REKLAMA

Quo vadis przewoźniku?

Nikt dzisiaj nawet nie śmie zaprzeczać, że obecna sytuacja dość mocno odbije się na sektorze drogowego transportu ładunków. Jak mocno i długo? Tego na tym etapie nikt nie wie. Co w zaistniałej sytuacji mogą jednak zrobić przewoźnicy, by mimo wszystko pozostać na rynku? Moim zdaniem wyjścia są trzy.

Pierwsze polega na renegocjacji dotychczas omów z jednej strony ze zleceniodawcami, z drugiej z własnymi zatrudnionymi poprzez czasową obniżkę wynagrodzeń, by uniknąć większych zwolnień, z trzeciej z dostawcami taboru i innych materiałów eksploatacyjnych oraz instytucjami finansowymi. Dzisiaj raczej główni gracze świadomi są powagi sytuacji i doskonale zdają sobie sprawę, że masowe bankructwa firm transportowych naprawdę nikomu nie są na rękę. To już przerabialiśmy doskonale w czasie kryzysu finansowo-gospodarczego z lat 2007-2009. Zabranie pojazdów z placu od jednego podmiotu, po to tylko, by je następnie wyleasingować po niemal głodowych stawkach innemu, stanowi drogę donikąd. Drogę podczas której gracze sami by sobie podrzynali gałąź, na której siedzą. Dlatego teraz chętnych do tego rodzaju akcji raczej nie będzie zbyt wielu, bo długofalowe ogólne problemy z tym związane należą do zdecydowanie wyższych niż pozorne, krótkofalowe korzyści.

Drugie wyjście to oczywiście ucieczka w szarą i czarną strefę. W obecnej złożonej sytuacji znajdzie się zapewne grupa zainteresowanych, która by przetrwać – przy braku lub ograniczeniu zleceń – zwyczajnie zacznie łamać prawo. Od lewych kursów, gdzie i jak się da, po wciąż zdarzającą się praktykę przeładowywania – zabierania więcej czy/i cięższych ładunków niż oficjalnie wskazano – zadeklarowano w dokumentach. Za takim wyjściem będą przede wszystkim optować gracze mniejsi, jeżdżący na pozyskane przez siebie zlecenia, rzadziej po głównych drogach. Taka sytuacja ma największe szanse wystąpić w przewozach krajowych, moim zdaniem z budownictwem na czele.

REKLAMA

I wreszcie propozycja trzecia – INWESTYCJE. Tak dokładnie – inwestycje, ale nie w tabor, lecz w systemy wspomagające prowadzenie biznesu. Przetrwa bowiem albo nie złapany przestępca, albo ten, kto ucieka mocno do przodu, w myśl zasady „przewaga dzięki technologii”. Moim zdaniem aktualna sytuacja:

  • jeszcze bardziej zwróci uwagę na kwestie przychodowe – TOE i kosztowe – TOE i TCM;
  • jeszcze silniej niż teraz wskaże na konieczność inwestowania w sieciowość i łączność w celu uzyskania maksymalnej przejrzystości każdej wykonywanej operacji;
  • oznacza potrzebę inwestowania w tzw. systemy dynamicznej optymalizacji ładunku – na podstawie danych o specyfice każdego ładunku – masy, wymiary, rodzaj – prowadzenie takiego jego rozmieszczenia w pojeździe, aby to rozmieszczenie wpływało na ograniczenie m.in. wydatków na paliwo i innych wydatków eksploatacyjnych, jak na elementy układu napędowego czy ogumienie. W tej chwili generalnie takie algorytmy istnieją dla powtarzalnych pojazdów, ładunków i tras, ale trwają prace nad bardziej zaawansowanymi i zdecydowanie trudniejszymi we wprowadzaniu modelami dynamicznymi – tzn. dopasowującymi rozmieszenie w sposób maksymalnie zoptymalizowany do każdego jednego – indywidualnego przewozu;
  • będzie oznaczać bezwzględną konieczność dalszej optymalizacji wykorzystania wszelkich zasobów – pojazdy i ich nominalne zdolności przewozowe – ładowność, objętość ładunkowa, kierowcy, czas i inne rozpatrywane;
  • będzie oznaczać konieczność współpracy i odchodzenia od zaściankowości mentalnej w prowadzeniu biznesu.

Pomijając zatem kwestie wskazane w punkcie pierwszym wydaje się, iż obecne perturbacje:

  • przetrwają ci, którzy mocniej niż ostatnio poszli w szarość oraz czarną sferę i nie zostali na tym przyłapani. Tym bardziej, że ponieważ rynek pracy z rynku pracownika w niemal kilka dni ponownie i de facto na lata stał się rynkiem pracodawcy wbrew pozorom zagrożeni bezrobociem kierowcy będą mniej skorzy do stawiania wygórowanych żądań płacowych oraz donoszenia o nieprawidłowościach odpowiednim władzom – bezrobocie i jego widmo szybko i w naturalny sposób oraz zazwyczaj skutecznie temperują czasami zbyt roszczeniowe żądania zatrudnionych;
  • ci którzy zainwestują w tych trudnych czasach, by jeszcze bardziej podnosić swoją konkurencyjność.

Tym samym na rynku ponownie może dojść do zwiększenia siły i znaczenia dużych graczy – dużych przewoźników, operatorów logistycznych, itd. Szczególnie tych, którzy nie przejadali i wydawali na zbędną konsumpcję nadwyżek możliwych do zatrzymania w okresie prosperity, lecz wytworzyli wówczas tzw. finansową poduszkę bezpieczeństwa, z jednej strony zapewniającą środki pieniężne na przetrwanie, z drugiej nawet w najbliższej przyszłości pozwalająca na ponoszenie niezbędnych wydatków na inwestycje bez niepotrzebnego (zbytniego?) zadłużania się.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA