REKLAMA

Z Archiwum AMiS-U: Nissan 350Z Roadster na szlaku Orlich Gniazd

Nissan 250Z  choć dziś już jest nieco zapomniany to znakomity materiał na youngtimera. Przypominamy test w wersji roadster z 2008 roku. Drapieżny, twardy jak skała roadster Nissana ruszył na trasę Orlich Gniazd – tam gdzie kiedyś panoszyli się brutalni jak on polscy możnowładcy.

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 210 500 PLN
Dostępne nadwozia: coupe-3
SPRAWDŹ OFERTY

Nissan 350Z wywodzi się ze słynnej linii Fairlady Z japońskiego Datsuna, która ma swój początek aż w 1969 r. Kraków, gdzie zaczynam podróż, jest jeszcze starszy. Stare Miasto zachowało układ zabudowy z czasów lokacji miasta w 1257 r., być może właśnie też z tych lat pochodzi lenistwo krakowskich kelnerów. Mimo wszystko płacę za rogaliki podane po ponad godzinie i szukam na parkingu mechanicznej pomarańczy. Trudno jej nie dostrzec – aż kipi od agresji, nie pasuje do stojących spokojnie mieszczańskich samochodów.

OJCÓW Z samochodu nie zobaczysz wszystkiego, warto wspiąć się wyżej

Nissan 350Z Roadster - jura wita 

Zaraz za Krakowem zaczynają się jurajskie krajobrazy, skały nabierają ostrości i takoż samo zakręty. Nissan wchodzi w nie ostro, tępo i pewnie. Dolina Prądnika i te ziemie słyszały już niejeden zgiełk, przetaczali się tu Szwedzi palący zamki, powstańcy styczniowi walczyli z Rosjanami, kupcy wrocławscy bezpardonowo i masowo wycinali grądy leżące na wapiennym podłożu. Ale nigdy nie było słychać czegoś takiego. Nissan 350Z jest bowiem niewątpliwym arcydziełem akustycznym. Za siedzeniami ma głośniki systemu Bose, które bębnią Ci w plecy kiedy w CD siedzi brazylijska samba i delikatnie łaskoczą dźwiękiem trąbki. Fenomenalny dźwięk, czysty, klarowny, ale wystarczy go ściszyć, żeby usłyszeć jak grzmi serce tego samochodu. Nie grzmi, jazgocze, chrzęści niczym metalowa armia, dźwięk dochodzi od dołu, co przy niskim położeniu siedziska daje wrażenie drapania w, hm, tylną część ciała. Tak powinien charczeć sportowy samochód. Zgrzytam na zakrętach Ojcowskiego Parku Narodowego, najmniejszego w Polsce, uroczego nagromadzenia budownictwa w szwajcarskim stylu w dolinkach wytłoczonych pradawnymi rzekami.
Zatrzymuję się przy kaplicy „Na wodzie”, która stanęła na miejscu dawnych łazienek zdrojowych. Mimo betonowych podpór, wciąż wygląda jakby stała „na wodzie” – to po to, by uniknąć carskiego zakazu budownictwa sakralnego „na ziemi” ojcowskiej. W środku, w głównym ołtarzu, podarunek kuracjuszki – wzruszający portret Matki Boskiej Wspomożenia, którego wspomnienie dręczyć mnie będzie przez całą podróż.

ZAGRODY Daję odetchnąć Nissanowi w spokojnej wiosce na skraju parku
ZAMEK OGRODZIENIEC Dziedziniec zamku to tylko punkt na drodze do zamkowej restauracji PIESKOWA SKAŁA Spokojne ogrody i stawy przy zamku widziały niejedno

REKLAMA

REKLAMA

Wzloty i upadki

Nie widać tego w sielankowych tańcach dla turystów, ale zamek w Pieskowej Skale miał tyleż szczęścia do właścicieli, ile pecha. W okresie świetności porównywany z Wawelem, podupadł kiedy Szafrańcowie zajęli się czarną magią i rozbójnictwem. Okryty złą sławą po śmierci powstańców styczniowych, trafił w końcu na licytację zadłużony przez krakowskiego adwokata. Wówczas uśmiechnęło się do niego szczęście – naród sypnął groszem i zamek ocalał.

Najbardziej uczęszczanym zabytkiem Jury jest zamek na Pieskowej Skale i stercząca obok Maczuga Herkulesa, która mi bardziej przypomina puchar wręczany na piłkarskich mistrzostwach świata. Może dlatego, że prawdziwego nigdy w tym kraju nie zobaczę. Zamek obok to jeden z dowodów na rozległą działalność budowlaną Kazimierza Wielkiego, ważna fortyfikacja w systemie obronnym, który miał oddzielać Kraków od nieprzyjaznego Śląska i strzec szlaków handlowych. W swojej renesansowej formie to najbardziej „grzeczny” zamek na szlaku Orlich Gniazd.

OJCÓW Kaplica „Na wodzie” – odrobina Szwajcarii w Polsce SKAŁKI JURY Jazda pomiędzy ostańcami i z odkrytym dachem, czyli największa przyjemność
KRAKÓW Samochodom nie wolno, koniom tak. Gdzie tu sprawiedliwość? CZĘSTOCHOWA Klasztor wzbudza respekt, to świetne miejsce na wyciszenie po podróży

Nissan 350Z Roadster - formy ostrzejsze

Zamek Ogrodzieniec. Trudno rozróżnić co jest dziełem ręki ludzkiej, a co boskiej.
Po tym jak Wajda kręcił tu „Zemstę” Fredry, na zamku roi się od turystów.

Nissan pcha mnie ku formom ostrzejszym, budowlom dramatycznie wiszącym na skałach Jury. Sytuowane niekiedy w naturalnej osłonie wapiennych ostańców stopiły się przez wieki z nimi w nierozerwalną całość. Najpiękniejszym przykładem jest oczywiście Zamek Ogrodzieniec. Fantazyjne skały w systemie jego murów o kształcie wielbłądów czy dinozaurów straszyły niejednego oblegającego. Mimo zniszczeń, czuć ogrom i wielkość pierwotnego założenia – lepiej było tak to zostawić, zamiast stawiać scenę na głównym dziedzińcu. Kolej na typowo średniowieczne, wysokie zamki na szczytach skał. W drodze do Mirowa zatrzymuję się na chwilę przy Rzędkowickich Skałach, miejscu uczęszczanym przez amatorów wspinaczek. Tam Nissana próbuje z kolei zatrzymać właściciel terenu, ale prawdziwy kres podróży wyznaczają głębokie rowy ze śladami terenówek. Patrzę na płaski grill chłodnicy i zawieszenie za niskie, żeby jeździć po kostce brukowej. Nie da rady.



Polecane noclegi...

Hotel Kazimierz na Kazimierzu jako jeden z niewielu dysponuje własnym parkingiem. Ważne, bo
zostawienie auta przy ulicy to ryzyko, gdy przez całą noc kłębi się tutaj tłum turystów. Nie zawsze trzeźwych.

..i miejsca

Kraków  Restauracja Ariel na Kazimierzu podaje dania o kuszących nazwach, jak karp po sefardyjsku duszony z pieczarkami i cebulą lub przepyszny kawior po żydowsku z wątróbką.

Podzamcze W restauracji Stodoła u stóp Zamku Ogrodzieniec wszystkie zupy w chlebkach, po staropolsku. Polecam wyśmienity, pachnący żurek jeść szybko, bo chleb go wchłonie.


Mirów, Bobolice i Olsztyn to średniowieczne zamki, które padły pod naciskiem cywilizacyjnych zmian. Nieprzystosowane do obrony przed bronią palną, ostrzeliwane i palone przez Szwedów i Austriaków podzieliły los miast azteckich, których walory obronne okazały się nie z tej epoki. Szkoda, bo to pasujące do polskiej duszy dumne i śmiałe budowle.
Jura Krakowsko-Częstochowska przypomina napięty łuk, którego szczyty spinają Kraków i Częstochowa. W tej ostatniej mijam Nissanem Klasztor Jasnogórski z pokorą i wyrzutami sumienia. To auto to żaden świętoszek, jest gwałtowne i ekspresyjne niczym stosy reformacji, złaknione ludzkich oczu niczym grzech pierworodny. Wybaczam mu niskie siedzisko, bo dzięki niemu nie przebiłem dachu na polskich drogach. Gdyby wszędzie była Pustynia Błędowska, gdyby ona była rzeczywiście pustynią, polecałbym Nissana 350Z na każdą trasę w Polsce.

WAWEL Nissan bez krępacji śmiga przed siedzibą królów

 

Dane producenta NISSAN 350Z
Cena 190 500 zł (w 2008 r.)
SILNIK I PRZENIESIENIE NAPĘDU
Rodzaj silnika benzynowy V6, 3.5
Pojemność skokowa 3498 cm3
Moc maksymalna
przy obrotach
313 KM
6800/min
Maksymalny moment obrotowy
przy obrotach
358 Nm
4800/min
Rodzaj napędu na tylne koła
Skrzynia biegów 6-biegowa przekładnia mechaniczna
OSIĄGI
0–100 km/h 6,1 s
Prędkość maksymalna 250 km/h
ZUŻYCIE PALIWA
Średnie 12 l/100 km
Emisja CO2 288 g/km
NADWOZIE
2-drzwiowy, 2-miejscowy kabriolet, dług. x szer. x wys. 4315 x 1815 x 1330 mm, rozstaw osi 2650 mm, masa własna 1621 kg, dopuszczalne obciążenie 199 kg, pojemność bagażnika 235 l.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Zobacz także:

zobacz galerię

Zobacz także:

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA