[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Skoda Superb szybsza od BMW M5

Sleeper to określenie niepozornego z zewnątrz auta, z piekielnym napędem pod maską. Taka właśnie jest Skoda Superb, o której piszemy poniżej.

Michał Szymaczek 2018-10-19
Skoda Superb 560 KM Skoda Superb 560 KM, fot. LivingLifeFast / YouTube

Skoda Superb to samochód, który jest mistrzem przestronności, a przy tym bardzo, ale to bardzo niepozornym z wyglądu. Taka raczej zwyczajna limuzyna, która jednak w swojej najmocniejszej, 280-konnej wersji potrafi przyspieszyć od 0 do 100 km/h w 5,9 sekundy.

Czeski producent nie przewidział jak do tej pory topowego wariantu RS, który dałby flagowemu sedanowi zastrzyk mocy i przynajmniej 350 KM pod maską. Pewien właściciel Superba poradził sobie jednak z tym problemem w sposób co najmniej imponujący.

REKLAMA

Za bazę posłużyła Skoda Superb z silnikiem 2.0 TSI o mocy 280 KM i napędem na cztery koła. Choć auto jest całkiem szybkie, to trochę mu brakuje. Choćby do poziomu 310 KM, osiąganego przez ten sam silnik w Audi S3.

Przeróbki miały kilka etapów, przy czym ogólna zasada była taka, że samochód wciąż ma być funkcjonalnym środkiem transportu. Odpadały więc głębokie modyfikacje i usztywnienie zawieszenia, montaż dużych spoilerów, niskoprofilowych opon czy głośnego sportowego wydechu.

Po pierwszym etapie, polegającym na ingerencji w oprogramowanie silnika, moc wzrosła do 320 KM, ale jednostka nie pracowała zbyt dobrze. Podniesiono więc moc do poziomu 340 KM, co poprawiło czas przyspieszenia do 4,6 sekundy.

Dalsze zmiany pod maską, w tym wymiana intercoolera, pozwoliła dobić do 370 KM. To jednak wciąż nie było to. Zamówiono więc nowy, zmodyfikowany silnik od Audi S3, przerobiono turbinę, chłodzenie, skrzynię biegów czy układ wydechowy, by ostatecznie zatrzymać się na wartości… 560 KM i 730 Nm!

Te parametry, jak się nietrudno domyślić, zmieniły Superba w prawdziwą rakietę. Sprint do „setki” to teraz kwestia policzenia do trzech, a kiedy dojdziemy do siedmiu, na liczniku jest już 200 km/h. Na co dzień jednak właściciel podchodzi do sprawy z dozą rozsądku, poprzestając na mocy 500 KM.

To się nazywa mieć fantazję, co? No i trochę pieniędzy, bo nie są to jednak tanie rzeczy. Sam wydech, pochodzący od firmy, która pracuje dla Aston Martina, to 4 tys. dolarów. Co ciekawe, dla niepoznaki właściciel okleił auto mylącym połączeniem oznaczeń GreenLine, SportLine oraz Laurin&Klement.

Samochód został wystawiony na sprzedaż. Jego cenę ustalono na równowartość 171 tys. złotych. Nie wydaje się to wygórowaną kwotą, biorąc pod uwagę szereg przeróbek, ich koszt i czas poświęcony na złożenie wszystkiego w całość. Są na sali jacyś chętni?