel drzewny. W Mucznem, małej osadzie, był kiedyś ośrodek rządowy i luksusowy teren łowiecki. Do żubrów i jeleni strzelali tu zgodnie Piotr Jaroszewicz, Valery Giscard d'Estaing i Josip Broz Tito, dziś udaje nam się upolować ledwie herbatę w restauracji hotelowej.

Z trasy obwodnicy zbaczamy jeszcze kilka razy szukając rozsianych wokół niej cerkwi. W nieistniejącej wsi Smolnik, na szczycie wzniesienia, spotykamy niegdysiejszą cerkiew pw. św. Michała Archanioła, dzisiaj katolicką świątynię. Piękna, trójdzielna budowla z kopułami z drewna nie poddaje się czasowi. W Michniowcu mamy spory kłopot ze znalezieniem cerkwi, do której powinien nas zaprowadzić szlak krzyży przydrożnych. Zagubiona gdzieś za linią zabudowy wsi błyszczy z bliska białymi kopułami. Stoi na terenie, który Związek Radziecki wymienił z Polską na Sokalszczyznę dopiero w 1951 r., podobnie jak kolejne miejscowości na trasie: Lutowiska, Czarną i Ustrzyki Dolne.

Powoli nasza bieszczadzka pętla się zamyka. Gdyby nie sztuczne Jezioro Solińskie, moglibyśmy nie przejmować się wytyczoną drogą, a przeciąć góry Jeepem w poprzek, wzdłuż, jakkolwiek. Trochę nas to kusi, dobrze więc, że to zabronione.

Tekst i zdjęcia: Maciej Dudzik

Zobacz także:

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA