[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Wizjonerskie Pegaso Solo 500 sprzed 30 lat Cz.4

Oprócz samej kabiny, w ramach kompleksowego podejścia do tematyki obniżki oporu powietrza i w następstwie redukcji hałasu oraz zużycia paliwa, poprawa aerodynamiki objęła dolne partie boczne. Zainstalowano tam owiewki oraz ogromne zintegrowane kołpaki kół, które w istotny sposób pomogły w ogólnej aerodynamice zestawu – tzn. zaprojektowano je dla maksymalnej poprawy przepływu powietrza.

Fot. Producent

Trzeci zasadniczy obszar zmian dotyczył układu napędowego, gdzie silnik musiał osiągnąć moc wskazaną w nazwie "Solo 500", czyli 500 KM. A powyższe nie okazało się wcale takie proste przy wprowadzeniu normalnie wtedy montowanego przez Pegaso najmocniejszego wykonania. Dlatego musiano dość poważnie zmodyfikować dotychczas dostępne źródło napędu. W tym celu powstał praktycznie nowy silnik, całkowicie opracowany przez ENASA, lecz konstrukcyjnie bazujący na standardowym – klasycznym wariancie 12-litrowym, pochodzącym z gamy Troner 12L. W silniku tym w pierwszym rzędzie pojemność podniesiono do niemal 13 litrów – dokładnie 12,88 litra poprzez zmianę – wzrost średnicy tłoka. Ponadto wdrożono inną turbosprężarkę, nowy system wtrysku oraz najważniejsze – wybrane komponenty wykonane z materiałów ceramicznych. Wszystkie te zabiegi ostatecznie zapewniły uzyskane upragnionego poziomu reklamowanych 500 KM mocy maksymalnej. Warto tu wskazać, że w tamtym czasie wydania 12-litrowe wyróżniały się mocą maksymalną 380-420 KM, natomiast moc maksymalną 460-500 KM uzyskiwały tzw. wersje królewskie – królewskie źródła napędu, o pojemności od przeszło 14 (14,2 litra Scania), poprzez 16 do nawet 18 litrów (Mercedes, MAN, Renault V.I. - Mack, Volvo).

Przy czym, ze względu na brak czasu i zwyczajny pośpiech, pierwszy egzemplarz demonstratora, pomalowany na szary kolor i znany jako jednostka „0”, nie był dokończony – m.in. nie zaopatrzono go w układ kierowniczy. Wskutek tego nie mógł się poruszać samodzielnie. Niemniej eksponowano go na kilka europejskich salonach motoryzacyjnych, chociaż w tym celu musiał być przenoszony żurawiem i przewożony na lawecie. Mimo tego specjaliści oraz klienci dostrzegli oraz docenili dobrą pracę zespołu Pegaso.

REKLAMA

Dlatego, po m.in. pokazie w Barcelonie, samochód został całkowicie zdemontowany i ponownie złożony dla dodania nowych komponentów i różnych funkcji, w tym choćby brakującego układu kierowniczego. Oprócz tego chciano jeszcze udoskonalić i rozwinąć pewne układy, w tym kierowniczy. Ogólnie drugie Solo 500 dostało kabinę pierwszego, a oryginał całkowicie zdemontowano i zezłomowano. W następstwie tych wszystkich prac powstał następny – drugi egzemplarz, oprócz samej kabiny wykorzystujący jedynie elementy aerodynamiczne poprzednika, uzupełnione przez nowe wyposażenie i o wiele mocniejsze, lżejsze podwozie, już z zawieszeniem pneumatycznym. Poza tym na zewnątrz pomalowano go na biało, zamiast na metaliczny, szary kolor, jak pierwszą sztukę Wszystkie te modyfikacje sprawiły, że egzemplarz ten stał się bardziej funkcjonalny – tzn. był wstanie przemieszczać się samodzielnie.

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij