[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Jelcz – dobre perspektywy na przyszłość Cz.2

W segmencie motoryzacyjnym, przy silnym spolaryzowaniu rynku pod względem wielkości podmiotów, Jelcz zalicza się dzisiaj do grupy uczestników niszowych. W grupie tej zajmuje jednak niezwykle specyficzne miejsce, pod tym względem stanowiąc swoisty ewenement na skalę światową. Obsługuje bowiem wyłącznie jednego odbiorcę. Co więcej jednego, nie tylko ze względu na rodzaj powstających produktów, ale i co do liczby. Tym klientem są Siły Zbrojne RP. Taka sytuacja stanowi wypadkową wielu czynników, które zaistniały w ciągu ostatnich trzech dekad

Stale powiększająca się w latach 90. i na początku tego stulecia liczba propozycji dla wojska była następstwem dwóch powiązanych elementów, w tym w układach rynkowym, strategicznym, produktowym, właścicielskim i czasowym. Z jednej strony Jelcz sukcesywnie tracił segment cywilny, na którym stopniowo swoją pozycję wzmacniały znane zachodnie koncerny. W rezultacie kompletnie wycofał się z niego w latach 2003-2004. Z drugiej rodzima armia potrzebowała nowych ciężarówek, głównie terenowych klasy tonażowej ciężkiej, gdyż te dotychczas przez nią posiadane systematycznie się starzały i częściowo pochodziły z byłego ZSRR, a na masowe zakupy od potentatów czy nawet czeskiej Tatry, poza jednostkowymi przypadkami, sił zbrojnych nie było wtedy stać. I tu należy podkreślić rzecz najważniejszą – Jelcz w odpowiednim momencie zaproponował samochody zmilitaryzowane po relatywnie atrakcyjnych cenach – tańsze niż zachodnie odpowiedniki i tym samym wręcz idealnie wykorzystał szansę, jaką dało mu wojsko. Rok po roku – zbierając doświadczenie – konsekwentnie opracowywał na jego rzecz coraz bardziej skomplikowane wykonania. Co więcej, zaczął udanie łączyć zalety wytwórcy masowego, zdolnego rocznie złożyć nawet kilkaset sztuk w jednej, wysoko wystandaryzowanej kompletacji, i niszowego, gotowego zmontować jeden, dwa egzemplarze specyfikacyjnie niezwykle nietypowe. Ta właśnie elastyczność odróżniała go od wielkich graczy, wówczas niezbyt chętnych do takich jednostkowych, nieseryjnych modyfikacji. Wszystko to powodowało, że z czasem na linii MON – Jelcz powstał bardzo symbiotyczny układ. Armia lokowała w zakładzie coraz więcej zamówień na coraz większą liczbę wariantów, Jelcz zaś budował dla niej kołowy sprzęt transportowy skrojony na miarę – w pełni zoptymalizowany kompletacyjnie co do finalnego wykonania, w ilościach jakie chciała i kiedy chciała, w dodatku po relatywnie konkurencyjnych cenach.Wskutek tego Jelcz pełni dzisiaj niezwykle ważną rolę dla bezpieczeństwa strategicznego i militarnego państwa, gdyż rzeczywista mobilność i szeroko pojęte wsparcie logistyczne naszych oddziałów w warunkach polowych i bojowych w coraz większym stopniu zaczynają zależeć od jego wyrobów. Przy tym Jelcz działa jedynie na wcześniej zgłoszone potrzeby sił zbrojnych – tzn. przygotowuje kolejne konstrukcje ex post, a nie ex ante w odpowiedzi na ich uprzednio podane wymagania. Najpierw zatem rodzime wojsko wskazuje, jaki typ taboru w jakim ostatecznym wydaniu chce nabyć i jeżeli Jelcz jest w stanie taki typ opracować i zmontować, robi go. Tak powstały praktycznie wszystkie ostatnie wojskowe Jelcze.

REKLAMA

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij