REKLAMA

Ecodriving - egzamin z oszczędnej jazdy (wideo)

Oferta jakiej nie było - co roku, od października, jest szansa na jazdę za darmo. Skorzystaj z niej - zmień swój styl jazdy.

Użyliśmy do pomiaru dwóch jednakowych aut, startujących z tego samego punktu, w tym samym momencie.
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 51 800 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5, kombi-5
SPRAWDŹ OFERTY

W ciężkich czasach trzy najczęściej wypowiadane życzenia to... pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Dotyczy to zwłaszcza zmotoryzowanych, bo ponury żart z poprzednich wyborów o paliwie za 5 zł niestety jest faktem. A żyć trzeba i jeździć trzeba. Co prawda, ciągle słyszymy o różnych szkołach i konkursach, w których uczestnicy jeżdżą ze zużyciem poniżej 4 l/100 km, ale przeciętny Kowalski uważa, że to ściema i reklama, a jego auto i tak "poniżej 7 litrów nie schodzi". A 7 to aż 2 razy więcej niż występujące w reklamach 3 i pół. By rozwiać różne wątpliwości (a sam jestem sceptycznie nastawiony do cudownych wyników "na specjalnych torach i specjalnych oponach"), postanowiliśmy zrobić porównanie, sprawdzające te ekoteorie w codziennych warunkach. Należało wybrać pojazd, trasę i kierowców. Z autem wybór był łatwy - ma być zwykłe, powszechnie kupowane, reklamowane jako oszczędne i ekologiczne. Idealnie pasuje tu lider polskiego rynku w klasie małych samochodów - Skoda Fabia.

Wersja "oszczędna paliwowo" - GreenLine z 1,2-litrowym turbodieslem o mocy 75 KM. W tej wersji (nie dokonywaliśmy żadnych przeróbek) auto ma minimalnie obniżone zawieszenie, wydłużone przełożenia w skrzyni biegów, bardzo lekkie alufelgi (i opony pompowane fabrycznie dość wysoko, bo 2,5 bara przód i 2,4 bara tył), mały spoiler (fabryczny) na tylnej krawędzi dachu i dość istotną, montowaną fabrycznie nowinkę - rekuperację energii (przy przyspieszaniu alternator "ma wolne" i nie ładuje akumulatora, a bardzo mocno zasila go podczas hamowania). Do tego seryjny w tym aucie system start/stop - naprawdę momentalnie gaszący silnik, gdy jest on niepotrzebny i absolutnie momentalnie (zanim pedał sprzęgła dotknie podłogi) zapalający go, gdy jest potrzebny.

Trasę wybraliśmy zwyczajną i godziny popołudniowe, gdy ruch jest rzeczywiście gęsty. Na początek 43 km autostrady, a więc niecałe pół godzinki jazdy, potem 42 km po zwykłych "polskich drogach" w rejonie dość mocno zabudowanym i na koniec powrót przez zatłoczony i rozkopany Wrocław, a więc czas "jak Bóg da". Łącznie 103 kilometry w płaskim terenie.

REKLAMA

REKLAMA

Żeby próbę zrobić w tych samych warunkach - przy podobnym natężeniu ruchu i przy identycznej pogodzie (zwłaszcza wiatr) - użyliśmy do pomiaru dwóch jednakowych aut, startujących z tego samego punktu, w tym samym momencie. Kierowcą jednego został nasz redakcyjny kolega Tomek Czyszkowski, jeżdżący "zwyczajnie, jak wszyscy", a więc bez nadmiernej agresji, ale też bez kombinowania jak zaoszczędzić pół litra paliwa. W drugim aucie zasiadł "zawodowiec-naukowiec" - wykładowca i instruktor ekonomicznej i ekologicznej jazdy, Radek Jaskulski ze skodowskiej Szkoły Auto. Start ze stacji benzynowej, po sprawdzeniu ciśnienia w oponach i komisyjnym, bardzo dokładnym zatankowaniu "pod korek". Na całą trasę "z fachowcem" pojechałem osobiście. Tomek, dużo bardziej "wysportowany" od mojego kierowcy i ode mnie (o dobre kilkadziesiąt kilo), pojechał sam. W trzecim aucie - ekipa fotograficzno-filmowa.

Wpierw autostrada - Tomek pojechał "jak wszyscy, wyraźnie ponad stówką" i szybko zniknął nam z oczu. Profesor na autostradzie trochę cudował - tylko najwyższy bieg, tylko milimetr gazu, a więc jazda 80-90 km/h i ani odrobinę szybciej. Akurat trafił się dość silny czołowy wiatr, więc czasem, ale tylko czasem, Radek sprytnie chował się za ciężarówkami. (Przy czołowym wietrze lepiej jechać jeszcze wolniej, a wracać z wiatrem wyraźnie szybciej.) Na zjeździe z autostrady Tomek miał aż (i tylko) 4 min przewagi, ale o 1,4 l/100 większe zużycie paliwa. W profesorskim aucie miałem wrażenie, że jedziemy męcząco, sztucznie. Średnia szybkość mniejsza aż o 17 km/h.

Po opuszczeniu autostrady różnica w zużyciu paliwa jeszcze... wzrosła! Jadąc w gęstym ruchu, ale sprytniej, czujnie, rozpędem, bez zbędnych hamowań i przyspieszeń, Radek zużył tylko 3,2 l/100 km, a przegrał z Tomkiem zaledwie 3 minuty. Wreszcie zakorkowane miasto. To popis Radka w szukaniu płynnej jazdy, mniej zatłoczonych pasów i trafianie w zielone światła. Tomek, nie dość, że zużył więcej paliwa, to jeszcze przegrał (!) 2 minuty. Na całej testowej trasie profesor zużył 3,83 l, a "niewierny Tomasz" 5,43 l, a więc nie o 10%, jak się najczęściej uważa, ale o 42% więcej. Paliwa, czyli pieniędzy. Licząc odwrotnie, Radek potrzebuje tylko 70% paliwa kupowanego przez Tomka. 30% "zarobku" oznacza, że gdy Tomkowi kończą się pieniądze przeznaczone na paliwo, Radek jedzie dalej. I to przez kilka miesięcy. Do tego dochodzi dużo mniejsze zużycie opon i klocków hamulcowych (to też pieniądze). I oczywiście ekologia, choć ludzie w kieszeni dużo bardziej czują kasę, niż CO2.

Parę miesięcy jazdy za darmo. Może warto spróbować?

Tekst Julian Obrocki,
zdjęcia Mariusz Barwiński
amis 10/2011

Zobacz materiał wideo z naszego testu:

zobacz galerię

Zobacz także:

Komentarze

 (10)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA