REKLAMA

Paryż, Mediolan i Praga zza kierownicy

Najbardziej zwariowane rondo świata wokół Łuku Triumfalnego, plac katedralny w Mediolanie czy praska starówka - wjazd samochodem nawet do centrum europejskich metropolii to nie jest wielkie wyzwanie dla kierowcy. Wystarczy wrzucić na luz i mieć refleks!

Paryż, Mediolan, Praga, podróż
Paryż - tłok w wielkim mieście

 

Już od pół godziny kręcę się po placu Charlesa de Gaulle'a, w potoku aut okrążających słynny Łuk Triumfalny. Aż dziesięć pasów przewidziano wokół najsłynniejszej budowli Paryża, ale żadnego nie wymalowano na asfalcie! Zwykłe środki regulacji ruchu tu nie działają, a od kierowców wymaga się improwizacji. Potrzebna jest, zwłaszcza gdy ktoś da się zepchnąć do wewnętrznej ronda. Żeby wjechać w jedną z ulic odchodzących promieniście od Łuku w głąb miasta, muszę przeciąć nieustający potok samochodów. Właśnie się do tego zabieram, bo półgodzinny czas na sesję fotograficzną ze szczytu Łuku Triumfalnego już się skończył. Wrzucam kierunkowskaz i nacieram na najbliższy pas po zewnętrznej. Szybko zdaję sobie sprawę, że... zwykłe środki tu nie działają. Gdy samochody jadą zderzak w zderzak lub bok w bok, kierunkowskazów nie widać i w użyciu są ręce. Odpowiedni gest przez uchyloną szybę wystarcza, by kierowcy przyhamowali i przepuścili delikwenta na kolejne zewnętrzne pasy. Bez cienia agresji, bez trąbienia i stukania się w czoło - po prostu, tak robi tu każdy.

Jazda po Paryżu pokazuje, że przepisy to nie wszystko - żeby nie utknąć tu na zawsze, potrzebne są fantazja i luz. Na przykład przy parkowaniu okrakiem na podwójnej ciągłej linii oddzielającej pasy ruchu na słynnych Champs Elysées. Albo gdy parkuje się na zakręcie na przejściu dla pieszych. Wierzę, że paryżanie wiedzą co robią, jednak sam takich sztuczek nie próbuję - na Polach Elizejskich grzecznie wjeżdżam na podziemny parking. Postój kosztuje stosownie do miejsca - 2,5 euro za godzinę.

Zmęczony tłumem na drogach i chodnikach, uciekam ze ścisłego centrum Paryża do XVIII dzielnicy. Uliczki na Montmartrze - zakątku Paryża, który niegdyś upodobała sobie cyganeria artystyczna - są kręte, wąskie, przeważnie jednokierunkowe i opadają lub wznoszą się stromo. Poruszanie się po nich Citroënem C5, mierzącym blisko 5 m długości i 2 m szerokości jest chwilami sporym wyzwaniem. Ćwiczy także cierpliwość, gdy śmieciarka lub samochód dostawczy na kilka minut zatarasują przejazd. Wtedy ani do przodu, ani w tył ruszyć się nie da. Nikt się tu jednak nie niecierpliwi i bliźniemu nie urąga - takie niespodzianki trzeba po prostu z góry wkalkulować.

REKLAMA

REKLAMA

Gęsta sieć dróg między kamienicami Montmartre'u sprawia, że zaczynam wierzyć, że łączna długość paryskich ulic wynosi aż 2000 km. Ze znalezieniem miejsca do parkowania nie powinno być więc problemu. Niestety, suma długości samochodów, które poruszają się w ciągu dnia po paryskich ulicach i szukają wolnego miejsca przewyższa długość dróg. Znaleźć lukę to jak wygrać los na loterii. Nawet jeśli za ten los trzeba zapłacić od 1,5 do 3 euro za godzinę w zależności od dzielnicy, warto parkować samochód na pierwszym napotkanym wolnym miejscu. Następne może nie trafić się zbyt prędko.

Mam szczęście. Tuż za bazyliką, na szerokiej Rue de la Bonne, trafia się luka. Korzystając z dobrodziejstwa czujników parkowania zapełniam ją niemal co do centymetra. Gdyby nie pomoc elektroniki, chyba bym zrezygnował. Biada tym, co zawczasu nie opanowali do perfekcji parkowania "w zatoczce" - przed wyjazdem do Paryża powinni koniecznie poćwiczyć! Parkowanie zderzak w zderzak to tutaj standard. Żeby ułatwić zadanie innym, samochody zostawia się na luzie - lekkie popchnięcie auta, gdy kolejnemu chętnemu na postój zabraknie centymetra lub dwóch, jest dozwolone. Nad mniejszymi i większymi zadrapaniami lakieru czy wgnieceniami nadwozia nikt się tu nie rozczula. Samochód - rzecz nabyta.

Opuszczam Paryż drogą w kierunku lotniska. Na pokonanie 35 km od centrum do portu lotniczego Roissy-Charles de Gaulle potrzeba około 1,5 godziny. Mimo autostrady i dwóch obwodnic okalających miasto! Ani po 3-pasmowej autostradzie, ani po 4-pasmowym Bulwarze Peryferyjnym szerokim autem nie jedzie się zbyt komfortowo. Między pasami, po których samochody toczą się powoli, potężne skutery i jeszcze większe motocykle śmigają z prędkością dźwięku. Niestety, nie słychać ich gdy się zbliżają, ale dopiero, gdy się oddalają. Wystarczy minimalnie zjechać ze środka pasa i nieszczęście gotowe. Refleks i oczy dookoła głowy to tutaj podstawa. Przy okazji przekonuję się, że nawet kilkupasmowa autostrada nie jest w stanie rozładować korków w wielkich miastach. Dobrze, że Warszawa to nie jest wielkie miasto...

REKLAMA

Przede mną Mediolan - ekonomiczna stolica Włoch. Mimo że podróżuję tu małym i zwrotnym Fiatem 500 C, znaleźć dla niego miejsce przy chodniku nie jest łatwo. Wszystkie wolne, które z daleka wyglądają na wystarczająco duże, okazują się zajęte przez skutery. Bzyczące jednoślady są plagą włoskich miast. Przed skrzyżowaniami, na światłach, otaczają samochody z każdej strony i wypełniają wszystkie luki. Najszybsze ustawiają się przed autami i zajmują pole position. Oto widzę, jak po starcie z zielonego światła kierowca samochodu walczy o utrzymanie pozycji lidera z motocyklistą. Jadą ramię w ramię, dyskutują, krzyczą, wygrażają sobie! W końcu, południowy temperament bierze górę - na kolejnych światłach motocyklista ze złością kopie samochód i odjeżdża w siną dal. Tu nie wersal, tu walka idzie na ostro. Ale kierowca nie wygląda na przejętego, to przecież tylko kolejny ślad po bucie na karoserii jego auta.

Mimo ostrzeżeń żeby nie pchać się samochodem na wiecznie zatłoczony Piazza del Duomo, podjeżdżam do perły gotyku niemal na wyciągnięcie ręki. Katedra, którą budowano przez pięć wieków, dominuje nad centrum Mediolanu, niedaleko od niej - słynna La Scala. Oprócz samochodów i skuterów w tym miejscu trzeba jeszcze uważać na pieszych i rowerzystów. Nowiutka "500" w wersji z odsuwanym miękkim dachem wzbudza podziw. Tłum zatrzymuje się, żeby nią dłużej nacieszyć oko, co ułatwia mi wydostanie się z placu. Samochodem już tu nie wrócę!

Co innego do Złotego Hradu nad Wełtawą. Ruch samochodowy w Pradze też jest spory, ale takiego tłoku jak w Paryżu czy w Mediolanie nie doświadczam. Ze znalezieniem miejsca na zaparkowanie okazałej przecież Skody Superb też nie ma problemu. Przy odrobinie wytrwałości "miejscówkę" na auto można trafić nawet w pobliżu centrum.

W przeciwieństwie do rozległego centrum Paryża i Mediolanu, w których nie ma spokojnych miejsc - centrum Pragi daje się ogarnąć bez pomocy samochodu i można tu znaleźć spokój. Np. na Malej Stranie pełnej barokowych pałaców i domów krytych czerwoną dachówką. Nie słychać nie tylko turystycznego gwaru, ale nawet hałasu tramwajów. Jeśli się za nimi zatęskni, wystarczy przekroczyć słynny Most Karola i jest się na starówce lub wspiąć się na zamkowe wzgórze na Hradczanach.

Wielkie miasta Europy nieszczególnie zachęcają, by zwiedzać je samochodem. Przy pokonywaniu większych odległości lepsze i tańsze jest metro, nic nie zastąpi spaceru. Ale kto wjedzie do centrum autem już po kilku minutach odnajdzie się w nim bez trudu. Wystarczy obserwować jak zachowują się inni i pozbyć się polskiego nadęcia za kierownicą, by po prostu dobrze się bawić. Zawsze można też liczyć na wyrozumiałość wobec cudzoziemców, a gdy zrobi się naprawdę gorąco oświadczyć panu władzy: "Non capisco l'italiano". Byle tylko z uśmiechem.

Tekst: Maciej Ziemek,
Zdjęcia: Mariusz Barwiński
amis 7/2010

zobacz galerię

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA