REKLAMA

Siedem dni w Tybecie

Od Kirgistanu przez Tybet i Himalaje do Nepalu i Indii – jazda najwyżej położonymi drogami świata to nie tylko wyzwanie dla samochodów, ale i płuc uczestników wyprawy. Zza szyb auta można zobaczyć Mount Everest, jeśli akurat nie przesłonią go chmury.

Siedem dni w Tybecie materiały prasowe
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 169 900 PLN
Dostępne nadwozia: suv-5
SPRAWDŹ OFERTY

Jest trzecia nad ranem, gdy włączamy silniki – to mniej więcej ten czas, kiedy do ataku na szczyt Everestu ruszają ekspedycje himalaistów. Nasz obóz znajduje się na wysokości 3800 m, z góry widać jak w dolinie bledną światła górniczej osady na wschodnim cyplu gór Kunlun. Ruszamy.

Ich wysokość Himalaje
Po godzinie jazdy droga w zasadzie zanika i zaczynamy przedzierać się przez poorany bruzdami kamienisty wyryp. Podczas przejazdu przez rzekę jeden z Land Roverów zawiesza się tylnym zderzakiem na stromym brzegu. Nasza średnia prędkość to mniej niż 50 km/h – za wolno. Do następnej przełęczy jest 1100 km, ale nie tyle o odległość tu chodzi, co o wysokość. Nawigacja wkrótce pokazuje 4500 m n.p.m., a jeden z uczestników ekspedycji, który ma objawy choroby wysokościowej nie rozstaje się już od jakiegoś czasu z butlą tlenową.

Wschodzące pomarańczowe słońce oświetla wyżynę i połyskujące na niej tory linii kolejowej prowadzącej do Lhasy. To najwyżej położone tory na świecie, za nimi zaczyna się wielkie nic. Cały urok Tybetu bierze się głównie stąd, że jest to kraina bezkresnej pustki. To tutaj schodzą się kamienne ściany Karakorum, Kunlun i Himalajów, to po tej krainie pod koniec XIX w. wędrował szwedzki podróżnik Sven Hedin przez trzy miesiące, nie spotykając żywej duszy. Tybet jest cztery razy większy od Polski, a Himalaje tworzą jego południową granicę. Powstały 50 mln lat temu, gdy Indie uderzyły w euroazjatycką płytę tektoniczną, jednak ich 8-tysięczne szczyty wypiętrzyły się dopiero 2 mln lat temu. I rosną nadal, szybciej niż erodują skały, z których są zbudowane. Jeśli mierzyć czasem geologicznym, życie w Himalajach jest jak jazda windą.

 

Z około 25 najwyżej położonych dróg świata 20 jest w Tybecie. Nawet po tygodniu pobytu tutaj płuca desperacko łakną tlenu

Zza zakrętu wyłania się jezioro, za nim białe szczyty i oślepiające białością chmury. Przestrzeń jest zbyt szeroka, by ująć ją na pojedynczym zdjęciu, za duża też, by objąć ją rozumem. Przydrożna tabliczka informuje: 5230 m n.p.m. Z około 25 najwyżej położonych dróg świata 20 jest w Tybecie. Nawet po tygodniowym pobycie tutaj płuca desperacko chwytają każdą dawkę tlenu.

Imiennicy Dalajlamy
Jednak teraz to nie brak tlenu zapiera dech w piersiach, lecz górujący nad Lhasą pałac Potala z jego tysiącem komnat. Pielgrzymi okrążąją go trzykrotnie zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara wierząc, że pomoże im się to odrodzić w lepszym przyszłym życiu.

Chińczycy uznali tybetański buddyzm za wsteczny, a jego zwierzchnika Dalajlamę, który opuścił kraj w 1959 r., za separatystę i przekształcili jego siedzibę w muzeum. Nie wolno tu pokazać nawet zdjęcia Jego Świątobliwości. Na przekór temu naszego przewodnika rozpiera duma – nie dlatego, że ma na imię jak pierwszy zdobywca Everestu Tenzing Norgay, lecz dlatego, że jest imiennikiem Dalajlamy. Tenzin Gyatso – tak brzmi imię zwierzchnika tybetańskich buddystów, co oznacza Ocean Mądrości.

Przewodnik Tenzin jest pewien, że duch Dalajlamy stale gdzieś się tu unosi, „nie jesteśmy idiotami, nie okrążamy muzeum, lecz świątynię”. W dolinie Lhasy swój początek bierze rzeka Yarlung Tsangpo, która nie bacząc na meandry polityki chińsko-indyjskiej płynie na wschód, by w Indiach przybrać nazwę Brahmaputra. Indus także wypływa stąd, i Jangcy, i Żółta Rzeka – Tybet zaopatruje w wodę połowę ludzkości.

REKLAMA

REKLAMA

Gdzie jest Everest?
Tylko najważniejszej góry tu nie widać. Ostatnie pomiary wykazały, że Mount Everest ma wysokość 8850 m – jest tak wielki, że jego północną krawędź i sam szczyt doskonale widać z hotelu „Snow Leopard” oddalonego o 70 km. Tyle że nie dzisiaj. Nasz orszak składający się z czterech Land Roverów Discovery i siedmiu Range Roverów Evoque oraz ich kierowców czeka dwie godziny, aż rozstąpią się chmury. Daremnie.

Wyższy niż chmury
Na nas już czas – kolejny etap Land Rover Experience Tour kończy się w stolicy Nepalu, Katmandu. Stamtąd samochody pojadą do Indii, by wiosną przyszłego roku tą samą drogą wrócić do Europy. Żegnamy się z Tybetem, nie spodziewając się jeszcze, że nie tylko buddyści mogą liczyć na drugą szansę i to niekoniecznie dopiero w przyszłym życiu.

Trzy dni później, na zakończenie tego etapu podróży, fundujemy sobie przelot nad górami samolotem linii Buddha Air. Maszyna przebija się przez dwie warstwy gęstych chmur, by na wysokości 5 km znaleźć się w promieniach słońca. Ponad białą watą wyrastają wspaniałe grzbiety Himalajów, w ciągu pół godziny nasz samolot mija trzy ośmiotysięczniki, aż wreszcie ukazuje się on.

Błękitny szczyt Everestu wyrasta obok Lhotse ponad sztandarem z chmur. Jednak udało nam się go zobaczyć. To jeden z wielu spektakularnych punktów podróży wiodącej historycznym Jedwabnym szlakiem.

Wzięliśmy udział w etapie wiodącym ze stolicy Kirgistanu, Biszkeku, poprzez Tybet i najwyższe góry świata do nepalskiej stolicy. Za nami zimne kirgiskie noce w jurtach, za nami  niekończące się formalności na chińskiej granicy. Heinrich Harrer, nauczyciel Dalajlamy XIV i autor słynnej książki, potrzebował siedmiu lat, by poznać Tybet, my mieliśmy tylko siedem dni, stąd postanowienie, że koniecznie musimy tu wrócić.

To trzeba zobaczyć: Lhasa – stolica tybetu
Lhasa to 125-tysięczne miasto położone na wysokości ok. 3700 m n.p.m. Góruje nad nim pałac Potala wpisany przez UNESCO na listę światowego dziedzictwa kultury. Pałac ma 1000 komnat, których stropy wsparto na 15 tysiącach kolumn. Duchowe centrum Tybetu skupia się w świątyni Jokhang z VII w., z kolei na przedmieściach Lhasy warto odwiedzić XV-wieczny klasztor Sera. Nieopodal stolicy wyjątkowo malownicze widoki roztaczają się nad jeziorem Jamdrok położonym na 4400 metrach nad poziomem morza.

Kiedy jechać
Klimat Tybetu nie jest aż tak ostry, jak się wydaje. Najlepiej wybrać się tam między majem a październikiem. Od czerwca do września pada, bo to czas monsunu, z kolei w październiku i listopadzie panuje najlepsza widoczność. Temperatury w Lhasie to ok. 20˚C w maju i 10˚ C w listopadzie.

Co jest ważne
Do Chin jest potrzebna wiza. Do Tybetu mogą wjechać tylko grupy zorganizowane (co najmniej dwie osoby), które mają specjalne pozwolenie – szczegóły na www.msz.gov.pl. Do Chin nie można wjechać własnym samochodem, a żeby prowadzić wynajęte auto, trzeba mieć tamtejsze prawo jazdy.

Koszty
Za bilet Warszawa-Pekin zapłacimy ok. 2 tys. zł. Z Pekinu do Lhasy albo lecimy samolotem (250-400 USD), albo jedziemy koleją – podróż trwa 2 dni, a bilet kosztuje około 100 USD. Na miejscu nie jest drogo: „dwójka” w hotelu – 20 USD, łóżko w hostelu to wydatek 5 USD.

Markus Stier, Roman Skąpski

amis

Zobacz także:

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA