[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Profil vyzn-r

  • avatar
    zgłoś
    Dowcipy, śmieszne filmy, mp3 itp.
    Jako pierwszy zaloze tu temat czyli.... Dowcipy i inne pierdoły tego typu Wrzucajcie tu rozne LoL-e :mrgreen:
    vyzn-r, 2004-12-20 11:16:00
  • avatar
    zgłoś
    Dowcipy, śmieszne filmy, mp3 itp.
    Poszedł gość na disco. Wpada, rozgląda się - przy stoliku siedzi całkiem fajna dziewczyna.
    Pyta, czy się może przysiąść.
    - Oczywiście, ale jest taka sprawa... jestem inwalidką, na wózku. Rozumiesz...
    Chłopak patrzy - rzeczywiście. Ale nic,...mówi, że mu to nie przeszkadza.
    Tak siedzą, rozmawiają, popijają drinki w pewnym momencie gość mówi:
    - Słuchaj, może zatańczymy?
    - Jak to, przecież ja na wózku, nie mogę...
    - Nie szkodzi, jakoś to będzie
    I faktycznie, wyjechał z tym wózkiem na środek tańczą, kółka się z piskiem kręcą na parkiecie. Po tańcu zmęczeni wyszli na świeże powietrze. Tam romantycznie, księżyc, gwiazdy, gadka-szmatka, chłopak zaczyna się ostro do niej dobierać. Dziewczyna się nieco opiera:
    - Ja nie mogę, zobacz sam, paraliż, wózek...
    - Spoko spoko. Przewieszę cię przez płot, poradzimy sobie.
    I tak właśnie zrobił. Przewiesił ją przez płot, zerżnął, ubrał, posadził z powrotem na wózek i wjechali do środka.
    Tam dziewczyna w płacz. Gość zaniepokojony pyta:
    - Co jest? Co ci się dzieje?
    - Bo... to... pierwszy raz... - mówi przez łzy dziewczyna.
    - Co ty mówisz, przecież czułem, ze nie pierwszy raz!
    - Pierwszy raz ktoś mnie potem zdjął z płotu...
    - Jechałem do domu za potrzebą fizjologiczną. Zza krzaków wyszedł pewien pan w niebieskostalowym mundurze i białą czapeczką na głowie. W ręku dzierżył buławę policyjną charakterystyczną dla drogowego pionu Sz. Policji Państwowej czyli lizaczka.
    Myślę sobie nie wytrzymam. Zaraz popuszczę. Ale żeby to tylko był problem natury ciekłej. Zbliżała się wielkimi krokami fala uderzeniowa związana z poważniejszym wydalaniem fizjologicznym. Zatrzymałem się na poboczu i myślę: Albo ten człowiek pospieszy się i powie mi kilka słów nt. przepisów drogowych i mojego przekroczenia prędkości o blisko 60 km/h albo będzie szedł bardzo wolno i nie świadom moich katuszy każe mi przejść się do radiowozu bynajmniej nie w celu zaprezentowania najnowszego filmu "Za szybcy za wściekli". Wreszcie po jakimś czasie, gdy w moim podbrzuszu zaczęła się rewolucja październikowa szanowny Pan Władza przedstawił się i powiedział "Dzień dobry panu. Dokumenty poproszę".
    Po krótkiej wypowiedzi związanej z celem zatrzymania mojego pojazdu nie wytrzymałem. Wybiegłem jak głupi z samochodu. Odepchnąłem zdziwionego przedstawiciela władzy i jak głupi pognałem za nasyp ziemny (przecież nie będę mu tłumaczył, że mam parcie). Policjant był jednak cholernie szybki. Wyciągnął klamkę z kabury i zaczął się drzeć. Stać policja (jakbym nie wiedział, że to policja). Ale ja już byłem za nasypem.
    Zanim dobiegł do mnie ja już miałem nachy ściągnięte na dół i wydalałem materiał niezbyt przyjemny dla organizmu. Gdy dobiegł drugi policjant ja kucałem jak kretyn przy śmiejącym się do rozpuku przedstawicielem władzy nr 1. Bo nie wiedział czy ma mi założyć kajdanki czy podetrzeć mi tylną część ciała. Ostatecznie napomknąłem, że mnie ta sytuacja irytuje i chciałbym pobyć troszeczkę czasu ze swoimi okolicami krocza aby doprowadzić je do jako takiego stanu higienicznego.
    Policjanci widać, że jednostki myślące i współczujące odwrócili się, a ja mogłem w spokoju zająć się doprowadzaniem mojej tylnej części ciała do stanu przed wybuchem powstania bakterii nitryfikujących. Po dwóch minutach zlazłem ze skarpy nasypu wraz z policjantami. Widok mojej bladej ale za to zregenerowanej twarzy jeszcze bardziej ich rozśmieszył. Nie chcieli mnie widzieć w radiowozie a tym bardziej podawać mi ręki. Z mandatu zrezygnowali rozumiejąc mój pośpiech. Grzecznie przeprosiłem i wsiadłem do mojego ukochanego auta stojącego z otwartymi drzwiami. Pomyślałem sobie: Ale będą mieli ubaw na komisariacie jak to powiedzą kolegom. Nie jestem gorszy i opowiadam to wam. Bo lubię się śmiać z samego siebie...
    Jak widzimy, policjanci, to także ludzie i mają ludzkie odruchy...
    I kilka filmikow z arabami
    http://www.members.lycos.co.uk/matrixss13/mqa63/
    vyzn-r, 2004-12-20 21:30:01
  • avatar
    zgłoś
    Dowcipy, śmieszne filmy, mp3 itp.
    Slychac dzwiek podjezdzajacego samochodu. Gasnie silnik, trzesniecie
    drzwiczkami]
    Klient: Dzien dobry. Niedawno kupilem z drugiej reki ten samochód i
    mam takie watpliwosci... Stuka mnie cos z przodu i sciaga w prawo przy
    hamowaniu...
    Mechanik 1: Stuka panu z przodu? i sciaga? Uuuuuuuu... Prosze otworzyc
    maske.
    [Slychac dzwiek otwieranej maski.]
    M1: Uuuuuuuuuu.... Ojejejejejejejej!!! No no no... Heniu! Pójdz no tu
    ino!!
    [Slychac kroki]
    Mechanik 2: Uuuuuuuuuu.... O rrrrany!! No no no....
    K: [poddenerwowany] A o co chodzi!? Co sie stalo?! Panowie cos
    powiedza!
    M1: Uuuuuuu.... Paaaanie...
    M2: Jakby to panu powiedziec... Ojojojojoj!
    M1: Przyjechal pan do nas w ostatnim momencie...
    M2: No! W ostatnim!!
    K: Ale konkretnie to co sie dzieje!?!
    M1: Malo brakowalo...
    M2: Naprawde nieduzo...
    M1: Tyci-tyci...
    M2: I juz by pan do nas nie przyjechal...
    M1: ...juz by pan nigdzie nie przyjechal...
    [chwila grobowej ciszy]
    K: Znaczy... tego... moglo dojsc do wypadku? Takie powazne jest to
    uszkodzenie?
    M1: Uuuuuuuu.... Co ja bede panu duzo mówil. Patrz pan tu!!
    M1: Widzi pan? Tu! Ten czerwony wezyk. Widzi pan?
    K: [zdezorientowany] Nie!
    M1: Nie widzi pan?
    K: Nie!
    M1: Wlasnie!! JA TEZ NIE WIDZE!!! A moze ty, Heniu, widzisz ten wezyk
    od podcisnieniowego regulatora korekcji kata natarcia przedniego
    wodzika ukladu stabilizacji lewego kola przy hamowaniu? Widzisz,
    Heniu?
    M2: [grobowo] Nie widze.
    M1: No to jak, pana zdaniem, ma dzialac podcisnieniowy regulator
    korekcji kata natarcia przedniego wodzika ukladu stabilzacji lewego
    kola przy hamowaniu, skoro z braku wezyka nie jest podawany czynnik
    roboczy pod cisnieniem 1.56 atmosfery? No jak..?
    [Klient milczy]
    M1: A ten wezyk, o tu, pan widzi?
    K: Ten widze...
    M1: Wlasnie. To wezyk od od podcisnieniowego regulatora korekcji kata
    natarcia przedniego wodzika ukladu stabilizacji prawego kola przy
    hamowaniu. Prawe kolo bylo stabilizowane, a lewe nie. Dlatego sciaga
    pana w lewo...
    K: Ale mnie sciaga w prawo...
    M2: [grobowo] Bo zawsze sciaga w strone kola stabilizowanego. Bo kolo
    niestabilizowane ma wiecej stopni swobody, rozumie pan...
    M1: Wlasnie, Heniu to dobrze ujal. Heniu jest specjalista od ukladów
    stabilizacji przednich kól. Ile on juz w zyciu kól ustabilizowal, to
    na palcach obu rak by pan nie zliczyl...
    K: Czyli wystarczy zalozyc ten brakujacy wezyk i bedzie dobrze?
    M1: Nie tak szybko!
    K: Nie..?
    M2: [grobowo] Nie!
    M1: Poniewaz nie bylo wezyka, do pompy fluidalno-odsrodkowej nie
    dochodzil czynnik roboczy, rozumie pan. A taka pompa bez czynnika
    roboczego, to ho-ho..! Mówiac krótko! - Jebut - i po pompie!!
    M2: Tak jest! Jebut - i juz pompy nie ma...
    K: [coraz bardziej wystraszony] Tak zupelnie jej nie ma..?
    M1: A widzi pan tu jakas pompe? O tu..?
    K: Tu w ogóle jest pusto...
    M1: Wlasnie. ZOSTALA TYLKO DZIURA PO SRUBIE!!
    K: Ale jak pompa mogla po prostu zniknac..? Rozumiem, ze mogla sie
    popsuc, ale tak zupelnie zniknac bez sladu...
    M2: [grobowo] W wyniku silnych wibracji spowodowanych praca bez
    czynnika roboczego, a takze zbyt wysokiej temperatury, nastapila
    zmiana struktury mole... molo... morekurarnej metalu, w wyniku czego
    pompa ulegla dezintegracji.
    K: [z niedowierzaniem] DEZINTEGRACJI!?!?!?
    M1: Tak. De-zin-teg-ra-cji. Prosze wierzyc Heniowi, on na pompach zna
    sie jak malo kto...
    K: I co teraz?
    M1: Trzeba kupic nowa pompe. A ona nie jest tania...
    K: [z niepokojem] To znaczy ile kosztuje...
    M1: Wie pan, my dostajemy bezposrednio od producenta, po kosztach. To
    u nas tylko 1500 zlotych. Bo w sklepie, to ho-ho!
    M2: No! Ho-ho!
    K: Rany boskie! 1500 zlotych!
    M1: A chce pan wyladowac na drzewie? Chce pan?! A czy pan wie, ze juz
    sie zaczal proces deterioracji lewej belki wspornika U-6/B-8? Wie pan?
    K: N-nie, nie wiem.
    M2: [grobowo] To teraz juz pan wie...
    M1: Wiec belke to tez trzeba bedzie wymienic... Ale to grosze
    kosztuje, niecale 800 zlotych...
    K: Coooo!! Jeszcze 800 zlotych!!!?
    M1: No... z zaslepkami to wyjdzie kolo tysiaca. Ale zaslepek nie musi
    pan zakladac...
    M2: [grobowo] ...najwyzej przód panu bedzie latal jak zyd po pustym
    sklepie.
    K: jak zyd..?
    M1: Bo luzy beda. No i lozyska szybciej sie wyrobia... I amortyzatory
    sieda... No i tez moze ulec zaklóceniu struktura podluznicy. Wiec ja
    bym radzil zaslepki zamontowac... Ale to pana decyzja.
    K: No nie, nie, jak tak to trzeba zamontowac... No bo jesli lozyska...
    M1: Od razu widac ze pan rozsadny czlowiek. Niektórzy to próbuja
    oszczedzac... A potem sie jednemu z drugim kolo urywa w czasie
    wyprzedzania na zakrecie podczas mgly... I tragedia gotowa...
    K: Podczas mgly...?
    M2: [grobowo] Wilgotnosc powietrza jest inna i lozyska sie siepia...
    M1: No wlasnie. Heniu to sie zna na lozyskach jak malo kto. Jak mówi
    ze sie siepia, to sie siepia...
    K: [z nadzieja] Ale jak zrobimy to co panowie radza, to sie nie beda
    siepac..?
    M1: Musowo ze nie.
    K: Czyli to razem wyjdzie... zaraz, niech policze... dwa i pól
    tysiaca?
    M1: O ile nie ulegl uszkodzeniu silnik...
    K: Silnik? Dlaczego silnik?
    M2: [grobowo] Pracowal bez obciazenia. Uszczelki mogli sie
    wydmuchac...
    M1: Wlasnie! Prosze wlaczyc silnik!
    [slychac dzwiek wlaczanego silnika]
    M1: No-no-no! Ojojojoj!
    M2: Ojojojoj! No-no-no!
    K: Cos nie tak?
    M1: Pan tu podejdzie... o tu... i poslucha. Slyszy pan? Syczy...
    K: Syczy?
    M1: Syczy! Pan poslucha...
    K: [z powatpiewaniem] No moze i syczy...
    M1: Pan moze tego nie zauwazyl, bo to trzeba miec wprawne ucho. Ale ja
    panu pokaze na przyrzadzie. Heniu, podaj manometr... dzieki. Pan
    patrzy - przykladam manometr do bloku silnika... o tak... i co
    pokazuje?
    K: [z niepokojem] Zero...
    M1: Wlasnie! Zero!!
    M2: [grobowo] A powinien jeden koma osiem.
    K: [przerazony] Jeden koma osiem?
    M1: No wlasnie. Moze pan wierzyc Heniowi, on to wszystkie odczyty zna
    na pamiec. Obawiam sie ze trzeba bedzie sciagnac glowice. Niech sie
    pan modli zeby to byla tylko uszczelka, bo jak to pekniecie glowicy,
    to nie bedzie dobrze...
    K: A moze pan stwierdzic, czy to uszczelka?
    M1: Zaraz sie przekonamy. Heniu, podaj przyrzad do przeswietlania
    glowicy... nie, nie ten... ten tez nie... no tam przeciez wisi na
    haku... o, dziekuje.
    K: [z powatpiewaniem] To jest przyrzad do przeswietlen? Wyglada jak
    przenosny reflektor na kablu.
    M1: To jest lampa fluoropolaryzacyjna. Ujawnia zmiane struktury
    czasteczkowej metalu. Prosze wylaczyc silnik [dzwiek silnika cichnie]
    o, dziekuje. No i popatrzmy... Ojojojoj!
    K: Cos nie tak?!
    M1: Widzi pan te ryse... o tu. To mikropekniecie strukturalne.
    Niestety! Moje obawy potwierdzily sie.
    K: I co teraz?
    M1: Trzeba dac nowa glowice...
    K: A nie da sie jakos zaspawac, czy co...?
    M1: No, niektórzy to spawaja, to prawda. Jak pan bardzo chce, to
    zaspawamy. Na pana odpowiedzialnosc...
    M2: [grobowo] Najwyzej sie silnik rozerwie... choc, trzeba przyznac,
    czasami sie nie rozrywa. Ale to nigdy nic nie wiadomo...
    K: [bliski placzu] Silnik rozerwie...?
    M1: Jak taki spaw pusci, to wie pan... zmiana cisnienia i te rzeczy...
    i z silnika wióry leca. Dobrze jak kierowca albo pasazer tlokiem nie
    oberwa...
    K: Rrrrany boskie! Czyli trzeba wymienic glowice? Ile to moze
    kosztowac?
    M1: No, jak dla pana to po cenach fabrycznych glowica z 3000...
    K: ILE?!!? TRZY TYSIACE??
    M1: Wie pan, glowica to glowica...
    K: Czyli razem piec i pól tysiaca?!?
    M1: Za czesci. Plus nasza robocizna to wyjdzie... zaraz, niech
    policze.... no, jak dla pana to dwa tysiace.
    K: DWA TYSIACE ZA ROBOCIZNE:
    M1: Wyszlo 2345.70, ale zaokraglilem na pana korzysc...
    K: Jezus Maria!! Siedem i pól tysiaca... To moze ja poszukam innego
    warsztatu...
    M2: [grobowo] TYM SAMOCHODEM chce pan jechac? A zone i dzieci pan
    ma...?
    M1: Pan sam widzial ze taniej nie chce byc. Specjalnie wszystko panu
    pokazalismy zeby nie bylo ze klienta naciagamy. Na wlasne oczy pan
    widzial...
    K: No widzialem... trudno, niech panowie go robia...
    M1: Na szesnasta bedzie. Kluczyki tylko poprosze... Do widzenia!
    [slychac dzwiek zamykanych drzwi i kroki]
    K:[pod nosem] A mówil Kazik ze Polonez to taki tani w naprawach... Juz
    ja mu morde skuje...!
    vyzn-r, 2004-12-21 19:10:45
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    Skakanie z pasa na pas to glupota... przez takie cos jest sporo wypadkow... Ile razy widziałem jak gosc skacze z pasa na pas a za chwile stoi na skrzyzowaniu na czerwonym dwa samochody dalej.... A wystarczy trzymac jednakowa predkosc zeby trafiac cały czas na zielone i to napewno zaoszczedzi nam wiecej czasu niz takie skakanie...
    Kolejne buraczane zachowanie to wyprzedzanie samochodu i po przejechaniu 200m skrecanie w boczna droge... :x
    vyzn-r, 2005-02-22 17:49:55
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    'dx3x']Walter ma racje tez mieszkam w Gdansku duzo sie najezdziem prze 3 lata po Gdansku i ludzie jezdza jak debile kobiety szczegolnie czasami trzeba sie wciac albo zmienic pas bo nerwowo mozna nie wytrzymac
    napisał(-a):
    No ale ja nie mowie tu o sporadycznych takich przypadkach... Ktos tak zrobie raz na jakis czas i minie w ten sposob 3 samochody, ale jezdzac po Toruniu widze takie przejawy non stop... Jak widze w lusterku Białą astre Kombi albo inny tego typu samochod na warszawskich numerach w dodatku z kratka z tyłu to wole zjechac... :? Rozumie ze tym osoba sie spieszy itd. bo maja płacone za to ale boze kochany, to co robia to jest nie do pomyslenia... :?
    Kiedys byli arystokraci, teraz są autokraci - z kratka z tyłu :mrgreen:
    vyzn-r, 2005-02-23 10:51:05
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    Poprostu juz nie ma takiego balaganu na forum jak kiedys i nie trzeba tak czesto iterweniowac, jak nie ma sie czego pisac cekawego to tea lepiej nie pisac niz na kazdyk kroku zaznaczac swoja obecnosc A z tego co wiem to moch jest i ma sie dobrze
    vyzn-r, 2005-02-23 16:46:27
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    ale to musisz sie poddac bieżnikowaniu kory mózgowej
    vyzn-r, 2005-02-24 16:54:15
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    'Reloo']Ekstremalna sytuacja o ktorej pisalem miala miejsce na trasie Piotrkow Łódź, przy dosyc duzej predkosci. Wyskoczył kot, niepotrzebnie chcialem go ominać, przez co wpadlem w mega-drift. Podobno wiekszosc kierowcow wciska hamulec... Ja, nie wiem dlaczego, ale dodalem na spokojnie gazu, i coraz mniejszymi kontrami wyprowadzilem auto z poslizgu. Nie myslcie sobie ze popadam w samozachwyt, ale ciesze sie ze zachowalem sie tak, a nie inaczej.
    napisał(-a):
    hehehe... moja mama to po takich sytuacjach to mówi baaaaardzo dużo Dlatego teraz najczesciej jezdze sam
    vyzn-r, 2005-02-26 00:02:44
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    no u mnie mama uzywa innych słow ale to na szczescie tylko w ekstremalnych sytuacjach
    vyzn-r, 2005-02-26 00:35:59
  • avatar
    zgłoś
    Wolna Amerykanka
    To Moj kumpel Przypierdzielił w radiowóz, i to była jego wina, wyleciał na nich z podpozadkowenej Skasował całego transita ale mielismy beke z niego :D:D:D Ale od tamtej powy jak go widzi jakis patrol to mu tylko palcem groza i smieja sie
    vyzn-r, 2005-02-26 12:43:08
STRONA 1 z 99
REKLAMA