REKLAMA

W boskim Buenos: Bar Napoles - FASCYNACJE

W poszukiwaniu najlepszego baru dla tych, którzy kochają samochody zaniosło nas do Buenos Aires. Jest tu niepowtarzalny lokal Napoles pełen starych aut i motocykli – z dobrą pizzą i winem.

Bar w Buenos Aires Fot. Arturo Rivas

To gniazdko uwili sobie miłośnicy szybkich maszyn, potem doszła restauracja – jedyna i niepowtarzalna

Gabriel siedzi przed lokalem na starym drewnianym krześle, które skrzypi przy najmniejszym ruchu. Za każdym razem, gdy odpowiada na pozdrowienia, spod rozpiętej dżinsowej koszuli wychyla się masywny złoty krzyżyk. A pozdrawia znajomych przybiciem piątki albo poklepywaniem po plecach. Takie chwile wytrącają go z zamyślenia. Gabriel lekko pochyla się wtedy do przodu, odwzajemnia pozdrowienie, a krzesło cicho skrzypi. I skrzypi często. Trzeba wiedzieć, że Gabriel bynajmniej nie wygląda na faceta, którego mieszkańcy dzielnicy chcieliby wybrać na swojego przedstawiciela do rady miasta. Z wyglądu przypomina raczej kogoś w stylu byłego boksera i mafiozo w jednym. Gościa, który, gdy przychodzi do płacenia rachunku, wyciąga z kieszeni gruby plik banknotów i na którego czeka pod lokalem wypasiona bryka. To ostatnie akurat się zgadza. Za skrzypiącym krzesłem w świetle ulicznej latarni widać Bugatti 35.

Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Państwo pozwolą: Gabriel Delcampo, właściciel i pomysłodawca baru Napoles Atmosfera we wnętrzu? Pełny luz, goście czują się tu trochę jak w domu, trochę jak w garażu, a trochę jak na targu staroci
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas

REKLAMA

REKLAMA

Oryginalna wizytówka

Klasyk w najlepszym stylu. Krótki tył, dwa skórzane paski opinające maskę i przede wszystkim niepowtarzalny charakter. Drugi wnikliwy rzut oka ujawnia, że to nie oryginał – ale mimo to majstersztyk. A jednocześnie wizytówka lokalu Gabriela: baru Napoles w stolicy Argentyny, Buenos Aires. Właściciel raz po raz wita kolejnych znajomych i wymienia z nimi opinie na temat cen starych Corvette, my natomiast mamy zamiar rozejrzeć się po jednym z najmodniejszych barów w mieście.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Lokal znajduje się w dzielnicy San Telmo. Elegancką ulicą sunie kolorowy autobus, na wąskim trawniku rozdzielającym jezdnie rozsiadło się kilku chłopaczków z piwem w ręce, marzą, żeby kiedyś zaparkować przed swoim domem takie Bugatti. Krzesło skrzypi, a Gabriel znowu się uśmiecha – bo usłyszał nasze pierwsze pytanie: „Jak się to wszystko zaczęło?”. Na moment podnosi rękę, wykonuje lekki ruch głową i oto fura niesamowitych loków przedstawia się nam jako Maria. Oczy ma wielkie jak kule bilardowe, na ciemnej bluzce zaparkowały czerwone Ferrari, nogi spowija długa czarna spódnica. „Czyli chcecie rzucić okiem na garaż?”, pyta uśmiechając się Maria. „No to chodźcie ze mną”. Jej obcasy wystukują miły dla ucha rytm. Przestępujemy wysoki próg, otwierają się ciemnozielone drzwi. „Witamy w barze Napoles”, mówi Maria i przez kilka chwil stoi nieruchomo przy wejściu, dobrze wiedząc, jak wielkie wrażenie robi to wnętrze. Tak szczerze, mamy tu do czynienia z halą o powierzchni co najmniej 300 metrów kwadratowych.

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Dodatkowa atrakcja: można kupić elementy wystroju baru, z zabytkowymi samochodami włącznie
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas


Sufit zawieszony na wysokości pięciu metrów wspiera się na rusztowaniu z żelaznych dźwigarów. Podłoga to pokancerowany beton, sufit i ściany są zrobione z cementu i surowej cegły. „W 1907 roku zaczęto tu produkować powozy”, wyjaśnia Maria i po chwili dorzuca: „Z biegiem czasu o hali zapomniano i dzięki temu przetrwała”. A potem z przepastnego kredensu Maria wyjmuje dwa kieliszki i butelkę czerwonego wina. Obok dwóch ludzi żongluje w powietrzu krążkami ciasta na pizzę, które kręcą się jak modna płyta. Przestrzeń wypełnia popowa muzyka zespołu Cigarettes After Sex. Kilkunastu gości wchodzi do środka, żeby zająć najlepsze miejsca. „Właśnie otworzyliśmy”, mówi Maria i prowadzi nas wzdłuż kolejki do stalowych schodów, którymi można wejść na galerię. „Nie spieszcie się, spokojnie sobie wszystko pooglądajcie. Przyjdę po was, jak wypijecie wino”.

Zobacz także:

Słowo „bar” jest w zasadzie mylące. Hala przypomina ogromny garaż, który z biegiem czasu w cudowny sposób wypełnił się dziwacznymi przedmiotami – są tu stojące zegary, ciężkie stare meble, ogromne witryny z doczepionymi modelami żaglowców, polerowane głowice cylindrów silników przemysłowych, figury ze staromodnej karuzeli, mnóstwo starych neonów, wieszaki z futrami, kilkumetrowe palmy – i parę kultowych motocykli marek Indian i Harley-Davidson. Nie ma wątpliwości, to gniazdko uwili sobie ludzie kochający szybkie maszyny, a potem doszła do tego restauracja – jedyna i niepowtarzalna. Tak widzą ją również goście, którzy wpadają tu na pizzę i wino, a przy okazji poprzebywać w miejscu o niezwykłej atmosferze.

Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
W menu mnóstwo pysznych rodzajów pizzy i wielki wybór argentyńskich win

 

REKLAMA

Oaza w środku miasta

W 300-metrowej hali ponad sto lat temu budowano powozy. Z czasem o niej zapomniano i dlatego przetrwała

„W sobotnią noc przychodzi tu zazwyczaj około 500 osób”, śmiejąc się, mówi Gabriel. Przysiadł koło nas na schodach i skinieniem dłoni pozdrawia przyjaciół. „Mam odpowiedź na wasze pytanie, jak to się wszystko zaczęło”, mówi powoli. „Nie było jednego momentu, wszystko działo się dość przypadkowo. Szukaliśmy z przyjaciółmi dobrego miejsca na nasze samochody i kilka lat temu natknęliśmy się na tę halę. Usunęliśmy z niej wszystkie graty i wstawiliśmy nasze oldtimery, żeby w spokoju przy nich majstrować. To miejsce stało się oazą, w której zawsze mogliśmy się schronić – przed pracą, codziennością, rodziną. Któregoś dnia ktoś przyniósł sprzęt i zrobiła się pierwsza impreza. Potem, jak już mieliśmy dość dowożonego żarcia, zorganizowałem piec i zacząłem robić pizzę dla wszystkich”.

Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas


Gabriel woła do jednego z gości, że zaraz do niego przyjdzie. „Już od pół roku kręci się wokół tego Indiana tam na dole, w końcu chyba zdecydował się go kupić”, mówi Gabriel. „Nie wiem czy wiecie, ale prawie wszystko, co się tu znajduje nasi goście mogą sobie kupić. Jeśli naprawdę chcą. Gdy skończyłem moje pierwsze życie jako adwokat, zająłem się handlem antykami, stąd te wszystkie piękne rzeczy. Czemu miałbym przestać się w to bawić, pomyślałem. Wszystko zmierzało do jednego punktu – do baru Napoles”. Gabriel schodzi na dół i wita się z mężczyzną przy Indianie. Tamtemu aż błyszczą oczy z zachwytu. Sadowi się na motocyklu, nie ma wątpliwości, że znalazł to, o czym marzył. I to w środku restauracji – oazie dla tych, co kochają szybkie maszyny.
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Bar w Buenos AiresFot. Arturo Rivas
Przy okazji: pobyt tutaj może obudzić wśród maluchów największe marzenia

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA