Od redaktora:

Jarosław Brach

Biznes w nowej rzeczywistości

O tym, że obecnie gospodarki krajów wysoko uprzemysłowionych przechodzą do następnego etapu rozwoju, dla którego Niemcy ukuli określenie Poziom 4.0, na naszych łamach piszę od dawna. Tendencja ta dotyczy dziś praktycznie większości sfer produkcji i usług, w tym szeroko pojętego sektora Transport-Spedycja-Logistyka. Niestety, u nas nie widzą w tym najmniejszego problemu. Nawet ze środowiska dziennikarskiego nieraz słyszę głosy, że cały ten „Transport 4.0” to zwykła „ściema”, taki marketingowy slogan wymyślony przez grupę decydentów w wielkich korporacjach, by na tym dodatkowo zarobić. Nawet jeśli z tej opinii da się wyłowić cień prawdy, to prawda ta pozostaje nader znikoma i, niestety, świadczy – bez obrazy – o pewnym intelektualnym zacofaniu autorów takich stwierdzeń.

Nam rok 1863 nierozerwalnie kojarzy się z martyrologicznym wydarzeniem – następnym przegranym powstaniem w naszej historii, tym razem styczniowym. Tymczasem 10 stycznia 1863 roku pierwsi podróżni skorzystali z londyńskiego metra, najstarszego na świecie. To wręcz dramatycznie pokazuje nasze zapóźnienie w zakresie rozwoju gospodarczego i społecznego w stosunku do najbardziej rozwiniętych państw na globie. I teraz chcemy to zapóźnienie – oczywiście nie aż w takim wymiarze – dalej utrzymać. Koronne argumenty, że rodzimi przewoźnicy tego nie potrzebują, że ich to nie interesuje albo czy można sobie wyobrazić, że będą to chcieli nabyć, są co najmniej śmieszne, o ile nawet nie żenujące. Kwestia nie dotyczy tego, czego dzisiaj chcą Janek i Franek, ale tego, co zachodzi w ich otoczeniu. Innymi słowy – nie są ważne chęci Janka i Franka, bo otoczenie je zwyczajnie ignoruje, gdyż oni się tu nie liczą, podczas gdy bezwzględnie muszą w swoich działaniach brać pod uwagę to, co dzieje się wokół nich.

Czego dokładnie dotyczy zagadnienie? Mianowicie przez lata polski transport drogowy, w tym głównie międzynarodowy towarowy, swoją przewagę strategiczną budował na niskich cenach pozyskiwanych zasobów – zdecydowanie niższych pensjach kierowców oraz cenach paliw i pojazdów. Teraz sytuacja w tej materii ulega dla nas zdecydowanej zmianie na gorsze. Ceny zasobów u nas rosną, coraz bardziej zbliżając się do zachodnich stawek. Jednocześnie, właśnie w ramach Rewolucji 4.0, Zachód postawił nie na samą cenę dostępu do zasobów, bo nas w tym jeszcze długo nie przebije, lecz na wydajność spożytkowania zasobów już posiadanych. Czyli, gdy u nas wciąż wielu przewoźników żyje tym, że Wania z Saszą pojadą za niską stawkę, Zachód rzucił nam rękawicę rywalizacji w kompletnie innym wymiarze. Te nominalnie zaoszczędzone realne grosze okażą się niczym w sytuacji, gdy zachodni przewoźnik, choćby dzięki nowoczesnym sieciowym systemom zarządzania, w tym systemom dynamicznego poszukiwania ładunków albo nadzoru nad flotą, podniesienie efektywność eksploatacji taboru z obecnych średnio 50-60% do 70-80%. Wówczas nawet jeśli będzie nominalnie droższy (bo będzie), okaże się rzeczywiście tańszy w przeliczeniu na wykonaną pracę przewozową. Za kurs bowiem weźmie o 20-30% więcej, lecz na danym dystansie przy niewiele wyższych kosztach jednostkowych przemieści o 50% ładunku więcej. W rezultacie koszt tkm będzie o 20-30% niższy.

Dobrze, że część naszych przewoźników to widzi i zaczyna nie tylko stawiać na tanie zasoby, ale i na to, na co stawiają bardziej rozwinięci gracze – efektywność ich użycia. Zachód już dawno skupił się na bardziej dochodowych usługach z dziedziny spedycji i logistyki, nam zastawiając jeżdżenie. Myśmy tę lukę wykorzystali, lecz tym samym staliśmy się wykonawcami zleceń na rzecz innych. Wielu to nawet ucieszyło. Niemniej oni nam po prostu konkurowanie w samej sferze przewozów odpuścili – niech Marek, Franek i Wania ganiają po Europie za kółkiem, bo to oni dają zlecenia temu Markowi, Frankowi i Wani. Panowie przewoźnicy – najwyższy czas wyjść ze swojego kokonu przeświadczenia o własnej pozornej potędze. Czas postawić na nowoczesność lub godnie zejść ze sceny, jak kilka miesięcy temu uczynił choćby właściciel nobliwego Linka. W takim razie albo mocny ruch do przodu, albo branżowe sześć desek oraz dwa metry poniżej poziomu gruntu. I tym optymistycznym akcentem do spotkania w przyszłym roku.