Od redaktora:

Roman Popkiewicz

Rozwiń

Każdy rok jest pełen wyzwań i każdy zapowiada się ciekawie, jednak wygląda na to, że sezon 2020 będzie dla świata samochodów szczególny, zwłaszcza pod jednym względem.

Słuchając zapowiedzi niektórych producentów można odnieść wrażenie, że już za chwilę, a najdalej dwie, masowo przesiądziemy się do aut elektrycznych. Rzeczywiście, w tym roku do sprzedaży trafią VW ID.3, Peugeot e-208, Opel Corsa-e, Skoda iV, Mazda MX-30, kolejna wersja Audi e-trona, Porsche Taycan plus kilka innych modeli, a pod koniec roku również Mustang Mach-E.

Szczerze mówiąc, ze względu na niskie koszty eksploatacji – chociaż fantastyczna dynamika silników elektrycznych też nie jest bez znaczenia – bardzo chętnie moglibyśmy na co dzień używać właśnie „elektryka”. Bez oporów korzystalibyśmy z niego nawet w trasie, bo odległości między naszymi miastami nie stanowią już dla aut elektrycznych bariery.

Gdyby jednak przyszło podjąć męską decyzję, to czy wydalibyśmy na auto elektryczne pieniądze? Bo gwóźdź programu polega właśnie na tym, że producenci muszą te modele nie tylko wprowadzić do oferty, ale zwyczajnie sprzedawać. W Norwegii i Holandii pewnie nie będzie to szczególnie trudne, być może w Niemczech, Danii i Szwajcarii też nie, ale jak będzie w Hiszpanii, Włoszech, Czechach czy Polsce? To, że jesteśmy ciekawi nowego, że szukamy wiedzy na temat elektrycznych aut – to jedna rzecz, ale pytanie za milion brzmi: na ile jesteśmy gotowi sięgnąć do własnego portfela? Odpowiedź życie zacznie przynosić już niebawem.

Polecamy:


CZY TO SIĘ JUŻ OPŁACA?


Czy zakup auta elektrycznego zaczyna się już opłacać? A jeśli nie, to jak szybko się to zmieni? Porównanie kosztów na przykładzie Peugeotów 208 i e-208.




DESIGN NA ŻYCZENIE


Nie ma chyba takiej rzeczy, której zaprojektowania nie można by zlecić jednemu z producentów samochodów. Przegląd najbardziej zaskakujących i najciekawszych projektów.