[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


Podróż: VW Touareg w Maroku

Europa zderza się z północną Afryką nie tylko kulturowo. Jakiś czas temu kolizja płyt tektonicznych wypiętrzyła góry Atlas. I właśnie tam, do Maroka, wybraliśmy się VW Touaregiem.

Touareg wjedzie wszędzie, ale na drogach przecinających góry dają sobie radę wszelkie wehikuły. Zjeżdżając na któryś z szutrowych szlaków, zostaje się sam na sam z przyrodą
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 65 690 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5
SPRAWDŹ OFERTY

Kręta droga pnie się malowniczą serpentyną. Zza zakrętów wyłaniają się majestatyczne brunatno-czerwone zbocza. Kolczaste opuncje przydają krajobrazowi surowości. Wokół całkowita pustka i otwierająca się raz po raz przestrzeń szerokich dolin. Na ich dnie wiją się niewielkie rzeki, tylko tam pojawia się intensywniejsza zieleń. Tutaj w górze królują kamienie, a rozgrzane słońcem pojedyncze tuje i sosny wypełniają powietrze żywicznym zapachem. Jesteśmy w górach Atlas, które łańcuchem długim na 2000 km spinają Ocean Atlantycki z Morzem Śródziemnym. Nie, nie zamierzamy badać każdego ogniwa tego łańcucha – wybraliśmy się tylko na krótką eskapadę w okolice Marrakeszu, ale za to w najwyższe pasmo gór, czyli Atlas Wysoki. Maroko pozwala odetchnąć zupełnie innym, egzotycznym powietrzem, a zderzenie kultur zawsze działa pobudzająco.

Fot. Martin Meiners

Doświadczamy go podróżując Touaregiem, którego luksusowe wnętrze nieprzyzwoicie kontrastuje z otoczeniem. Na ekranie komputera migają cyferki – wskazują stale zmieniającą się wysokość nad poziomem morza. Oddaliliśmy się o niecałą godzinę od miasta, a wylądowaliśmy w bezludnej krainie – kompas i GPS pozwolą się nie zgubić i dają poczucie bezpieczeństwa. Podobnie jak wysoki prześwit Touarega, który w trybie off-road może mieć nawet wysokość 26 cm i umożliwia śmiałą jazdę po kamieniach. Zjeżdżamy na szutrowy szlak, na którym i duży prześwit, i wskaźnik przechyłów nadwozia mogą się przydać. Nad autem krążą majestatycznie wielkie czarne ptaszyska, spod kół unosi się czerwony pył. Aż żal otwierać drzwi, żeby nie wdarł się do sterylnego, klimatyzowanego wnętrza. Ale co tam, miały być kontrasty to niech będą.

Bujne życie na centralnym placu Marrakeszu toczy się długo w nocy. Można je obserwować np. z górnego piętra restauracji – naganiacze wskażą gdzie jest najlepszy „panoramic view”. Fot. Martin Meiners Arabska architektura ma niepowtarzalny urok. W tym samym stylu, w którym powstały historyczne budowle, dzisiaj buduje się np. hotele

REKLAMA

REKLAMA

W górach Atlas urzekają przestrzeń, pustka i surowość przyrody. Słychać tylko cykady

Zabudowania na prowincji nie są wyrafinowane ani bogate, ale dzięki swoim barwom w blasku zachodzącego słońca także one mogą wyglądać malowniczo. Fot. Martin Meiners

Nasz dzisiejszy rekord wysokości to ponad 1800 m – osiągnięty zupełnie bez wysiłku. Zarządzamy odwrót. Im niżej zjeżdżamy, tym więcej pojawia się domowej fauny. Kozy i owce dobrze wiedzą, że są u siebie i nie zamierzają schodzić z drogi. Aut nie ma zresztą dużo – ale te, które mijamy zaskakują kondycją nieprzystającą do ich wyglądu. I pewnie do stanu technicznego. Mercedesy, które na liczniku mają może i milion kilometrów, Peugeoty w wieku muzealnym i całkiem współczesne Dacie świetnie radzą sobie ze stromymi podjazdami, a ich kierowcy z jazdą skrajem przepaści.

Wieczorne życie Marrakeszu toczy się nie tyle w klubach i dyskotekach (choć i tych podobno nie brak), ile na centralnym placu miasta. Fot. Martin Meiners

Im bliżej Marrakeszu, tym więcej wiosek i ludzi wzdłuż drogi. Płaskie budynki w kolorach czerwieni i ochry wznoszą się tarasami przyklejone do zboczy. Sprzedawcy owoców w białych galabijach oferują pomarańcze i morele prosto z drzewa. Z warsztatów samochodowych, których tu wszędzie pełno, dobiegają metaliczne dźwięki.

 

To nie fikuśne nakrycia głowy, tylko dwuczęściowe gliniane naczynia do tażinu – popularnego w krajach Maghrebu dania z mięsa i warzyw Drogi w górach są w dobrym stanie, a jeśli są w złym, to i tak auto z napędem na cztery koła da sobie na nich świetnie radę. Fot. Martin Meiners

 

Szczęśliwie nie musimy korzystać z ich usług, serwujemy sobie za to arabską wściekle słodką herbatę z liśćmi świeżej mięty. Całkiem dobrze smakuje w luksusowym hotelu słynnego miliardera i właściciela Virgin Group – Richarda Bransona. Niestety, gospodarza nie spotkaliśmy.

Im bliżej miasta, tym szersze drogi – tu jeszcze puste. Dla skuterów i motocykli wytyczono osobny pas

Marokańską herbatę nalewa się z wysoka, żeby nieco się ochłodziła; pieni się w szklance  bardzo słodka i przesycona miętą

Tylko w "amis": jazda Lamborghini Aventadorem SVJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA