Od redaktora:

Roman

O samochodach elektrycznych będziemy w tym i kolejnych latach mówić coraz więcej. Warto przyjrzeć się temu, jakie mamy do nich podejście. Na początek – do akumulatorów i zasięgu. W poprzednim numerze pisaliśmy o w tym przedstawiamy Mini Maździe MX-30 Coopera SE. Dwa modele z napędem elektrycznym o nieszczególnie spektakularnym zasięgu dwustu lub dwustukilkudziesięciu kilometrów.

Przyzwyczajeni do przynajmniej 500-kilometrowych zasięgów aut spalinowych wszystko, co mniej postrzegamy jako wadę. Błąd polega jednak na tym, że zestaw akumulatorów w samochodach elektrycznych traktujemy jak zbiornik paliwa. A są one tylko jego odpowiednikiem. Cena zbiornika to mało znaczący koszt w konstrukcji zwykłego auta, natomiast cena akumulatorów w samochodzie elektrycznym z zasięgiem około 400 km to mniej więcej jedna trzecia jego ceny. Zwiększyć zasięg Mazdy i Mini można w prosty sposób – dokładając akumulatory, jednak ceny tych aut natychmiast staną się wyższe o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Po przełożeniu na samochody spalinowe rzecz wyglądałaby tak: mając do wyboru model, który standardowo ma zbiornik paliwa o pojemności 25 l, ale w opcji jest dwa razy większy, tyle że za dopłatą 30 tys. zł – na co byśmy się zdecydowali?

To jest właśnie powód, dla którego Ford przewiduje, że bardziej popularną odmianą Mustanga Mach-E okaże się ta z mniejszym zestawem akumulatorów. VW uważa, że podobnie będzie w wypadku ID.3. A Mazda i Mini mówią wprost – większe „baterie” są w tych autach po prostu niepotrzebne.

Polecamy:


KULOODPORNY


50 tysięcy kilometrów w ciągu sześciu miesięcy – kolejny test długodystansowy za nami. Tym razem na mecie VW T-Roc 1.5 TSI.




BIAŁA MAGIA


Jeden z naszych niemieckich kolegów zaliczył przejażdżkę marzeń – topowym ratrakiem po stoku narciarskim. Pojemność silnika 11,8 l, moc 520 KM, prędkość do 20 km/h. Na stromym jak ściana zaśnieżonym zboczu.