Z ARCHIWUM AMIS: W krainie deszczowców - VW Multivanem po Norwegii

Rzeki, fiordy, jeziora – od czasu do czasu tonące w strugach deszczu: Norwegia to prawdziwe wodne królestwo. Również dlatego Volkswagen Multivan w wersji Atlantis świetnie sprawdził się jako towarzysz podróży przez południowo-zachodnie zakątki tego kraju.

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 186 677 PLN
Dostępne nadwozia: kombi-4
SPRAWDŹ OFERTY

Miejscowi nazywają wybrzeże cieśniny Skagerrak norweską Riwierą. Słońce przygrzewa jeszcze mocno. Termometr wskazuje 27 stopni Celsjusza, woda w skalistych lagunach wybrzeża szkierowego utrzymuje temperaturę zachęcającą do kąpieli. Także ciasno stłoczone, pomalowane na biało drewniane domki, przytulone do zboczy gór, przywodzą na myśl śródziemnomorskie klimaty. Takie właśnie jest Risør. Co roku w sierpniu odbywa się tam wielki zlot drewnianych łodzi.
Stoją w porcie obok siebie: tradycyjne kutry do połowów we fiordach, pękate przybrzeżne żaglowce i niebotycznie drogie jachty. Na daleką podróż z Murmańska zdecydowali się nawet właściciele repliki rosyjskiego statku piratów. Dychawiczna salwa wiekowych armat pokładowych rozpływa się w głośnym gwarze gapiów, cisnących się w tłumie między straganami i budkami armatorów. Wokół unosi się woń morza, soli, drewna, smoły i kiełbasek.
Zostawiamy to wszystko daleko, daleko za sobą, wyruszając w drogę na pokładzie mocno objuczonych kajaków. Volkswagena Multivana zaparkowaliśmy niecałe pół godziny drogi od wybrzeża, na skraju pojezierza – tam, gdzie kolejna boczna droga nagle kończy się w szczerym polu. Drogi już nie widać, a nasz szlak na roziskrzonej płaszczyźnie znaczy tylko smuga na wodzie. Każdy ruch wiosłem prowadzi nas coraz głębiej w dzicz, wypełnioną cienistymi lasami, omszałymi skałami i sięgającymi do pasa paprociami. Przybijamy do brzegu i szukamy miejsca na biwak. Drogę zagradzają brzozy i sosny, stopy szukają oparcia między korzeniami i kamieniami. Wieczorem migoczący blask ogniska rzuca świetlne refleksy na zmęczone, ale szczęśliwe twarze.

REKLAMA
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
Woda towarzyszy nam wszędzie: otacza latarnię morską w Langesund, unosi statek podczas podróży przez fiord Geiranger, spada strugami deszczu na targu rybnym na starówce w Bergen i zachwyca przejrzystym biegiem rzeki, z dala od tłumu turystów. Do niektórych miejsc na północy można dotrzeć jedynie pieszo, do innych – wyłącznie łodzią. Resztę trasy pokonujemy samochodem


Aby powrócić do cywilizacji, wystarczą trzy godziny spędzone na autostradzie E 18 w kierunku Oslo. Licząca niecałe pół miliona mieszkańców stolica jest obdarzona niepowtarzalnym wdziękiem światowej prowincjonalności, pod względem architektury przedstawia sobą zbieraninę klasycystycznych budynków z epoki wiktoriańskiej oraz nowoczesnych fasad ze szkła i betonu. Taki architektoniczny misz-masz panuje nawet na modnej promenadzie Karl Johan, wypełnionej drogimi kawiarniami i butikami, natomiast na dawnej przystani Aker Brygge potężne przeszklone biurowce i restauracje zdążyły już zastąpić stare budynki magazynowe.
Zaczyna padać. Ale próbować znaleźć w głębi lądu bardziej stabilną pogodę niż na morzu to jak wpaść z deszczu pod rynnę. Norwegia przeistacza się w krainę deszczowców. Wycieraczki suną po szybach samochodu niczym wskazujące palce w ostrzegawczym geście, jakby chciały nam zakomunikować: „Już dalej na północ nie jedźcie!” Co za szczęście, że 174-konny, 2,5-litrowy silnik TDI pod maską nie każe nam zbyt często zjeżdżać na stację benzynową – o ile przestrzegamy ograniczenia prędkości do 80 km/h. Codzienny za- i wyładunek też idzie nam znacznie łatwiej: nie wyciągamy sprzętu kempingowego. Odkrywamy to, co nosi tu nazwę „Hytte-Hopping” i ulegamy urokowi domków do wynajęcia: od teraz noszone podczas wędrówki mokre ubrania suszą się co wieczór pod normalnym dachem.

NASZ SZLAK - Podróż samochodem

Planując podróż autem należy wziąć pod uwagę ograniczenia prędkości. Na zwykłych drogach krajowych maksymalna dopuszczalna prędkość wynosi 80 km/h, na wyposażonych w bogatszą infrastrukturę 90 km/h, a na autostradach w okolicach Oslo 100 km/h. Przekroczenie prędkości słono kosztuje: za zaledwie jeden kilometr za dużo na prędkościomierzu możemy zapłacić nawet ponad 200 zł. Na nowo wybudowanych trasach i przy wjeździe do miast często pobierane są opłaty. Dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi wynosi 0,2 promila. Włączone światła obowiązują również w dzień.

Travelauto motor i sport

REKLAMA

REKLAMA

TravelFot. Uli Jooss

Zero lęku wysokości? Grań Besseggen  w najwęższym miejscu ma zaledwie 35 metrów szerokości

Bure niebo mdłą poświatą spowija surowy górski krajobraz Jotunheimen. Tu, w królestwie mitologicznych olbrzymów, z wiecznych lodów wyłaniają się najpotężniejsze szczyty w Norwegii: Galdhøpiggen (2469 metrów) i Glittertind (2464 metry). Ale my wcale nie zamierzamy iść tak wysoko. Zadowolimy się Besseggenem: wąska grań zmusza nas do pięciogodzinnej wędrówki z Maurvangen. Jak się zdaje, Thor, bóg grzmotów i burzy, spojrzał na nas łaskawym okiem: chmury w porę się rozstępują, odsłaniając widok zapierający dech w piersiach. Po prawej wyszczerbione skalne zbocza opadają wprost w błękitne wody Bessvatn, po lewej, aż 400 metrów niżej nikną w turkusowozielonej toni Gjendesvatn.

TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
TravelFot. Uli Jooss
Tradycja i nowoczesność: w drewnianym kościółku w Lom nadal odprawia się msze, piraci (tu festiwal w RisØr) odeszli już w przeszłość. W porcie w Bergen lord Nelson z wysokości cokołu przyjmuje współczesną paradę. Traperskich krajobrazów nie brakuje nawet na wybrzeżu na południe od Stavanger. Większość dawnych rybackich chat dziś spełnia rolę domków letniskowych


Króla fiordów spowija mgła, ale i tak widok z „orlego łuku” w dół, ku fiordowi Geiranger, jest naprawdę fascynujący: niemal pionowe skalne ściany wąwozu wrzynają się w łańcuchy górskie wysokości 1700 metrów – jakim cudem mogą tu, niemal 100 kilometrów od otwartego morza, dotrzeć statki wycieczkowe? Ale pogubić można się też samochodem: drogi krajowe 58 i E 39 tańczą, to wznosząc się w górę, to opadając w dół, skręcając to w prawo, to w lewo. Jeszcze przed chwilą widać było morze, a już kręte staccato serpentyn wywozi nas na wysokość 1000 metrów nad poziomem morza. Ledwie wzrok zdąży przywyknąć do iście alpejskich krajobrazów, a już szybuje ku nam mewa. I rzeczywiście, po pokonaniu paru ostrych, ciasnych zakrętów znajdujemy się z powrotem nad morzem.

Rady dla podróżujących po krainie kontrastów

Noclegi
Domki do wynajęcia są tańsze od hoteli. Poza wyznaczonymi kempingami nocleg o rozmaitym standardzie, w cenie 160–480 zł za noc, można znaleźć również w wielu wiejskich gospodarstwach i na prywatnych posesjach. Do domków prowadzą znaki z napisem „Hytte”, adresy można również otrzymać w lokalnych punktach informacji turystycznej.

Wypożyczenie łodzi
W niektórych miejscach w cenie noclegu zawarte jest wypożyczenie łodzi wiosłowej. Poza tym, pomocne w  wynajmie łodzi mogą być punkty informacji turystycznej.
Najdokładniejszymi informacjami dysponuje norweski urząd ruchu turystycznego:
www.visitnorway.com.

Dojazd
Najkrótsze połączenia promowe prowadzą z duńskiego Hirtshals do Kristiansand i Larvik lub Langesund. Ceny za podróż w obie strony zaczynają się od 450 zł za zwykły samochód osobowy z pięcioma pasażerami.


Droga prowadząca wśród gór i fiordów kończy się w Bergen. Norwegowie twierdzą, że mieszkańca tego miasta łatwo rozpoznać po parasolu. Nikt się więc nie dziwi, że dawne miasto hanzeatyckie, słynące z zespołu drewnianej zabudowy, wita nas w strugach ulewnego deszczu. Ale mamy też trochę szczęścia – akurat odbywa się Targ Rybny. Pod pomarańczowymi plandekami migoczą stosy srebrzystych łusek we wszystkich odcieniach – od połyskujących niczym chrom śledzi po głęboką czerń węgorzy. Spomiędzy nich wyziera delikatna czerwień krewetek.
Jednak Norwegowie awans do grona najbogatszych społeczeństw na świecie zawdzięczają nie rybołówstwu, lecz pokładom ropy naftowej pod dnem Morza Północnego. Stavanger uchodzi za centrum przemysłu wydobywczego: w mieście, ogłoszonym kulturalną metropolią Europy roku 2008, rezydują szejkowie naftowi, a w muzeum można zapoznać się z trudami życia na platformach wydobywczych. Nam jednak teraz w głowie tylko przyjemności. Krąg się zamyka, docieramy z powrotem na norweską Riwierę, gdzie – jakżeby inaczej – świeci słońce. Jak zawsze.

TravelFot. Uli Jooss

Z malowniczych jezior do kafejek nad brzegiem morza można się przenieść zaledwie w pół godziny

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Zobacz także:

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA