REKLAMA

Wypadek na drodze.

Wypadki zdarzają się innym, prawda? To inni nie potrafią reagować tak szybko, lub nie mają takiej podzielności uwagi za kierownicą, jak Ty. A może są po prostu gorszymi kierowcami... Jeśli tak właśnie uważasz, poznaj historię Adama Lasockiego (1974–2011). On już nie żyje, ale Ty wciąż możesz się wiele od niego nauczyć. 

Anatomia wypadku Wypadek na drodze – zwykły pech, czy czyjeś zaniedbanie?

Pobocze zastawione samochodami służb ratunkowych, migające koguty, krzątanina ludzi w odblaskowych kamizelkach i czarne foliowe worki. Na taki widok kierowcy zwalniają, niektórzy z nich z przesadną ostrożnością, jak gdyby fatum, które spadło na ofiarę, miało lada moment spaść na kolejną; niektórzy w geście poszanowania, ale większość jest po prostu ciekawa i chce zobaczyć, co się stało. „To mogłem być ja” – przemyka niejednemu przez głowę. Ale zanim myśl zdąży się rozwinąć, ruch przyspiesza. Dociskamy pedał gazu, próbując nadrobić stracony czas. W Polsce co roku na drogach ginie prawie 6 tys. osób. Jeśli nie chcesz powiększyć tej liczby, choć raz pozwól sobie zaspokoić ciekawość i dowiedz się, kto zginął i dokąd jechał. Dlaczego stracił kontrolę, a pojazd go nie ochronił?

18:40 42 MINUTY DO WYPADKU

Ofiarą jest młody człowiek, mąż i ojciec czwórki dzieci. Nazywa się Adam Lasocki. Ma 37 lat, jest zabawny, wykształcony, rozsądny i absolutnie nieświadomy faktu, że za 42 minuty jego życie gwałtownie dobiegnie końca. Pracuje u dealera samochodowego. We wtorek Adam kończy pracę wcześniej. Wsiada do swojego zaledwie rocznego auta i ostrożnie włącza się do ruchu. A ruch jest o tej porze duży i skręt w lewo wymaga szczególnej koncentracji. Gdy jesteś zmęczony pod koniec dnia, łatwo popełnić błąd. Według amerykańskiego Virginia Tech Transportation Institute, zmęczenie za kierownicą jest przyczyną co najmniej 24% wypadków. Lasocki sądzi, że nieźle prowadzi. Nie on jeden – aż 72 % kierowców uważa się za lepszych od innych. Naukowcy dawno już udowodnili, że większość z nas ma tendencję do myślenia o swoich umiejętnościach jako lepszych niż przeciętnie u innych ludzi, szczególnie jeśli chodzi o proste zadania, jak np. prowadzenie samochodu. (Rzadko ktoś uważa się za ponadprzeciętnego żonglera). Złudne poczucie bezpieczeństwa dają też systemy zabezpieczające. Na przykład izolacja akustyczna, która redukuje hałas silnika, zakłóca odczucie realnej prędkości i sprawia, że jedziesz bliżej auta przed Tobą. Prędkościomierz jest często wyskalowany do 240 km/h, co daje fałszywe poczucie, że jadąc 160 km/h poruszasz się z bezpieczną prędkością. Jeśli jedziesz SUV-em i siedzisz wysoko, złudzenie pełnej kontroli nad pojazdem staje się jeszcze większe. Strefy kontrolowanego zgniotu, poduszki powietrzne z każdej strony, aktywne zagłówki, energochłonna kierownica, ABS, SRS itp. – wszystkie te systemy w pełnej gotowości oczekują na statystyczną nieuchronność wypadku. Lasocki ma to wszystko w małym palcu. Sprzedał model, którym sam jeździ, tyle razy, że zna go na pamięć. Jego samochód ma opinię bardzo bezpiecznego. To auto sprzedaje się samo, cała robota Adama to tylko podpisywać umowy. Teraz skręca w prawo i jedzie do restauracji, którą niedawno otworzył.

 18:43 39 MINUT DO WYPADKU

Gdy Lasocki dojeżdża do znaku stop, ryzyko katastrofy wzrasta. Na skrzyżowaniach dochodzi do ok. 30% wypadków. Dobry kierowca potrafi odpowiednio oszacować ryzyko. Jednym ze wskaźników percepcji ryzyka jest pozycja Twoich rąk na kierownicy. Jeśli są na godzinie 10.00 i 14.00, oznacza to, że jesteś czujny i świadomy niebezpieczeństwa. Teraz ręce Lasockiego są u podstawy kierownicy. Przejeżdżał tą drogą już tyle razy. Im lepiej znasz drogę, tym trudniej sobie wyobrazić katastrofę. Tak właśnie było w przypadku Adama. Jego oczy przestają patrzeć uważnie, koncentracja spada, wydłuża się czas reakcji – z około 450 milisekund do około 1300. Jego myśli są gdzie indziej. Restauracja jest dwie minuty jazdy stąd. Przecinając wiadukt nad autostradą, Adam zmienia się z dealera samochodowego w restauratora. Autostrady pogłębiają fałszywe przekonanie o braku zagrożenia. Nasypy są pozbawione drzew, ale dzięki temu krajobraz zmienia się dużo wolniej, co zachęca do zwiększania prędkości. Pasy są szerokie, aby zapewnić większy margines bezpieczeństwa. Wszystko jest tu przewidywalne. Oprócz jednego – innych kierowców. Ale kim jest inny kierowca? Badania dowodzą, że prawie 80% z nich regularnie przekracza dozwoloną prędkość, 53% rozmawia przez telefon podczas jazdy. 4% przejeżdża świadomie na czerwonym świetle, a 2% jedzie po spożyciu alkoholu. Im więcej wiesz o tym innym kierowcy, tym mniej chcesz go spotkać.

 19:15 7 MINUT DO WYPADKU

Lasocki wychodzi z restauracji, niosąc pizzę. Wyjeżdża z parkingu i skręca w lewo, by włączyć się do ruchu. Jego skupienie rośnie gdy przyspiesza, aby płynnie wpasować się w sznur pędzących samochodów. Im bardziej Twoja jazda jest płynna, tym jesteś bezpieczniejszy. Adam nastawia radio. Jeśli jest statystycznym przeciętniakiem, trzykrotnie zmienia stację w ciągu 20 minut, co za każdym razem zajmuje mu 5,5 sekundy. To 5,5 sekundy, w ciągu których jego oczy nie są skierowane na drogę i nie ma obydwu rąk na kierownicy. Ale ważny jest też kolor. Czarne samochody dwa razy częściej uczestniczą w wypadkach niż białe, czerwone i żółte. Najbezpieczniejszym samochodem jest ten, który najbardziej się wyróżnia. Ceglastoczerwone auto Lasockiego ma wadę – w nocy wygląda jak czarne i trudno je zauważyć kątem oka. Nawet jeśli kierowca nie reguluje radia, głośna, rytmiczna muzyka może dwukrotnie zwiększyć ryzyko wypadku. Wybieranie numeru w telefonie – trzykrotnie. Sięganie po coś w trakcie jazdy – aż dziewięciokrotnie. Najgorsze jest pisanie SMS-ów – klikanie w klawiaturę telefonu sprawia, że ryzyko spowodowania wypadku wzrasta 23 razy. Ale jak tu nie odebrać, gdy dzwoni Twój syn?

19:22:06.33 ZOSTAŁO 2,67 SEKUND

Telefon dzwoni właśnie w tej chwili. Aby go odebrać, Adam na sekundę odrywa wzrok od drogi – to ok. 30 metrów, jeśli jedzie z prędkością ok. 110 km/h. Jak podkreślają instruktorzy jazdy, Twoje ręce podążają za wzrokiem i być może ręce Lasockiego niespostrzeżenie przesuwają się po kierownicy, zmieniając kierunek jazdy samochodu i zahaczając o pobocze. Rozmowa telefoniczna jest krótka. Lasocki zdążył tylko powiedzieć... „O Boże!”. Jego mózg wysyła sygnał strachu, a serce zaczyna gwałtownie pompować krew do mięśni. Pole widzenia zawęża się. Słabnie słuch. Skok adrenaliny momentalnie zakłóca funkcjonowanie ciała, ponieważ naturalny impuls „walcz lub uciekaj” spina jego ciało do zupełnie innego rodzaju konfliktu niż ten, któremu właśnie stawia czoło. W aucie nie ma żadnego jaguara, przed którym musiałby uciekać, ani wroga, którego mógłby okładać pięściami. W zamian za to Adam ma do wyboru około 50 dźwigni i przycisków, sterujących różnymi funkcjami samochodu. Tak naprawdę jest jednak teraz w takim szoku, że odłożenie telefonu na bok nawet nie przechodzi mu przez myśl. Ciągle jeszcze może uniknąć wypadku. Według badań amerykańskiego Instytutu Transportu na Virginia Tech, na każdy zaistniały wypadek przypada 11 sytuacji awaryjnych, które kończą się szczęśliwie. To pokazuje, jak ważna jest umiejętność omijania przeszkód. Ale ta umiejętność zależy od doświadczenia i treningu. Sytuacje takie zdarzają się nam zbyt rzadko, byśmy zdążyli wykształcić w sobie właściwe odruchy. Badania wykazują, że 30% kierowców uczestniczących w wypadkach w ogóle nie podejmuje manewru omijania. Co więcej, nawet jeśli reagujemy, wiele zależy od samochodu. Samochód sportowy jest w stanie wytrzymać 50% więcej siły odśrodkowej przy wchodzeniu w zakręt niż SUV. Ten drugi szybciej wpadnie więc w poślizg. Różnice między samochodami osobowymi, jeśli chodzi o drogę hamowania z prędkości 120 km/h, mogą wynosić nawet kilkanaście metrów. Auto Lasockiego miało doskonałe wyniki w testach. Ale nie znajduje się teraz na torze testowym. Gwałtownie odbijając w lewo, na pas zieleni między jezdniami, nie jest już nawet na drodze.

UWAGA NA LEKI

Każdy kierowca wie, że nie wolno prowadzić samochodu po spożyciu alkoholu. Każdy też uczy się na kursie, że nie wolno wsiadać za kierownicę po lekach, które obniżają sprawność psychofizyczną. „Niestety, często kierowcy nie zdają sobie sprawy, że nawet powszechnie używane preparaty łagodzące objawy grypy mogą być niebezpieczne dla kierowców” – przestrzega dr nauk medycznych Robert Starzec, konsultant „amis”. Dlatego warto przypomnieć, po jakich lekach lepiej nie prowadzić.

1. LEKI NASENNE

To najbardziej oczywista grupa leków i raczej nikt rozsądny po zażyciu środka nasennego nie wsiada za kółko. Zamienniki: Nie ma. Albo chcesz spać, albo jechać. 2. AVIOMARIN

To paradoks, ale leków na chorobę lokomocyjną nie mogą brać kierowcy. Zamienniki: Z nudnościami możesz walczyć żując imbir albo zakładając plaster lub opaskę akupresurową.

3. ZNIECZULENIE

Jeśli byłeś u dentysty i dostałeś znieczulenie miejscowe, to przez dwie godziny powinieneś trzymać się z dala od kierownicy. Po znieczuleniu ogólnym ten czas wydłuża się do doby. Zamienniki: Nie ma. Ewentualnie możesz poprosić o zabieg bez znieczulenia, jeśli naprawdę musisz gdzieś jechać, lepiej jednak poczekać.

4. LEKI NA PRZEZIĘBIENIE

Wiele złożonych preparatów na przeziębienie dostępnych bez recepty zawiera pseudoefedrynę lub fenylefrynę. Obie te substancje mogą osłabić sprawność psychomotoryczną. Zamienniki: Wybierz „czystą” aspirynę albo paracetamol.

5. LEKI NA ALERGIĘ

Wiele leków przeciwalegicznych, zwłaszcza te pierwszej generacji, upośledza zdolność prowadzenia pojazdów. Jeśli przyjmujesz takie leki, zawsze przeczytaj uważnie ulotkę.

6. LEKI PRZECIWBÓLOWE

Sam paracetamol czy ibuprofen są bezpieczne, o ile nie przekroczysz maksymalnej dawki, ale często środki przeciwbólowe zawierają inne składniki, które obniżają koncentrację.

7. LEKI ZIOŁOWE

Niektóre zioła, np. kozłek lekarski (waleriana), melisa, czy chmiel też mogą Cię lekko otumaniać. 

REKLAMA

REKLAMA

19:22:07.19 ZOSTAŁO 1,81 SEKUNDY

„Zazwyczaj jest tak, że kierowca wypada z drogi w prawo – mówi dr Joel Stitzel, specjalista biomechaniki z zespołu ds. badania wypadków Virginia Tech-Wake Forest. – Odruchowo przesadnie odbija w lewo. I gdy wraca na jezdnię, koła auta są za bardzo skręcone, w związku z czym przelatuje przez całą szerokość drogi”. Opony tracą przyczepność i samochód zaczyna wirować, wpada w poślizg, sunie bokiem przez mokrą trawę i wypada na przeciwległy pas drogi, tuż przed nadjeżdżające z naprzeciwka samochody. W tym momencie kierowca nie ma już kontroli nad pojazdem. Prawdopodobnie usiłuje utrzymać kierownicę w dłoniach, ale ona jest jak narowisty koń i utrzymać się nie daje. Lasocki nie wie, co robić. Nie widzi, co się dzieje, ponieważ jego samochód ślizga się do tyłu. Nie widzi nadjeżdżającego w jego kierunku z prędkością 115 km/h dostawczaka o masie 3,8 tony.

19:22:09.01 ZDERZENIE

Furgonetka z ogromną siłą uderza w tył auta Lasockiego, wgniatając zderzak w bagażnik, wyrywając tylne prawe koło, a prawy tylny słupek zwijając w spiralę.Drzwi zgniatają się, a szyby rozpryskują. Wszystko to dzieje się w mgnieniu oka. I tu jest problem. Bo to nie uderzenie powoduje śmierć, tylko czas, w jakim się to wszystko dzieje. Gdyby rozłożyć uderzenie na 5 sekund, prawdopodobieństwo poważnych obrażeń byłoby znikome. Właśnie z tego powodu wzdłuż autostrad stoją energochłonne osłony. Betonowa przegroda zatrzymałaby samochód równie skutecznie, ale dużo gwałtowniej. Myślałeś, że pasy bezpieczeństwa są tylko po to, aby utrzymywać Cię w tym samym miejscu w samochodzie. Tak naprawdę mają one wydłużyć czas, w jakim Twoje ciało zmieni prędkość od, powiedzmy, 100 km/h do zera. Systemy bezpieczeństwa są po to, by dodać kilka kolejnych milisekund do czasu hamowania ciała kierowcy. Łącznie te ułamki sekund często wystarczają, aby utrzymać siłę uderzenia poniżej krytycznego poziomu.

19:22:09.10 0,1 S PO WYPADKU

Siła zderzenia jest taka, jakby samochód Lasockiego został zrzucony z 18 metrów, czyli mniej więcej z wysokości 7. piętra. W każdym zderzeniu mamy do czynienia z trzema nakładającymi się siłami: samochód uderza w przeszkodę, kierowca „uderza” w pasy bezpieczeństwa, kierownicę i deskę rozdzielczą; następnie organy wewnętrzne kierowcy „uderzają” w wewnętrzne ściany klatki piersiowej i czaszki. O tym trzecim uderzeniu często zapominamy. Ciało ludzkie nie zostało przystosowane do tego, aby radzić sobie z takimi przeciążeniami. Gdyby tak było, jama płucna – zamiast dużej, otwartej przestrzeni wypełnionej tkanką miękką – byłaby usztywniona wewnętrznymi wzmocnieniami, jak żelbeton prętami zbrojeniowymi. Aorty by nie pękały, a mózg nie zalewał się krwią. Przy skrajnych przeciążeniach, nawet jeśli nie masz widocznych urazów – nie żyjesz.

 19:22:09.30 0,2 S PO WYPADKU

Impet uderzenia dociera do Lasockiego. Jego mózg kontynuuje jazdę po starej trasie, czaszka zaś już wraca na skutek uderzenia przez samochód. To nieporozumienie trwa ułamek sekundy. Niektóre części mózgu są gęstsze od pozostałych i fakt ten staje się krytycznie ważny, ponieważ przy zderzeniu przy prędkości wyższej niż 20 km/h gęstsze części zaczynają wydzierać się z tych rzadszych, powodując rozdarcia w sieci neuronowej. Nazywa się to rozlanym urazem aksonalnym (DAI). I zazwyczaj diagnozuje się go dopiero podczas sekcji zwłok.

 19:22:24 15 SEKUND PO WYPADKU

Dyspozytornia służb ratunkowych 112 przyjmuje zgłoszenie i natychmiast wysyła na miejsce policję, strażaków i – oczywiście – karetkę. Ta ostatnia jest zaledwie 5 kilometrów od miejsca wypadku. Włącza syrenę, koguta i pędzi, mijając po drodze zjeżdżające na boki samochody innych kierowców, którzy solidarnie i bez szemrania uznają jego prawo do szybkiej jazdy. Każdy z nich zdaje sobie sprawę, że on lub ktoś mu bliski też może kiedyś potrzebować karetki i niecierpliwie wsłuchiwać się w ciszę, czekając na zbawczy sygnał syreny zapowiadającej nadejście odsieczy.

19:28 6 MINUT PO WYPADKU

Zanim karetka dojeżdża na miejsce, szyja ofiary zostaje usztywniona przez przypadkowego świadka. Kierowca jest nieprzytomny. Z jego ust wydobywa się drżący oddech i gdyby nie rozbity samochód i rana na głowie, można by pomyśleć, że błogo sobie drzemie. Z innej, dużo większej rany krew spływa na prawe ucho – prawdopodobnie to efekt kolizji z wewnętrznym lusterkiem. Podczas zderzenia wszystko, co znajduje się w aucie, staje się potencjalną bronią. Nawet składana kierownica jest w stanie połamać żebra niezapiętego pasem kierowcy. Słupki zachowują się jak kije do baseballa w rękach gangsterów. Pasy bezpieczeństwa łamią obojczyk, uszkadzają śledzionę, powodują pęknięcie pęcherza. Poduszki powietrzne mogą zdruzgotać kończyny i spowodować poparzenia oczu. Załogi pogotowia wiedzą, gdzie szukać urazów. Ratownik ogląda przedramiona. Kierowcy instynktownie napinają ciało przed uderzeniem, ale kości są w stanie przyjąć tylko określoną siłę nacisku, zanim ulegną złamaniu w najsłabszym punkcie. Później sytuacja staje się dramatycznie poważna – fragmenty kości przebijają skórę i wychodzą na zewnątrz. Kierowcy pod wpływem alkoholu są w takich przypadkach w lepszej sytuacji. Są zbyt pijani, aby świadomie napinać ciało, więc zazwyczaj unikają wielu złamań. Ale nie dotyczy to Lasockiego. On jest trzeźwy i jego ręce są połamane.

19:30 8 MINUT PO WYPADKU

Od tej pory wszystko dzieje się jak w podręczniku. Dwie minuty po karetce nadjeżdża straż pożarna. Strażacy sprawdzają, czy z samochodu nie wycieka paliwo i odcinają kable akumulatora, aby nie wybuchły te poduszki powietrzne, które jeszcze nie wystrzeliły. W tym czasie ratownicy podłączają monitor pracy serca i podają kroplówkę do prawego ramienia Adama. Muszą to zrobić szybko, nim żyły cofną się w głąb mięśni – to jedna z reakcji ludzkiego ciała na traumę. Następnie ratownik zakłada maskę tlenową na twarz Lasockiego. Pacjent z podejrzeniem urazu mózgu potrzebuje każdej ilości tlenu, jaka tylko jest dostępna. Strażacy wydobywają Adama ze sterty złomu, w którą zamieniło się jego auto, i przenoszą go do karetki wyposażonej w sprzęt do reanimacji.

19:55 27 MINUT PO WYPADKU

Lucyna Lasocka siedzi na werandzie, czekając na powrót męża. 12-letni syn wspomniał o przerwanym połączeniu telefonicznym, ale to się przecież zdarza. Dzwoni jej telefon. Odbiera, spodziewając się głosu Adama. Ale to dzwoni ktoś inny. Początkowo Lucyna nie może zrozumieć, co ten obcy głos do niej mówi. Po chwili nieruchomieje, a gdy dociera do niej znaczenie usłyszanych słów, jej ciało wpada w drżenie jak porażone prądem.

20:02 40 MINUT PO WYPADKU

Na miejscu wypadku w zapadającym zmierzchu migoczą niebieskie i czerwone światła karetek pogotowia i samochodów policyjnych. Lasocki jest zaintubowany i jedzie na sygnale do szpitala. Ekipy strażackie pakują sprzęt i powoli opuszczają miejsce wypadku. Ruch uliczny leniwie wraca do normy. Kierowcy ostrożnie przejeżdżają koło wraków samochodów, zastanawiając się, co tu się wydarzyło, jaki był przebieg wypadku oraz oczywiście zastanawiają się, kto zawinił. Bo łatwiej jest myśleć, że jest ktoś winny, kogo można będzie ukarać lub kto ukarał się już sam. Taka koncepcja zapewnia nam złudne poczucie bezpieczeństwa, sugerując, że jeśli będziemy wystarczająco uważni i ostrożni, to nic nam się nie stanie. Lasocki prawdopodobnie myślał tak samo. Ale już nie myśli. Jest na oddziale intensywnej terapii. Bezpośrednio do żyły podają mu leki, ma też zainstalowaną sondę ciśnieniową wewnątrz czaszki. Opuchlizna znacznie zniekształciła jego mózg. Wraz ze wzrostem ciśnienia, mózg wywiera nacisk w dół, blokując przepływ krwi. Niedokrwienie powoduje zatrzymanie dostaw tlenu, a bez tlenu mózg nie może przetrwać. O godzinie 8:35 w niedzielę lekarz podpisuje akt zgonu.

08:36 5 DNI PO WYPADKU

Adama Lasockiego nie ma już na świecie. Pojawił się natomiast w statystykach, w rubryce „ofiary śmiertelne wypadków drogowych”. Można było tego uniknąć. I to samo można powiedzieć o prawie każdym wypadku. Dlatego eksperci od bezpieczeństwa na drodze ostrożnie używają tego terminu. „Wypadek” sugeruje przeznaczenie. Metafizyczne wzruszenie ramionami – „tak to już jest”. Nazywając zderzenie zderzeniem przypominamy sobie, że można je było przewidzieć i dzięki temu uniknąć. Często przejeżdżamy obok zmiażdżonych samochodów. Za każdym razem chwytamy się nadziei, że nam to nie może się zdarzyć. Liczymy, że nasze pasy nas ochronią lub że prawidłowy projekt drogi i oznakowanie skierują dwie tony rozpędzonej stali w odpowiednim kierunku. Nawet jeśli, to katastrofa czyha za jednym, jedynym skręceniem kierownicy. I tylko Ty możesz temu zapobiec. Ty, czyli kierowca. 

OBUDŹ SIĘ KIEROWCO

Policyjne statystyki tego nie uwzględniają, ale według danych Sleep Research Center, przyczyną około 30 procent wypadków jest zmęczenie lub senność kierowcy.

Dlatego nie przeceniaj swoich sił i gdy nie śpisz już dłużej niż 12 godzin – lepiej zrób przerwę i dojedź do celu jutro. Jeśli zostało Ci już tylko kilkadziesiąt kilometrów, możesz spróbować się orzeźwić na finisz.

>> Najskuteczniejszym sposobem jest kilkuminutowa drzemka. Zanim jednak się wygodnie wyciągniesz na fotelu, zjedź na stację – tam będziesz bezpieczniejszy niż na bezludnym parkingu.

>> Jeśli nie umiesz drzemać, sięgnij po napój zawierający kofeinę. Może to być kawa (z mlekiem również, wcale nie musi być czarna bez cukru), ale może też być napój energetyczny. Jak wynika z raportu Road Safety Research Report, kofeina w dawce 150–200 mg (dwie filiżanki lub dwie puszki napoju energetycznego) odgania senność na mniej więcej 30 minut, do godziny. Skuteczność kofeiny jest zależna od tego, ile czasu upłynęło od momentu wstania. Im dużej nie śpisz, tym działanie kawy czy „energetyka" jest krótsze. Gdy wypijesz napój pobudzający po południu, może on poprawić Twoją sprawność psychomotoryczną nawet na 90 minut. Jeśli jednak pijesz go późno w nocy, czas jego działania skraca się do pół godziny. Uwaga: kofeina działa najskuteczniej po około 30 minutach. Dlatego nie pij kawy w pośpiechu.

>> Zmiana temperatury. Gdy nie masz dostępu do kawy i nie możesz się zatrzymać, włącz klimę i obniż temperaturę o kilka stopni. Szwedzkie badania wykazały, że zmiana temperatury orzeźwia na około 5-10 minut.

 

zobacz galerię

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA