Jak pogodzić kierowców samochodów i motocykli?

Auta i motocykle – spotkanie na drodze. Kierowcy samochodów i jednośladów bywają wobec siebie wrogo nastawieni, być może dlatego, że te same sytuacje w ruchu drogowym postrzegają w różny sposób. Oto kilka faktów, które pomogą obydwu stronom zmienić perspektywę.

auto_motocykl Fot. Shutterstock.com

Statystyka nie pozostawia wątpliwości – gdy dochodzi do kolizji z udziałem samochodu i motocykla, najczęściej winny jest kierowca tego pierwszego. Tak dzieje się w 80 procentach przypadków. Jeśli wziąć pod uwagę wypadki, czyli zdarzenia, których uczestnicy odnieśli obrażenia, okaże się, że za trzy czwarte z nich odpowiedzialność ponoszą kierowcy samochodów. Dlaczego tak jest? Między innymi dlatego, że czasami po prostu nie zauważają motocykla na drodze lub ich reakcja na jego widok jest nieprawidłowa. Ponieważ jednoślady są mniejsze i węższe, zdarza się, że motocykl znika na moment z pola widzenia kierowcy zasłonięty przez latarnię uliczną czy słupek dachowy auta – to wystarcza, by doszło do wypadku. Poza tym, w Europie motocykle są zjawiskiem sezonowym, a do pojawiających się wiosną jednośladów wielu kierowców samochodów musi się przyzwyczaić.

REKLAMA

Motocykle przyspieszają lepiej niż samochody. Kierowcy aut często nie potrafią prawidłowo ocenić ich rzeczywistej prędkości

Między motocyklistami i kierowcami aut istnieje zasadnicza różnica. Wśród tych pierwszych niewiele jest osób, które używają swojego pojazdu dlatego, że muszą. W większości przypadków jazda motocyklem jest traktowana jako hobby, na równi z bieganiem czy jazdą na rowerze. Co więcej, niemal każdy motocyklista na co dzień jest także kierowcą samochodu. W przypadku kierowców jeżdżących wyłącznie autami jest inaczej, dla wielu z nich samochód jest zwykłym środkiem do przemieszczania się. Nie zawsze dostatecznie koncentrują się na jeździe i łatwiej rozproszyć ich uwagę. Nie są rzadkością kierowcy korzystający podczas jazdy ze smartfona, czy na przykład oglądający filmy podczas jazdy. Do tego dochodzi obserwowany coraz częściej brak umiejętności jazdy, co z kolei wiąże się nieumiejętnością oceny gabarytów własnego samochodu i prędkości, z jaką poruszają się inni uczestnicy ruchu. Widać to choćby na autostradzie. Wielu ludzi ma kłopot ze zmianą pasa, czy włączeniem się do ruchu. Ich zachowanie na drodze jest niepewne, brak im zdecydowania i umiejętności płynnej jazdy. Poza tym auta stają się coraz większe. Próbując skręcić niewielkim samochodem na skrzyżowaniu w prawo, gdy widok w lewą stronę zasłania SUV, łatwo przeoczyć motocykl nadjeżdżający drogą z pierwszeństwem przejazdu.

PRZYKAZANIA DLA KIEROWCÓW SAMOCHODÓW

1  
Zanim wykonasz jakikolwiek manewr, sprawdź drogę trzy razy: motocykle są małe, wąskie, trudno je dostrzec. Motocykl może nadjechać szybciej, niż ci się wydaje, a w ruchu ulicznym łatwo go przeoczyć. Na skrzyżowaniu nigdy nie skręcaj nagle przed zbliżającym się motocyklem.

2  
Nie ścinaj zakrętów! W zderzeniu czołowym motocyklista nie ma najmniejszych szans!

3  
Motocykliści nie lubią deszczu. Opony nie dają gwarancji przyczepności, a lejące się za kołnierz krople obniżąją komfort jazdy. W takich sytuacjach nie prowokuj, nie ścigaj się, zachowaj bezpieczny dystans.

4  
Traktuj motocyklistę jak partnera: średnia wieku motocyklistów to dzisiaj około 35 lat. Okaż im respekt, którego sam żądasz.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Zobacz także:

REKLAMA

REKLAMA

Kierowanie całym ciałem

Jest jasne, że motocykliści uwielbiają drogi pełne zakrętów, dlatego tak często można ich spotkać na krętych, górskich trasach. Wśród motocyklistów najczęstszą przyczyną wypadków, które nie mają nic wspólnego z innymi uczestnikami ruchu, jest wyjechanie z zakrętu. Jeśli dzieje się to na drodze dwukierunkowej, zagrożenie staje się dwa razy większe. Przyczyną nie jest zazwyczaj zbyt duża prędkość, lecz przecenienie swoich umiejętności. Częstym błędem popełnianym przez motocyklistów jest zapatrzenie się w jeden punkt, zazwyczaj gdzieś na poboczu, co często kończy się wyjechaniem z drogi. Przez motocyklistów problem ten jest nazywany fiksacją wzroku. Trzeba pamiętać, że podstawowa zasada jazdy nie tylko na motocyklu brzmi: jedziesz tam, gdzie patrzysz.
Motocykliści mają tę przewagę, że mogą pokonać ten sam zakręt na kilka sposobów. Za każdym razem linia przejazdu może być inna, choć zawsze powinna być adekwatna do panujących warunków i co najważniejsze – bezpieczna. Zasada pokonywania zakrętów jest dość prosta. Zawsze należy wjeżdżać w nie ze stałą prędkością, starając się rozpocząć manewr jak najszerzej. Oznacza to, że w lewy zakręt wjeżdża się, jak najdłużej trzymając się prawej krawędzi pasa, a w prawy – jak najbliżej środka drogi. Kolejnym krokiem jest dynamiczne pochylenie motocykla i płynne dodanie gazu, które wypchnie motocykl z zakrętu. Cały czas należy pamiętać, by spoglądać daleko przed siebie i podczas jazdy lekko przechylić się w stronę środka zakrętu. Obranie właściwej linii przejazdu gwarantuje, że motocyklista zmieści się na swoim pasie, mając jednocześnie dobrą widoczność na jezdnię oraz samochody nadjeżdżające z przeciwka. Najczęstszym błędem popełnianym podczas pokonywania zakrętów jest zbyt wczesne złożenie się, które powoduje, że linia przejazdu kończy się gdzieś poza jezdnią.

auto_motocyklauto motor i sport
Być może czujniki i nowoczesne systemy asystujące pomogą kiedyś całkowicie uniknąć takich wypadków


W bardzo wielu przypadkach błędem, który kończy się wypadnięciem z zakrętu, nie jest prędkość, lecz zbyt małe pochylenie motocykla. Dla osób niemających doświadczenia z jazdą na jednośladach motocykl pochylony pod kątem 35 stopni, jadący w spokojnym tempie, wygląda bardzo spektakularnie, ale nie jest to żadna brawura, tylko zwykła konieczność wynikająca z praw fizyki.
Brawura bywa zresztą w takich sytuacjach zarzucana również kierowcom samochodów. Gdy któryś z nich przejeżdża zakręt, korzystając w pełni ze swoich umiejętności, wielu ludziom może się wydawać, że ryzykuje i jest nieodpowiedzialny. Warto jednak wziąć pod uwagę, że taki kierowca po prostu być może potrafi szybko i płynnie pokonywać zakręty, wie, co przy panujących warunkach jest w stanie zrobić z samochodem i jeśli nie przekracza dozwolonej prędkości, zachowuje się racjonalnie. Jednak nie każdy ma takie praktyczne umiejętności. Tak samo jest z motocyklistami. Żeby uniknąć wypadków, obydwie strony w zakręcie powinny utrzymywać raczej większy niż mniejszy odstęp od środkowej linii jezdni. O ścinaniu zakrętu, niezależnie od tego, jak dobrym jest się kierowcą, nie ma mowy. Więcej porad dotyczących poprawnego pokonywania zakrętów motocyklem można znaleźć na stronie www.motocykl-online.pl/szkola-jazdy.

 

PRZYKAZANIA DLA MOTOCYKLISTÓW

1
Zawsze stosuj się do zasady ograniczonego zaufania: w porę zmniejsz prędkość i zawsze bądź przygotowany do nagłego hamowania. Spodziewaj się, że nikt się ciebie nie spodziewa.

2
Bądź przewidujący i pamiętaj, że inni uczestnicy ruchu także mogą popełnić błąd. Podczas kolizji samochodu z motocyklem, ci drudzy zawsze są na straconej pozycji.

3
Zrób wszystko, żebyś był dobrze widoczny na drodze: unikaj czarnych ciuchów motocyklowych, zakładaj kurtki wyposażone w elementy odblaskowe.

 

REKLAMA

Umieć przewidywać

Na prostych drogach główną przyczyną wypadków jest nadmierna prędkość i dotyczy to zarówno samochodów, jak i motocykli. Motocykle mają dużo lepsze przyspieszenie niż auta, co ma swoje dobre i złe strony. W niebezpiecznych momentach motocyklista może po prostu w porę odjechać, z drugiej jednak strony lepsze osiągi kuszą do częstego ich wykorzystywania i łamania przepisów. Wyprzedzanie w miejscach, w których jest to niebezpieczne, wciskanie się tam, gdzie nie ma miejsca – to wszystko powoduje agresywne reakcje kierowców samochodów i nie tylko ich. Obydwie strony powinny pohamować za kierownicą własne ego i mieć dla siebie nawzajem większy respekt.

Samochody hamują dużo skuteczniej niż motocykle. Z prędkości 100 km/h zatrzymują się o 5 metrów wcześniej

Ostrożność i brak zaufania do innych kierowców są wskazane w wielu sytuacjach na drodze, np. tam, gdzie samochód wyjeżdża tyłem z miejsca parkingowego albo gdy zamierza zawrócić. Tu pojawia się podwójny problem. Po pierwsze dlatego, że słupki dachowe czy zwykły znak przy drodze lub zaparkowany obok samochód zasłaniają kierowcy auta widok, a po drugie dlatego, że uwaga skupiona na wykonaniu tych skomplikowanych manewrów powoduje, że łatwo przeoczyć szybko zbliżający się motocykl. W takich miejscach i sytuacjach motocyklista nie powinien ufać wyłącznie przepisom, wierząc, że ma pierwszeństwo. Powinien być w każdej chwili gotowy do awaryjnego hamowania, dobrze, by dał jakiś znak swojej obecności w tym miejscu. Może to być błyśnięcie światłami, czy skorzystanie z klaksonu.
Z kolei kierowcy samochodów powinni więcej uwagi poświęcić na obserwację tego, co dzieje się na drodze. Jeśli gdzieś w oddali zauważą motocykl, czasami warto, by poczekali kilka chwil z wykonaniem manewru. Motocyklista ze swojej strony powinien zwracać uwagę na zachowanie samochodu jadącego przed nim lub z przeciwka. Gdy zauważy, że kierowca zachowuje się nietypowo, czyli zmniejsza prędkość i skręca koła pojazdu, pod kaskiem powinna zapalić się lampka ostrzegawcza.
Na drodze nie zawsze udaje się w porę zauważyć, co zamierzają inni. Albo, co równie niebezpieczne, wielu kierowców nie jest w stanie prawidłowo ocenić skutków zaistniałej sytuacji. Gdy motocyklista zauważy, że w aucie jadącym przed nim zapaliły się światła hamowania, raczej nie będzie wiedział, jak szybko ten samochód wytraca prędkość. A w aucie dzieje się to szybciej niż w motocyklu. Po prostu samochody hamują lepiej – jadąc z prędkością 100 km/h, zatrzymują się około 5 metrów wcześniej niż motocykl, czyli po 35, a nie po 40 metrach. Do ewentualnego uderzenia dochodzi więc, gdy motocykl porusza się jeszcze z prędkością co najmniej 30 km/h. W wypadku starszych jednośladów nie wyposażonych w ABS droga hamowania może wynieść nawet 50 m, co oznacza, że uderzenie w tył auta następuje przy prędkości 50 km/h. A mowa tylko o drodze hamowania.

Unikanie ryzyka

W wielu przypadkach dochodzi do tego wspomniany wcześniej brak umiejętności i strach przed wywróceniem się – co powoduje, że motocykliści nie wykorzystują w pełni możliwości hamulców w motocyklu. Może się okazać, że motocyklista nie ma szansy skutecznie zahamować, jeżeli nie utrzymywał wystarczająco dużej odległości od auta. Nie wolno zapominać, że wciąż sporo motocykli nie jest wyposażonych w ABS. Dlatego motocyklista nie powinien jechać centralnie za samochodem, lecz blisko lewej strony auta, wtedy będzie go dobrze widać w lusterku. Będzie mógł też wtedy lepiej obserwować, co dzieje się przed pojazdem (zwłaszcza jeśli ma do czynienia z SUV-em, który z powodu swoich gabarytów mocno zasłania widok) i zwiększy swoje szanse na szybką reakcję, gdy samochód zacznie gwałtownie hamować.
Wielu wypadków z udziałem samochodów i motocykli można by uniknąć, gdyby każda ze stron dawała drugiej większe szanse. Na przykład motocykliści nie powinni jechać zbyt blisko jednej ze stron samochodu, bo nie będą widoczni w tzw. martwym polu lusterka. Nagła zmiana pasa przez samochód staje się wtedy dla motocykla ogromnie niebezpieczna. Z kolei podczas skrętu w lewo wielu kierowców samochodów nie docenia prędkości, z jaką zbliża się motocykl – jeśli jedzie 100 km/h, zamiast dozwolonych 70 km/h, każde 100 metrów pokonuje nie w ciągu pięciu, lecz około trzech sekund. Kierowca wyjeżdżający powoli z drogi podporządkowanej nie jest w stanie tego właściwe ocenić. Sto metrów wydaje mu się dużą odległością i niejeden dochodzi do wniosku, że jednak zdąży jeszcze włączyć się do ruchu na głównej drodze.

auto_motocyklFot. Shutterstock.com
Kierowcy aut i motocykliści powinni mieć dla siebie większy respekt i umieć przewidywać niebezpieczne sytuacje


Paradoksalnie wiele wypadków zdarza się podczas bardzo dobrej pogody, gdy świeci ostre słońce. Gdy znajduje się ono za plecami motocyklisty, kierowcy aut nadjeżdżających z przeciwka widzą go znacznie gorzej niż on ich i motocyklista powinien to uwzględnić. Jeżeli z drogi podporządkowanej wyjeżdżają samochody albo gdy auto jadące z przeciwka zechce skręcić w lewo, motocykliści muszą być gotowi, żeby awaryjnie zahamować. Powinni liczyć się z tym, że kierowca ich nie zauważy. Zderzenia z samochodami zbliżającymi się z przeciwka i skręcającymi w lewo należą do najczęstszych, w których uczestniczą motocykle.

REKLAMA

REKLAMA

Ślepa wiara szkodzi

Kierowcy coraz częściej całkowicie polegają na systemach asystujących zamontowanych w samochodach, choćby podczas wyjazdu tyłem z miejsca parkowania, gdy sygnały graficzny i dźwiękowy informują ich, że z boku nadjeżdża jakiś pojazd. W krytycznej sytuacji system sam powoduje wtedy nawet zatrzymanie auta. Układy, które umożliwiają częściowo automatyczną jazdę, działają dzisiaj całkiem niezawodnie, ale tylko przy niskiej prędkości auta. Nie należy ufać im całkowicie. System asystujący – o czym świadczy jego nazwa – ma tylko wspomagać kierowcę, ale nie zdejmuje z niego odpowiedzialności. Wielu o tym zapomina, co widać, gdy przeanalizuje się przyczyny niektórych wypadków. Okazuje się, że z powodu tych systemów niektórzy kierowcy nie koncentrują się dostatecznie na jeździe, a powinni w pełni świadomie prowadzić swój pojazd i wiedzieć, jak prawidłowo korzystać z elektronicznych systemów. Zbyt rzadko albo zbyt pobieżnie tłumaczy im się zasady ich działania. Kupując samochód, wielu ludzi wybiera najchętniej niestare używane modele i można wątpić, by ktoś im tłumaczył, co potrafią, a czego nie, zamontowane w nich systemy asystujące. A to ważna sprawa, bo samochody stały się dziś bardziej skomplikowane. Z usług „asystentów” trzeba korzystać świadomie, ponieważ systemy te nie zwalniają kierowcy z jego obowiązków, na przykład z obowiązku hamowania wtedy, gdy to potrzebne, czy z prawidłowej oceny prędkości. Niezależnie od wszelkich technicznych wspomagaczy to przecież kierowca trzyma stopy na pedałach i ręce na kierownicy, czyli to on ponosi całkowitą odpowiedzialność za to, co robi i co się dzieje z samochodem.

DLA PEWNOŚCI

Silnik, dwa koła, zbiornik paliwa, kanapa i kierownica – można odnieść wrażenie, że w ciągu stu lat swego istnienia motocykl prawie się nie zmienił. Ale pozory mylą, pod owiewkami zmieniło się prawie wszystko. W porównaniu z tymi sprzed lat, współczesne motocykle są przede wszystkim bardzo bezpieczne.
 
auto_motocyklauto motor i sport
 

Światła:
Kodeks drogowy wymaga, żeby motocykle miały włączone światła mijania także w dzień – po to, by inni kierowcy mogli je łatwiej zauważyć. Dzięki nowoczesnemu, LED-owemu oświetleniu motocykle są dziś dobrze widoczne na drodze, ale to nie zawsze wystarcza. W niektórych modelach elementem świateł dziennych są kierunkowskazy, które sprawiają, że pojazd jest jeszcze lepiej widoczny. Dla zwrócenia uwagi kierowców jadących za motocyklem stosuje się (jak w autach) tzw. dynamiczne światła hamowania, wykorzystujące światła kierunkowskazów, pulsujące w rytm ich pracy. Reflektory w nowoczesnych motocyklach dużo lepiej oświetlają drogę niż w tych sprzed lat, a przy tym nie oślepiają kierowców w pojazdach jadących z przeciwka. Coraz większą popularność zyskują światła doświetlające zakręty, które kierują strumień światła w stronę jego środka, uwzględniając kąt pochylenia motocykla.

Hamulce:
Układ ABS stosuje się w motocyklach od końca lat 80.; przez długi czas nie był obowiązkowy i sprzedawano go jako płatną opcję. Zmiana dokonała się na przełomie wieków, gdy wprawdzie powoli, ale konsekwentnie ABS w motocyklach zaczęli stosować japońscy producenci. Do obowiązkowego wyposażenia wszystkich nowych motocykli ABS wszedł jednak dopiero w styczniu 2017 roku. Postęp widać i można go zmierzyć – niegdyś ciężkie i nieporęczne urządzenie o masie 10 kg stało się niewielkie i waży około kilograma, działa też dużo precyzyjniej. W porównaniu z ABS-em pierwszej generacji droga hamowania w wypadku motocykli ze współczesnym urządzeniem skróciła się o ponad 30 procent. Od około sześciu lat stosuje się specjalny rodzaj ABS-u, który zmienia charakterystykę swojej pracy w zależności od kąta pochylenia motocykla. Im kąt złożenia jest większy, tym praca ABS-u dyskretniejsza.

Zawieszenie:
Na co zda się mocny silnik, jeśli jego mocy nie można bezpiecznie przenieść na asfalt? W budowie zawieszenia z biegiem lat dokonano ogromnych zmian. Widelce teleskopowe i tylne amortyzatory pracują dzisiaj dużo precyzyjniej, niektóre z nich są sterowane elektronicznie i w ułamku sekundy dopasowują swoją charakterystykę do zmiennych warunków na drodze. W motocyklach turystycznych i turystycznych enduro można jednym przyciśnięciem guzika na kierownicy zmieniać charakterystykę zawieszenia zależnie od obciążenia oraz tego, czy motocykl porusza się po drodze asfaltowej, czy w terenie.

Opony:
Jeśli zdać sobie sprawę z faktu, że powierzchnia styku z asfaltem opony 200-konnego motocykla wynosi tylko kilka centymetrów kwadratowych, może zrobić się nieswojo. Tym bardziej godne podziwu, ile nowych mieszanek gumy przygotowują każdego roku producenci opon, by zapewnić im na drodze najlepszą stabilność i przyczepność. Gdy ktoś pyta, jak sprawić, by starszy motocykl stał się bezpieczniejszy, odpowiadamy krótko: kupić nowe opony. W przeciwieństwie do samochodów motocykle są pojazdami bardzo wrażliwymi na nieprawidłowe ciśnienie powietrza w oponach. Dlatego w motocyklach coraz częściej stosuje się systemy kontroli ciśnienia, a informacje o zbyt niskim lub za wysokim są wyświetlane w kokpicie.

Systemy elektroniczne:
Silnik jest wprawdzie nadal sercem motocykla, ale mózgiem nowoczesnych maszyn są skomplikowane komputery. To one synchronizują działanie systemów zamontowanych w motocyklu. Do pracy potrzebują jednak wielu danych. Najnowszym rozwiązaniem jest IMU, czyli Interial Measurement Unit – zaawansowany technicznie moduł uzbrojony w wiele czujników mierzących przyspieszenia i kąty obrotu motocykla wokół trzech osi. To dzięki danym uzyskanym z IMU mógł powstać ABS zmieniający charakterystykę podczas jazdy w zakręcie, czy też precyzyjny system kontroli trakcji. Współczesne motocykle, podobnie jak samochody, są dziś wyposażane w systemy ułatwiające ruszanie pod górę (zablokowanie tylnego koła, gdy motocykl stoi na wzniesieniu), zmienne mapy pracy silnika dopasowujące jego charakterystykę do warunków panujących na drodze, sterujące pracą zawieszeń, czy w znany od dawna w samochodach, a zastosowany po raz pierwszy w tym roku w motocyklach, aktywny tempomat. Systemy spotykane wyłącznie w motocyklach to układ zapobiegający podnoszeniu się przedniego koła podczas dynamicznego startu, czy rozwiązanie zapobiegające unoszeniu się tylnego koła podczas awaryjnego hamowania. Gdyby nie elektronika, żadne z tych rozwiązań nie ujrzałoby światła dziennego.

Poduszka powietrzna:
Ciekawe, że poduszka powietrzna – od dawna standardowy element wyposażenia samochodu – nie zrobiła dotąd kariery w motocyklach. Tylko Honda oferuje za dopłatą w Gold Wingu poduszkę umieszczoną w atrapie zbiornika. Poduszki powietrzne bywają też elementem ubioru motocyklisty, wszyte w tekstylną kurtkę albo skórzany kombinezon. Współczesne systemy są wyzwalane mechanicznie za pomocą linki łączącej motocykl z zaworem w poduszce powietrznej, jednak o wiele lepsze są te sterowane elektronicznie.

 

Poznać granice

Zarówno kierowcy samochodów, jak i motocykliści muszą znać ograniczenia swoje i swoich pojazdów. Tego można się nauczyć tylko na kursach doskonalenia techniki jazdy. Ktoś, kto nie ma zamiaru poznać tych ograniczeń, ponieważ twierdzi, że nigdy nie przekroczy pewnych granic, może być mocno zaskoczony, gdy jednak kiedyś się do nich zbliży. Wtedy łatwo o błąd, a lekceważenie takiej wiedzy to lekkomyślność. Kierowca powinien wiedzieć, jak w danych warunkach zachowa się pojazd. I wcale nie chodzi tylko o sytuacje ekstremalne. Uczestnicy kursów doskonalenia jazdy dostają również mnóstwo wskazówek na temat tego, jak panować nad pojazdem i jak zachowywać się prawidłowo w ruchu drogowym. Motocykliści często uczą się wybierać optymalną linię przejazdu w zakręcie. Podczas kursu ćwiczy się też umiejętność prawidłowego i skutecznego hamowania – tu akurat w krótkim czasie można zrobić naprawdę ogromne postępy. Podobnie jest w wypadku kierowców samochodów. Większości z nich wydaje się, że już setki razy ostro hamowali, tymczasem najczęściej nie mają bladego pojęcia o tym, co to jest pełne hamowanie. Boją się, gdy pedał zaczyna pulsować i myślą, że robią coś nie tak. Właśnie tego między innymi można się nauczyć na kursach doskonalenia techniki jazdy. A także koncentracji na drodze – bo właśnie ona decyduje o bezpieczeństwie.

ŚWIĘTA WOJNA TRWA!

Bójka, do jakiej doszło na bramkach wrocławskiego odcinka autostrady, dowiodła, że wojna pomiędzy motocyklistami i kierowcami samochodów trwa i wystarczy iskra, by w ruch poszły pięści. Z czego to wynika? W tym wypadku winy szukałbym w kompleksach i próbie udowodnienia za wszelką cenę swojej wyższości, której efektem była siłowa próba wepchnięcia się przed stojące w kolejce auto. Z drugiej strony – z frustracji kierowcy samochodu czekającego na swoją kolej w długim korku. Połączenie tych dwóch elementów sprawiło, że obu kierowcom puściły nerwy, a zdarzenie zakończyło się bijatyką pokazaną w mediach. Najgorsze w tej sytuacji jest to, że w ułamku sekundy wszystkim motocyklistom przyklejono łatkę łamiących prawo bandytów, potrafiących rozwiązywać problemy tylko w jeden sposób – siłą. Ta jedna sytuacja bardzo mocno popsuła opinię o użytkownikach jednośladów.
Nie zamierzam bronić motocyklistów ani mówić, że jesteśmy idealni. Nasze największe grzechy to przekraczanie dozwolonej prędkości, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, wciskanie się na trzeciego i liczenie na to, że ktoś ustąpi, o slalomach pomiędzy samochodami nie wspominając. Sfrustrowani takimi sytuacjami kierowcy samochodów nie pozostają nam dłużni. Największym grzechem kierowców aut jest jednak roztargnienie, które zwykle kończy się tragicznie dla motocyklistów. Jedną z najczęstszych przyczyn wypadków jest wymuszanie pierwszeństwa na motocyklistach oraz nagły, niesygnalizowany skręt w lewo w chwili, gdy samochód jest wyprzedzany przez motocykl.
Niestety, wielu z nas to indywidualiści i zamiast zjednywać sobie przyjaciół, walczymy z całym światem, w tym również z tymi niezmotoryzowanymi mieszkańcami miast. Nocne wyścigi przez osiedla, przegazówki aż do odcięcia przysparzają nam wielu wrogów.
Czy takich sytuacji da się uniknąć? Oczywiście, że tak. Może krokiem w kierunku normalności byłoby zwiększenie liczby miejsc, w których zarówno motocykliści, jak i kierowcy samochodów mogliby się wyżyć, doskonaląc jednocześnie swoje umiejętności. Na razie torów jazdy jest jak na lekarstwo.
Jestem optymistą i staram się zauważać też pozytywne zachowania kierowców zarówno samochodów, jak i jednośladów. Ci pierwsi coraz częściej zjeżdżają na bok, widząc w lusterku zbliżający się motocykl. Ci drudzy z uśmiechem na twarzy potrafią powiedzieć głośno: „dziękuję”. Mam nadzieję, że sytuacje takie jak ta na podwrocławskiej autostradzie będą rzadkością. Do zakopania topora wojennego droga jest jeszcze daleka.

Jacek OciepkoMotocykl
Jacek Ociepko redaktor naczelny miesięcznika „Motocykl”

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA