Nowy znak na polskich drogach. Co oznacza tablica z dłonią?

Dobrze znany z europejskich dróg znak dotarł w końcu i do Polski. Chodzi o tablicę, która ma ostrzegać przed wjazdem pod prąd na drogę szybkiego ruchu.

Tablica fot. GDDKiA
Tablica "STOP Zły kierunek"

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczyna montaż specjalnych oznaczeń, które mają pomóc zapobiec wjeżdżaniu pod prąd na drogi szybkiego ruchu. Wzór tablicy jest dobrze znany kierowcom podróżującym za granicę, bo spotkać go można w Niemczech, ale i w innych krajach Europy, jak Austria, Słowacja czy Chorwacja.

REKLAMA

Dołącz do nas na facebooku i bądź na bieżąco z motoryzacyjnymi newsami!

Chodzi o dużą żółtą tablicę, na której widnieje czarna dłoń z wpisanym w nią znakiem zakazu wjazdu i podpisem STOP Zły kierunek. Widząc taki znak przed maską samochodu, kierowca powinien od razu zawrócić, bowiem oznacza to, że wybrał niewłaściwą nitkę jezdni i zmierza na drogę ekspresową czy autostradę pod prąd.

Charakterystyczne duże żółte tablice ustawiono już na łącznicy węzła Głogów Południe na trasie S3, a także na węźle Świlcza na S19. Nowe tablice pojawiły się również na autostradzie A4 na węzłach Opole Zachód, Rzeszów Północ i Przemyśl oraz przed granicą Polski z Ukrainą w Korczowej, gdzie zaobserwowano kierowców oczekujących na odprawę i zawracających przed granicą.

Tablica fot. GDDKiA
Tablica "STOP Zły kierunek"

Ustawione tablice informacyjne nie są znakiem drogowym, a mają służyć jako wzmocnienie obowiązującej organizacji ruchu. Przypomnijmy, że umieszczanie znaków drogowych reguluje tzw. „czerwona książka”, która jest rozporządzeniem Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz. U. z 2019 r. poz. 2311 z późn. zm.).

W najbliższym czasie takie tablice informacyjne pojawią się między innymi na węźle Patriotów na S2 w Warszawie, na węzłach Wypędy, Paszków i Mszczonów na S8, na większości węzłów na S3 pomiędzy Szczecinem i Zieloną Górą, na obwodnicy Wałcza w ciągu S10, a także na kilku węzłach na S1 i S52 w okolicy Bielska-Białej.

Zamów e-wydanie magazynu "auto motor i sport" - teraz o 30% taniej!

REKLAMA

REKLAMA

Jazda pod prąd – przyczyny

Pomimo tego, że węzły i łącznice są projektowane i budowane w taki sposób, aby intuicyjnie prowadzić kierowcę zgodnie z ruchem prawostronnym, a zjazd pod prąd jest zachowaniem nienaturalnym i wymusza złamanie kilku przepisów, to wciąż nie brakuje kierowców, którzy stwarzają zagrożenie.

W 2017 roku GDDKiA przeprowadziła analizy z których wynikało, że przyczynami jazdy pod prąd były przede wszystkim:

  • nieznajomość przepisów ruchu drogowego i niestosowanie się do nich,
  • chęć uniknięcia opłaty za przejazd odcinkiem płatnym (zawracanie na PPO),
  • źle wybrany kierunek ruchu na MOP,
  • wyjazd z zatorów spowodowanych zdarzeniem drogowym,
  • prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu.

Widać zatem, że w większości przypadków jazda pod prąd wynika z celowej decyzji (zawracanie w korku czy przed bramkami) lub z jazdy pod wpływem alkoholu, i tutaj tablice pewnie niewiele zmienią. Wciąż jednak jest grupa kierowców, którzy wjeżdżają pod prąd przez nieuwagę i być może taka tablica sprawi, że przerwą taki zgubny manewr i zawrócą, zamiast kontynuować jazdę pasem dla przeciwnego kierunku. Chcemy w to wierzyć.

REKLAMA

Jazda pod prąd – co zrobić, gdy już popełnimy błąd

Błędy mogą przytrafić się każdemu. Co zatem zrobić, kiedy zorientujemy się, że wjechaliśmy na autostradę pod prąd? Przede wszystkim nie można kontynuować jazdy, próbując dojechać do najbliższego zjazdu. Należy bezzwłocznie zatrzymać się w bezpiecznym miejscu, na przykład na pasie awaryjnym, włączyć światła awaryjne i z zachowaniem szczególnej ostrożności opuścić pojazd. Jeśli to możliwe, schronić się za barierą ochronną.

Kolejną czynnością powinno być powiadomienie służby drogowej lub policji, które pomogą kierowcy wydostać się z takiej pułapki. Eksperci GDDKiA radzą, żeby pod żadnym pozorem nie próbować samodzielnie zawracać. Powoduje to dodatkowe zagrożenie dla nas samych i innych uczestników ruchu. Takie manewry mogą skończyć się tragicznie, ponieważ inne samochody pędzą z prędkością 120 czy 140 km/h, a dobrze wiemy, że przeważnie znacznie szybciej, dlatego nawet jeśli nie widać żadnego pojazdu na horyzoncie, nie znaczy to że nie zdąży nadjechać, zanim my zdążymy z manewrem zawracania.

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA