Od redaktora:

Jarosław Brach

Rozwiń

Co nas czeka w 2020 roku?

Od ostatnich 3-4 lat mniej więcej o tej porze zadawaliśmy jedno z kluczowych pytań: czy kolejny nadchodzący rok będzie dla gospodarki rokiem dalszego silnego wzrostu i rozwoju, czy też nadejdą mniej korzystne trendy w postaci spowolnienia, korekty, kryzysu bądź wręcz krachu? Jak na razie, mimo że powyższe pytanie za każdym razem w momencie robienia podsumowań wracało niczym bumerang, to spodziewane gorsze – na szczęście – nie wystąpiło. Niemniej w życiu, jak w przyrodzie, nic nie trwa wiecznie, i kiedyś muszą nadejść te nie najlepsze czasy.

Niestety, coraz więcej wskazuje, że owo kiedyś nadchodzi właśnie teraz. I kwestia nie dotyczy gdybania, czy skoro jest dobrze, to musi być także źle, lecz twardych wskaźników i faktów. Zanim zostaną one omówione, bezwzględnie trzeba zwrócić uwagę na zagadnienie tutaj zasadnicze – otóż ekonomia zalicza się do grupy nauk społecznych. Jedna z ich kluczowych cech polega zaś na tym, że wiele spraw nader trudno da się określić precyzyjnie i wobec tego z całą stanowczością wskazać, że coś realnie zajdzie w danych czasie i miejscu, z wyznaczoną siłą oraz z zaznaczonymi kierunkami, charakterem, natężeniem i długością trwania. Tak bowiem, jak nie do końca przewidywalny bywa człowiek ze swoimi nie zawsze i nie w pełni racjonalnymi decyzjami, tak mogą przebiegać i być kształtowane procesy gospodarcze. Wniosek jest tu więc oczywisty: rzeczonego kryzysu dokładnie określić się nie da. Da się jednak określić jego zasadnicze symptomy. A te powoli zaczynają występować. I bynajmniej nie zacznę tu od głoszenia złowieszczej tezy, że skoro przez pewien okres stale było lepiej, to – ze względu na przebiegi cykli koniunkturalnych – kiedyś musi być gorzej. Wskażę na te elementy negatywne. Po pierwsze, sami przedsiębiorcy widzą, że perspektywy na najbliższe miesiące wcale nie są aż tak dobre, co zdradza m.in. wskaźnik PMI. Po drugie, zaczynają hamować najważniejsze gospodarki, od których w układzie eksportowym silnie zależy gospodarka polska (przede wszystkim mam tu na myśli Niemcy). Po trzecie, brexit staje się farsą, gdyż wciąż nie wiadomo, kiedy i na jakich zasadach zajdzie. Brytyjczycy w tej sprawie są mocno podzieleni, sprawiając wrażenie, jakby chcieli wyjść i jednocześnie zostać – zachować sobie to, co najlepsze z Unii, z innych składowych natomiast zrezygnować. Ponieważ tak się nie da, mamy żenujący serial wydarzeń z dymisją brytyjskiego premiera w tle. Tylko to, co może rozgrzewa wyborców i podnieca polityków, bywa niedobre dla biznesu, bo biznes nie lubi niepewności. A ta niepewność w sferze brexitu wciąż nad nami wisi. I wreszcie po czwarte – na pewne przejawy zbliżających się problemów wskazuje sama branża transportowa. W tej sytuacji jest to o tyle kluczowe, że właśnie transport uchodzi za jeden z najczulszych rzeczywistych barometrów realnego stanu gospodarki. Przez ostatnie kilka lat, mimo przewidywania kryzysu, transportowcy wciąż chętnie zamawiali nowy tabor, tymczasem od co najmniej kilku miesięcy przestali. W rezultacie po niemal dekadzie stałego wzrostu w tym roku sprzedaż nowych ciężarówek, naczep i przyczep może się okazać niższa niż w rekordowym 2018 roku. Sami dostawcy sprzętu przewozowego nieoficjalnie mówią, iż w 2020 roku zbyt spadnie od 10 do nawet 20%. Do tego na rodzimych transportowców w sposób negatywny mogą wpłynąć dwa elementy: wspomniany wyżej brexit oraz finalne warunki tzw. pakietu mobilności – czy będą one dla naszej branży mimo wszystko pozytywne, czy też okażą się narzędziem ostro w nią wymierzonym. Niemniej w związku z faktem, że ładunki i tak nadal trzeba będzie przemieszczać, fundamentalne znaczenie mogą tu odegrać: skala przenoszenia przez naszych właścicieli przedsiębiorstw transportowych do innych krajów, ogólna skala spadku zamówień na fracht oraz podjęte w tych warunkach przez same podmioty konieczne procesy przystosowawcze. Efekty powyższego bezsprzecznie mogą prowadzić do spadku wpływów budżetowych w naszym kraju oraz załamania polskiego rynku.

I tym generalnie niezbyt optymistycznym akcentem żegnam się z Państwem do następnego roku, żywiąc tylko nadzieję, że 2020 rok ostatecznie okaże się być rokiem jedynie pewnej krótkotrwałej korekty, nie zaś rokiem kryzysu czy wręcz krachu.

Polecamy:

SOLARIS NA BUSWORLD
W Brukseli polska firma pokazała swoje najnowsze modele wykorzystujące elektryczność.

IFRE
W Kielcach wystawiała się tylko część z liczących się na naszym rynku pożarniczym dostawców pojazdów.