[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Fabryka MAZ w likwidacji skutków wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu Cz.2

26 kwietnia to smutna data w kalendarzu. Tego dnia w 1986 roku eksplodował jeden z reaktorów elektrowni jądrowej w Czarnobylu, na terytorium ówczesnej USRR. Chociaż od tej katastrofy minęły ponad trzy dekady, ale jej konsekwencje wciąż są odczuwalne. Przez wiele lat temat ten był klasyfikowany jako „tajny”. Zajmował się nim wyłącznie ograniczony krąg osób, informacje nie zostały ujawnione, dokumenty zostały starannie ukryte. Ale dzisiaj trzeba o tym porozmawiać, aby pamiętać i nie powtarzać błędów z przeszłości.

„Adres naszej opieki”

Fot. Producent

Maszyna specjalnego przeznaczenia

Nawet dla takiego supermocarstwa takiego jak ZSRR wypadek w Czarnobylu był szokiem. Ale to właśnie „niezniszczalne republiki wolnych” zjednoczyły całą swoją siłę w radzeniu sobie z tym wspólnym nieszczęściem. Aby wyeliminować konsekwencje wypadku, wykorzystano różne zasoby: naukę, wojsko, przemysł i oczywiście ludzi. Następnie, na poziomie Kraju Rad, KrAZ, ZIL, URAL itd. przygotowały specjalny sprzęt, aby wyeliminować konsekwencje awarii w Czarnobylu. Minsk Automobile Plant zaprojektował ciągnik do transportu naczep z żelbetowymi płytami, z których m.in. miano zbudować dach reaktora. Stworzenie specjalnego sprzętu dla Czarnobyla powierzono EC-1, ponieważ był to warsztat, w którym powstały wszystkie egzemplarze eksperymentalne, chociaż częściowo realizował różne zadania pomocnicze. Największy wkład pracy musiał zostać włożony, aby chronić kierowcę, więc jego miejsce było tak szczelnie zamknięte, jak to możliwe – osłonięto je bowiem ołowiem. Przy tym długo myślano, jakiej kabiny użyć. Powinna być przestronna, aby można było w niej zainstalować „wkład”. W tym czasie pojawiła się nowa rodzina wywrotek, ale wybór padł na serię„pięćset”. Podstawę stanowił zatem ciągnik siodłowy MAZ-504V, który został poddany modyfikacjom antyradiacyjnym.

REKLAMA

Kabina w wersji fabrycznej była duża, ale kapsuła ołowiowa była zbudowana tylko na siedzeniu kierowcy. Zasadnicze pytanie brzmiało tu następująco: do załadunku płyt maszyna zbliża się do obiektu po lewej stronie, dlatego była „pusta ściana” grubego ołowiu. Kierowca wszedł do kapsuły po prawej: najpierw otworzył drzwi pasażera konwencjonalnej kabiny, a potem właz kapsuły, który zamknął od wewnątrz za pomocą specjalnych „zaworów”. Wybrano też dobrą, mocną jednostkę filtracyjno-wentylacyjną, która została zamontowana na dachu. HLF zapewniało nadciśnienie wewnątrz kapsuły i zapobiegało przedostawaniu się kurzu radioaktywnego.

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij